09.08.2015

Rozdział 7

Nell - Afterglow



。 花 。 花 。 花 。



Od niepamiętnych czasów miałem zaszczyt oglądać krajobrazy przewijające się prędko za szybą samochodu. Kazuma zapewnił mnie, że po powrocie nie czeka mnie nic złego, jednak Ryunosuke-sama mogąc wszystko, pewnie rozsypie mnie w drobny mak. Powinienem się bać, a przynajmniej martwić, natomiast odczuwam jedynie spokój albo obojętność. Sam nie jestem do końca przekonany co w tym momencie jest moim towarzyszem. Przez chwilę nawet przeszło mi przez myśl, by zostać u Nagase, jednak coś wewnętrznie ciągnie mnie do Kuroi Karasu, nie pozwalając na samodzielne myślenie. Uśmiechnąwszy się pod nosem, roześmiałem się do siebie, zaczynając gładzić palcami skronie. Aż tak dałem się zmanipulować? Sam już nie mam bladego pojęcia, jednak postanowiłem, że stanę się jeszcze silniejszy. Nie wiem dla kogo... Później się nad tym zastanowię.

Łapiąc za butelkę wody przekręciłem ją na bok, widząc jak krystaliczna ciecz falą naciera na nakrętkę, mieniąc się przy tym przeogromnie. Ciekawe... czy kiedyś będzie mi dane coś lepszego... Być może teraźniejszy los będzie pokutą, za zabicie własnej siostry, o której przecież nie wolno mi już tak myśleć. Będę w stanie podążać nową ścieżką, mając ten ciężar na barkach?

Sam się w tym gubię... Jednak coś się we mnie zmieniło, tylko, czy na lepsze?



。 花 。 花 。 花 。



Przed pojawieniem się przy organizacji, uśpili mnie, bym przypadkiem nie zobaczył gdzie mnie przywożą. Czy to ważne? Nie mam zamiaru uciekać, bo niby gdzie? Nie mam pieniędzy ani rodziny, tamta osobowość odeszła, zacierając granice pomiędzy własną wolą, a dostosowaniem się do sytuacji.Otworzyłem oczy ze zdziwieniem dostrzegając 'swój' pokój, bez Sanga. No, chyba, że mają ochotę zrobić mi niespodziankę i zaraz wyskoczy z bronią, celując w głowę. Westchnąłem, po czym podniosłem się z łóżka, pocierając opuszkami powieki. Machinalnie podszedłem do drzwi, otworzyłem je i skierowałem się do korytarza, który zapamiętałem jako drogę do Ryunosuke-sama. Docierając na miejsce zapukałem kilka razy i nie czekając na zaproszenie, wszedłem do środka. Mężczyzna siedział przy biurku, intensywnie klikając po klawiaturze, lecz kiedy wtargnąłem do pomieszczenia, podniósł wzrok, a przy tym dość wysoko uniósł lewą brew.

- No proszę, kogo widzę. - podniósł się, domykając laptopa - Chyba opuściłeś kilka treningów, nie sądzisz?
- Tak, Ryunosuke-sama. - odpowiedziałem schylając się w geście przeprosin.

Ku własnemu zdziwieniu nie bałem się, byłem zupełnie wyprany z emocji, co nie wróżyło niczego dobrego. Kiedy podnosiłem głowę, brunet stał tuż przy mnie ze wzrokiem mówiącym 'powinienem cię zabić'.

- Gdzie byłeś? A nie, niewłaściwe pytanie, przecież to wiem. - prychnął i złapał mnie mocno za szyję - Czego od ciebie chciał?!
- Chciał tylko porozmawiać. - wziąłem płytki wdech, starając się mówić w miarę normalnie - A także, bym przeszedł na jego stronę.
- To co tu jeszcze robisz? - spytał z ironią w głosie.
- Moim zadaniem jest chronić mojego właściciela, a także służyć Kuroi... Karasu. - końcówkę powiedziałem z ledwością, ponieważ dwudziestoczterolatek uderzył mnie pięścią w twarz.
- Jasne. - syknął, masując swoje kostki.

Otworzyłem zaskoczony powieki w momencie uderzenia odwracającego moją twarz o dziewięćdziesiąt stopni. Czując ból zdałem sobie sprawę z tego, że żyję. Dziwne, no nie? Zupełnie, jakbym wcześniej był martwy. Skierowałem wzrok w stronę mężczyzny, prostując swoje plecy.

- Ryunosuke-sama, mógłbyś to zrobić jeszcze raz?

Ciemnooki zacisnął palce w pięść, po czym wymierzył mi morderczo mocny cios, który powalił mnie parę metrów w tył. Upadając na podłogę, cieszyłem się jak głupi, mając na ustach szeroki uśmiech. W niewytłumaczalny sposób poczułem ulgę. To nie miałoby sensu, gdyby inna osoba spełniła moją prośbę. Tylko on jest w stanie sprostać mojej zdziwaczałej psychice. Nienawidzę go.

- Wstawaj, idziesz na trening. - po tych słowach złapał mnie mocno za włosy, ciągnąc w stronę wyjścia.

Bez żadnego 'ale' ruszyłem za nim, nie zwracając uwagi na krew, która sączyła mi się obficie ze skroni i nosa. Chciałem oberwać, poczuć jakiekolwiek emocje zanikające tego dnia w zawrotnym tempie. To jest to, pewnie tak będzie wyglądała większość moich dni, jeśli się nie wzmocnię.

Z ogromnym skupieniem na twarzy, której wciąż towarzyszył przedziwny uśmiech, przechodziłem zabójczy trening, zalegający na moim koncie od dwóch dni. Ryunosuke-sama co jakiś czas marszczył czoło, a także energiczniej zaciskał skrzyżowane ręce, ponieważ nie mógł rozgryźć powodu mojego uśmiechu i motywacji do działań. Było widać moje starania jak i energię, którą poprzednio się nie wykazywałem.

Muszę jak najszybciej osiągnąć szczyt swoich możliwości, choćbym miał nawet ćwiczyć całymi dniami. Przecież chcę być wolny i już nigdy więcej nie uciekać.



。 花 。 花 。 花 。



Po dwunastej położyłem się na łóżku, krzyżując dłonie pod własną głową. Czułem jak moje mięśnie stają się ociężałe, nie pozwalając mi iść do łazienki, by zaczerpnąć orzeźwienia i zmyć trud dzisiejszego dnia. Chyba dobrze się spisałem, co? Zaśmiałem się pod nosem na wspomnienie Nagase.


- Boisz się?
- Na razie nie...
- To dobrze. - rozchylił w uśmiechu wargi, po czym przeniósł je na usta, łącząc je ze swoimi - Nie chciałbym, byś odczuł to jako usługę seksualną.
- Dlaczego? Przecież i tak nie mam własnego zdania. - wzruszyłem ramionami wpatrując się w niego beznamiętnie.
- Jak to dlaczego? Chyba nie wyglądam na takiego, który przypomina Ryunosuke.
- To i tak niczego nie zmienia. Jesteś szefem mafii, a ja pionkiem w jej rękach.
- Co nie zmienia faktu, że jesteś człowiekiem posiadającym własną wolę i honor. Tenshin, szanujesz siebie? - na te słowa spojrzałem na niego zaskoczony, czując jak w moje serce wbija się coś nieprzyjemnego, a jednocześnie zawstydzającego.
- Chyba przestałem. - opuściłem wzrok, beznamiętnie wpatrując się w tors mężczyzny.
- Nigdy nie zapominaj kim jesteś. Jeśli chcesz żyć, rób wszystko co w twojej mocy, by tak się stało, a życie było godne starań. Jeśli chcesz umrzeć, zrób to bez cienia wątpliwości. Nie możesz być tylko marionetką, a uwierz, że masz potencjał. - z uśmiechem przejechał dłonią po moim policzku, zatrzymując opuszki na skórze warg - Jak już wcześniej powiedziałem, możesz do mnie dołączyć. Jeśli zadecydujesz inaczej, nie możesz się wahać, tamta ścieżka nie jest prosta.

Żyć? Jak ja mam kurwa żyć?! Takie życie nie ma sensu, mam być psem, który broni pana, nie ma rodziny i wierzy tylko w to, co ktoś powie? A może mam wybrać śmierć? Wtedy bym sobie nie wybaczył śmierci siostry, nie mogę tego zrobić... Chcę żyć! Cholernie mocno, ale...

- To niemożliwe. - mruknąłem czując, że tracę nadzieję w cokolwiek.
- Jesteś inteligentny, nawet nie wiesz, ile możesz osiągnąć przez manipulację, jeśli tylko dobrze to rozegrasz. - pokazał swoje przepiękne zęby, po czym zaczął zjeżdżać dłońmi na moje biodra.
- Dlaczego taki dla mnie jesteś? - spojrzałem prosto w jego oczy, natomiast on wzruszył ramionami, skupiając się na moich ustach.
- Nie wiem. Coś mi się w tobie podoba, to wszystko.
- Aha... - szepnąłem prawie bezdźwięcznie.

Podniosłem dłoń, chcąc chociaż przez moment dotknąć jego skóry. W sumie czego się spodziewałem? Odpowiedzi w stylu ' Zakochałem się w tobie, więc muszę pomóc ci za wszelką cenę. ' ? To śmieszne. Przesunąłem opuszki po czystej cerze, docierając do ust, a następnie uniosłem nieznacznie plecy i zamknąłem oczy, zaczynając muskać jego wargi. Skoro może być ciężko, powinienem wykorzystać te chwilę. 

Brunet natychmiast złapał mnie za biodra ściskając je dosyć mocno, ale przyjemnie, na co ja oplotłem dłońmi jego kark. Czułem się przy nim jak jakaś kruszynka, która mogłaby być w każdym momencie roztrzaskana bez zbędnego wysiłku. Zrobiło mi się trochę cieplej, kiedy poczułem dotyk w okolicach bokserek, przez co przerwałem pocałunek. Mając uchylone usta, mogłem zaczerpnąć większej ilości powietrza. Czułem ciepło, które bardzo szybko rozprzestrzeniło się wokół Nagase, a jego pocałunki na mojej szyi nabrały na sile powodując tym samym zwiększenie odczuwanej przyjemności. Dość szybko znalazłem się na łóżku bez ubrań, męczony stanowczymi, acz subtelnymi pieszczotami. Nie spodziewałem się takiego rozwoju akcji, dlatego też spojrzałem na mężczyznę w lekkim oszołomieniu, natomiast on uśmiechnąwszy się pod nosem, przejechał językiem po moim brzuchu, całując go na sam koniec. Wyprostował plecy, po czym sięgnął po coś, co niekoniecznie mnie interesowało, ponieważ aktualnie podziwiałem budowę jego ramion. Z tego zamyślenia, zacząłem je gładzić, a wzrokiem zlustrowałem cudowny tors. Dopiero kiedy poczułem zimną maź przy swoim wejściu, wzdrygnąłem się, otrząsając tym samym z myśli. Widziałem po jego ruchach czy mimice jak bardzo go nakręciłem. W sumie trochę się dziwiłem, gdyż nie uważałem siebie za super gościa w tych sprawach...

- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. - powiedział to tak, jakby nie oczekiwał odpowiedzi, więc tylko pokręciłem głową.

Domknąłem powieki, rękami łapiąc się poręczy łóżka znajdującą się tuż nad moimi włosami. Mężczyzna wysmarował swoją męskość żelem, po czym złapał mnie pod kolanami i zaczął we mnie wchodzić. Spiąłem się na chwilę, przy czym wstrzymałem oddech. Nigdy bym nie pomyślał, że będę w takiej sytuacji... Ale czego to ja już nie myślałem? To teraz nie ma znaczenia. Muszę się wziąć w garść, a kto mi to uświadomił? Szef drugiej mafii, to jest jakiś paradoks... Chcę się z tego otrząsnąć...
Wypuściłem powietrze, kiedy poczułem mocniejsze ruchy. Palcami u stóp złapałem za pościel, natomiast całe ciało wygięło się w niewielki łuk.

- Boli cię coś? - usłyszałem pytanie, kiedy beznamiętnie spojrzałem w sufit.
- A czy to ważne? - zaśmiałem się słysząc takie pytanie z ust osoby wyższej rangą. 
- Raczej tak. - odrzekł, po czym przybliżył się do mojego ciała i zaczął się w nim szybciej poruszać - Dlaczego jesteś taki cichy?

Zerknąłem na niego ze zdumieniem, kiedy usłyszałem tak dziwne pytanie. Zawsze taki byłem... Może po prostu tak mam? Albo nie spotkałem nikogo, przy kim mógłbym naprawdę szaleć? Zresztą, to nie jest teraz ważne. Nic nie jest godne dłuższego zastanawiania się. Tenshin, kurwa. Przestań już myśleć.

- Nie wiem. - odpowiedziałem z ręką na sercu, przy czym uśmiechnąłem się delikatnie.
- Śliczny... - Nagase szepnął mi do ucha, które przygryzł, po czym pchnął mocniej biodrami, a ja zacisnąłem wszystkie mięśnie.


Potrząsnąłem głową, a dłońmi zacząłem okładać się po twarzy. Dosyć. Muszę iść spać, nie mogę teraz myśleć nad zbędnymi rzeczami. Aczkolwiek ciekawi mnie, co tak naprawdę czuł Nagase... Nigdy nie spotkałem się z tak anielskim dotykiem i pytaniami, czy wszystko u mnie w porządku. Czuję się dość, dziwnie...

Ale... Nie żałuję.