08.06.2012

Rozdział 45

Mało brakowało abym podskoczył na oczach Eizo. Świetny wizerunek, nie ma co. Yasuro powoli zszedł z parapetu i stanął kawałek przed nauczycielem, natomiast dziewczyna pokręciła jedynie głową.

- Spokojnie, pewnie będziemy musieli to jakoś odrobić. - Higoshi machnął ręką bezlitośnie sprowadzając mnie na ziemię.
- Taki wredny to bym nie był. - białowłosy skrzyżował ręce i popatrzył na nas spod przymrużonych powiek - Macie wolne i już. Dogadałem się z nauczycielami, więc próby będą traktowane jak dodatkowe prace na rzecz szkoły.
- Proszę pana! - szatynka zaczęła trajkotać jak na straganie - Długo się zastanawiałam, ale wiem co będzie najlepsze jeśli chodzi o wystrój drugiego aktu. Popytałam tam gdzie trzeba i bez problemu dostanę materiały. - poprawiła swoją szkolną torbę, która ciągle złośliwie opadała na podłogę.
- A koszty? Przecież wiesz, że nie mogę nadużywać firmy twojego wujka. - złotooki oparł dłoń na biodrze, zastanawiając się nad czymś intensywnie, co ukazały usta wygięte w prawą stronę - Ile nas to wyniesie?
- Nic. Mówiłam, że nie będzie z tym problemu.
- No jak to nic, ile?
- Proszę pana. Jeśli mi pan nie wierzy, proszę zadzwonić do wujka. - zręcznie wyciągnęła komórkę, podstawiając ją pod sam nos mężczyzny.
- Dobra, wierzę, wierzę. - zbył ją jednym machnięciem, po czym niespodziewanie zerwał się z miejsca - Spotkanie, szkoda czasu!
- Matko! - ledwo utrzymałem się na nogach, kiedy chłopak pociągnął mnie za pędzącym Yarotouichi'm.

Nasza sala znajdowała się jakby na wylocie czy łączniku między głównymi budynkami, przez co jakieś dwie minuty musieliśmy biec bez żadnych przerw. Zziajani, z opóźnieniem dotarliśmy na korytarz, gdzie nauczyciel przedarł się na sam przód sporej grupy uczniów.

- No dobra, szkoda czasu! Każdy wie co ma robić, więc niech nawet nie ściemnia, że nie dostał żadnej roli albo zadania. - szybko pogrzebał w zamku i wpuścił nas do sporego pomieszczenia - Teraz ci co grają w pierwszym akcie idą za mną. - wskazał im kierunek, a my jak ostatnie ślimaki z trudem zamknęliśmy za sobą drzwi.  
- Czy on w ogóle wie co to zmęczenie? - zapytałem, nie nadążając za jego ruchami - Tutaj biega, gada, otwiera, ustala, zwiewa...! - gestykulowałem rękami, na co dwójka przyjaciół wybuchnęła szczerym śmiechem.
- Coś mi się wydaje, że potrafi pracować jeszcze szybciej. - Watanabe skierowała się na tył sali - Idę wszystko poukładać, zapisać i... Tym podobne rzeczy.
- Ta... - siedemnastolatek podszedł do mnie bliżej - Dopóki nie ogarniemy sytuacji może być taki kocioł. Idę na zaplecze uporządkować stroje, narka. - zmył się w mgnieniu oka, znikając na końcu za grubą, karmazynową ścianą.
- Taisho, czas do pracy. - westchnąłem wchodząc na swój podest.

O dziwo nie widziałem zespołu, któremu miałem pomóc, dlatego postanowiłem zapoznać się z małym studiem dźwiękowym. Odgarnąłem pieszczoszkę, od razu wyciągając z niej potrzebny kluczyk, po czym nieco wygodniej przysiadłem na obrotowym krześle. Żeby nie wprowadzać zamętu, nałożyłem na uszy super wypasione słuchawki i zacząłem działać. Nie mam pojęcia do kogo to wszystko należało i co tu było wcześniej, ale taki sprzęt musiał być strasznie drogi, używany nie do byle czego...

Za dużo tego.. Muszę zrozumieć co i kiedy mam włączyć, przyciszyć, użyć... Albo coś takiego...


***


- Taisho, ej. - ktoś potrząsnął moim ramieniem, abym na chwilę oderwał się od maszyny.
- Yo, już jesteś? - mruknąłem, odkładając słuchawki.
- Jestem już od piętnastu minut, ale nie chciałem ci przeszkadzać.
- No... W sumie już wszystko rozpracowałem. Teraz muszę się wsłuchać w waszą grę i gitara, załatwione.
- Nie idzie nam źle, chociaż mogłoby być lepiej. - czarnowłosy westchnął głośno, prowadząc mnie do znajomych.
- Ok, wy sobie grajcie, a ja posłucham co by trzeba było poprawić.
- Okey.

Przysiadłem sobie na niewielkim, drewnianym podeście, opierając plecy o zimną ścianę. Poczekałem chwilę, aż zaczną grać i spojrzałem na Eizo, który siłował się ze sporą, styropianową makietą prawdopodobnie niegdyś bujnego lasu. Zaśmiałem się pod nosem widząc śmiałe zmagania z jakże drapieżną wystawą.

Przesadzam. On po prostu ma taki charakter, więc nie powinienem mieć jakiejś obsesji na swoim punkcie. Gdyby na czyimś, to już coś, ale nie, Taisho musi oczywiście patrzeć tylko na swoje dobro. Przecież on nie jest jakimś zwierzęciem, które czyha na moment, aby wbić we mnie swoje pazury, a w dodatku ma ponad dwudziestkę, to nauczyciel...  Trafia to do ciebie Taisho? Na-u-czy-ciel.

Klepnąłem się mocno w czoło podnosząc z miejsca, aby wspomóc biedną dziewczynę dźwigającą paręnaście kartonów.

Faktycznie jestem głupi i wymyślam absurdalne rzeczy. Oj Taisho, dorośnij, dorośnij... Skup się na nauce, grze i co najważniejsze - Yasuro. 

Gwałtownie przyspieszyłem kroku, podbiegając do Yumi. Jedną dłonią ledwo sięgnąłem po ciężki kwadrat, a drugą utrzymałem równowagę sporo zaburzoną. 

- Pewnie by spadł, uff... - odsapnąłem idąc w stronę jej celu.
- A szklany świecznik rozbiłby się na paręset kawałeczków, a ja byłabym martwa... - fioletowowłosa zabawnie pokazała zęby, patrząc na moje włosy - Ej, Taisho, nie za dużo tego lakieru?
- To nie lakier. . . - odchrząknąłem znacząco - Moja szczotka chciała uprzykrzyć mi dzień. Udało jej się. - na potwierdzenie słów, dmuchnąłem w górę rozwiewając kilka kosmyków.
- Zła szczotka. - zrzuciła kartony na jedną kupę i przeciągnęła się leniwie.
- Bardzo. - schyliłem się do połowy, uważnie odkładając świecznik.
- Dzięki. - rzuciła w pośpiechu, pędząc po następne rzeczy.
- Spok... - chcąc się odwrócić zaryłem nosem w coś twardego.
- Przepraszam. - odpowiedzieliśmy w tym samym momencie.
- Jeju, ile pan ma wzrostu... - powiedziałem do siebie, oglądając jego szeroki uśmiech. 
- Tylko 192cm. - odparł potrząsając ramionami.
- Tylko. 
- Kiedyś chciałem mieć więcej, ale cóż... Wszystkiego się nie dostaje.
- Oj nie... - lekko zacisnąłem palce na nosie, dbając o jego dobry stan - W sumie to ja taki niski nie jestem.
- No, bo nie jesteś. - wyjrzał za moją fryzurę - Chyba zespół cię woła. Czas Taisho, czas!
- A no tak, miałem doradzić, jasne. - natychmiast zbliżyłem się do grupki nowo poznanych ludzi.
- No i nie słyszałeś. My tu sami dla siebie, a ty sobie latasz. - Ukyo przekładając przez pierś pasek od gitary, spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Słyszałem, słyszałem i powiem, że jest bardzo dobrze. Na razie nie mam się do czego przyczepić. Pograjcie więcej i po prostu wyćwiczcie trudniejsze momenty. Posłucham całości i już. Przecież co ja wam mogę jeszcze doradzać. Przykro mi to mówić, ale ty mylisz się nad wyraz za dużo i często. - dostojnie wyprostowałem kręgosłup i poprawiłem podwinięty na brzuchu kawałek koszuli.
- Aaa, tak... Mówiłem, że mam z tym problem. - oparł się na instrumencie, wbijając go twardo w ziemię.
- A ja mam pomagać. - wypuściłem powietrze stając obok niego - Czego dokładnie nie umiesz?
- Głównie nie wyrabiam na akordach, a do tego mój palec jakoś głupio się usztywnia. Nie mogę nim w wielu miejscach zręcznie przeskakiwać. - usadowił swoje cztery litery na nagrzanych deskach, przez co ja również byłem zmuszony do zrobienia tego samego.
- No to trzeba go rozruszać, miałem podobnie. - z bliska mogłem ujrzeć jego dosyć duże oczy, gdyż jedno z nich na ogół było schowane pod pasmem grzywki. 
- Też tak miałeś? - jego tęczówki rozszerzyły się parę centymetrów - Myślałem, że tylko ja mam jakieś porąbane problemy.
- No to nie jestem sam. - uśmiechnąłem się łagodnie, biorąc od niego elektryka - Patrz. - położyłem go na kolanach i od razu zacząłem brzdąkać - Powoli go przekładasz tu, tu, potem tu i tu... - pokazywałem mu wolne ruchy palca - Tak do znudzenia, aż będzie bolał, ale kiedyś wyjdzie i będziesz śmigał.
- Możesz jeszcze raz? - kciukiem zakreślił w powietrzu małe kółeczko.
- Jasne. - odpowiedziałem dość spokojnie i ponownie wszystko mu wytłumaczyłem.
- Nie wydaje się takie trudne. - wzruszył ramionami i sam spróbował tego, co mu pokazałem.
- Em... Ukyo... Mniej nerwowo. - uniosłem brwi widząc niespokojne, niczym taniec robota przeskakiwanie palca - Wolniej... Wolniej!
- Kurde! Mówiłem, że on sam robi co mu się podoba. - oburzony miał zamiar walnąć pudłem o pobliski wzmacniacz.
- O nie! Co ty wyrabiasz! - zabrałem mu ukochaną rzecz i zacząłem ją czule głaskać - Nie masz serca do takiego cudeńka!
- A... Bo nie mam. - odparł dosłownie z ręką na sercu.
- Pokochasz instrument, a dopiero wtedy będę cię dalej uczył. - dumnie uniosłem głowę - Innego wyjścia nie ma.
- Przepraszam cię gitarko ukochana... - ułożył dłonie i skłonił się trzy razy, oddając jej pokłon.
- No, w takim razie patrz. - tak jak wcześniej, zacząłem demonstrować swobodne ułożenie.

Patrzyłem jak chłopak uważnie obserwuje mój nawet najdrobniejszy ruch wykonany na progu. Nauczyciele to mają życie... Jeśli uczeń dobry, jest ok, więc chyba tak źle nie mają... Pfe Taisho, bo jeszcze ci odbije i będziesz ludzi uczył.

- Taisho! Nie wierzę, ty grasz? - Rika podeszła do mnie, zaciskając w łapkach kolorową wstęgę ciągnącą się od połowy parkietu - Zagraj coś, jeszcze cię nie słyszałam. - poruszyła swoimi długimi, w 100% prostymi, granatowymi włosami. 
- Sorki Rika, ja tylko uczę, koncertów nie daję. - puściłem jej oczko, na co wydęła policzki.
- No, zagraj coś Tai...
- E-e, mistrzu tylko naucza, sam się nie popisuje. - zadowolony ze swojej jakże mocnej wizytówki wypiąłem pierś.
- Bo się boi! - doleciał do nas głos Akane, która wystawała zza metalowych rusztowań schodów.
- Ha, ha! - pokręciłem głową, na co ona wystawiła mi język.
- Ale jesteś Taisho! - Ri zrobiła minkę słodkiej dziewczynki, stawiając tym samym stopy do środka. 
- Zmykaj. - posłałem jej życzliwy uśmiech, który odwzajemniła.

Wypełniło mnie bardzo dziwne uczucie spokoju, ponieważ była to jedna z tych najsłodszych dziewczynek... W sumie... Nie jest taka zła, można z nią pogadać. Dlaczego wcześniej uważałem ją za piskliwą? Jest spokojna, można z nią przeżyć. Co ten Yasuro ze mną zrobił...

Bezwiednie odwróciłem wzrok w stronę magazynku, w którym znajdował się Higoshi.

- Okey, spróbuję. - moje zamyślenie przerwał Igichi, łapiący w swoje dłonie gitarę. Po kilku sekundach sapnął zrezygnowany - Przecież ten palec zrobił się jakiś skamieniały!
- Aj tam, przesadzasz. Zacznij grać. - rozkazałem, na co posłusznie wykonał moje polecenie - Grunt, to mieć cierpliwość. - delikatnie ująłem w palce jego kostkę, starając się celować w progi.

Na mój gest otworzył trochę szerzej oczy, ale nic nie mówiąc oglądał nasze patyczki. Albo ja mam takie zimne dłonie, albo jego są jakoś nienaturalnie ciepłe. Moje kosmyki dotykały jego lewego braku, zahaczając o kawałek szyi, gdyż aby mu pomóc musiałem się nieco pochylić. 

- To pomaga! - chłopak nieźle się zdziwił, widząc jak jego palce nareszcie grają normalnie. 
- Będziesz cierpliwy, to wszystko ci wyjdzie. - odrzekłem naturalnie, obserwując opuszki - I G. - obniżyłem barwę głosu, kończąc tym samym trudnawy dla niego kawałek.
- Mam nadzieję, że sam też będę mógł tak zagrać. - zacisnął dłoń, rozluźniając mięśnie.
- Będziesz mógł, ja ci to mówię.

Z udawaną powagą zerknąłem w jego tęczówki, patrząc po chwili na uśmiech. Zespół cicho brzdąkał z tyłu, uparcie ćwicząc najbardziej skomplikowane momenty, w których mogliby się pomylić. Dobrze, dobrze, niech tak dalej trzymają, to pójdzie lepiej niż myślałem.

Ukyo chciał coś powiedzieć, jednak stanowczy ryk Eizo uniemożliwił mu ten zamiar.

- Taisho! Pozwól na chwilę!


10 komentarzy:

  1. Cholera! Wszędzie,ale to wszędzie widzę paringi! Byle ktoś się do kogoś uśmiechnie i już myślę,że coś,coś z tego będzie. o mammooo... Zróbmy historię,gdzie każdy z każdym...Woooo tylko yaoi :> *porąbane myśli* xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha jeju, ja tak samo XDD pozdrawiam z 2013 XD

      Usuń
    2. Woah, ile ZBOCZENIA we mnie siedzi ~ yaoi hentai ~ Tulaski z 2014 \(=^.^=)/
      ~~NΔMELE$$ LIBERTY~~

      Usuń
    3. 2016 pozdrawia :') i opowiadanie boskie :3

      Usuń
  2. HAHAH , Co racja to racja justus , też tak mam : Usmieszek i juz coś myślę . Nie jesteś sama ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. dołączam się do was <3!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg czy wy tez macie wrazynie ze Ukyo leci na Tashiego xd?

    OdpowiedzUsuń
  5. hahahahahaha XDD

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś dużo osób tak ma (łącznie ze mną XD)

    Suzi

    OdpowiedzUsuń