09.06.2012

Rozdział 63

Po wczorajszym dniu wszystko stało się inne, choć uważałem, iż żadna nowość nie miała miejsca, a ja przecież mogę to spokojnie przyjąć. A właśnie, że nie, nie mogę, przez co wczoraj zamyślony zaryłem nosem we framugę, ponieważ pomyliłem ją z lodówką, do której rzekomo zmierzałem. Cały czas dręczą mnie pytania kim jest ten cały Haruki. Nie żebym był zazdrosny, ale to ciekawe uczucie, kiedy ktoś obcy wie o twojej rodzinie więcej niż ty sam, a w dodatku ucieka, pozostawiając cię ze zwierzęcym głodem dociekliwości. 

Dobra, Hiro kupił z nim na spółkę mieszkanie, wprowadzili się do niego, bo było blisko do pracy i w centrum miasta, co znacznie ułatwia sytuację, znali się od gimnazjum, chodzili do tego samego budynku, tej samej uczelni, przystojny facet... Zaraz, chwila. Znowu zapędzam się w drugą stronę. Od kiedy uświadomiłem sobie, że kocham Yasuro, najmniejsze szczegóły zatruwają moją uwagę i nie mogę powstrzymać się od stwierdzenia, że wszędzie napotykam jakieś podteksty. No ale... W sumie taki Haruki pasowałby do Hiro. O, nawet ich imiona zaczynają się na tą samą literę... Hmm... Co tak wielkiego mogło się stać, że Hiro zrezygnował z pracy, co dosłownie graniczy z cudem?
Problemy z pieniędzmi? Nie, to raczej niemożliwe, on by pewnie cały majątek komuś potrzebującemu oddał. Dom? Nie... Przecież mógłby wrócić tutaj lub kupić jakiś nowy. Praca, jakiś awans? Hiro zawsze należał do profesjonalistów, więc coś takiego mogłoby go wzburzyć, ale jego charakter nie godziłby się na wojnę przeciwko przyjacielowi. Może jakaś sprzeczka? Coś się kiedyś wydarzyło, wybaczyli sobie, a potem Haruki dowalił coś takiego, co doprowadziło do ostrej kłótni? Kłótnia. No tak! Pewnie o jakąś dziewczynę, bo Hiro z jakąś tam chodził... Tak, to najprawdopodobniej to! Chociaż słowa 'Prawdziwe piękno poznaje się w odpowiedniej chwili, w najbardziej niespodziewanym momencie...' zupełnie nie pasowałyby do takiego związku...

Kiedy założyłem plecak i wszedłem do kuchni, aby się pożegnać, postanowiłem o coś zapytać, by odgonić na sekundkę dręczące myśli. Złapałem dwie ogromne kartki czytanej gazety i zgniotłem je, przyciskając do stołu, po czym uśmiechnąłem się wesoło.

- Hiro, ty w ogóle bywałeś w domu, kiedy studiowałeś?
- Coś ty, nie wyrabiałbym z dojazdami. Kupiłem sobie mieszkanie w centrum i jakoś sobie tam radziłem.
- Ło, było cię na takie stać, czy wynajmowałeś? - musiałem jakoś podstępnie go podejść, aby dowiedzieć się, czy będzie kłamał.
- Nie, kupiłem. Na spółkę z moim znajomym, więc nie było problemu. - o dziwo nie zauważyłem w jego zachowaniu niczego nadzwyczajnego, dlatego tym bardziej zaczynałem być skołowany. Gdy przypomnę sobie ponury humor, rozpaczliwe wtulanie i ten szczery, w towarzystwie łez uśmiech, to aż mnie coś ściska... - O co chodzi? - spojrzał podejrzliwie, zaciskając wargi w wąski paseczek.
- Ty masz przyjaciela?
- Nie, to tylko znajomy, współlokator. - podniósł się i przeciągnął leniwie - Trzeba było coś wymyślić.
- Yhym... - wiedziałem! - No dobra, idę, bo nie zdążę. - odwróciłem się na pięcie i poszedłem do przedpokoju. 
- Jak tam z Yasuro? Coś już ten teges? - oparł się o drzwi wejściowe, przez co musiałem dojrzeć szeroki banan, jaki sobie przylepił.
- Nie, to nie jest takie proste. W sumie chyba będę sam, cienko to widzę.
- Co ty wygadujesz, nie masz podejścia i tyle. - złapał mnie za rękawy bluzy - Tobie to mało kto powinien się opierać, bo takie ciacho tylko u Sasakich.
- Dobrze, że któryś z nas na szczęście jest skromny... - przewróciłem oczami, obserwując jego poczynania.
- Ale mógłbyś to kiedyś przetestować, zobaczysz, że nie kłamię.
- Nie mam zamiaru bawić się ludźmi.
- Taki tors... Taka talia, wąskie, leciutko wcięte biodra, ale naturalnie męska budowa... - uniosłem brew, kiedy macał moje biedne bioderka w ferworze prezentacji - Zgrabne pośladki, uda, idealnie wyrzeźbione łydki, do tego twój styl ubioru. Cudeńko! - pstryknął palcami, ciesząc się jak dzieciak - Buźka! - oho, co tym razem? - Matko przenajświętsza, dlaczego jestem twoim bratem?! - rozpoczął swój lament - Gdybym tylko nim nie był, z pewnością rozpieszczałbym cię w każdym calu, bylebyś tylko się mną zainteresował.
- Dlatego los tak cię pokarał, haha, nareszcie sprawiedliwość. - roześmiałem się, widząc jego wspaniałą minę.
- Cera... Dosłownie bez skazy, włosy świetnie wycieniowane, ułożone, wąskie usta, blade, cudownie komponujące się z najpiękniejszymi na świecie oczami. Zostałeś stworzony do roli modela.
- Ta, jasne. No dobra, skończ, bo się spóźnię.
- Ale tak na poważnie, może kiedyś z tego skorzystasz?
- Może... - wyminąłem go, chcąc wypełznąć z domu.
- Ale. - ponownie zagrodził mi drogę - Mógłbyś spróbować zrobić coś więcej, by zauważył twoje oddanie... - mówiąc te żenujące rzeczy, przejechał palcem po mojej żuchwie, zbliżając głowę do mojej twarzy.
- Spadaj. - burknąłem, czując jak policzki z lekka mnie zapiekły i natychmiast wymaszerowałem ze sporego lokum.
- Na razie słodziaku. - ostatni docinek z jego strony puściłem mimo uszu.

Nie no na serio nie wyobrażam sobie mojego dialogu do Yasu, w którym to mówiłbym dosadnie o swoim uczuciu... Nie na mowy, nie przejdzie, zbyt lamerskie, a ja na to zbyt wstydliwy, chociaż... Kto wie? Kiedyś przychodzi taki moment, w którym robimy coś absurdalnego.


***


Kolejna piąteczka z matmy poprawiła mój humor, dlatego przepełniony dumą kroczyłem wraz ze znajomymi wzdłuż szkolnego korytarza. Yasuro i Akane mieli niezbyt zadowolone miny, toteż mogłem porozmawiać jedynie z Ukyo, który nie dość, że nie pisał sprawdzianu, to zacieszał standardowo do każdego żywego stworzenia, choć jeśli uśmiechałby się do głupiej szafki, zbytnio bym się nie zdziwił. Aniołek zachowywał się już normalnie. Mogłem w spokoju w pewnym stopniu zapomnieć o wczorajszym dniu.
Przed nami stała znana mi grupka dziewczyn, które zmieniały wygląd nieaktualnej już gabloty. Jedna z nich podskoczyła na nodze, mając wielce oburzoną minę. Warknęła coś pod nosem, po czym przypadkowo jej wzrok zetknął się z moim.

- O, Taisho! - podbiegła do mnie, na co przyjaciele popatrzyli po sobie pytająco - Czy mógłbyś mi pomóc, skoro jesteś taki wysoki? - sztuczny uśmiech i trzepot rzęs nie robiły na mnie większego wrażenia, ale cóż, chamem nie będę.
- Okej. - wzruszyłem ramionami, a krąg uczennic odsunął się na boki. Blondynka złapała mnie za dłoń, prowadząc  do tablicy, co od razu przeszyło mnie na wylot - Ale puść moje ręce. - rozkazałem, gdyż poczułem się nieprzyjemnie. Miałem wrażenie, jakbym zdradzał Yasu na jego własnych oczach.
- Więc mógłbyś mnie trochę podnieść, bo tam raczej też nie dosięgniesz. - wskazała na biały punkt, przywieszony faktycznie parę metrów poza moim zasięgiem. 
- Nie ma sprawy.

Przełożyłem czarną szelkę przez drugie ramię. Wszyscy, łącznie z 'moją' grupką wbijali w nas ślepka, a ja tylko chciałem, by ona wreszcie zachowywała się normalnie. Odgarnąłem włosy, czekając, aż nastolatka ustawi się tyłem do mnie. Podwijając rękawy granatowej bluzy, położyłem dłonie na jej biodrach i przybliżyłem się na tyle, by móc ją unieść kawałek ponad posadzkę. Dzięki temu, że była wysoka, bezstresowo mogła sięgnąć upragnionego celu, natomiast ja nie musiałem zbytnio jej dźwigać. Ktoś zaczął rozmawiać, dzięki czemu kilka spojrzeń uciekło z moich pleców. W pewnym momencie siedemnastolatka przechyliła się do tyłu, a na moje przedramię spadło kilka szpilek. Dwie dziewczyny zamarły, wstrzymując oddech.

- Oj, przepraszam bardzo, już je zbieram... - przekręciła się do połowy, dzięki czemu jej facjata znalazła się blisko mojej. Zapominając o tłumie od razu zmrużyłem ostrzegawczo powieki, gdyż to przedstawienie zaczynało mnie irytować. Chcesz człowieku pomóc, to masz! - O, po problemie. - skomentowała, gdy ostatnia igiełka docisnęła plakat do sprężystego korka - Dziękuję. - postawiłem ją na ziemi i wygładziłem powierzchnię koszuli.
- Nie ma za co, na razie. - machnąłem dłonią, a moja trójca ruszyła posłusznie moimi śladami.

Przeszliśmy za róg, a dokładnie dwa korytarze dalej. Watanabe energicznie przebierała nóżkami, w rezultacie pojawiając się tuż przede mną.

- Widziałeś to? Widziałeś?! - zrobiła jakiś dziwny gest całym ciałem, chichrając się. 
- Skąd ty ją znasz? - kolejne pytanie należało do Igichiego, brawo, otrzymuje on sto punktów!
- Co to w ogóle było? - Higoshi z niezidentyfikowaną miną posłał mi zdezorientowane spojrzenie.
- Już? Pytania zadane? - westchnąłem, przypominając sobie jej bezwstydne zachowanie.
- Ale widziałeś jak ona widocznie cię uwodziła? - szatynka spoglądała na mnie z nadzieją, że nie jestem ślepy, lecz w takich przypadkach wolałbym być...
- Niestety tak, skończmy ten temat, bo aż się żyć odechciewa.
- No jak, przecież te zaloty były... - roześmiała się, ustawiając odpowiednio - 'Oj przepraszam!' O jeju, ale to był przypadek! - piwnooka co rusz machała kończynami na lewo i prawo.
- Tak, widziałem to i chciałbym o tym jak najszybciej zapomnieć. - wzdrygnąłem się.
- Ale co poradzisz, spodobałeś się jej i już. - uśmiech bruneta podniósł mnie na duchu.
- Ukyo, jak ja uwielbiam twój charakter! - poklepałem go po łopatkach. Wreszcie ktoś, kto normalnie podchodzi do sprawy.
- Tak? - bardzo ciche, poważne pytane i dość wstydliwa reakcja zostały starannie zakryte osobą dziewczyny.
- Faceci i ich podejście do życia...
- Kobiety i ich zmienne nastroje... - orzechowowłosy przedrzeźniał Akane, za co dostał łokciem w żołądek.
- Ha, widzisz jak to jest?! - zaśmiałem się, ale widząc parę kamyczków żarzącego się szmaragdu zrezygnowałem z żartów.
- Widzę, że bardzo rwiesz się do ćwiczeń praktycznych... - aniołek pomasował łokieć, wzbudzając we mnie strach.
- Chodźmy lepiej, lekcje zaraz się zaczną.

Jak zwykle wspaniałomyślny Ukyś uratował moje organy przed mą bezduszną miłością. Ten, kto powiedział, że miłość boli miał świętą rację - boli jak cholera, kiedy ktoś wbija się w twój brzuch.


***


Próba. Tradycyjnie Higoshi poszedł do magazynu, kończąc porządki, a Akane wyśmienicie wykonała swoją dekoracyjną robotę, toteż aktualnie przewracała kartki scenariusza, próbując zaprojektować do niego brakujące stroje. Dyrygowałem moim skromnym zespołem przez dobre piętnaście minut, jednak teraz muszą poradzić sobie sami, na scenie nie zagram przecież za pięć osób. Uszczęśliwiony brakiem jakichkolwiek zadań, zgrabnie skierowałem się w stronę trybunów. Po drodze napotkałem wzrok Katsu, więc mimowolnie uchyliłem usta, tworząc piękne półkole. 

- Taisho, Taisho, Taisho, Taisho! - tak szybko jak rozchodziło się nawoływanie, tak błyskawicznie Eizo podbiegł do mnie, przeskakując nad porozwalanymi rekwizytami.
- Słucham? Razy cztery. - mruknąłem, poprawiając przydługie kosmyki, których zapomniałem przyciąć. Fryzjer nigdy nie dotknie moich wspaniałych kłaczków, prędzej bym umarł.
- Skończyłeś już na dzisiaj?
- Tak. W sumie...
- A masz przy sobie geografię?
- Mam.
- W takim razie chodź. - na siłę wepchał mi do rąk mój plecaczek, a po chwili postukał w plecki, bym żwawiej kroczył w kierunku innych drzwi, których progu jeszcze nigdy nie przekroczyłem.
- A pan nie ma próby? - odwróciłem w tył głowę i popchnąłem drewno, stojące na mojej drodze.
- Mam siedzieć i patrzeć jak ćwiczą? Wiedzą co mają robić, a ja muszę ci pomóc teraz, bo przez najbliższe dni nie będę miał jak.
- Rozumiem. - drzwi zostały uchylone, a my poszliśmy na koniec pomieszczenia, w którym okna były zaklejone żółtymi kartonami, a w powietrzu unosił się przyjemny zapach drukarski. W odróżnieniu do wielkiej sali i jej magazynu, tu było cieplutko tylko dzięki ostro dającemu słońcu, które grzało miękkie paczki - Co tu kiedyś było, gabinet?
- Blisko, ale to stare ksero. Można by je odnowić, jakby udało nam się ożywić szkolny teatr, bo w innym wypadku remont nie ma sensu.
- Ale i tak tu czysto, bardzo mało kurzu. - usiadłem na okrągłym krześle, rozglądając się dookoła. 
- Sprzątaczki pewnie tu zaglądają, szkoła nie może mieć bałaganu. - białowłosy przysunął się do mnie i rozłożył swoje rzeczy na karmelowym stole - To co teraz przerabiamy?
- Ameryki... - westchnąłem donośnie, po czym z ociąganiem wyjąłem potrzebny materiał.
- Wiesz, że zostało ci już tylko kilka tygodni na zaliczenie?
- Tak. O tym jestem jeszcze w stanie pamiętać.
- Dlatego zgłosiłem cię na olimpiadę.
- Słucham?!
- To będzie świetny trening, abyś przerobił więcej materiału i sprawdził swoje możliwości. Wpadłem na pomysł, że gdybyś zajął pierwsze miejsce i dostał minimalnie czwórkę z zaliczenia, to do końca roku byłbyś zwolniony ze sprawdzianów, a ja z czystym sumieniem wstawiłbym ci piątkę na koniec roku.
- Naprawdę? - rozochocony otworzyłem szerzej oczy.
- Owszem, ale nie jestem pewien, czy dałbyś radę. Tego jest bardzo dużo. 
- Dam radę.
- Oo? To ciekawe...
- Dam! - uderzyłem się lekko w pierś, zatrzymując się na jego niedowierzającym spojrzeniu.
- Zobaczymy... Życzę ci powodzenia. - pokazał mi swoje ząbki, z deczka podobne do wampirzych, po czym zaczęliśmy naukę.

Po około dziesięciu minutach, przez panującą delikatną duchotę oraz usypiającą temperaturę zacząłem rozmyślać o wielu rzeczach. Starałem się skoncentrować na edukacji, ale gdy Yarotouichi przyniósł sobie kubek z parującą kawą, moje powieki stały się o wiele bardziej ciężkie. Fakt, spałem w nocy może z trzy godziny, ponieważ do rana rozmyślałem o Hiro, a jak ten facet dołożył mi teraz ukochany, kojący zapach pod sam nos, to ledwo kontaktuję. 

- Taisho, skup się. - przenikliwy, donośny ton sprawił, że natychmiast przechyliłem się zaskoczony do tyłu - Zróbmy tak. Doucz się tego, a ja za parę minut wpadnę i cię przepytam, bo słyszę, że przedstawienie mi siadło.
- Jasne.

Pokiwałem posłusznie mózgownicą i wtopiłem gałki w biało-czarny papier. Zasłoniłem dłonią jamę, powstałą w wyniku wielgachnego ziewnięcia oraz położyłem brodę na nadgarstku. Grupa Ukyo akurat teraz musiała grać spokojny, relaksujący utworek, który zaczął mnie usypiać. Przymknąłem powieki, mierząc wzrokiem szarawy dymek, wydostający się z czerwonego kubka. Udobruchany kawowym zapachem, ciepełkiem i muzyką, nawet nie zauważyłem, że po paru sekundach zasnąłem na szkolnym stoliku. 

W niedługim czasie, bo zaledwie piętnastu minutach, nauczyciel wtargnął do pokoiku, otrzepując krawat z jakichś paprochów.

- Tai... - urwał zdanie, widząc, że wyłożony do połowy na blacie smacznie sobie drzemałem. 

Na szczęście nie mogłem czuć teraz na sobie jego wzroku, który błądził po moich skroniach, policzkach czy wargach. Jednym słowem - byłem bezczelnie oceniany, a mężczyzna nagle ruszył do przodu. Uśmiechnął się czule, po czym stanął tuż za mną, i nachylając się objął moją klatkę piersiową, dłonie blisko przykładając do moich żeber. Zamknął oczy i położył głowę na pulchnym kapturze, na którym gdzieniegdzie leżały czarne kosmyki, podniesione przez wredny materiał. Po chwili popatrzył on na mój podręcznik i po krótkim zastanowieniu, złapał za długopis, naskrobał coś na karteczce, uchylił jakby mapkę na końcu książki, która była do połowy zwinięta, po czym włożył tam mały karteluszek. Bezdźwięcznie zaciągnął się przy szyi moimi perfumami i pogładził smoliste pasma, na co moje ciało przez sen osunęło się bardziej na powierzchnię mebla. Rozgrzane palce subtelnie głaskały włosy, zahaczając co jakiś czas o ucho. Pewnie gdybym teraz zobaczył jego minę, moje serce z pewnością dostałoby niejednym sztyletem. 
Niegłośny szum zakończył korzystny dla mężczyzny moment, a ja zostałem uwolniony z objęć. Eizo podszedł do wyjścia i zaczerpnął większej ilości tlenu, po czym klasnął w dłonie.

- Taisho! Koniec na dzisiaj, spakuj się i idź do domu.
- J-ja! - poderwałem się do góry i szybko wrzuciłem bagaże do torby - Ja wcale nie spałem.
- Dobrze już, dobrze, na dzisiaj koniec. - uśmiechnął się jakoś tak życzliwie, że chcąc nie chcąc odwzajemniłem uprzejmość.

Elegancko zostawiłem po sobie porządek i poprawiając znowu tę upierdliwą koszulę, która wciąż wyłaziła spod bluzy, ruszyłem do sali. Popatrzyłem jeszcze raz na ten intrygujący uśmiech złotookiego. 

Potem wszystko działo się szybko...


4 komentarze:

  1. Takie zagrania ze strony Eizo i to tylko wtedy gdy Tai śpi -.- Chciałabym zobaczyć/przeczytać jego reakcję... Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu,że oni pasują do siebie xD,ale znając życie razem nie będą. Aż mnie korci,żeby przeczytać ostatni wrzucony przez Ciebie rozdział,ale jakoś się powstrzymuję,żeby sobie nie popsuć przyjemności czytania tego wszystkiego ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. jenyyy *.* booskie !

    OdpowiedzUsuń
  3. Z ręką na serduchu, twoje teksty po prostu są genialne XD' Takie ciacho to tylko u Sasakich ' *-* A to to z Eizo... Mrrau XD

    OdpowiedzUsuń
  4. ,,Matko przenajświętsza, dlaczego jestem twoim bratem?! - rozpoczął swój lament - Gdybym tylko nim nie był, z pewnością rozpieszczałbym cię w każdym calu". Haha, Hiro jest cudowny.

    OdpowiedzUsuń