08.06.2012

Rozdział 25

Z hukiem wbiegliśmy do sali numer 35. Eizo puścił nasze nadgarstki, po czym podszedł do biurka, wywalając tam swoje papiery. Zgiąłem się w pół, próbując wyrównać oddech. Yasuro przylgnął do ściany, zaczynając poprawiać włosy i schładzać policzki. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo, po chwili kierując wzrok na nauczyciela. Wyprostowałem się i zaciekawiony czekałem na jakieś wytłumaczenie. Białowłosy podnosząc się gwałtownie, potrząsł kartkami.

- No dobra. - wystawił jeden palec i wskazał na Higoshiego - Tutaj jest calutki scenariusz sztuki. Twoje zadanie to zapoznać się z nim i dopasować odpowiednie stroje. Coś tam powinno jeszcze być, dlatego musisz zrobić porządek, a ostrzegam, że trochę to zajmie...
- Nic nie szkodzi, przecież to moje zadanie. - czując na swoich dłoniach szorstki papier, od razu zaczął czytać. Jego oczy stopniowo powiększały się do granic możliwości - 'Anioł i Wampir, który był demonem z czarnymi, anielskimi skrzydłami.' - przeczytał na głos i spojrzał na Yarotouichiego - To jest tytuł przedstawienia?!
- Taki wstępny, może wymyślę coś lepszego, nie podoba się?
- Właśnie nie... Sądziłem... Jest super! Lecę na zaplecze! - zerwał się jak do jakiegoś wyścigu i skręcając w prawo, zniknął za drewnianymi drzwiami. 
- Rozumiem, że to jest pozytywna reakcja i nie muszę się o nic martwić? - złotooki, skołowany wskazał palcem za siebie.
- Jak najbardziej. - zaśmiałem się, nie mogąc uwierzyć w głupotę aniołka. Czasami zachowuje się jak małe, słodkie dziecko, które wierzy, że wszystko będzie dobrze. - W takim razie czym ja mam się zająć?
- Właśnie. - podszedł do mnie, grzebiąc w kieszeni - Prosiłbym cię, abyś oprócz dopracowania muzycznego, podkładów i ogólnej kontroli nad muzyką oraz efektami, pomagał naszym gitarzystom.
- Przecież nieźle sobie radzą. - w spokoju obserwowałem, jak męczy się z zawiniętą kieszenią. Chyba na prawdę przesadzam, to nauczyciel i jego obowiązkiem jest o nas dbać.
- Masz rację, ale poprosili mnie o pomoc z twojej strony. Mają problemy z niektórymi kawałkami, więc wskazówki się przydadzą.
- Czyli mam być tak jakby ich nauczycielem? - z jednej strony byłem z siebie dumny, ale z drugiej nie chciało mi się nikogo pouczać, bo niby kim ja jestem?
- Dokładnie. - coś cichutko brzdęknęło, a jego tęczówki przeszyły mnie na wskroś - Proszę, nie zgub go. 
- Klucz? - zdziwiony, wyciągnąłem przed siebie dłoń.
- Tak, nasz sprzęt jest zabezpieczony zamkami, aby nikt niepożądany nie mógł nic zrobić. Teraz jest twój, w końcu jesteś szefem. - puścił mi oczko, a błyszczący metal spadł na moją skórę.
- Ładny... - szepnąłem, wpatrując się w nową rzecz. Obwódka klucza była czarna, jednak doskonale odbijała pobliskie otoczenie, a środek był czysto szary, zupełnie jak moja pieszczoszka - Mam pomysł.

Chwyciłem zapięcie srebrnego łańcuszka, na którym zawieszona była kształtna stal i owinąłem go na około ręki, na końcu zapinając. Dotknąłem zimnej powierzchni i zręcznie wsunąłem całą pod twardą skórę pięknej biżuterii. Teraz widoczna była tylko pieszczoszka, klucz był doskonale schowany.

- Bardzo dobry pomysł. - pochwalił mnie, odwracając się do połowy w drugą stronę - No to co, testujesz dźwięk i nuty? - zwinnie się wyginając posłał mi szeroki uśmiech.
- Dobrze. - trochę zmieszany ruszyłem przed siebie.

Dlaczego tak się zachowuję? Nawet jak stoi ode mnie parę metrów dalej, czuję na sobie jego dotyk. To przez jego oczy, które wręcz rozbierają ! To na prawdę krępujące...

Pogrążony w myślach nie patrzyłem gdzie idę. Wzdłuż podwyższenia, na którym znajdowało się mini studio, wiło się mnóstwo kabli, które niekoniecznie były podłączone tam gdzie trzeba. Niezdarnie zaczepiłem butem o jeden z przedłużaczy i nie mogąc utrzymać równowagi przechyliłem się w tył.

Pięknie ! 

Odruchowo zacisnąłem powieki. Nawet gdybym nie chciał i tak same by to zrobiły. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego nic mnie jeszcze nie boli i nagle zdałem sobie sprawę, że coś mocno uciska moje ramiona. Otworzyłem oczy i od razu tego pożałowałem. Tuż przed moim nosem, tyle że do góry nogami znajdował się jego. Zdrętwiałem, nerwowo przełykając ślinę, a moje powieki były bardzo rozszerzone. Cholera, co to ma być? Taisho, zrób coś, uratował twoje dupsko!

- Ups... - mruknął prosto w moje ucho.

Nie wiem co to miało być, mruknięcie, szept, mlasknięcie czy też krzyk, ale ostatnia spółgłoska przyjemnie podrażniła moją skórę. Zacząłem odczuwać niewyobrażalną duchotę i ciepło. Całe szczęście, że Eizo zaczął mnie podnosić do pozycji pionowej, bo nie wiem co by się ze mną dalej działo.To niepokojące, że tak reaguję na ciepło z jego ust. Yasuro...

Przed oczami śmignął mi jego obraz. Potrząsnąłem głową i nieco trzeźwiej spojrzałem na sytuację.

- Prawie upadłbyś na ziemię. - szczerząc się, poprawiał moją koszulę, w czasie kiedy ja stałem oszołomiony.
- Aaa tam.! - dosyć mocno skubałem swoje włosy, które znajdowały się z tyłu głowy - Miałbym siniaka i tyle, ale dziękuję. - szybko posłałem delikatny uśmiech, po czym natychmiast odwróciłem się do głośników.

Właśnie, uwolnić się od niego! Pójść jak najdalej, ponieważ dziwne rzeczy stają się jakimś chorym nawykiem. Iść przed siebie, przejrzeć nuty i uspokoić organizm. No właśnie, nuty...
Zrezygnowany, westchnąłem dosyć głośno i zawróciłem w stronę białowłosego. 

- Ma pan może te...
- Yasuro wziął wasz egzemplarz.
- Rozumiem... - powiedziałem dosyć niepewnie i zmarszczyłem czoło - Przepraszam, ale nie można było dać osobnego?
- Teoretycznie tak, ale źle policzyłem. - zaśmiał się - I tak nic nie mówicie, więc jakoś się podzielcie. Przynajmniej dzisiaj. - spojrzał na mnie, podstępnie mrużąc oczy.
- Racja. - odwzajemniłem kontakt wzrokowy i pewniej poszedłem na magazyn.

Otworzyłem drzwi i o mało się nie wywróciłem. Przy samym wejściu stał ogromny karton z powyrzucanymi ubraniami. Po obu stronach stały półki, a naprzeciwko mnie jakiś stół, zawalony perukami i innymi dziwnymi rzeczami. Skręciłem w lewo, mijając regał i ujrzałem chłopaka, siłującego się z wielkim pudłem.

- Yasuro? - zapytałem, podchodząc bliżej.
- O, co ty tutaj robisz? - gwałtownie użył siły, przez co poleciał do tyłu, a kwadratowe pudło spadło na jego kolana - No! Nareszcie! - dmuchnął, a powietrze rozwiało na chwilę jego grzywkę.
- Ale chlew. - skomentowałem, wkładając rękę do kieszeni spodni.
- I właśnie mam się nim zająć. Po co przyszedłeś? - zainteresowany odstawił karton na inne, które były już poukładane.
- Muszę zająć się muzyką, a dla nas został jeden egzemplarz. - znudzony puknąłem się w czoło - Mogę go teraz wziąć?
- Jasne, wiem już czego mam szukać. - stanął przede mną i odwrócił głowę, zwężając usta oraz powieki - Miałeś rację. - powiedział bardzo szybko.
- Hmm? - uniosłem brew i dumnie się uśmiechnąłem - O czym jest ta sztuka?
- O aniołach i wampirach, które były upadłymi aniołami, zaliczanymi do demonów z powodu wielkiej wojny i kłótni, która rozdzieliła ich na dwie rasy.
- A nie mówiłem?! - krzyknąłem, dłonią klepiąc swoje biodro.
- No dobra, dobra, miałeś rację. - popatrzył na mnie, a łagodny uśmiech zagościł na jego ślicznej buźce - Ten scenariusz jest niesamowity! Nie wiedziałem, że można wymyślić coś tak wspaniałego, przekraczającego ludzkie pojęcie. - mówił to z takim spokojem, że i mi się on udzielił.

Może ja faktycznie przesadzam z Eizo? Przez to, że zakochałem się w Yasuro, widzę inne rzeczy? Podświadomie chcę, aby on tak robił i wmawiam sobie, że tak zachowuje się mój nauczyciel. No, ale przecież nie biorę tych domysłów z powietrza! Chociaż... Można uznać to za jakieś psychiczne zachowanie. On robi tak do wszystkich, miło odpowiada, zawsze jest tam, gdzie trzeba. Właśnie!

. . .

To dlaczego nie mogę pozbyć się tego dziwnego uczucia, że czai się na mnie, próbując wmówić, że Yasuro jest tylko przyjacielem? Patrzy na mnie dwuznacznie i rzuca jakieś podteksty? Zamiast normalnie mnie złapać, zbliżył się stanowczo za blisko i mruknął przyprawiające o ciarki , krótkie 'ups'? Ja na pewno nie oszalałem, jestem pewny, że coś się za tym kryje. Możliwe, że to nic poważnego, ale lepiej nie tracić czujności. Nie przy nim. Jakiś dystans musi być, jednak będę zachowywał się normalnie, po co zamęczać się myślami? Jeśli kocham aniołka, nic nie powinno rozpraszać mojej uwagi.

- Zobaczymy jak to wszystko pójdzie. - rzuciłem z ulgą i odwróciłem się na pięcie.
- A, Taisho! Mój trener poprosił, abyś dzisiaj zjawił się na treningu. Przyjdziesz?
- Ale twoim? - mocno się zdziwiłem, przecież ćwiczę co innego.
- No... Tak. Brakuje nam kilku graczy, jakaś choroba, a powiedziałem, że dobrze grasz w nogę.
- Pięknie. - mruknąłem niezadowolony - Ja? Przecież wy trenujecie piłkę o wiele dłużej, zmiażdżycie mnie, nabawiając nowej kontuzji. - złapałem swoją rękę - Już jedna mi wystarczy.
- Daj spokój! - zaśmiał się i przetarł oczy - Nie jesteśmy tacy wspaniali albo może inaczej. Ty jesteś w tym dobry, widziałem jak grałeś kiedy mieliście zastępstwo z naszym nauczycielem.
- Ta... - uśmiechnąłem się, gdyż przypomniałem sobie dawny cyrk. Z naszej klasy więcej chłopaków grało w kosza, ale druga grupa i tak przegrywała w swojej własnej dyscyplinie - Dobra, przyjdę. - pstryknąłem palcami i puściwszy mu oczko, wyszedłem z pomieszczenia.

Kiedy zbliżyłem się do podestu, zobaczyłem, że cała klasa obgadywała z Eizo swoje role. Co chwilę słyszałem albo zadowolenie albo jęk rozpaczy i ogromnej, desperackiej prośby. No trudno, nie każdy ma szczęście. Moja grupa zaczęła wszystko przygotowywać i zbierać się w jednym miejscu.

- Zobaczymy na co stać ten sprzęt! 

Usiadłem na obrotowym krześle w samym środku kręgu, które tworzyły najróżniejsze przyciski. Po chwilowym zapoznaniu się z dość szczegółowymi elementami, na początek ustawiłem dźwięk gitar. Te maszyny to cudo! Nie sądziłem, że mają je tak zaawansowane.

- Taisho, mógłbyś tu podejść? - usłyszałem, jak jakiś chłopak woła mnie do siebie.

Jeszcze nigdy go nie widziałem, czyżby nowy uczeń?
Zostawiłem kluczyk w elektronicznym zamku i podszedłem do nastolatków. Ten, który mnie wołał był dość... Interesujący. Jego włosy były kruczoczarne, a opadająca na lewy bok, pofarbowana na złoto grzywka, idealnie postrzępiona. Do tego z tyłu, krótkie włosy, tuż przy samej szyi zostały wystylizowane w górę tak, iż miały w ogóle nie opadać. Obcisłe spodnie, koloru czarnego przykrywała biała koszula. Czyżby bratnia dusza?

- Hmm, o co chodzi? - już tych ludzi uwielbiam. Każdy ma swój własny, indywidualny styl.
- Mógłbyś nam pomóc? - ujrzałem jednego kolczyka, wystającego spośród kosmyków włosów, fajny.

Trochę się zdziwiłem, kiedy chłopak się odezwał. Miał trochę... Jakby dziewczęcy głos, ale było słychać, że facet. 

- Aaa, no tak. Przecież Eizo mnie już poprosił. - pozostali stanęli obok mnie - To o co dokładnie chcecie mnie zapytać?
- Nie wszyscy. Tylko ja i dwóch kolegów. Inni odwalają dobrą robotę. - kręcąc nogą, wystawił mi język.
- No to pokażcie, w czym leży problem. - może wyglądałem na poważnego, ale w głębi byłem bardzo szczęśliwy.

Odeszliśmy spory kawałek, a gitarzyści zajęli miejsca. Muzyka powoli zaczęła wypełniać pomieszczenie, nadając temu spotkaniu miłego klimatu. Uczniowie jak i Eizo dzielnie omawiali najmniejsze szczegóły dotyczące ról. Ja co jakiś czas podchodziłem do jednego z chłopaków i udzielałem zwykłych, prostych rad. Nie musiałem dużo robić, na prawdę grali świetnie, no... Oprócz jednego, tego innego.

- No postaraj się. Patrz. - wskazałem na kartkę - Grasz a, a, c, es, a nie a, a, c, d. A do tego pomyliłeś struny.
- Taishooo! - uwiesił mi się na ramieniu - To na prawdę żenujące! Nigdy nie szło mi aż tak beznadziejnie. Chciałem zapytać się tylko o kilka wskazówek, a nie słuchać jakie mam grać dźwięki.!
- Bywa. - westchnąłem - Po prostu musisz się skupić. - powiedziałem łagodnie i odsunąłem się od niego - No, jeszcze raz.

Nie wiem co on w sobie ma, ale... Jestem spokojny i dobrze mi się przy nim pracuje. Czyżby chodziło o ubiór? Nie, nie sądzę... Dziwni ludzie chodzą po tym świecie...
Usłyszałem, jak nareszcie poprawne dźwięki wydobywają się z tego cudnego instrumentu, a szarpanie strun jest wręcz perfekcyjne.

- No widzisz, jak chcesz, to potrafisz. - skomentowałem, po czym odwróciłem się w tył, słysząc skrzypnięcie drzwi od zaplecza.
- Taisho! - Higoshi miał strasznie roztrzepane włosy, słodki... - Chodź, musimy iść na trening. - uśmiechnął się, stając obok mnie.
- Em, no dobra, poczekaj, muszę coś wziąć. - od razu moje usta uniosły się w górę.

Pobiegłem w stronę biurka, obok którego zostawiłem klucz. Czarnowłosy chłopak nieco zdziwiony obserwował moje ruchy. Co, jestem zbyt szczęśliwy? Zaśmiałem się cicho, widząc jego nic nie rozumiejącą minę i wyciągnąłem kawałek metalu, chowając go pod pieszczoszkę. Zacząłem biec w kierunku Yasuro, który rozmawiał z Eizo, kiedy nagle czyjaś ręka delikatnie mnie zatrzymała.

- Wybacz, muszę lecieć, bardzo dobrze ci szło! - grzecznie stanąłem obok nastolatka.
- Tak w ogóle, Ukyo jestem. - wyciągnął rękę, mając szeroki uśmiech na twarzy.

Delikatnie go odwzajemniłem i uścisnąłem dłoń. No tak, nawet nie wiedziałem, jak ma na imię. Chwilę popatrzyłem w brązowo-czarne oczy i podleciałem do aniołka, który wesoło machnął ręką, wyznaczając kierunek drogi. Szary kurz uniósł się wysoko, kiedy mocniej ruszyłem z miejsca.

Aż chce się żyć !


***


- Matko, gdzie się tak spieszymy?! - sapnąłem, w biegu zapinając koszulkę na wf. Dobrze, że go spakowałem!
- Jesteśmy spóźnieni, szkoda czasu! - wbiegliśmy na zielone boisko, które było dużo większe niż sala do kosza.
- Drugi Eizo. - burknąłem, doganiając go.
- Taisho! Cieszę się, że przyszedłeś. Na prawdę ratujesz moją drużynę. - trener złapał w dłoń czarny gwizdek.
- Nie ma za co, mam nadzieję, że nie popsuję gry. - odgarnąłem grzywkę, biorąc głębszy wdech.
- Na pewno nie. No, to żeby było ciekawiej ty i Yasuro wybierzecie sobie skład drużyn. - zagwizdał trzy razy.

Słucham?! Że niby ja mam grać przeciwko aniołkowi? Przecież na pewno mnie orżnie, a do tego nie wiem kto jest dobry!

- Ale to nieuczciwe... - burknąłem tak, aby usłyszał to tylko Yasuro.
- Spokojnie, powiem ci, kto jest dobry. - czy już mówiłem, że zna mnie na wylot?
- Dzięki - rzuciłem i w kilka minut dobrałem graczy.

Dobrze, że nie dali mnie na bramkę. Z tego jestem cienki, ale atak... Tutaj może i coś zdziałam. 

Przez pierwsze 10 minut nie starłem się z aniołkiem ani razu. Czyżby mnie unikał? Przecież też był w ataku, ale jakoś zawsze znajdował się po drugiej stronie. Właśnie przemierzałem środek boiska, raniąc kolcami soczystą trawę. Nikt za mną nie biegł, wszyscy byli daleko w tyle. Uśmiechnąłem się zadowolony i spojrzałem przed siebie. 
O nie. Tylko nie to. Dlaczego właśnie teraz i do tego on? 

Jak gdyby nigdy nic, z dumnym uśmieszkiem Higoshi przyspieszył bieg, brnąc wprost na mnie. O nie, nie, nie, nie poddam się, też gram... Nawet dobrze! Znalazł się obok mnie i zwinnie kopnął nogą piłkę, która odleciała na bok. Cholera! Zaciskając zęby, z całej siły przyciągnąłem ją do siebie. Zajrzeliśmy sobie w głąb tęczówek, po czym zaczęła się zażarta walka. Co chwilę wyrywał mi piłkę i robił uniki, a kiedy cudem udało mi się ją odebrać, musiałem chamsko odwrócić się tyłem, innego sposobu nie było. Wszyscy przestali grać, tylko z zapartym tchem obserwowali naszą rywalizację. Nawet trener otwierając usta wypuścił z nich swój cenny gwizdek. Jeśli mówiłem, że Yasuro jest aniołkiem, teraz stanowczo stwierdzam, że to rodzony diabeł! Męczę się z nim dobre 50 sekund. No ile można?! Ale chyba dobrze mi idzie...? 
Kto by pomyślał, że jest tak cholernie perfekcyjny i zacięty? Nie poznaję go...
Oddychając głośno, ponownie spojrzeliśmy sobie w oczy. Zobaczyłem dawnego Yasuro, łagodnego. Uśmiechnął się czule, po czym cicho zachichotał. Nadal walcząc, otworzyłem szeroko oczy. Co to miało być? Gwałtownym ruchem sprytnie wykopał piłkę poza mój zasięg i błyskawicznie się okręcając pobiegł w głąb boiska.

- O cholera. - westchnąłem, uśmiechając się szeroko i usiadłem po turecku na miękkiej ziemi. 

Zamknąłem na chwilę oczy i pokręciłem głową.
Wiedział, że wyrwie mi piłkę i dlatego tak się zaśmiał! On na prawdę jest słodki... Ale po tym wydarzeniu, zaciętej walce... Poznałem chyba prawdziwego Yasuro, a raczej tego, który został zasłonięty przez moją troskę. Chyba za bardzo przedstawiłem go sobie jako bezbronnego człowieka. Racja, przecież to siedemnastoletni chłopak, a ja zakodowałem sobie coś zupełnie innego.
Zaśmiałem się krótko i otwierając oczy, ponownie pokręciłem głową.

To ja jestem głupi, a nie on. Ciekawe ile sekretów jeszcze skrywa? Kiedy graliśmy, byliśmy blisko siebie, walcząc o piłkę, jego spojrzenie i uśmiech... Zupełnie jak małe dzieci, które świetnie się bawią, ale wtedy... To dziwne, przyjemne uczucie... Co to było? Jakbyśmy bawili się sobą nawzajem, wyrażając ciałem cichą miłość, która nie wypłynęła z naszych ust, a gesty oddawały najczulszą pieszczotę... Po raz pierwszy poczułem coś takiego... Zupełnie, jak jakaś niewidzialna więź... Czy to możliwe?

- Ej, Taisho! Wymiatasz! - Haruki podbiegł do mnie i klepnął w ramię - Jeszcze nigdy nie widziałem takiej dzikiej walki! I to z Yasuro, nikt jeszcze tyle nie wytrzymał! Nawet trener wstrzymał oddech. - zaśmiał się, pomagając mi wstać.
- Taa... - odszukałem wzrokiem Higoshiego i przechyliłem głowę, ukazując miły uśmiech. 

Tak, jak liczyłem, od razu go odwzajemnił, po czym zaczął rozmawiać z mężczyzną, który gadał jak najęty. Trenerzy...


9 komentarzy:

  1. Yasuro mała bestyja z niego wychodzi i bardzo dobrze,jestem za... trochę zaciekłego charakterku mu się przyda,a nie tak zawsze miły,przyjazny ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten nauczyciel powinien być podany do prokuratury! xD Jakie "ups" do cholery?! Toż to jawne molestowanie... niemalże xD on mi się zdecydowanie nie podoba, coś kombinuje albo świadomie albo nieświadomie... uh.

    No i do tego ten nowy uczeń, Ukyo. Z wyglądu za-je-bi-sty~~! :D Tylko coś mi się nie podoba jego zachowanie względem Taisho, nosz kurde wszyscy lecą na niego czy jak?! xD 2:1 dla Taisho, przykro mi Yasuro ale do tej pory jawnie na Ciebie leci tylko Kaoru ^ ^" haha, no zagalopowałam się :D

    no i jestem ciekawa czy Taisho dostanie propozycję wstąpienia do drużyny po tym wyczynie na boisku ze swoim aniołkiem aka diabełek ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. 3:1 Nie dość że mój ukochany nauczyciel xD To jeszcze dyskretni brat ^.^ *zacięta mina* nikt mi Nie wmówi że jest Inaczej! Xd i ten nowy... Chociaż mi się wydaje że temu nowemu bardzie chodzi o ten kluczyk jakoś Za skrupulatnie było opisane że zostawił go w zamku Myślę że on coś ukradnie a nasz złotowłosy zarząda Za To cielesnej zapłaty *wali głową o ściane* o czym ty myślisz idiotko ;___; - YoOomixkun

    OdpowiedzUsuń
  4. złotooki * xd lub białowłosy * xd wybaczcie xd - YoOomi

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak wyzej (ponownie) XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Mrr..ewoluował z aniołka na diabła ;p

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurde, znowu zgadzam się z przedmówcami, przez was nie mam o czym pisać, bo już napisałyście wszystko co chciałam powiedzieć XD

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten nowy..., on jest dziiiwny. Ale go mimo wszystko polubiłam :D Skojarzył mi się z Visual Kei, a ja jestem zagorzałą fanką, więc nie ma bata.., musiałam go polubić..., ale jeszcze zobaczymy co się pod tym kryje...
    Może będzie ZWYKŁYM przyjacielem Taisho? Oby...
    A Eizo molestuje ucznia! NO kurde do Anny Marii Wesołowskiej z nim! Palant!
    Z takim "ups.." do ucznia wyjeżdża? A wy Kaoru macie za zboka..., a Eizo to pedofil!

    ~Ariska~

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten nowy wydaje sie slodki :3
    Jak zwykle super rozdzial :)

    OdpowiedzUsuń