08.06.2012

Rozdział 12

Powoli otworzyłem powieki tak, aby móc dojrzeć budzik, który niemiłosiernie przerywał spokój poranka, westchnąłem, wyłączyłem go i zgiąłem się w pół. Wystarczyło zaledwie pięć minut, - co na moje lenistwo jest cudem - a rześki  i wyspany ruszyłem do łazienki.
Dzisiaj czuję się lepiej. O wiele lepiej. Tysiąc milionów razy lepiej! Jak tylko pomyślę, że zobaczę go w szkole, to nie przeraża mnie nawet ta nowa dziewczyna. A co ja się będę przejmował. Jedna w tą, czy w tą... Może będzie normalna?
Wszedłem do pomieszczenia, które było utrzymywane w kremowych barwach, czyli zupełnie innych niż mój pokój. Nieważne. O czym ja myślę, przecież teraz najważniejszy jest on. Na serio mam bardzo dobre samopoczucie, a do tego nie czuję tamtego głupawego uśmiechu przyklejonego do twarzy. Tak czy siak, muszę się upewnić.
Podszedłem do lustra i uważnie obserwowałem swoje usta.
Uff, ale mi ulżyło. W końcu powrócił dawny Taisho z nieco bardziej naruszonym sercem.
Popatrzyłem na swoje oczy.

Kurde, chyba będę musiał na nowo przyzwyczaić się do samego siebie. Wesołe oczy, lekko wygięte usta... Niech to szlag... Ale i tak jest w porządku. Lepsze to niż idiotyczny uśmieszek.
Po krótkim wyjaśnieniu sobie nowych zmian zacząłem przygotowywać się do szkoły. Jakoś dzisiaj od razu wiedziałem co ubiorę. Nie miałem z tym problemu. Jak zwykle zacząłem oglądać w lustrze swoje odbicie na wszystkie możliwe strony i uznałem, - nie skromnie - że wyglądam olśniewająco. A co. Nie można mieć wysokiej samooceny? No?! Lepsze to, niż ciągła depresja, ale zaraz, zaraz...
Ściągnąłem brwi, a moje usta wygięły się w dość spory grymas. Zacząłem tupać nogą i drapać się po brodzie.
Czegoś mi tu brakuje... A no tak! 
Doznawszy nagłego olśnienia podbiegłem do biurka jak jakiś szaleniec.

- Chodź tu moja kochana... - powiedziałem cicho i założyłem na rękę pieszczoszkę od mojego aniołka.

Co jak co, ale ona będzie przy mnie cały czas. Właśnie! Mam jeszcze godzinę do zajęć, więc może po niego zajdę... Co?! Godzinę?! Co też miłość robi z ludźmi... No, ale pójść po niego mogę. Chyba będzie w domu... O, wiem! Zapytam się Hiro.!
Zarzucając plecak na lewe ramię wyszedłem z pokoju i ruszyłem do studia mojego brata, bo przecież nie można tego pomieszczenia nazwać pokojem. Zapukałem dwa razy i nacisnąłem klamkę idąc przed siebie. Natychmiast zaryłem nosem w drzwi, przez co cofnąłem się o krok.

- Gdzie ten 'Słodziuś' znowu poszedł? - rozmasowywałem obolałą część twarzy - Dobra, nieważne. Idę zjeść śniadanie.

Nieco zawiedziony zszedłem na dół i skręciłem do kuchni. Bardzo mile mnie zaskoczył, kiedy zobaczyłem jego twarz wcinającą kanapki. 

- No Taisho, siadaj, zrobiłem ci śniadanko. - rzekł wesoło i napił się kakao.
- Masz szczęście, że tu jesteś, bo chciałem cię o coś zapytać, a zamiast tego pocałowałem klameczkę. - usiadłem na swoim krześle odstawiając na bok torbę i przysunąłem do siebie kubek.
- Ty lepiej nie całuj klameczki tylko swojego chłoptasia. - uśmiechnął się jak zwykle szeroko.
- Nie no, dobra. Koniec tych zdrobnień, bo to się robi zbyt mdłe. - wziąłem jedną kanapkę i ugryzłem kawałek - Z trudem, ale czego nie robi się dla brata, muszę stwierdzić, że to jest pyszne! - zacząłem pochłaniać wszystkie pyszności jakie znajdowały się na talerzu.
- Heh, czego nie robi się dla brata. - zacytował moje słowa i poczochrał włosy.
- Ej, ej! Delikatniej proszę, bo trochę je układałem. - udając obrażonego na nowo przywróciłem im dawny wygląd.
- No tak, zapomniałem. Wybacz, o mój najdroższy Taisho! - przykucnął na ziemi i teatralnie się ukłonił - Dobra, a teraz gadaj czego ode mnie chciałeś. - usiadłszy na krześle ponownie zaczerpnął łyk słodkiego napoju.
- Tak się zastanawiałem... Może skoczę po Yasuro i we dwójkę pójdziemy do szkoły? Nigdy nie miałem jeszcze tyle wolnego czasu. Zazwyczaj nieprzytomny łaziłem po mieszkaniu w poszukiwaniu żarcia, a teraz... Aż mnie energia rozpiera!
- No to na co czekasz? Idź po niego. - wzruszył ramionami.
- Ale nie wyda to się jakieś... Takie... Nachalne?
- Niby czemu? - uniósł jedną brew.
- Ee... W zasadzie to nie mam pojęcia. Po prostu może pomyśli sobie, że jestem jakiś uparty i ciągle za nim łażę? - wtopiłem się w bardzo głęboką czerń szukając pomocy.
- No co ty! - zaśmiał się - Wątpię, na pewno się ucieszy. - klepnął mnie w ramię.
- W takim razie do zobaczenia, będę już szedł. - chwilę później stałem już przy drzwiach - Dzięki za śniadanie.
- Nie ma za co. - oparł się o drzwi - Powodzenia. - wystawił mi język i zamknął je przekręcając klucz.

Ruszyłem w stronę Higoshiego i delikatnie się uśmiechnąłem. Ten dzień zapowiada się wspaniale! 
Wdzięcznym krokiem powoli szedłem wzdłuż uliczki. Jeszcze niedawno czułem smak jego ust... Muszę to kiedyś powtórzyć, muszę.!
Jakiś dzieciak gapił się na mnie jakby ducha zobaczył. Ha! Nie dziwię mu się. W końcu ubrałem się całkiem, całkiem. Czarne jeansy ukazywały kształt moich nóg i pośladków, pasek z ćwiekami śmiało połyskiwał jednocześnie utrzymując spodnie na moim tyłku, a rozpięta, czarna bluza idealnie pasowała do luźnej, ciemnoniebieskiej bluzki, którą przykrywała. A! Mogę jeszcze dodać, że pod rękawami mam oczywiście jego pieszczoszkę. 

Nie zwracając uwagi na tego małolata byłem coraz bliżej domu mojego aniołka.
W końcu zobaczyłem jego piękny budynek. Podchodząc bliżej zapukałem. Po chwili ujrzałem brązowowłosą, nieułożoną czuprynę.

- O, Taisho? - jej właściciel mocno zdziwiony spojrzał prościutko w moje oczy.
- Hej, obudziłem cię? - moje usta same posłały mu uśmiech.
- N-nie... Właśnie się ubierałem, wejdź. - odwzajemnił go i otworzył szerzej drzwi zapraszając mnie do środka.

Ubierał się? Teraz?
Wszedłem do przedpokoju i odwróciłem się w jego stronę z zamiarem powiedzenia mu, że po niego przyszedłem. Otworzyłem szerzej oczy i mocno się zarumieniłem widząc jego do połowy nagi tors. Nie mógłbym go ujrzeć, gdyby biała koszula nie była odpięta. Kurde! To jest najlepszy dzień w moim życiu! Jaki on piękny... Eee... Yyy... Taisho... Gapisz się na niego jak jakiś zboczeniec, ocknij się!
Odwróciłem głowę i wsadziłem dłonie do kieszeni spodni.

- Pomyślałem, że po ciebie wpadnę. - ledwo to z siebie wydusiłem - Ale jak nie chcesz, to mogę...

Poczułem jak coś ciepłego odgarnia z mojej skroni włosy. Kątem oka spojrzałem na ową rzecz i o mało nie odstałem zawału. Czerwień na policzkach powiększyła się dwukrotnie, a puls przyspieszył stokrotnie!

- Taisho, jesteś chory? - zapytał opiekuńczo, przechylając zabawnie głowę - Przyszedłeś po mnie? - stanął na przeciwko.

Uff... Tak już lepiej. Przynajmniej mogę swobodnie porozmawiać.

- Mówiłem. Jak nie chcesz, to mogę sobie pójść.
- Nie, nie! - zaczął zapinać guziki - To bardzo miła niespodzianka, ale myślałem, że czegoś zapomniałeś, bo jesteś normalnie ubrany.

Niespodzianka? Miła?! Czy już mówiłem, jak bardzo kocham tego chłopaka? I... Co?! Jestem normalnie ubrany?! Ja tu się staram, zakładam najlepsze ciuchy, a on mi z takim czymś wyskakuje?! Przecież to...! Nie... Chwila... Już wiem o co chodzi, no tak. Głupie zmiany w statucie szkolnym.

- Zmienię bluzkę na tę obrzydliwą koszulę dopiero w szkole. - westchnąłem.
- Jaką obrzydliwą?! Nie są aż takie złe... - zaśmiał się. Czy już mówiłem, jak bardzo kocham jego dźwięczny głos? - Lepsze to, niż mundurki.
- Weź! - wzdrygnąłem się - Tego jeszcze brakuje!
- No to już, zakładaj ją. - szczęśliwy pociągnął mnie za rękaw bluzy i już po chwili byliśmy w jego pokoju. 

Czy już mówiłem, jak bardzo kocham jego pokój?

- Co?! Dopiero w szkole. - założyłem rękę na rękę i odwróciłem wzrok.
- Przecież nie wpuszczą cię do niej jak nie będziesz miał na sobie białej koszuli. - cały czas mówił wesoło.
- Nie wpuszczą?
- No. Nie słyszałeś jak nauczyciele nam o tym mówili? - spojrzał na mnie zdziwiony.
- Eee... Tego akurat nie. - podrapałem się po głowie. 

Cholera, musiałem się zamyślić.

- Nie ważne. Jak teraz założysz to nie będzie problemu. - jego twarz znowu rozbłysła nieopisanym pięknem.
- A-ale... - na pewno nie - Ja jej nie założę. - nadąłem policzki jak małe dziecko.
- A to dlaczego? - podszedł bliżej.
- Bo tak strasznie obciachowo w niej wyglądam... - mimo wszystko wyciągnąłem ją z plecaka i zrezygnowany spojrzałem na Yasuro.
- A przestań. Nie są aż TAK obciachowe, a z resztą dobrze kontrastuje z twoimi włosami i spodniami. - rzekł podchwytliwie.

Hmm... Może i ma rację... Mądry chłopak, ale i tak uważam, że te koszule to obciach. Nie założę jej i koniec kropka.!

- Przykro mi, ale ja jej nie założę. - usiadłem na łóżku.

Mimo mojego desperackiego zachowania atmosfera była luźna i wesoła. Zielonooki w ogóle nie przejmował się moimi protestami. Nagle poczułem jak pościel lekko się zapada.

- W takim razie ja to zrobię. Przyszedłeś po mnie to wyjdziemy razem i na spokojnie. - jego delikatny głos przyćmił moje zmysły.

Pozwoliłem aby ściągnął ze mnie bluzę i koszulkę. Jego dłonie były takie delikatne... Albo mi się wydaje, albo robi to bardzo wolno, jakby zapamiętywał czy sprawdzał swój każdy ruch? Czyli jednak nie uważa mnie za nachalnego człowieka... Tak jak mówił Hiro. Heh. Można się było tego spodziewać, przecież on wie wszystko.
Higoshi wstał z łóżka i stanął przede mną. Leniwie podniosłem wzrok i uważnie mu się przyglądałem. Nawet nie zauważyłem kiedy on zaczął robić to samo. Jestem jakiś nie ten teges, czy jak? Zmarszczyłem lekko brwi, a on chwycił koszulę, która leżała obok. Przecież nic na sobie nie mam, to co się dziwię, że się patrzy. Jednak to bardzo przyjemne...
Powoli zaczął ubierać mnie w tę szmatę. Tak to nazwę i już. Kiedy już skończył, mocno się skrzywiłem. Na pewno wyglądam jak ostatni idiota.

- Ładnie. - wyszczerzył się i zaczął dopinać guziki.
- Ta, super... - mruknąłem i podwinąłem rękawy.

Nigdy nie lubiłem, kiedy coś białego leżało mi pod łokciem. Wiem, dziwny jestem, ale przynajmniej świat nie będzie nudny. Zsunąłem pieszczoszkę na nadgarstek, aby luźniej przylegała do skóry.

- Dobry pomysł. - rzekł wesoło i zrobił to samo co ja pokazując identyczną ozdobę na ręku.

Uśmiechnąłem się szeroko i powiedziałem.

- Ale i tak wyglądam jak palant.
- E tam! Przejrzyj się w lustrze. - zaproponował.

Niepewnie podszedłem do czystego szkła i spojrzałem na swoje odbicie. O dziwo bardzo się zdziwiłem. Nie wyglądam aż tak źle... Na moją twarz wstąpił cwany uśmieszek. Ta koszula dodaje mi pewnego uroku i... Mądrości?

- Już, przepiękny książę? - zażartował chłopak.
- Jeszcze chwila... - odpowiedziałem i bardziej rozczochrałem grzywkę.

O tak... Od razu lepiej. Tak... Bardziej niegrzecznie. Schowałem swoje poprzednie ubrania i odwróciłem się do niego.

- Możemy iść, księżniczko. - odgryzłem się.
- Yh! Co?! Ja ci dam księżniczkę... - wybełkotał pod nosem i delikatnie się rumieniąc poprowadził mnie na dół.

Założył buty, torbę przerzucił przez ramię i już byliśmy gotowi.

- Ile mamy jeszcze minut? - zapytałem.
- Jakieś trzydzieści, chodźmy. - zarządził i oboje wyszliśmy z mieszkania.


5 komentarzy:

  1. Pff...Jak już go zaczął rozbierać z koszuli to mógł coś dalej...a nie ;P Nie mogę już się doczekać jakiejś konkretnej 'akcji' ;>
    Jejju kocham to opowiadanie ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne! już się nie mogę doczekać jakiejś sytuacji między nimi ^.^

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle moja mina podczas czytania tego. (≧ ∇ ≦)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaaakie cudne! *-* No nie mogę.., jeszcze parą nie są, a ten już go rozbiera XD
    Kocham to yaoi, ale nie mam pomysłu na komentarz do tego rozdziału. Cóż mogę powiedzieć..., był świetny jak cała reszta :D
    Idę czytać dalej :D

    ~Ariska~

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślałam, że będzie seksik T.T

    OdpowiedzUsuń