09.06.2012

Rozdział 65

Wyszedłem z sali nr 24, aby zapytać Yasuro, czy może ma dzisiaj czas, ale czego się dowiedziałem? Ma trening, a potem zasuwa do domu, by powkuwać na jutro biologię, która wchodziła mu opornie. Akane też, normalnie jakby dzisiaj specjalnie zmyła się do mieszkania, kiedy dzień w dzień truje mi, żebym poszedł z nią do Arkadii. No i co mam zrobić? Mam ochotę się rozerwać, nosi mnie.

Stałem za bramą szkolną, gapiąc się na czarną jezdnię, po której co jakiś czas przejeżdżał samochód lub odważny rowerzysta, nie bojący się piratów drogowych. Moje dłonie co rusz ugniatały materiał dżinsowych kieszeni, a ja zagryzłem wargi.

- Taisho a ty co, modlisz się?
- Świat schodzi na psy, skoro uczeń nie chce wyjść poza teren szkoły. - białowłosy razem z Ukyo podeszli do mnie od tyłu, przez co byłem zmuszony do odwrócenia głowy. Usłyszałem strzyk kręgosłupa, pięknie. 
- Nie... Nie wiem co mam ze sobą zrobić. - przyjrzałem im się przez dłuższy moment, dochodząc do bardzo interesujących wniosków, które same nasuwały się na pierwszy rzut oka - A co wy robicie razem?
- Próba się skończyła, więc poszliśmy na korytarz, ale że Katsu musiał odnieść coś do biblioteki, poszedłem razem z nim. - siedemnastolatek zabawnie gestykulował dłońmi pokonaną drogę.
- Yhym...
- Mieszkam w okolicy, gdzie się rozstajemy, kiedy idziemy razem do domu. - wysoki książę zmierzył mnie ostrzegawczym spojrzeniem, pozbawiającym chęci do dalszych pytań.

Bardzo interesująco to brzmi, oj bardzo... No niech ktoś tylko na nich spojrzy! Pasują do siebie jak ulał i spędzają ze sobą więcej czasu niż ja z Yasuro... Pomimo tego, że jesteśmy w tej samej klasie. Oj jak mi brakuje chwil, które spędzaliśmy razem z jakieś dobre dwa tygodnie temu...

- Ej, bo dziewczyny się na ciebie patrzą. - Igichi szturchnął mnie ramieniem, wskazując na dwie szatynki schowane za szybą auta.
- Dobra. - odetchnąłem głośno, po czym prostując kręgosłup przerzuciłem szelkę plecaka przez ramię - Idziecie ze mną do jakiegoś klubu?
- Klubu? - zdziwienie czarnowłosego wywołało wybuch mojego śmiechu - No i co się śmiejesz!
- No klubu, dziadkiem jeszcze nie jestem, a nie mam co ze sobą zrobić.
- Ja się przejdę. - Katsuyoshi zaskoczył mnie swoją otwartą decyzją, na którą nie musiałem długo czekać, chociaż szczerze, to myślałem, że będę go musiał do niej namawiać.
- Idziesz Ukyo?
- Jak wy idziecie, to też pójdę, jutro mam luźny dzień. 
- Chodźcie, coś znajdziemy...
- W sumie mogę zaproponować taką jedną, fajną miejscówkę, mają w niej świetne drinki.
- Skoro polecasz, to nie ma się czego bać. - uśmiechnąłem się do szarookiego i ruszyłem do przodu. Tak, potrzebowałem teraz towarzystwa.

Przez ostatni miesiąc czułem się albo jak emeryt, albo jak bobas. Byłem taki i taki, co mnie serio denerwuje, bo nie mogę zachować spokoju jaki posiadałem wcześniej. Chcę zaszaleć, ale z Yasuro, tak jak kiedyś gdzie jak oszołomy biegaliśmy w tę i wew tę. Chciałbym znowu poczuć tamte chwile.


***


- Czy to nie jest ten klub, w którym tolerowane są związki hetero i homoseksualne? - Ukysiowi opadła szczęka, gdy ujrzał wielki szyld promujący jeden z lepszych, acz dziwnych lokali. Fakt faktem właściciel miał dobry pomysł, dzięki któremu ma więcej klientów niż zwykłe kluby. 
- Dokładnie ten. - Hanari popatrzył na przyjaciela, potem na mnie, jednak ja też spoglądałem na chłopaka, tak więc w rezultacie dwie pary gałek ocznych utknęły na naszym maleństwie.
- Co się tak lampicie!
- Nie powiesz chyba, że boisz się osobników zamieszkujących tę pieczarę? - roześmiałem się, widząc jego pełną przerażenia minę.
- Haha, ależ śmieszne...!
- W takim razie idź pierwszy, poprowadź za sobą wiernych towarzyszy. - Katsu wraz ze mną pchnął gitarzystę do drzwi, które ze skrzypnięciem ustąpiły naszej sile, ukazując przytulny korytarz, prowadzący do dalszej części budynku. Tak, jesteśmy złośliwi, hehe.

Nic nie mówiąc szliśmy dalej, wzdłuż ciemnych ścian, na których w odległości 5m od siebie wisiały karmazynowe lampiony. Weszliśmy do większego pomieszczenia, które w pierwszej kolejności zapełniały kawowe stoliki i różnej długości sofy. Na każdym blacie stała biała świeczka, schowana w kwadratowym szkiełku, zabezpieczającym gości przed ewentualnym poparzeniem, chociaż raczej ostatni idiota wciskałby palce tam, gdzie nie wolno. Najbardziej zachwyciły mnie ciekawe pociągnięcia pędzlem, przez co nawet zwykły kolor ścian miał jakieś wzory, gdzieniegdzie okryte roślinkami w ogromnych doniczkach. Na końcu sali, a dokładniej w jej lewym rogu widniał niewielki szyld z nazwą klubu, a poniżej świetnie prezentował się bar, który miejsc z pewnością nie żałował. Kiedy do niego doszliśmy, spojrzeliśmy w prawą stronę, gdzie znajdował się parkiet, nad którym była jakby widownia, jeśli ktoś nie miał ochoty egzystować w hałasie muzyki. Dalej pewnie też by się coś znalazło, ale na razie skupiliśmy się na miłym barku, czyli spoczęliśmy na mięciutkich siedzeniach, czekając na barmana.

- To miejsce jest boskie. - Ukyś oparł łapki na ladzie i odwrócił się, oglądając wnętrze lokalu.
- No... Gdyby nie pewne dodatki, powiedziałbym, że to ciemna dziura.
- Dobrze, co zamawiacie? - Katsuyoshi zaczął grzebać w swojej torbie, a ja rozejrzałem się po interesujących nazwach.
- No ja raczej nie mogę. - opamiętałem się, stwierdzając jak dla mnie suchy, nic nieznaczący fakt.
- Ja mogę, tak więc ja stawiam i wszyscy są szczęśliwi.
- Yhym... Osiemnastka górą, heh. - jeszcze parę sekund eliminowałem smakowite warianty, aż wreszcie złożyłem zamówienie.
- Ukyo, a ty co bierzesz? - owy osiemnastolatek zerknął na chłopaka, z lekka się wychylając, ponieważ siedziałem pośrodku nich.
- Nie wiem... Za dużo tego! - Igichi złapał się za włosy, z nadętymi policzkami lustrując papierek z ofertami.
- Może wziąłbyś Cherry Brandy? Bardzo polecam.
- O, to!
- Mam nadzieję, że nie jesteś tutaj stałym bywalcem, hmm? Bo bym w życiu nie uwierzył. - oparłem brodę na nadgarstku, a mój wzrok był trochę kpiący.
- Doprawdy? - białowłosy pokazał mi swoje zęby, ale gdy barman, polerujący kieliszek na błysk, stanął przez nami, odchrząknął - Witam Jou, jak tam leci?
- Oo, Katsuyoshi. Co leci, to leci. - zaśmiał się - Przychodzisz tu coraz częściej.
- Jeszcze w nałóg wpadnie. - mruknąłem, patrząc spod powiek na młodego mężczyznę.
- Czy ty przypadkiem nie masz brata? - na jego słowa aż podniosłem się do połowy.
- Mam.
- Widziałem cię kiedyś, jak przyszedłeś z rodzicami na zakończenie roku w szkole podstawowej.
- Niech zgadnę, zapamiętałeś mnie dzięki kolorze moich oczu?
- Ta, są wyjątkowe.
- Ehh... - zrezygnowany machnąłem dłonią, powracając do poprzedniej pozycji. 

Hanari gawędził z dwudziestopięciolatkiem dobre pięć minut, zanim złożył zamówienie. W pewnym momencie naszła mnie myśl, aby może gdzieś wyciągnąć aniołka? Może do kina na jakiś ciekawy film? Nie... No nie. Z mojej strony to wygląda dwuznacznie, chyba nie mógłbym tego nawet powiedzieć. Spa... cer...? Nie no co to jest, zgwałcić go chcę, czy jak?! Zbyt osobiste, oj zbyt. Pfu, Taisho wyrzuć te nieczyste myśli! Jakaś impreza? Nie no, jeszcze lepiej sobie dowaliłem, nie ma co. Kurde. Zaraz będzie, że chcę z nim pójść na randkę i przyjaźń się zakończy, a ja sam chętnie wskoczę do trumny. Matko... Gdzie moglibyśmy iść, żebym miał czyste sumienie i moglibyśmy być sami?
Jeszcze jutro ten porąbany dzień.

. . .

Przesunąłem palcami po twarzy, kończąc czynność na czubku głowy, dzięki czemu świat mógł ujrzeć moje nagie czółko i delikatne brwi. 

- Boli cię głowa? - czarnowłosy przyjął od pracownika szklankę pokrytą szronem i poprawił wypadającą z niej słomkę.
- Nie...
- Napij się, to przejdzie. - Katsu jak zwykle prawidłowo rozszyfrował, że powód mojego stanu nie jest związany z żadnym bólem. 

Mruknąłem coś pod nosem i objąłem opuszkami schłodzone szkło, po czym uniosłem rękę, a głowę odchyliłem w tył, dzięki czemu wypiłem drinka jednym haustem. Dwójka przyjaciół spojrzała na mnie sparaliżowana, a ja westchnąłem niegłośno, czując jakby coś paliło mi gardło. Ale to jest pyszne!

- Miałeś rację, czuję się o wiele lepiej. Fakt, przez lód nie czuję gardła, ale za to rum mi je rozpala. Hu, mocne to.
- Człowieku, ja tego nie mogę wypić w trzech łykach, ponieważ to jest za mocne, a ty po całej szklanicy na raz czujesz się normalnie... - coraz bardziej zaczynałem wierzyć w to, że Katsu jest normalnym nastolatkiem, pozbawionym zagadkowego stylu życia.
- Ło, już nie raz w domu piło się mocniejsze rzeczy. - przed oczami stanął mi moment, kiedy Yasu wylał na moje nogi wyborowe wino sprowadzone z Włoszech... Myślałem, że go wtedy zamorduję.
- Widać miłe wspomnienia, skoro się uśmiechnąłeś. - czarnooki przełknął trochę cieczy - To jest super! Kocham wiśnie i brandy... 
- Wiedziałem, że zasmakuje.
- Nooo... - obok chłopaka usiedli dwaj mężczyźni, trzymający się za dłonie. Ukyo aż mina zrzedła, a on zaczął żwawiej popijać drinka.
- E! - pomachałem dłonią, przywołując barmana - Poproszę jeszcze raz to samo, jeśli można. - popatrzyłem na szarookiego - Jakby co, oddam ci pieniądze.
- Nie oddawaj, tylko pij z umiarem, bo nie będę cię bronił przed ludźmi.
- Bronił? A to czemu.
- Jeśli nie zauważyłeś, to od samego przyjścia pary oczu żeńskie jak i męskie z zainteresowaniem się tobie przyglądają.
- Eee... Prędzej tobie, a nie mi.
- Okej, nam, ale z przewagą na ciebie.
- Serio? - zwróciłem się do Igichiego, by mieć pewność.
- No. - kiedy żaden z nas na niego nie patrzył, zerknął on na dwóch osobników, którzy gładzili swoje dłonie, podśmiewając się cichutko.
- Geez, przesadzacie.
- Jak chcesz, tylko żeby potem nie było na mnie. - bożyszcz uniósł dłonie, a ja rozpromieniony zacząłem łykać następne ilości napoju.
- Ej no, bo on się upije. - gitarzysta zmartwiony pociągnął mnie za rękaw, obserwując jak moja szyja ugina się w momencie przepływu alkoholu.
- Masz niedaleko do domu, to pewnie go zabierzesz.
- Ej, nie zostawiaj mi go.
- Chyba jesteś jego przyjacielem i znasz go dłużej ode mnie.
- Nie aż tak długo, dopiero od mies...
- Możecie nie gadać o mnie tak, jakbym już był uchlany?
- Przepraszam, wolne? - jakiś nastolatek podszedł do nas, pokazując na ladę. Co on, chory? Chce na ladzie usiąść...?
- Sorry, nachlałeś się czegoś koleś, czy jak? - popatrzyłem na niego jak na debila, kiedy szerzej się uśmiechnął. Trzeźwy raczej jest, bo niczego nie czuć, to samo tyczy się ćpania - Gdzie ty tu widzisz wolne krzesło?
- Pytałem, czy tu jest wolne. - jego palec wskazał moje kolana, na co Katsu zachichotał, zasłaniając sobie buzię, a Ukyś zamarł z drinkiem w ręku. Ciekawe są ludzkie reakcje, a moja chyba najciekawsza.
- A wyglądam jak krzesło z tabliczką 'Usiądź, tu zawsze jest wolne.'? - uniosłem lekceważąco brew. Beżowowłosy mógł być góra rok starszy ode mnie.
- Skoro zapytałem, to chyba musi coś w tym być.
- Słuchaj koleś. - wstałem z siedzenia, mierząc go chłodno, nie lubiłem takich uśmiechniętych typków jak on - Jestem dzisiaj wyjątkowo poddenerwowany, więc nie ryzykuj.
- Nie chciałbyś się poznać bliżej? Innym razem...? - przesunął dłonią po mojej koszuli, a mi wyskoczyła na czole niewidoczna żyłka.
- Spieprzaj koleś. - powiedziałem to takim tonem, że chyba go wystraszyłem, bo zmył się daleko od nas w mgnieniu oka - Głupek. - burknąłem, chcąc już zamawiać trzeciego drinka, kiedy mój zamiar przerwał dzwonek sms-a.
- Uhu, żebym nigdy mu nie podpadł. - Hanari pokiwał kciukiem, a Ukyś łepetyną.
- Ja również.
- Przesadzacie... - uśmiechnąłem się czule do wyświetlacza, ukazującego cudne słowa 'Będziesz za 10 min w domu? Wpadłbym, jeśli jesteś.' - Przepraszam was, ale muszę lecieć, dzięki za drinki! - machnąłem dłonią, nie czekając na ich odpowiedź.

Miałem wrażenie, jakby z każdym mym stąpnięciem beton skwierczał, nie wytrzymując mojego nacisku. A może to ja skwierczałem, z przejęcia? Ło matko, ło matko! Cud, że ma czas, normalnie cud. Muszę szybko dobiec do domu, skróty...!

Łapiąc się rynny, gwałtownie zakręciłem w drugą ulicę, w diabolicznym tempie pokonując spore odległości. Moje serce biło jak ciężki dzwon, ale na pewno nie ze zmęczenia. Spokojnie Taisho, luz... Zdążysz i sobie porozmawiasz jak kiedyś. Jakie kiedyś?! Cały się trzęsę! To przez ten cholerny alkohol? Głowę zawsze miałem mocną...

Sam byłem zdziwiony, że przebiegłem spory kawał bez żadnego przystanku. Największa motywacja? Miłość. Zatrzymałem się dopiero na początku swojej uliczki. 
Geez... Spokojnie, bo płuca wypluję i tyle pozostanie z Taisho, który za bardzo wszystkim rzuca się w oczy. No już, wyprost, wdech, wypięta pierś, uśmiech i idziem. 
Trzy kroki były pewne, lecz następne stawiałem z motylkami w brzuchu, ponieważ widziałem go już z daleka, na drugim końcu chodnika. Odetchnąłem głęboko i po czterdziestu sekundach otwierałem furtkę.

- Hej. - jak ja dawno nie słyszałem tutaj tego 'hej'.
- Wejdź. - przepuściłem go do drzwi, które odruchowo zaczął otwierać kluczami rzuconymi przeze mnie prawie w jego mózgownicę - Coś się stało? - spytałem, widząc jego zmieszaną minę.
- No. - burknął i oboje weszliśmy do pustego mieszkania. Para plecaków spadła z donośnym chlapnięciem na podłogę - Rodzice mnie wkurzyli.
- O, są w domu?
- No właśnie są i zaczęli się kłócić o jakieś pierdoły, nie dając mi się znowu pouczyć.
- Nie znam za dobrze twojego taty, ale nie wygląda na człowieka, który się kłóci.
- Też tak myślałem. - prychnął - Normalnie wysiedzieć się tam nie da.
- Przejdzie im, na pewno.
- Mam taką nadzieję.
- Chodź, obejrzymy fajny film, który wczoraj ściągnąłem.
- Jaki? - wziął pod rękę mój plecaczek, kierując się do pokoju.
- Zrobili go na podstawie twojej ulubionej gry...
- Nie wierzę! Już wyszedł?! Z napisami?
- W sumie nie z naszymi napisami, ale Hiro był taki uprzejmy i wszystko przetłumaczył, dodając własne suby. 
- Fajnie... - uśmiechnął się szeroko. 
- Pomożesz mi podłączyć laptopa do plazmy? Komputer mi padł i na razie musimy się tak przemęczyć.
- Spoko, dawaj go.

Zaśmiał się głośno, na co uśmiechnąłem się w duchu. Miejmy nadzieję, że nie palnę po tych dwóch szklankach niczego głupiego. Heh, i takim sposobem zaprosiłem go do kina... Domowego.


3 komentarze:

  1. "Ło matko" to jeden z moich ulubionych tekstów gdy się czymś ekscytuję...
    Ostatnio coś mnie tu nie było,czasu nie miałam,ale powracam dziś! Noc jest jeszcze młoda można działać xd

    OdpowiedzUsuń
  2. jaram sie ! <3 / jess

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudooowny rozdział. Przede wszystkim to z tym kolesiem w klubie :3

    OdpowiedzUsuń