08.06.2012

Rozdział 35

Przez lekko uchylone okno mogłem pochwycić uchem miejski gwar napływający gdzieś z prawej strony. Fioletowy prostokąt płynąc na bok i rozciągając się w całej długości szkła, na samym końcu swojej wędrówki pękł, rozdzielając się na dwie, nierówne części. Taka zwykła lampka, a proszę jak mnie zaciekawiła.

Usłyszałem słabe trzaśnięcie, które utwierdziło mnie w przekonaniu, iż Yasuro wszedł do pomieszczenia. W dłoniach trzymał małą, pomarańczowa miseczkę oraz dwie szklanki wypełnione ciemnym napojem. Mam nadzieję, że jest niegazowany. 
Postawił wszystko na szklanym stole znajdującym się przy wersalce, po czym wdychając głośno klapnął obok mnie. Szary materac nieznacznie opadł w dół, tworząc na swojej powierzchni liczne zmarszczki i pofałdowania. Dziwne... Nikogo nie ma? Rodzice w pracy...?

- Pokaż co tam przyniosłeś. - wyciągnął palce i strzelając nimi zerknął na małą czcionkę działu związanego z Ziemią. Dobrze, że z gospodarki będę zdawał tylko 10% całych notatek, nienawidzę jej - To zaczniemy najpierw od szczegółowego opisania klimatu, rzek i krain geograficznych wliczając w to ich długość, objętość, głębokość itp. 
- Jasne. - zaczerpnąłem większej ilości tlenu niezbędnego do życia i nieco sfrustrowany przyszykowałem się do kilkugodzinnej nauki.


***

Aniołek czyni cuda i nic więcej. Przecież sam uczyłbym się tego dwa razy dłużej jak i wcale. Jego sposób tłumaczenia, który oparty jest na skojarzeniach na prawdę oszczędza sporo czasu. Bycie z nim sam na sam w zupełnej ciszy i prywatności również pozwala na lepsze skoncentrowanie. 

Bladoróżowe usta niczym jakiś magiczny instrument zgrabnie wymawiają najdrobniejsze, opracowane do perfekcji słowa, a kiedy zbliżają do swojej mięciusieńkiej powierzchni kawałek ciasteczka, zamieram trwając z bezruchu. I tak za każdym razem podczas całego wkuwania. 

Yasuro zachowuje się szczególnie bezdźwięcznie, jakby w ogóle nie był nastolatkiem tylko jakimś za dobrze wychowanym księciem, który nie może sobie pozwolić na najmniejszy szmer. Nie usłyszałem ani razu choćby jednego mlaśnięcia, czy głośniejszego przełknięcia. Może popadam w paranoję, ale ta cisza wprawia mnie w otępienie i miłe uczucie, jakby ktoś subtelnie muskał piórkiem moją skórę. 

- Widzisz Taisho, już po nauce. Dziś nie poszło aż tak źle. - jak rasowy nauczyciel, cały przepełniony dumą podniósł się z kanapy i stanął naprzeciwko mnie.
- Mam dobry dzień i o dziwo jestem wypoczęty - dopiłem swój porzeczkowy sok, patrząc na ametystowy lampion - Fajna ta lampa.
- Te gluty? Chciałem je wyrzucić, ale mama się uparła i tak zostały. Mi tam nie przeszkadzają, ale patrz jak to wygląda...
- Interesująco.

Od samego rana był nieustannie uśmiechnięty, jakby wczorajsze zdarzenie w ogóle nie miało miejsca. Hiro znowu miał rację, chyba musiał sobie wszystko poukładać. Jestem tylko ciekawy co wtedy pomyślał, jak zareagował wewnętrznie...

Nauka już się skończyła, więc niedługo będę szedł. Tak mi się nie chce...

- Musimy... - jego rozmowę przerwała znana melodia.

Chłopak dorwawszy telefon spojrzał na wyświetlacz wręcz wgryzając się w jego płytkę. Zielone tęczówki przesunęły się pojedynczo, a palec nacisnął słuchawkę. Jego brwi, kryjące się za grzywką podnosząc ją zdradziły rozczarowanie. Uważnie obserwowałem jego mimikę, która zmieniała się co chwilę, nie koniecznie pozytywnie. Koniec końców zaświeciła smutnym blaskiem.

- Tak tato, rozumiem. Czy się gniewam? Oczywiście, że nie. Nie mam za co. - zaśmiał się wesoło, ale jego twarz nie wyrażała radości.

No ładnie. Oby ze mną tak nie rozmawiał, nie chcę być oszukiwany jego stanem emocjonalnym. 
Jego oczy jakby zaszły mgłą i bez życia schowały się pod krótkimi pasmami włosów. Opuścił obydwie ręce i nie ruszył się nawet o milimetr.

Natychmiast ściągnąłem brwi i przejęty podszedłem bardzo blisko.

- Co się stało?
- Rodzice wrócą dopiero jutro wieczorem. - odwrócił wzrok, zaciskając wargi.
- Na pewno mają do zrobienia coś ważnego. - starałem się jakoś załagodzić napiętą atmosferę.
- Jak zawsze. - mruknął podchodząc do stołu i częstując się cukierkiem - Nie ważne, to tylko rodzice. Pójdą, przyjdą, są, nie ma, robi to jakąś różnicę? - uśmiechnął się nikle spoglądając w moje oczy.

Coś przygniotło moje serce, miałem wrażenie, jakbym czuł jego ból. Widać, że ojciec nieświadomie sprawił mu tym przykrość, ale na pewno od tak sobie nigdy by tego nie zrobił, gdyby widział jego minę. Jest bardzo sympatyczny. To oznacza, że Yasuro czuje się po prostu samotny...? I wczoraj w parku taki nagły smutek mógł wiązać się z tą sprawą? Biedny... Kuje mnie w środku, że widzę ten stan. Jak można go w ogóle ranić? On jest jak najlżejszy płatek śniegu, który samotnie opada wśród swoich i ląduje na czymś ciepłym godząc się ze swoim losem, aby tylko kogoś innego nie spotkał taki sam problem.

- Wiesz co? - powiedziałem, a on lekko zadarł brodę - Mogę dzisiaj u ciebie przenocować? Niedawno mnie zapraszałeś, a w domu nie mam jakichś szczególnych zajęć.
- Ym... - zdziwiony wyprostował się, rozważając moje słowa - No dobrze. - jego twarz natychmiast się rozjaśniła.
- To niedługo przyjdę, muszę wziąć rzeczy i zjeść jakiś obiad. - rzuciłem, schodząc po drewnianych stopniach.
- Weź jeszcze gitarę. - skrzyżował ręce, opierając je o tył głowy - Może mi coś zagrasz?
- No... Dobra, to na razie. - posłałem mu łagodny uśmiech i wyszedłem z mieszkania. 

Od razu przyłożyłem dłoń do klatki piersiowej, czując zwiększający swoje tempo puls. Znane napady dreszczy i jakby migawek dzikich impulsów utworzyły się w całym ciele powiększając swój horyzont. Zacząłem szybciej stawiać kroki i nerwowo zagryzać wargę.

Czy mnie do cholery porąbało?! Sam zaproponowałem przenocowanie, przecież wszystko może się zdarzyć. Co ja najlepszego zrobiłem... Jeszcze będę mu musiał zagrać i skompromitować się swoimi ckliwymi przebojami. Egh... 

Czułem rozlewające się ciepło i włókna nerwów przeciskających się do każdej żywej komórki, te to nigdy się nie poddają. Po chwili zrobiło mi się zimno, zaś po kilku sekundach zostało ono zastąpione już normalną temperaturą ciała. Spokojnie... Niepotrzebnie się nakręcam. Chyba za bardzo przesadzam, oj za bardzo.

Po około kwadransie wszedłem do domu i zrobiłem sobie obiad. Jakoś przestałem się spieszyć, nie mogę zachowywać się jak ostatni idiota. Hiro wyraźnie maltretuje miasto, jak dziwnie... Jest tu dopiero od kilku dni, a wszystko bez niego wydaje się jakieś nienaturalnie ciche... Jak ja mogłem tak żyć? Wbiegłem na górę i zapakowałem gitarę w czarny pokrowiec, przypominający twardą walizkę. Nawet taka rzecz musi być idealna w oczach tego imbecyla, eh... No, do samoobrony co prawda nadaje się idealnie, ale nikomu nie życzę żadnych urazów. 
Łapiąc uchwyt w jedną wolną dłoń, pognałem do aniołka.

Co chwilę spoglądałem na niebo, które jak na złość prezentowało coraz to gęstsze chmury mające ciemnoszary kolor. Ojojoj, niedobrze, fatalnie!
Zacząłem biec, ale gdzieś w połowie drogi złapała mnie ogromna ulewa. Matko, co to ma być?! Oberwanie jeziora czy jak?! Cholera jasna! Jeszcze nigdy tak nie padało kiedy byłem na zewnątrz.

Ogromne krople z wielką siłą biły o ziemię oraz o wszelkiego rodzaju ludzkie zabudowy, rozpryskując się na miliony malutkich kuleczek. Chodniki, krawężniki, rynny, wszystko w ułamku sekundy napełniło się po same brzegi zimną wodą.

Moje włosy były całkowicie oklapnięte, a przydługa grzywka przykleiła się do oczu, dlatego musiałem biec z podniesioną głową. Już nie wspomnę o tym, że wyglądałem jak pędząca kaczka. Cieniutkie spodnie przylegały do nóg, niczym najcieńsza lai kra. To się nazywają właśnie czerwone dżinsy, bosko! Plując czy parskając co chwilę zacząłem energicznie pukać.

- Matko! - usłyszałem krzyk Higoshiego, więc intuicyjnie podreptałem do środka. 

Uniosłem wysoko głowę, żeby widzieć cokolwiek, a moje usta same się uchyliły, prezentując gołą szyję. Wyglądałem z pewnością zabawnie, gdyż wszystko było przyciśnięte do szczupłego ciała. Tylko bluza jako tako do niego nie przylegała. Z końcówek mokrych kosmyków sączyły się malutkie kropelki, a klatka piersiowa poruszała się nierównomiernie.

- Cholerny deszcz. - rzuciłem z grymasem, kładąc przy ścianie gitarę - Ale i tak go lubię.
- Lubisz? - zdziwiony ciągnął mnie do łazienki.
- Tak, uspokaja mnie, ale nie wtedy kiedy centralnie bije na twarz. - otworzyłem torbę, poszukując ciepłych i suchych dresów.
- Ja tam nie lubię. Zaraz przyjdę.

Zamknąłem drzwi i w spokoju nałożyłem suche ubrania. Łazienka też oczywiście nie należała do najmniejszych, a frędzlowaty dywanik przyjemnie oddawał swoje ciepło. Dłonie nieznacznie mi drżały, ale nie z zimna tylko z przeszywającego bólu nadgarstka. Potarłem nimi, aby nieprzyjemne uczucie odeszło w zapomnienie. Spojrzałem na lustro starając się jakoś ogarnąć grzywkę, aby cokolwiek widzieć. Po beżowych kafelkach niczym telefoniczne fale przeleciał dźwięk pukania.

- Mogę już wejść?
- Jasne.

Brązowowłosy wgramolił się do pomieszczenia, nogą zamykając drzwi. W łapkach trzymał srebrną suszarkę ze strasznie długim kablem. 

- Trzymaj. - zauważyłem, że cały czas uważnie mi się przyglądał - No nie mogę! Inaczej wyglądasz przez te ułożone do dołu włosy!
- Śmiej się dalej. - nadąłem policzki odwracając głowę.
- Ale nie o to mi chodziło. Po prostu wyglądasz łagodniej. - posłał mi szeroki uśmiech.
- Wiem, wiem. - odgarnąłem grzywkę na chwilę zamykając oczy - Dzięki, ale gdybym zaczął suszyć włosy nie byłyby najeżone, tylko zrobiłoby się spore afro. - moje tęczówki zarejestrowały jego, nie odrywając się od pięknej zieleni.

Coś jakby... Przeskoczyło, zaiskrzyło w przestrzeni, która nas dzieliła, wytworzył się jakiś ładunek elektryczny. Jakby czas się zatrzymał? Zupełnie jak jakiś papier rozerwany gwałtownie, w niespodziewanym momencie budząc nas z czegoś, o czym zapomnieliśmy. Nagła chwila, która odbiła się echem dzwoneczków musując w umyśle. Jakby ktoś zerwał zapory, a ogromny wodospad z szumem przelał się na ziemię. Zalał naklejki zakrywające normalną przestrzeń. Poczułem strasznie dziwny dreszcz pomieszany z czymś głębszym. Żołądek zwinął się sam w sobie, a płuca wypuściły chyba całe powietrze. W nogach rozeszło się stado mrówek, a palce nieco odmarzły, zaś policzki zaczęły się wewnętrznie gotować. Co to było? To uczucie... Zupełnie nowe, ale tak dobrze mi znane... Czekałem na nie? Śniłem...? Dlaczego ogarnia mnie niezidentyfikowana nostalgia, a ja nie mogę oderwać się od jego oczu? Mocne otępienie, które przytłacza moje myśli nie chce się odczepić?

Małe, pąsowe kreseczki przykleiły się do jego policzków, a on sam gwałtownie podał mi ręcznik.

- W takim razie trochę je wytrzyj, bo zalejesz mi podłogę.
- Dzięki. - rzuciłem, również ogarniając swój stan. 

Odruchowo chwyciłem materiał w dwie dłonie i uniosłem do góry. Od razu lewy nadgarstek dał o sobie znać, a przez usztywniony bandaż nie mogłem go zgiąć.

- Taisho, co to jest? - Higoshi natychmiast przyciągnął rękaw bluzy, patrząc na mnie gniewnie.
- No opatrunek. Coś mi tam przeskoczyło, więc Hiro musiał mi usztywnić przegub, aby szybciej się goiło.
- Następnym razem masz nie odbijać żadnych piłek i tym podobnych rzeczy. Wolałbym chyba dostać w głowę i mieć guza, niż paprać się z ręką przez tydzień albo i więcej. Szczególnie jak gra się na gitarze...
- Do wesela się zagoi. - powiedziałem wyniośle - I tak bym to zrobił.
- Wiem. - westchnął i przysiadł na krawędzi szafki, gdzie aktualnie pozwoliłem sobie usiąść.

Nie mówiłem nic więcej. Zupełnie poddałem się jego zabiegom. Zamknąłem oczy, a on zakrywając moją głowę ręcznikiem pociągnął ją nieco w dół i zaczął wycierać. Zupełnie jakbym był dla niego ważny... Bardzo ważny... Czuję te wrażliwe palce, które leciutko naciskając na włosy przesuwają się po ich całej linii. Nigdzie się nie spieszy, robi to tak powoli... Jest przyjemnie ciepło... Gdybym był kotem na pewno mruczałbym cichutko.

Moje dłonie bezwiednie spoczęły na twardym, kwadratowym blacie, a ciało znacznie się rozluźniło. Czuję się jak bezradne dziecko, które cały czas ślepo szuka miłości, a z najzwyklejszych czynności wyciska kilogramy nieopisanego szczęścia. Cisza jest taka niczym nie zmącona, a niegłośne pocieranie uspokaja mnie swoim rytmem... Ogólna cisza pieszcząca moje zmysły jest jak najsłodsza tortura, której nie sposób się oprzeć. 

Czuję jego charakterystyczny zapach. Jestem tak blisko jego klatki piersiowej, więc musiałbym mieć zatkany nos aby nie delektować się tym jakby... Lekko kawowym zapachem, który jest orzeźwiający, nie za słodki, w sam raz. Nie mogę zebrać myśli, wszystko jest wręcz idealne, piękne. Czuły dotyk przysłania zmysł trzeźwości. Nie mogłem się powstrzymać, on sam mnie przyciągał. Nieznacznie oparłem czoło na jego prawej piersi i grzecznie czekałem aż skończy, chociaż nie chciałem aby to w ogóle nastąpiło. Dotykając opuszkami palców miejsce znajdujące się nieco wyżej nad karkiem, za każdym razem wywoływał drgawki i chęć wtulenia się w niego bez żadnych krępacji. 

A pomyśleć, że tylko wyciera moje mokre włosy...


5 komentarzy:

  1. Hmm... Hmm.. I błogi uśmiech gości na mojej twarzy po przeczytaniu tego rozdziału. No to po kolei ;>
    "Szary materac nieznacznie opadł w dół, tworząc na swojej powierzchni liczne zmarszczki i pofałdowania. Dziwne... Nikogo nie ma? Rodzice w pracy...?" i w mojej głowie zapaliła się żarówka i pomyślałam 'If you know what i mean??' hue hue
    słowo 'nocka' spowodowało opad szczeny i głośne "YEAH BaBy!"... no a jak Tai wkroczył do domu młodego mokry,z ubraniami ściśle przylegajacymi do ciała to mhhhmmm, taaak tego mi było trzeba ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Zupełnie Nie wiem Dlaczego Ale jak zadwonił ojciec od razu wiedziałam że Nie wróci na noc a potem od razu wiedziałam że będą spać w jednYm domu co prawda Myślałam że To Taisho go zaprosi do siebie żeby Nie był sam ^^' byłam blisko xd i wiedziałam że go złapie ulewa -.-' i wiedziałam że on mu będzie suszyl włosy -.-' przez To że jestem taka Śpiaca zaczynam być jak Hiro - medium xD - YoOomixkun

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha mógł dodac zeby zabrał wzmacniacz ;DD

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja reakcja: "ja nie mogę!!! on będzie u niego nocował!!!" XD
    Taak moje reakcje są strasznie dziecinne wiem XD

    Suzi

    OdpowiedzUsuń
  5. czy tylko ja czekałam na komentarz Hiro?

    OdpowiedzUsuń