08.06.2012

Rozdział 38

Weszliśmy do przestronnej kuchni, gdzie od razu rzuciłem zakupy na stół. Westchnąłem, podpierając biodra dłońmi. Zerknąłem z niedowierzaniem na aniołka, który przeżuwając najprawdopodobniej pozostałości mentosa, spokojnie położył siatki na drewnianą powierzchnię. 

- Ja rozumiem, że można zrobić zakupy na jakiś czas, ale nie na miesiąc! - złapałem się za włosy, patrząc mu w oczy. 
- Oj Taisho... - zaśmiał się krótko - Co weekend robię takie zakupy. W końcu ktoś musi, co nie? W tygodniu jeśli czegoś nie ma, to dokupuję, ale zazwyczaj nie muszę. - uśmiechnął się, wyciągając karton wypełniony czekoladowymi płatkami - Rodzice i tak prawie cały dzień siedzą w pracy, więc jedzenie starcza mi na jakiś czas. 
- Czyli kupujesz tyle, bo nikogo nie ma w domu? - spojrzałem na niego ze współczuciem.
- Nie no, są rodzice, ale zaoszczędzam im czas i kupuję co trzeba. - wyjmując puszki zamyślił się, lecz po chwili pokazał śnieżnobiałe zęby - Lepsze to, niż codzienne łażenie do sklepu.
- W sumie racja... - kąciki moich ust uniosły się w górę - Ale i tak przesadziłeś. Gdyby mnie nie było doniósłbyś to?
- Ha! No oczywiście. Przecież mam dwie, duże ręce, a nie jedną. - zachichotał cicho, przez co niepewnie odwróciłem się w jego stronę - A teraz coś specjalnie dla pana od gitary... - szklany słoiczek schłodził moją dłoń.
- A idź! Bierz te szparagi, mówiłem, że nie będę ich jadł. - odpowiedział mi czysty śmiech - Jesteś okropny...
- Oj Taisho, Taisho... Bądź co bądź musiałem kupić je do sałatki. - puścił mi oczko - Ale jeśli tak bardzo prosisz, mogę zrobić jeden wyjątek, znaj mą łaskę!
- Pan od gitary nie ma ochoty na warzywa. - skrzyżowałem ręce, stojąc dumny jak paw.
- A pan od szparagów poczęstuje pana gitarowego dobrą sałatką, którą zrobi mama Higoshi. - odrzekł równie dostojnie.
- No to wtedy ewentualnie pan od gitary może się skusi. - wznowiłem rozpakowywanie toreb.
- Szparagi są zaszczycone. - pokręcił z rozbawieniem głową i zgniótł w łapkach śliską folię.
- No, no, masełko czekoladowe będzie chyba chciało ze mną gdzieś wyjść, no nie? - przełknąłem ślinę, zawsze kochałem czekoladę.
- Bardzo możliwe. - ponownie się zaśmiał, zapychając szafki świeżymi produktami - Ale prawdopodobnie rano, ponieważ masełko wieczorem ma straszną tremę. - I... tyle widziałem przepyszną słodycz.
- Warzywa do lodówki? - zapytałem już normalnie, wisząc miedzy stołem a metalowymi drzwiczkami.
- Yhym... - brodą przytrzymywał opakowanie mąki oraz cukru - Wziąłem dla ciebie dobre chipsy. - mruknął, zasłaniając twarz deskami od wiszącego mebla.
- Przecież wiesz, że nie mogę ich jeść, bo potem czuję się jak wzdęty tłuścioch. - kończyłem wyciągać jedzenie.
- Dlatego kupiłem specjalne, jabłkowe. - zamknął wszystkie szafki, podchodząc do blatu, na którym stała spora mikrofalówka. 
- Oho? No to spróbuję. - odgarnąłem niesfornie opadające kosmyki, kiedy wszystko było na swoim miejscu. Czułem się świetnie.
- A teraz coś specjalnego, dla pana gitarowego.
- Cóż takiego? - zawsze lubiliśmy ciągnąć takie głupawe, nic nie wnoszące rozmowy, jeśli mieliśmy dobry humor. Może głupie i niemądre, ale z pewnością miłe i nie takie dorosłe, jak większość rzeczy dookoła. 

Nagle zza jego pleców wydostała się metalowa puszka, trzymana przez zgrabne palce. Chwilę popatrzyłem, nie mogąc zidentyfikować owego pudełka. Zmrużyłem oczy, pochylając się w przód. Od razu, ciesząc się jak małe dziecko wyciągnąłem ręce.

- Daj mi ją, daj! - przypomniałem sobie smak przepysznych wafli przekładanych masą krówkową.
- A-a! - strzelił mi po łapach - Może zrobimy je później. - schował opakowanie do lodówki - Chodźmy na górę, zagrasz mi coś.
- Ale, że ja? - udałem nic nie wiedzącego. 
- Nie, ja. - westchnął.
- Ooo, to będzie co słuchać. - wyszczerzyłem się, ale dotrzymując słowa zacząłem iść do jego pokoju - Diabeł... - szepnąłem pod nosem.
- Słucham, słucham?
- Nic, nic, chodź już, nie krępuj się. - szybciej czmychnąłem na schody.

Dzielnie przekroczyłem próg Yasurowego zakątka, stopniowo doprowadzając gitarę do porządku. Lekko fioletowe światło spoczęło na moich śnieżnych skarpetkach, przez co uśmiechnąłem się nieznacznie.

Chyba tylko on potrafi stworzyć taką luźną atmosferę. Może i byłem dla niego bardziej otwarty, niż dla innych, ale i tak czuję, że wciąż się uzewnętrzniam, aż chce mi się cieszyć nawet z wiatru. Zupełnie jak głupek, ale jeśli mam być takim głąbem, to nie mam nic przeciwko. Co by zagrać... Pewnie śpiewać też...

Olśniło mnie tak, iż zamarłem z kablem w ręku.

Gdzie się podział upór, dyskomfort? Nie ma tremy... Już nie wstydzę się przed nim występować? Dziwne... Bardzo dziwne... No cóż, nie będę narzekał, jest dobrze.
Milutkie ciepło rozlało się po mojej skórze, a ja usiadłem na kanapie w pełnym stanie gotowości. Chłopak składając dłonie, zawiesił je na nogach, siadając naprzeciwko mnie.

- Bliżej się chyba nie dało, co? - mruknąłem, ustalając barwę brzmienia. 
- Oj tam. - machnął ręką, wpatrując się w moje palce - Tak szybko nimi przebierasz, że muszę zobaczyć z bliska, bo inaczej nie uwierzę.
- W takim razie zarzucę coś wolnego. - wystawiłem mu język, usadawiając się wygodniej. Instrument był przyjemnie zimny, a co za tym idzie? Do mnie bardziej dociera dźwięk, wibrujący w cały materiale, kiedy czuję go całym sobą - Żartowałem... - rzuciłem, widząc jego spojrzenie.
- No. - wiercąc się na krześle, posłał subtelny uśmiech.

Postanowiłem zagrać coś normalnego, bez jakichś skomplikowanych wariacji, rozkręcając się dopiero na refren. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, iż wszystkie moje piosenki zostały napisane przeze mnie, a nuty oraz melodia również powstały w mojej głowie. Nie kopiuję artystów, wystarczy, że sam czuję muzykę. Uśmiechnąłem się do aniołka, widząc jak bardzo poprawiłem mu humor. Kolejne brzemienia napływały do mnie kilogramami, a wir fascynacji zaczynał mnie wciągać. Tego uczucia nikt mi nie zabierze, nigdy!

Zamknąłem oczy, nieco przyspieszając tempo. Skończyłem śpiewać, dlatego mogłem sobie pozwolić na słynną solówkę. Nieco opadłem na gitarę, zginając się do połowy, jednak moja twarz była ciągle widoczna, nie pochłonęły jej czarne kosmyki. Palce coraz zręczniej zaczęły przeskakiwać po progach, co jakiś czas przejeżdżając przez całą ich długość. Na koniec dzikiej walki zadrżały struny, wydając z siebie efektywne brzmienie. Ponownie zacząłem śpiewać, trochę wyższym głosem różniącym się od tego, którym mówię. Z resztą każdy w śpiewie inaczej używa swoich strun głosowych. Przez to, iż strasznie wczułem się w grę,  nieświadomie ściągnąłem kawałek brwi, ukazując odsłonięte czoło przyozdobione wręcz jakby proszącym wyrazem twarzy. Wyglądałem o wiele łagodniej, a głoś pieczętował nutkę delikatności, która na co dzień pozostawała w ukryciu. Nadal nie podnosiłem powiek, więc nie mogłem zobaczyć jak Yasuro zamarł pod wpływem piosenki. Jego dłonie podtrzymywały całe ciało na oparciu krzesła, a usta były nieco uchylone zupełnie jakby miały zamiar coś powiedzieć. Tęczówki cały czas tkwiły na moich palcach do czasu, kiedy na nowo zacząłem śpiewać. Wtedy od razu zatopiły się w moich wargach. 

Czy wypowiadanie słów jest tak bardzo fascynujące? Niemniej jednak moja praca została skomentowana cichym 'cudownie', którego nie miałem szans usłyszeć.
No cóż, stan, w jakim się znajdowałem mogę śmiało porównać do wiru, który kręcony przez wiatr unosi całe piękno muzyki w swój własny świat, gdzie zapominam o istnieniu czegokolwiek.

Dotyk jego dłoni... Przenikliwy, acz uzależniający wzrok... Przepiękna barwa głosu, która rozbrzmiewa w moim umyśle dwa razy głośniej, niczym delikatnie kołyszące się dzwoneczki... Orzechowe pasma włosów lewitujące w powietrzu, nie dbając o ład... I ten cholernie zabójczy uśmiech.... Wszystko przewijało się w mojej głowie niczym dorodne obrazy, które mogę odtworzyć w każdej chwili, jeśli tylko zechcę. 
Śpiewam... Jak zawsze, jednak słychać w tym duszę. Coś, co odrodziło się za sprawą jego osoby, co żyje dzięki niemu... Ma natchnienie, kolory. Trwa...

Dziękuję, Yasuro.

- Dlaczego nie chcesz grać publicznie razem z zespołem? - padło prawie niedosłyszalne pytanie, kiedy bez pośpiechu otwierałem oczy.
- I jak mi poszło? - zmieniłem kierunek rozmowy, unikając takich tematów. Higoshi jakby wreszcie się ocknął, jego mina była zbyt kusząco roztargniona.
- Wspaniale! - wstał z krzesła, podchodząc bliżej - To jest w ogóle możliwe? Już nie chodzi o celność, tylko tempo! Przecież jakbym ja miał ruszać tak palcami... - spojrzał na swoją dłoń - Bez szans.
- Trochę poćwiczysz i staje się proste. - wzruszyłem ramionami.
- Dobra, dobra... - zaczął wciskać się na kanapę.
- Co ty robisz? - podnosząc swoje pośladki przesiadłem się na bok, robiąc więcej miejsca.
- Muszę spróbować, bo aż nie wierzę. - chwycił gryf, ciągnąć go w swoją stronę.
- Ej no... - za nic nie chciałem go puścić - Ja cię teraz nie będę uczył.
- Oj no Taisho...! Krótka lekcja... - położył palce na moich, odklejając je od instrumentu. No, i czy miałem inne wyjście?
- No, ale... - patrzyłem jak kładzie gitarę na kolana i szykuje się do własnego koncertu - Co chcesz grać?
- Chcę spróbować... No... To... No, to!
- Aha. - zrobiłem grymas - Faktycznie, wiele się dowiedziałem.
- A przestań. Ta gra palcami... Wywijasy no! Jak to zrobiłeś? - był zupełnie zaabsorbowany nową rzeczą. Chyba spodobała mu się moja gra, huu, huu...
- Nie będę cię uczył dźwięków, bo w ogóle się nie połapiesz... Po prostu spróbuj przykładać do progów po jednym palcu w jak najszybszym tempie, w tym samym czasie dotykając drugą ręką wybranej struny - zacząłem się cicho chichrać, wyobrażając sobie jego przyszłe ruchy.
- Czekaj... Czekaj...! - wygodnie testował technikę w powietrzu - Zobaczysz! Ja to zrobię! Nie ma rzeczy niemożliwych, a to nie jest chyba takie trudne...
- No, bo nie jest. - zakryłem sobie usta, z trudem utrzymując powagę - No, zaczynaj.
- Ta jest! - krzyknął ochoczo, wydobywając pierwsze dźwięki.

Chwilę słuchałem, jednak nie mogąc wytrzymać parsknąłem ogromnym śmiechem. Może nie tyle z tego, że nie umiał grać, bo to akurat najmniejszy problem, tylko widząc ślamazarne ruchy i słysząc wcześniej niespotykaną kakofonię zachciało mi się rżeć. Widok nieporadnych opuszków, które zamiast po kolei przeskakiwać, zakrywały całe struny i muzyka... Dorzucając do tego minę aniołka, skupioną jak nigdy z zaciśniętymi mocno wargami - sam wycisnął ze mnie głupawkę.

- No i co się śmiejesz! - niestety nie zabrzmiało to poważnie, gdyż w połowie zdania zaśmiał się na chwilkę.
- To bardziej przypomina taniec słonia niż wariacje muzyczne. - moja klatka piersiowa co jakiś czas podskakiwała. 
- Oj no weź! - nadal się nie poddawał, jednak również zaczynał się chichrać - Słonia na pewno nie, co najwyżej zamarzniętego zwierzęcia.
- Taa... - uspokoiłem się, podnosząc z kapy. Westchnąłem głośno, klepiąc się po brzuchu.
- Ale świetnie mi poszło, no nie? - grzecznie odłożył instrument, odłączając przewody.
- Oczywiście... - pokręciłem z uśmiechem głową, po czym podniosłem z ziemi ciekawie wyglądający zeszyt, na który nadepnąłem.
- No ba. - zaśmiał się wesoło, dopinając pokrowiec, który jak na złość zaciął się w połowie. No proszę, jak przypadki chodzą po ludziach...

Przejechałem nadgarstkiem po nieco zakurzonej, bardzo twardej wiśniowej okładce. Na samym jej środku był widoczny mazaj, złożony z dwóch białych kleksów. Zanim otworzyłem notatnik, miałem dziwne, znajome przeczucia... Chyba gdzieś go już widziałem! 
Powoli, nie chcąc niczego pobrudzić lub podrzeć, otworzyłem jego księgę. W oczy rzuciły się przepięknie wypisane strony, wszystkie, co do ostatniej.! Z namaszczeniem po raz kolejny pogładziłem gładki, bieluśki papier. Przewróciłem połowę kartek, aby wczytać się w głąb zapisków. Wiem, że to może trochę niekulturalne... I to nawet bardzo, ale to bardzo nieprzyzwoite... Ale zeszyt leżał pod moją nogą, a okładka wręcz kusi! Nie mogę się oprzeć...

Po chwili moje tęczówki otworzyły się szeroko, a palce mocniej zacisnęły się na zeszycie. Zacząłem pochłaniać treść wypisaną przez estetyczne, czarujące pismo.
Yasuro, nie słysząc żadnej odpowiedzi z mojej strony odwrócił się do mnie, centralnie lustrując moją głowę. Od razu trochę się przestraszył i zerwał z miejsca.

- Taisho! Nie czytaj! - rozkazał jak matka kochająca swoje dziecko, bez większej wściekłości, jednak z nieźle nadszarpanymi nerwami.

Tyle, że ja nim nie byłem...


4 komentarze:

  1. Taaa -.- czytanie pamiętnika przez niepożądane osoby,skąd ja to znam... Ale ciekawe CO on tam wyczytał... ;> . Nie żebym była ciekawska czy wścibska ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tess jestem ciekawa ^-^ lecę do dalszych rozdziałów :D

      Usuń
  2. Nie justus my w ogóle Nie Jestesmy ciekawe ani tym bardziej wścibskie xD - YoOomi

    OdpowiedzUsuń
  3. Co on tam przeczytał, no co on tam przeczytał??? XD... Idę czytać dalej bo mnie ciekawość zżera XD

    Suzi

    OdpowiedzUsuń