08.06.2012

Rozdział 7

Kolejna osoba kulturalnie wyjawiła swoje dane osobowe, a on wciąż patrzył na moje niebiesko-szare oczy. Czy coś jest ze mną nie tak.? Na pewno zaraz coś palnie na temat mojej fryzury lub ubioru. Yasuro spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Przecież sam nawet nie wiem o co temu facetowi chodzi. Dobra, trzeba działać, bo będzie się lampił w nieskończoność. Nie żeby mi to przeszkadzało albo coś, ale ja też chcę się pogapić na pewną osobę. Oparłem brodę na dłoni i przerwałem następnej przedstawiającej się osobie jej wypowiedź.

- Przepraszam, ale czy jestem jakiś brudny albo z czymś już panu podpadłem?

Ku mojemu zdziwieniu nadal nie odrywając ode mnie wzroku odpowiedział natychmiast.

- Nie, po prostu jesteś tak bardzo podobny do mojego starego chł..., kuzyna. - zaciął się - Myślałem, że to ty, ale skoro mówisz, że nazywasz się Taisho Sasaki to nie będę szukał dziury w całym. - uśmiechnął się.

Czy on chciał powiedzieć chłopaka? tak, jestem pewny, że się nie przesłyszałem. Ciekawe czy inni to zauważyli... Nie, na pewno nie. Zrobił to tak sprawnie... Może to moja kolejna paranoja? W takim razie poobserwuję jego zachowanie, bo jakoś w tę bajeczkę z kuzynem nie wierzę.

- Czyli nie usłyszał pan mojego imienia? - spytała smutno dziewczyna.
- A kto powiedział, że nie? Głuchy jeszcze nie jestem, prawda Sakane? - spojrzał na nią dość uwodzicielsko.
- T-tak myślę... - zarumieniona spojrzała na swój zeszyt.

W całej klasie znowu zapanował ogólny zachwyt. Ciągle słyszałem jęki dziewczyn i pochwały ze strony chłopaków. Ehhh, dobry jest ten facet.

- Dobrze. Czas się wziąć za lekcję. W końcu jesteśmy w szkole, a nie jakimś klubie. - przystawił sobie palec do ust i spojrzał na sufit - Chociaż może kiedyś bym się tam z wami wybrał... - dodał cicho.

To jest chore. One znowu piszczą! Podniecają się tym facetem jakby nie wiadomo kim był.! Opadłem na ławkę z głową odwróconą w stronę Yasuro. Tak, tylko ten widok koi moje nadszarpane nerwy. Jeżeli będzie tak do końca roku, to chyba do niego nie dożyję. Eizo podszedł do biurka i zaczął grzebać w swojej torbie.

- Tai-sho.! - szepnął wesoło brązowo włosy - Co się stało? Głowa do góry! Przejdzie im. - wskazał na płeć piękną.

Właśnie. Dlaczego na kobiety mówi się 'płeć piękna'? Przecież to one bardziej uganiają się za chłopakami, niż oni za nimi, a do tego uważam, że faceci są bardziej pociągający...

- Taaaaishooooo... - włożył dłoń pod moją grzywkę dotykając czoła - Coś jest nie tak?

Zupełnie nie miałem siły podnieść głowy z ławki, dlatego mile przyjąłem jego dotyk. Zamknąłem oczy i zrezygnowany odpowiedziałem.

- Jeżeli te dziewczyny w najbliższym czasie nie przestaną, to ja chyba oszaleję.
- Aj.! - zaśmiał się - Na pewno przestaną. - poczochrał moje włosy po czym zaczął otwierać zeszyt. 

On to wie jak poprawić mi humor. Wystarczy, że patrzę na to jaki jest szczęśliwy i sam taki w duchu jestem. Z trudem odwróciłem głowę w stronę tablicy. Yarotouichi nadal penetrował swoją torbę.

- No nareszcie!!! - wysapał i wyciągnął stos kartek - Lekcję czas zacząć! - znowu się uśmiechnął.

Muszę przyznać, że ma dosyć ciekawy sposób nauczania. O wiele ciekawszy niż starszy. Ta geografia staje się coraz lepsza... Nawet nie zauważyłem, jak zbliżyła się ku końcowi. Po raz pierwszy jestem wypoczęty po gegrze.

- Dobra, czas się pożegnać. Spotykamy się na następnej lekcji geografii. - zaczął pakować swoje papiery - A, Taisho. Zostań na chwilę.
- Dobrze. - odpowiedziałem zamykając piórnik.

Co on ode mnie chce? Nic jeszcze nie zrobiłem... Chwilę później zadzwonił dzwonek i wszyscy o dziwo spokojnie, bez pośpiechu, jeden po drugim wychodzili na korytarz kierując się pod następną salę. Spojrzałem na Yasuro, który wygramolił się jako ostatni. Ehh... No, panie... Mam nadzieję, że to coś ciekawego, bo przez ciebie muszę tu zostać. Drzwi zostały zamknięte, a w pomieszczeniu zapadła grobowa cisza. Trochę dziwinie się czuję... Biało włosy dokończył pakowanie, a ja stałem przed biurkiem czekając na to co powie.

- Słyszałem, że możesz nie zdać. - zaczął patrząc w moje oczy.

A więc o to chodzi...

- Tak, dlatego poprzedni pan dał mi materiał, który mam wykuć na blachę. Jak się domyślam to jest aktualne.? - zapytałem.
- Nie inaczej. - uśmiechnął się - Ale z tą różnicą, że u mnie nawet jeśli pomylisz się wiele razy to możesz zdać, bo ja patrzę na logikę i ogólny zakres wiadomości, a nie na wykute regułki. To chyba korzystny układ, co nie?

Jego wzrok przeszył mnie na wskroś, aż poczułem zimny dreszcz rozchodzący się po moich plecach. Czego on ode mnie chce? To się robi coraz dziwniejsze... Nie pokazując swojego dyskomfortu odpowiedziałem najzwyczajniej w świecie.

- Dla mnie tak.
- Mam nadzieję, że zacząłeś już naukę?
- Tak. Z trudem, ale zacząłem. Gdyby nie Yasuro, byłbym daleko w tyle...
- To ten brązowo włosy chłopak? - spytał podchwytliwie.
- Widzę, że ma pan niezłą pamięć. - zaciekawił mnie.
- W końcu studiowałem. - westchnął - Czy te dziewczyny zawsze tak się zachowują?
- Niestety tak. No, gdyby był pan jakimś starym dziadkiem lub wyjątkowo odrażającym gościem to raczej czekałyby na jak najszybszy koniec lekcji.
- Masz rację. - jęknął zrezygnowany - Zawsze wszyscy tak reagują...
- Niekoniecznie. - zaprzeczyłem.

Spojrzał na mnie pytająco, zaśmiałem się.

- Czy widzi pan, abym biegał z rękami w górze wykrzykując pańskie imię?
- No ja nie mówię o chłopakach... - skwitował przyjaźnie.
- Nic nie sugeruję, ale nawet niektórym facetom może się pan spodobać. Przecież nikt nie ma tak śnieżnych włosów, a do tego złotych oczu. No, chyba... Przynajmniej ja takiego kogoś nigdy nie widziałem.
- Sugerujesz, że mogę być gejem? - w jego głosie nie było słychać nawet najmniejszej urazy.

O co mu do cholery chodzi? Czy tak można rozmawiać z nauczycielem?

- Przepraszam, ale ta rozmowa zmierza w dziwnym kierunku. - zwężałem powieki i patrzyłem na niego poważną miną.

Widząc moją zmianę zachowania chyba trochę otrzeźwiał, bo wyprostował się i zaczął mówić jak wcześniej, przyjaźnie.

- Tak, tak. Racja. Masz tutaj jeszcze kilka kartek do nauki, żeby nie było ci za mało. - no super - I daję ci miesiąc. - podał mi wyjątkowo mały bloczek papieru, zahaczając dłonią o moje palce.

Czy ja mam jakąś paranoję, czy zrobił to specjalnie?! To takie dziwne... On nie robi żadnych rzeczy bez zastanowienia. Już zdążyłem zauważyć, że wie więcej niż połowa nauczycieli w tej szkole. Ale... Czemu ja? Może coś sobie ubzdurałem... Przecież on jest starszy! Co ja sobie wyobrażam. Facet, starszy, a do tego nauczyciel.!

- Ehh, dzięki, nie będę się nudził. - zdruzgotany spojrzałem na materiały, które mi wręczył.
- Wiem, a teraz idź na przerwę, bo zająłem ci już wystarczająco dużo czasu. - poczochrał moje włosy.
- Do widzenia. - pożegnałem się.

Nie no... Najpierw mówi coś o chłopaku, potem niby przypadkowo ociera się o moje palce, a teraz głaszcze mnie po głowie jak jakiś dobry ojciec lub brat. Czy normalny nauczyciel tak postępuje? Oj, Taisho. Twoja paranoja z minuty na minutę rośnie! Może za dużo o tym myślę i przesadzam? Właśnie... Na razie dam sobie spokój. Poczekam, aż ktoś jeszcze to zauważy, jeżeli w ogóle jest na co patrzeć. Nawet nie spostrzegłem, kiedy doszedłem do swojej klasy. Usiadłem obok Yasuro i wpakowałem papiery do plecaka.

- Co chciał Eizo? - spytał przyglądając się moim dłoniom.
- To co widzisz. Nauka, nauka i jeszcze raz nauka. - lamentowałem.
- Nie martw się, pomogę ci. - klepnął mnie w ramię.
- No ja myślę.! - uśmiechnąłem się.

Pozostałe lekcje mijały bez większych zmian. Nudne wywody, kartkówka i masa pisania. Jedyne co mnie uszczęśliwiło to to, że miałem iść do sklepu muzycznego. Może kupię sobie jakąś fajną kostkę.?



***



Nareszcie! koniec mojego koszmaru.

- Yasuro, zajdziesz ze mną do sklepu muzycznego? - spytałem skręcając w prawo, opuszczając teren szkoły.
- Jasne, czemu by nie. A co kupujesz? - zainteresowałem go.
- Może kostkę. Jeszcze nie wiem. Idę się tam rozejrzeć, bo nie dawno go otworzyli.
- Aaaa... - zarumienił się - Muszę przyznać, że bardzo ładnie grasz.
- Yh! - zrobiło mi się strasznie gorąco - Dz-dzięki... - wyjąkałem idąc sztywno.

A jednak to usłyszał! Jak grałem, śpiewałem i... Koszmar! Ale zaraz...! Podobało mu się! To już coś...

- O, już jesteśmy. - wskazałem na budynek.

Yasuro podniósłszy głowę odpowiedział wesoło.

- No to chodźmy! - pociągnął mnie za rękę.

Nasze wejście było bardzo donośne. Ekspedientka spojrzała na nas jak na dziwaków, jednak po chwili na jej usta wskoczył firmowy uśmiech. Pozostałe osoby zajęły się poprzednimi czynnościami. Weszliśmy trochę głębiej.

- Jeju, ale wielki sklep! - głowa Yasuro co chwilę zmieniała kąt nachylenia podziwiając instrumenty.
- Co tam wielkość! Patrz na rzeczy.! - dałem wciągnąć się w zachwyt. Nie dość, że ten sklep przypomina halę, to do tego są tu wszystkie rzeczy, jakie chciałem sobie kupić - Poczekaj chwilę, idę się porozglądać. - oznajmiłem.
- Ok. Jakby co oglądam instrumenty. - odpowiedział.

Wniebowzięty biegałem po sklepie jak dzikus. Gitary...! Elektryczne! Ile ich jest... Czarne, białe... Wszystkie kolory! Nawet te, o których istnieniu nie wiedziałem... Podszedłem do wielkiego działu z kostkami do gry, strunami, stroikami i innymi tego typu rzeczami. Po dłuższym zastanowieniu się, kupiłem sobie niebieską i przezroczysto zieloną - podobną do oczu Yasuro - kostkę. bardzo miła obsługa, muszę to przyznać. Heh. Chyba wpadłem kasjerce w oko, bo cały czas była uśmiechnięta, a jej policzki wprost płonęły. jaka szkoda, że wolę facetów... O tym już nie musi wiedzieć. Zmrużyłem oczy i zacząłem iść w stronę instrumentów tam, gdzie miał czekać Yasuro. O, jest. Ale chwila... Przyspieszyłem kroku zaciskając pięści. Co on tu kuźwa robi?!

- O, Kaoru? - spytał zaskoczony Higoshi uśmiechając się wesoło.
- Hej Yasuro! Nie myślałem, że spotkam ciebie w takim miejscu... Co tu robisz? - cały czas gapił się na niego tak, jakby miał go zaraz przelecieć - nawet w tym sklepie.

Kurde, czemu ta hala jest taka długa?! Wrrrr.... Niech no ja tam tylko podejdę...

- Ja? Czekam na Taisho. Poszedł kupić kostki. - odparł zastanawiając się.
- To on gra na gitarze? - oczy Suichiego wyglądały jak pięciozłotówki - Dobra, nie ważne... - spojrzał na chłopaka wyginając wargi w dość chytry uśmieszek.

Już prawie jestem... Jeszcze chwila... Cooooooo?! Czy on chce... Głowa Kaoru zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do twarzy Yasuro, który stał sztywny jak kłoda. Czy on go pocałuje? W sklepie?! Zaraz go rozniosę! Niech no go tylko nawet cmoknie.... Kurde, co za dzień!

2 komentarze:

  1. HaaH... co za końcówka ^^ aż mi się zaczynam cieszyć jak głupia,gdy paczę na zazdrosnego Taisho xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde, ja i mój zryty umysł...

    OdpowiedzUsuń