08.06.2012

Rozdział 4

- Kaoru? - zapytał z rozdziawionymi ustami Yasuro.
         
Stałem oparty o drzwi. Mężczyzna słysząc swoje imię podniósł głowę do góry, przerywając czytanie książki. Kurde... Niezły jest. Spojrzał na mnie spod okularów swoimi czarnymi oczami. Jego czarne włosy swobodnie opadały mu na czoło, tworząc grzywkę wpadającą lekko na prawe oko, jednak z tyłu były one krótkie. Ubrany był w białą koszulę i czarne spodnie. Zresztą był to na pewno strój, w który musiał być ubrany. Kurde! W jednej chwili moje oczy zmniejszyły się o połowę, pokazując Kaoru moją wielką złość. nie mogę z nim przegrać, ale muszę przyznać, że jest ładny. Zacisnąłem zęby i potwornie zły odwróciłem głowę w bok. Nie... Yasuro będzie tylko mój. Powiedział, żebym robił w danej sytuacji to, co jest stosowne, więc proszę bardzo. Teraz posunę się bardzo daleko, jeśli on się do niego zbliży. Konsekwencje? Nie ważne, mam je gdzieś. Nie przegram. Czarnooki obserwując mnie cały czas, wstał z krzesła i z poważną miną podszedł do Yasuro.
 
- Hę? Kto to jest? - spytał kulturalnie.
- Mój kolega, Taisho. - odpowiedział mu.

Mężczyzna zastanawiając się chwilę, rozpromieniony podał mi dłoń. Co mu jest? Kilka sekund wcześniej miał poważny wyraz twarzy, a teraz? Co to za gra... Skrzywiłem się lekko, jednak posłusznie podałem mu rękę.

- Kaoru. Kaoru Suichi. - przedstawił się z tym głupim uśmieszkiem.
- Taisho Sasaki. - odpowiedziałem bardzo spokojnie, panując nad sobą.

Nie wiem czemu, ale ten koleś mnie wkurwiał. Niby przyjaźnie nastawiony, ale wyczuwam od niego niechęć i urazę do mnie.

- A więc to twój kolega? - zapytał kładąc większy nacisk na ostatnie słowo.
- No, można tak powiedzieć. - wybrnął - A gdzie mój ojciec? 
- Wyszedł na chwilę, więc musisz poczekać.
- No dobra, chodź.!

Złapał mnie za ramię i pociągnął w stronę kanapy. Usiadłem na niej i spojrzałem na Kaoru. Cały czas obserwował moje ruchy, nie odrywając ode mnie wzroku. Zaczyna mnie drażnić. Gapi się i gapi! Co, człowieka nigdy nie widział?! Dobra, spokojnie... Wdech, wydech. To tylko jakiś facet. Zamknąłem oczy i odetchnąłem cicho, lecz dosłyszalnie. Kaoru momentalnie uśmiechnął się pod nosem.

- To może... Yasuro, chodź. Pomożesz mi w papierach,a ty Taisho, odpocznij sobie trochę, bo coś cienko wyglądasz. - podszedł bliżej.
- Nic mi nie jest. To gorące powietrze tak na mnie działa. - wymusiłem uśmiech i uprzejmość.
- Achhh taaak. - uniósł głowę do góry, pokazując swoją pogardę - Ale ty, Yasuro, chodź. Jak zawsze pogadamy...
- N-nie. Poczekam na ojca. - odparł nieco zmieszany i przestraszony nagłym zbliżeniem się do niego.

Zawsze był uprzejmy. Za uprzejmy w niektórych przypadkach. Muszę go tego oduczyć.

- Jak przyjdzie, to zaczeka chwilę. Zresztą, szybko się uwiniemy... - stwierdził mężczyzna, a następnie delikatnie pociągnął chłopaka w swoją stronę, stawiając go na równe nogi.

No co on sobie myśli?! Zaraz...!

- Nie! - niekontrolowanie krzyknąłem - Yasuro zostanie tutaj i w spokoju poczeka na tatę. - dokończyłem spokojniej, owijając Higoshiego jedną ręką w klatce piersiowej, przyciągając go do siebie.

Suichi momentalnie się wyprostował i na nowo zmierzył mnie lodowatym spojrzeniem. Tym razem byłem z siebie zadowolony, ponieważ teraz to JA przejmę inicjatywę. Nie ważne co pomyśli Yasuro. On mi go na pewno nie odbierze. Z resztą... Może być ciekawie...

- No to...? - zapytał mężczyzna.
- Poczekasz tutaj, prawda? - ostatni wyraz wyszeptałem mu do ucha, a drugą ręką objąłem go w pasie.

Brązowowłosy na swoje nieszczęście stał odwrócony przodem do Kaoru, przez co on mógł ujrzeć jego liczne wypieki na twarzy.
         
        
Co to ma być? Tak chcesz go odstraszyć? Dobrze, Taisho. Wchodzę w tę grę... Teraz ty przejmij inicjatywę. Liczę na ciebie. Jesteś taki delikatny... Twoja ciepła dłoń... O czym ja myślę! Chyba mnie pogrzało...


Tak. Wolę poczekać tutaj. - powiedział innym głosem. Pewniejszym.

No, załapał. Bardzo dobrze. Teraz, to ja ci drogi Kaoru pokażę.! Aż ci oczy na wierzch wylezą! A przy okazji na chwilę zbliżę się do Yasuro...
Suichi zdziwiony nagłym zwrotem akcji rzekł dosyć niepewnie.

- Czy ja mam rozumieć, że...? - pomachał dłońmi, pokazując nam niezrozumiałe znaki.
- Że co...? - specjalnie to powiedziałem.

Chcę, aby wydusił to z siebie, uświadamiając sobie, że nie ma szans. Taaak. No dalej... Na moich ustach zagościł chytry uśmiech Oparłem głowę o ramię zielonookiego i czekałem na odpowiedź.

- No... - zebrał w sobie odwagę - Jesteście ze sobą?!
- Tak. - powiedział Yasuro.

O proszę. Nawet się nie zarumienił. Zuch chłopak.! 

- Na serio? - spytał z ironią w głosie.
- A coś ci nie pasuje? - zdenerwowałem się.
- Jakoś... Nie wyglądacie na parę. - odrzekł.

Uniosłem jedną brew w geście zdziwienia.

- Czyli? - zaczynał mnie coraz bardziej wkurzać.
- No po prostu. Same słowa mnie nie przekonują... - oparł się pewnie o biurko i czekał na naszą reakcję.
         
Cofnąłem głowę i wtuliłem ją we włosy Hogishiego. Mmm... Jakie miękkie. Przymknąłem oczy po czym strasznie cicho szepnąłem mu do ucha:

- Nie opieraj się i zamknij, to może uwierzy, że jesteśmy parą.

Chłopak otworzył szeroko oczy, a ja cofając się w tył, opadłem z nim na kanapę. Szybko i zręcznie umieściłem go pod sobą w pozycji leżącej. Złapałem rękoma jego nadgarstki, a sam usiadłem na niego okrakiem, schylając ku niemu swoją głowę, mając oczy wypełnione spokojem. Yasuro patrzył na mnie strasznie zdziwiony jak i zawstydzony. Na jego policzki wdarł się ognisty i czerwony rumieniec, jednak leżał grzecznie.

         
Czy ty zamierzasz mnie pocałować? Chłopaka?! I po co to! Bez tego dowodu na miłość tez by się obeszło...

         
Moja twarz stykała się już prawie z niego.

         
No szybko. Zrób to i po sprawie... No nie mogę! Pocałunek między dwoma facetami?! To niedorzeczne, niemożliwe, nienaturalne! To...! To...!

         
Nasze usta w końcu się złączyły, a Kaoru patrzył się na nas ze zdumieniem. Chyba nie myślał, że tak zareaguję. Ohh, Yasuro. Jaki ty jesteś słodki... Przymrużyłem oczy.

         
...! To...! To... Przy-jemne... Czy ja właśnie zamknąłem oczy i zacząłem oddawać pocałunek? Świadomie?! To.. To... Taisho, nie przerywaj...

         

On jest niesamowity... Aha, no tak. Kaoru. Zakończyłem pocałunek i podniosłem głowę. Higoshi otworzył oczy i spojrzał na mnie zamglonym wzrokiem z lekko otwartymi ustami. Słodki... Aż nie chce mi się od niego odchodzić. 
Wstałem z kanapy i spojrzałem na mężczyznę, a w tym czasie Yasuro stanął obok mnie.
 
- Czegoś jeszcze, potrzebujesz jako dowodu...? - zapytałem.
- N-nie. - odparł po czym spuścił głowę - Przepraszam was bardzo. Nie miałem pojęcia, że wy... Yasuro, tak mi głupio. Nie wiedziałem, że masz chłopaka... - przeprosił go.
- Nic się nie stało. - powiedział Higoshi, a w jego głosie można było usłyszeć nutkę ulgi.
- Jednak. - Suichi podniósł wzrok i na nowo ujrzałem jego krwiożercze spojrzenie - Jeśli coś mu się stanie... Będzie przez ciebie nieszczęśliwy, lub coś sobie zrobi, przygotuj się na moją wizytę, Taisho...

Zaczynał mnie coraz bardziej wkurzać, drażnić jak i denerwować. Jak on śmie...! Nawet nic o mnie nie wie.!

- Nigdy tak nie będzie. - odwzajemniłem wrogie spojrzenie - Uwierz.
- Rzecz w tym, że ci nie wierzę. Nie ufam. Na pewno jesteś nieodpowiedzialny...

Nie wytrzymałem! Podszedłem do niego i przykładając mu dość mocno palec do klatki piersiowej rzekłem cicho, lecz donośnie:

- A kim ty do cholery jesteś, żeby osądzać ludzi, co?! Nawet mnie nie znasz! Nic o mnie nie wiesz, a zachowujesz się tak, jakbyś wiedział wszystko! Wkurzasz mnie! Czy to TY  patrzysz codziennie na promienną twarz Yasuro?! Czy to TY pomagasz mu w trudnych sytuacjach?! Czy to TY opiekujesz się nim, nie zwracając zbytniej uwagi na swój stan zdrowia?! Czy to TY znasz go na tyle, żeby wiedzieć, że nigdy cię nie zdradzi?! Czy to TY kochasz go z całego serca i marzysz o nim cały czas?! Czy to TY nie widzisz niczego innego poza nim?! Czy to TY jesteś mu wierny i martwisz się o niego, gdy nie ma go przy tobie?! I czy to TY do cholery jasnej pragniesz go z całego serca?! ... Sądzę, że nie, więc weź się uspokój, bo nawet jeśli, to przegrałeś. On jest tylko i wyłącznie mój. Mam gdzieś twój wiek. Moja miłość jest większa. Pogódź się z tym i zaakceptuj to.! - wypowiedziałem te wszystkie słowa na jednym wydechu, bardzo szybko lecz zrozumiale.
         
Jakoś poczułem ulgę... Nieświadomie powiedziałem to, co na prawdę czuję do Yasuro. No, ale on na pewno myśli, że to na pokaz. Oby...

- Dobrze. Przekonałeś mnie. Takie słowa z młodych ust.... - zamyślił się na chwilę - Myślę, że mogę powierzyć go w twoje ręce. - na jego twarzy zagościł spokój, przez co wydawał się o wiele grzeczniejszy, niż był w rzeczywistości.

Drzwi od gabinetu lekko zaskrzypiały. Po chwili zza progu wyłonił się pan Higoshi, mówiąc.

- Ufff. Mam nadzieję, że nie czekałeś długo? Wybacz, ale to była ważna sprawa. Dziękuję ci Kaoru.
- Nie ma sprawy. - rzekł, po czym bezdźwięcznie wyszedł z pokoju i cicho zamknął drzwi.

Dziwny człowiek...


5 komentarzy:

  1. Wooo jakie wyznanie ^^
    Aż się wzruszyłam *_*
    Pięknie,pięknie. First kiss ahhhh ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. boskie do tej pory nie lubiłam nic co było związane z YAOI ale twoje opowiadanie to zmieniło.
    Szkoda że mój chłopak nigdy nie zrobił mi czegoś takiego T,T

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo! Ładnie budujesz napięcie ^^ I nie opada do końca, to bardzo dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten blog jest super. To było takie słodkie jak się pocałowali. Ogólnie wolałam czytać o związkach damsko-męskich. Ale ten blog zmienił moja orientację. Dzięki tobie zaczęłam uwielbiać yaoi <3

    OdpowiedzUsuń