08.06.2012

Rozdział 33

Cichy trzask hebanowych drzwi oznajmił, iż wróciłem. Standardowo ściągnąłem buty, rozpinając do końca ciemną bluzę. W mieszkaniu panowałaby wręcz grobowa cisza, gdyby nie łagodna muzyka docierająca do mnie z kuchni. Pokręciłem głową, jakby orzeźwiając umysł, po czym ruszyłem do przodu. Jestem strasznie głodny!

Na końcu naszej wędrówki w zabójczo wolnym tempie, Yasuro stał się taki jak zawsze, zupełnie zmieniając poprzednie zachowanie. Może coś mi się przywidziało? Przecież często patrzę na wszystko inaczej niż powinienem i wyciągam pochopne wnioski, które prowadzą mnie do najróżniejszych i najodleglejszych ruin. 

Postawiłem stopę na chłodnych kafelkach i szurając nimi jak tancerze na lodzie, doczłapałem się do lodówki. Cicho nuciłem pod nosem dzisiejsze kawałki, które jak na złość nie chciały wyleźć z mojej głowy. Hiro z przejęciem wczytywał się w dwie strony gazety, w jednej ręce trzymając kubek napełniony gorącą kawą. Małe, śnieżne obłoczki co chwile wzlatywały wysoko, aby rozpłynąć się w powietrzu, a ich apetyczny zapach docierał do moich nozdrzy. Przykładając palec do ust za sporym rozmachem szarpnąłem ręką, otwierając metalowe drzwi i przyglądając się zawartości mojego aktualnego spełnienia. Zacząłem rytmicznie tupać, słysząc w myślach ciekawą melodię. Czarna łepetynka unosząc się z poprzedniej pozycji, uważnie obserwowała moje zachowanie. 

- I jak poszło? - Sasaki odłożył stertę papierów i rozciągając się na stole mruknął bardzo leniwie, jak kot. 

Kanapki z serem i pomidorem czy może z czekoladowo-orzechowym kremem?

Moja głowa zaczęła bujać się na dwie strony, a chłód maszyny powolutku wydostawał się na zewnątrz. 

- Mam nadzieję, że zrobiłeś coś w tym kierunku, prawda? Ja już dawno oczarowałbym go swoim wdziękiem! - zerwał się gwałtownie, prawie zwalając z płaskiej powierzchni mebla porcelanowe naczynie - Nie mów mi nic! Już i tak widzę, że wewnątrz krzyczysz o moją uwagę, a twój charakter skutecznie zabrania ci najmniejszego sprzeciwu. - jego przedstawienie się zaczęło...

Jednak zrobię sobie z serem i ogórkiem, jest bardziej świeży, a do tego zaparzę cytrynowo-miętową herbatę i gitara.

Zręcznie wysunąłem dwa pudełka i otwierając szafkę sięgnąłem po zbożowy chleb. Kiedyś chciałem zostać wegetarianinem, ale dałem sobie spokój, uwielbiam kurczaka, jednak warzywa to coś, co kocham i jem o wiele częściej. Lekka kolacja nie zaszkodzi, nigdy nie obżeram się na noc. Grunt to zdrowie, huh.

- Rozumiem cię! Powietrze odbiera ci mowę, dlatego ślamazarnie robisz te cholerne kanapki! Taki brat po prostu zapiera ci dech w piersiach, ale spokojnie, nie pozwolę zajść ci na zawał, nie teraz. Poczekam, aż zaczniesz do mnie mówić onii-chan! Mając łezki w oczach. - skacząc po każdej możliwie osobnej płytce przyjmował różne zabawne miny i na okrągło wywijał palcami.

Ja tymczasem skupiłem się na równym krojeniu pieczywa, a gdy zadanie zostało wykonane wstawiłem wodę na herbatę. Cienka warstwa żółciutkiego masła okryła swoim smakiem ciemne, proste kromki. Wziąłem duży wdech, przez co ślina nagromadziła mi się w buzi. Teraz ogórek...

A może tamten smutek powstał przeze mnie? Nie... Nie zrobiłem nic złego. Akane...? Zdecydowanie nie, Higoshi nie martwi się takimi błahymi sprawami. Zaraz... W sumie to nie był aż taki przygnębiony, ale jego wzrok trochę mnie wystraszył... Kaoru! To na pewno...! Nie, mówił, że dał mu spokój i wszystko sobie wyjaśnili, a ja mu wierzę. Ehh... Kolejny raz buduję wielkie schody problemów, cały ja.!

Słysząc z tyłu parodię Hiro obrałem dosyć sporego ogórka. Chwyciłem nóż i przecinając go na równe plasterki złapałem jeden, kładąc go na sporą połówkę. Nagle drugi talarek poleciał w górę, a ja podskoczyłem ze strachu prawie raniąc się ostrzem.

- Hiro, co ty wyprawiasz?!!! - wrzasnąłem wyciągając dłoń, na którą po chwili zleciało zielone warzywo - Chcesz mnie do grobu przez zawał wpędzić czy jak?! - szurając sztućcami po blacie, starałem się odkleszczyć z mojego brzucha mocno zaczepione palce.
- No nareszcie, więc jednak żyjesz. - mruknął i prostując się wskoczył na szafkę. 
- Oczywiście, że żyję, tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Czuję się świetnie, tyle że jestem bardzo głodny, a ktoś utrudnia mi przygotowanie kolacji... - spojrzałem na jego oburzoną minę - Nie martw się, jak na razie płuca mam dobre i nie chcę zrywać sobie strun na twoje wymyślone słówka. Chcesz? To proszę bardzo, Yasuro nie jest taki przewidywalny. - kanapki były już gotowe.

Brunet zmarszczył czoło. Myślał, że niczego nie słyszałem i przez to zastosuje na mnie swoje sztuczki? W jakim świecie on żyje, biedaczek...

- Oj, jaki mój braciszek zrobił się mądry. Pomyśleć, że jeszcze niedawno robił w pieluchy. 
- Ej no bez przesady, chyba za bardzo pojechałeś z czasem. - zalewając torebkę wypełnioną ziółkami, usiadłem przy stole - Jakoś nie przypominam sobie, abyś z zachwytem obserwował moje wypróżnianie. - podnosząc wzrok zacząłem pożerać wszystko, co znajdowało się na talerzu.
- Szczegóły... Na powiedzeniach się nie znasz? - stwierdził, zaczynając kołysać stopami. Co jakiś czas jego kostki odbijały się od siebie tworząc przyjemny dla ucha chrzęst - Ale mów jak było!
- No co? Powiedziałem coś, obserwując jego pozytywną reakcję, więc zrobiłem pierwszy krok. Tak myślę... 
- Skoro tak twierdzisz to pewnie masz rację. Mały profesjonalista.
- O tak, od razu! I kto to mówi! Już nie wspomnę o twoich sukcesach. 
- Mówisz o tym jak co roku dostawałem od ciebie misie? - na mojej skroni pojawiła się malutka żyłka, a oczy zmierzyły go gniewnie - Widzę, że tak. Szkoda, że to się skończyło...
- Nie dramatyzuj. - odsunąłem krzesło i wsadziłem do zlewu brudne naczynia. 

Nadal byłem głodny, a kwestia aniołka stała pod wielkim znakiem zapytania. Ukrywając swoje prawdziwe emocje zaszeleściłem czerwoną paczką krówek ciągutek. Z powrotem usiadłem na poprzednim miejscu i odwinąłem papierek. Coś słodkiego powinno mnie uspokoić. Dobrze, że jutro nie muszę iść do szkoły, zupełnie nie mam siły, a ten cholerny nadgarstek musi się kiedyś zagoić.

- Tak w ogóle gdzie są rodzice?
- To ty nie wiesz?
- Nie no, tata będzie za dwa tygodnie, więc...
- Chodzi mi o mamę. - zeskoczył z blatu opierając się o drzwiczki - Jej koleżanka miała jakiś poważny wypadek którego była świadkiem i teraz ciągają ją po komisariatach itp.
- Aaa... Współczuję jej, mam nadzieję, że robi to z własnej woli. - słodycze powoli znikały.
- Znasz ją, na pewno nie myśli źle. Zawsze nam pomagała i martwiła bardziej niż o siebie. 
- Taa... - strasznie szybko kończą się te krówki! Co jest z nimi?
- Grali w tym klubie coś fajnego?
- Muszę ci powiedzieć, że strasznie mi się spodobało. Ciągle mam w głowie tą dźwięczną melodię. 
- No, słyszałem twój domowy koncert. - zaśmiał się cicho, na co wstałem z mięciutkiego siedzenia. 
- To się człowieka nie podsłuchuje. - kiedy byłem blisko rozpaczy spowodowanej brakiem czegoś słodkiego, rozpromieniony wyciągnąłem czekoladę. Kij, że narobiłem w szafce niezłego burdelu, ponieważ bałagan potrafi zrobić tylko Hiro. Spokój - to jest teraz mój priorytet.
- Cały Taisho... - skomentował i uważnie patrząc na mój każdy ruch, niczym zwinne zwierze bezdźwięcznie rozsunął krzesła siadając na jednym z nich - Planujesz robić jutro coś szczególnego? - przymrużył oczy, tkwiąc nimi na średniej sztabce, która robiła się coraz mniejsza. 
- Ehh... - zjadłem ostatnią kostkę, więcej już zmieścić nie mogłem, chociaż zostały jeszcze jakieś cztery spore paski - Uczę się geografii, niestety nawet w weekend nie mogę odpocząć... No dobra. - wyprostowałem ręce, po chwili podnosząc się na równe nogi - Idę odpocząć, trochę się zmęczyłem.

Nie czekając na odpowiedź, ziewając, zacząłem wspinać się na górę. Jak ja kocham te schody! Tak przyjemnie... Szeleszczą? Nie wiem, mają oryginalny dźwięk. Matko, ale ja mam upodobania, najpierw kostki brata, a teraz drewno, super Taisho, tak trzymać! 

Nawet nie spostrzegłem, iż ktoś kroczy tuż za mną. Dopiero mocne szarpnięcie uświadomiło mi, że jestem w pokoju Hiro. Ten natomiast opierając rękę o mój bark, drugą zamknął drzwi. 

- Co ty wyprawiasz? - powiedziałem spokojnie pozwalając się prowadzić.
- Muszę opatrzyć ci nadgarstek. Lekarz mówił, aby schładzać go raz dziennie. - dorwał jakieś bandaże i ni stąd ni zowąd zaprezentował białą tubkę.
- Tylko nie mów, że to jest jakaś śmierdząca maść... - skrzywiłem się, cofając o krok - Nienawidzę ich zapachu.
- Przykro mi. - posłał w moją stronę jeden, szeroki uśmiech i położył wszystko na biurku, przy którym stałem.

Cierpliwie czekałem na dalszy zabieg. Cukier oraz czekolada zaczęły robić swoje, nareszcie czuję się uspokojony, a cichutkie szuranie roznoszące się po pokoju niczym szept najsłodszego głosu, jakby gilgotał mnie od wewnątrz. Kolejny raz ziewnąłem zerkając na niego leniwym wzrokiem.

- Normalnie powinienem zostać doktorem. - westchnął, podwijając rękawy mojej domowej bluzy, którą zdążyłem na siebie narzucić - Taisho, co to jest?! - podniósł głos wskazując na czerwone ślady.

Muszę przyznać, że nieco mnie rozbudził. Uduszę Harukiego, normalnie poćwiartuję! Teraz moje ręce wyglądają jak po jakimś molestowaniu, super. Chociaż tylko na prawej widać łagodne zatarcia podrażnionej skóry. 

- Powiedzmy, że jeden napaleniec narobił niezłego rabanu. 
- Uuu, no proszę co się wyrabia. - powróciła harmonia i poczucie humoru.
- Ała! - syknąłem czując na lewej dłoni mocny uścisk.
- No to tylko wszystko pogorszyłeś, rany... - klepnął się w głowę i na nowo zaczął buszować w szufladzie.
- Wiem właśnie. - odpowiedziałem z przekąsem.

Kilka sekund późnej moje ciało stanęło przed miękką kanapą. Kładąc po prawej stronie opatrunki, sam usiadł na środku, odwracając mnie tyłem do siebie. Pociągnął moją jakże skromną osobę do tyłu, delikatnie zmuszając abym spoczął na jego kolanach. Usłyszałem błogi szelest jego miękkawych rękawów, które były nieco przydługie. Czy tylko ja zwracam uwagę na takie małe, wręcz nic nie znaczące elementy?

- Hiro, co ty robisz? - mocno parłem na przód, trochę dziwna ta sytuacja, chociaż...
- Zajmuję się twoim nadgarstkiem. - położył brodę na moim ramieniu.
- Yhym.

Czułem jego ciepły oddech kołyszący malutkimi włoskami. Kątem oka dostrzegłem jego wyraz twarzy. Od razu zrobiło mi się raźniej. Jak kiedyś, zawsze tak robił i patrzył w ten sposób. Bezinteresowna pomoc, przejęcie, którego nie widziałem w innej sytuacji. Co prawda kiedyś był mniejszy, ale właśnie jego obecny wzrost sprawia, że wszelkie zmartwienia są przysłonięte. Lodowe tęczówki zbliżone barwą do przejrzystego agatu, zostały do połowy zasłonięte przez małą warstwę kruczoczarnych rzęs. Zupełnie jakby tylko on potrafił mnie uspokoić, heh.

- Bardzo cię boli? - nie podnosząc głowy, wręcz finezyjnie ujął w dłonie mój przegub i przejechał po nim chłodnym palcem.
- Um, no... Trochę boli...
- Usztywnię ci go na kilka dni, to szybciej dojdziesz do siebie, ok? - przyłożył do ręki dwa patyczki, które zaczął owijać bialutkim bandażem.
- Yhym. - mruknąłem niegłośno, czując zapach śmierdzących ziół.
- Dobra, a teraz możesz mi powiedzieć co się stało. - od razu przeszyło mnie mocne mrowienie zatrzymujące się na skroniach. 
- Dlaczego myślisz, że coś się stało? - postanowiłem zachować spokój. On jest jakimś medium, czy jak?
- Widzę twoje ruchy. Jesteś wręcz za spokojny, a twój wzrok nie ma stałego punktu zaczepienia, tylko ciągle gdzieś błądzi szukając odpowiedzi. - raz po raz włókno zakrywało większą część skóry.

To już przestaje być śmieszne...

- Może mam prawo do zamyślenia?
- Taisho, znam cię nie od dziś, coś jest nie tak.
- Zmieniłem się, nie jestem taki jak kiedyś. No... Niektóre rzeczy zostają takie same, ale ta akurat nie. 
- Nie mydl mi tutaj oczu, potrafię dobrze przetworzyć daną sytuację. Poza tym już dawno rzucałbyś obelgami i nawalał mnie po głowie, a tymczasem siedzisz sobie na moich nogach, potakując bezgłośnie. Jesteś zbyt ugodowy.
- Mam ochotę sobie z tobą posiedzieć, tak? Czy od razu coś musi być nie tak, kiedy reaguję niestandardowo? - broniłem się jak tylko mogłem.
- A wytłumacz mi od kiedy jesz gorzką czekoladę? Z tego co pamiętam tylko ja taką jadam, a ty sięgasz po nią w ostateczności. To samo tyczy się krówek. Nie lubisz ich, bo mówisz, że są za mdłe i boli cię po nich szczęka. Zawsze kiedy jesteś zdenerwowany zaczynasz dużo jeść.

I tutaj mnie ma, jednak jest moim rodzonym bratem. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że na moim podniebieniu znajduje się gorzki posmak, błe. No to upadłem, teraz już się nie wymigam. Jak on to robi? No tak, obserwacja... Ale nie, nie ma tak łatwo, nie będę leciał do niego z każdym problemem. Nie dzisiaj, poradzę sobie sam. Jeśli się poddam będę nikim, nawet miano własnego bohatera będzie zakazane. Nie lubię, kiedy ktoś się o mnie martwi, a w szczególności jeśli mam się zwierzać. To jak utrata honoru, przegranie walki, pogodzenie się z tym, że nigdy niczego nie osiągnie się samemu. Tak, ja i moje głupie zasady, w które nadal wierzę.

- Byłem głodny. - szepnąłem oschle.
- No dobrze, pomyliłem się. - nie, ty nigdy się nie mylisz i dobrze o tym wiesz. Cholera, zabolał cię ton mojego głosu? Jego dłonie zaciskając się ze sobą na żołądku, przygarnęły mnie do siebie bliżej - Matko, ale jesteś chudy, szczęściarz. Tyle jesz, a tego po tobie nie widać. - rzekł półgłosem, wtulając nos w moją szyję.
- Martwię się. - z trudem utrzymałem głos na wodzy. Nie wiedzieć czemu nagle zaczął drgać, a ja poczułem ogromne uczucie nostalgii. Jego źrenice znacznie się zmniejszyły wpuszczając do swojego wnętrza więcej światła - O Yasuro... - głośno wypuściłem powietrze - Ja... - barwa tonu obniżyła się o dwa interwały.
- Cii, nie musisz mówić... - mocniej mnie przytulił, chcąc jakoś uspokoić.

Niestety takie czułe gesty działają na mnie odwrotnie. Wielka gula jakby ugrzęzła w gardle, kierując się do tchawicy. Jak rybka bez wody gwałtownie zaczerpnąłem świeżego powietrza.

- Po prostu nieco się pogubiłem... - utrzymywałem spokój - Najpierw szczęście, potem zdziwienie, zamyślenie, nieopisany smutek, normalne słowa... - miałem lekką chrypkę, nie mogłem logicznie złożyć zdań, jednak to nie był problem. Hiro zawsze rozumiał wszystko idealnie.
- Spokojnie, on też na pewno przeżywa coś ważnego i musi to uporządkować. Zachwiała mu się nieco równowaga, po prostu chce przyzwyczaić się do ogarniającej go zmiany, ne? - dał mi pstryczka w nos. 
- Tak, chyba masz rację... - jak jakiś przemoknięty psiak spojrzałem na niego z wdzięcznością.
- No jasne, że mam! I ty w to wątpisz?! Żałuj!

Wbrew wszelkim zasadom powiedziałem mu to, co mnie męczyło. Bohater też ma prawo do odpoczynku, a szczera rozmowa nie jest ucieczką. Zacząłem się śmiać widząc jego głupotę. To jest jednak ta naturalność, której mi brakowało. Ciepłe ramiona brata tulące jakby do snu, kojąc twoje nerwy, jak jakiś anioł stróż. Cieszę się, że zmienił tryb pracy, na prawdę jest mi raźniej. Mam spore braki z dzieciństwa, kiedy odszedł ode mnie w wir dorosłego życia. Moje zachowanie jest dziecinne? Nie sądzę, po prostu nie jestem na niego obojętny, wiele dla mnie znaczy. Samym sobą dodaje otuchy i sprawia, że chociaż moja dusza uśmiecha się szczerze. Przeważnie nikt nie widzi takich wspaniałych ludzi i dlatego oni pozostają sobą, działając w tajemnicy przed światem. Myślę, że to jakieś wynagrodzenie za poprzednie, ciężkie życie. Chwila odpoczynku, która przydała się nawet mnie.

Yasuro... Już jutro się widzimy, przyjdę po ciebie, nabrałem ochoty na długie spacery. 


4 komentarze:

  1. Cóż za interesujący i dokładny sposób opisania robienia kanapki,z takimi szczegółami i towarzyszącymi temu uczuciami ^^
    A Hiro co raz bardziej przypomina mi jakąś taką z lekka niezrównoważoną postać z anime,aż widzę przed sobą te głupawe miny i zachowania,lubię go,choć niektóre zachowania mnie zaskakują xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta historia jest naprawdę bardzo ciekawa i w ogóle taka dopracowana. Tak mi się wydaje. Ja uwielbiam głównych bohaterów, Hiro, Eizo, Kaoru (od początku). Powoli poznajemy bohaterów i to mi się podoba. Rozdział cudowny.
    Hiro jak zwykle kochany. Ja zawsze chciałam mieć starszego brata.
    No cóż. Życie.
    Lecę.
    Czytam dalej.

    OdpowiedzUsuń
  3. I znowu... Zgadzam się z przedmówcą XD

    Suzi

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi tylko się nie podoba to, że wszystko się za wolno dzieje. Moim zdaniem, oni już dawno powinni być razem. Ogólnie wszystko jest fajne, bardzo wzruszające i również śmieszne ;D Lubie takie opowieści... <33 To jest świetne :)

    OdpowiedzUsuń