20.02.2014

Rozdział 3

노지훈 벌 받나 봐


。 花 。 花 。 花 。



Chyba coś komuś zrobiłem w poprzednim życiu. A przynajmniej ktoś mnie bardzo nienawidzi. Nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem słońce albo kiedy spróbowałem czegoś innego niż zimne jedzenie podawane jak psu. Nigdy nie miałem szczęśliwej, kochającej się rodziny, ani nie przykładałem się do nauki. Miałem szansę wyjechać do stanów, jednak zlekceważyłem to, nie chcąc być kolejną marionetką w rękach ojca. Sam nie wiem, czy żałuję. Z jednej strony nie byłoby mnie tutaj, ale z drugiej... No właśnie. Byłbym w niewoli ojca, nie wiem co gorsze. Tam - zamartwiałbym się nieustannie co robić, jak się uśmiechać, co mówić... A tu? Modlę się o to, by nie umrzeć.

W tym momencie nie mam pojęcia co się stanie. Siedzę oparty plecami o zimne kafelki, mam na sobie spodnie, które dawno temu powinny trafić do prania. Moja bluza jest porozciągana, przepocona, z pewnością obrzydliwie brudna. Cały się kleję, wiem, że wyglądam ohydnie. Ile bym dał, by móc chociaż na chwilę zadbać o swój wizerunek... Tak, jeszcze niedawno uwielbiałem przeglądać się w lustrze, robić na złość adoratorom, po prostu żyłem jak chciałem. Ygh, mam strasznie suche wargi, całe popękane, w strupkach, które smakują jak obrzydliwie zaschnięta krew. Którą częścią twarzy, czy ciała bym nie ruszył, pociągam za blizny, zadrapania bądź też świeże rany.

Co najzabawniejsze, nauczyłem się pokory. Wiem, że muszę słuchać głosu wydającego polecenia, bo inaczej nie mam co liczyć na skrawki litości. Wciąż zastanawiam się, dlaczego mnie tutaj przygarnął? Nie, czemu mnie porwał. Mógł zabić mnie wtedy i nie robić problemu ani sobie, ani mi. Po co to wszystko... Nie mam już sił.

Oddychałem nierówno, a każdy wdech był chrapliwy, jakbym miał się zaraz udusić. Moje żebra od licznych ciosów nie mogły się normalnie podnosić, by nie sprawiać bólu. Tak więc podduszając się, czekałem na kolejne doznania i nadludzki wysiłek.

O, właśnie.

Przez skrzypnięcie drzwi przedarł się tupot obuwia, a towarzyszyło mu mroźne powietrze ciągnące po nogach. Przyszedł.

- No Hajime, jak się dzisiaj czujesz? - nigdy nie widziałem jego uśmiechu, ale byłem pewny, że właśnie to robił - Myślałem, że nie dożyjesz, ale jednak tak bardzo chcesz żyć. Dzisiaj ostatni test.

Oh, ostatni test, ciekawe... Przez ten... Kawał czasu, nauczyłem się trzymać po omacku broń, biegać przez przeszkody, tłukąc sobie oczywiście kolana i łokcie. Potrafiłem wyswobodzić dłonie z oplatającego je grubego lub cienkiego sznura, wspinać się na wyczucie, a także czołgać i przeciskać przez najróżniejsze szczeliny. Nauczyłem się dźwięku każdej broni, jaka tylko istniała. Nie raz bałem się, że za błędną odpowiedź dostanę kulkę w łeb i stresowałem się do tego stopnia, że prawie mdlałem. Muszę jednak przyznać, że to akurat jest przydatne. Nie muszę używać oczu do tego, aby wiedzieć od czego zginę. Wystarczy sam zapach, dźwięk no i w akcie łaski dotyk.

Moje ciało było w krytycznym stanie, dlatego nie odczuwałem już strachu. Co będzie to będzie. Przeszedłem 74 testy, więc wątpię, że dzisiaj coś mnie załatwi. A nawet jeśli, trudno. W końcu to nie jest moje życie, tylko... jego.

- Podnieś głowę i wysuń język.

Poczułem na nim coś słonego, a po chwili kiedy przełknąłem ślinę, kaszlnąłem od gorzkiego smaku szczypiącego mnie w skórę.

- Wszystkie trucizny robione są na bazie tego samego. Wyjątkiem jest oczywiście coś dolanego do alkoholu, wtedy zupełnie zatraca smak. Dlatego morał jest prosty - nigdy nie pijesz niczego, co nie jest podawane przeze mnie. Zrozumiano?
- Tak. - odpowiedziałem głośno, ale bez życia. Bolą mnie nawet struny głosowe. Heh, zjadłbym sobie stek...

Ryunosuke zaczął dawać mi do spróbowania ohydne mikstury, które nie raz smakowały jak czyjeś wymiociny, a kiedy je wąchałem, zaczynała boleć mnie głowa. Wymieniałem nazwy wszystkich, powstrzymując się od konwulsji. Boże strach pomyśleć co by było, gdybym na niego... O nie. Nie.

- Dobra. - westchnął, podnosząc się na równe nogi - Wstawaj. Musisz się umyć, bo cuchniesz. Sang, chodź tu.
- Tak szefie?
- Złap go z tyłu za ręce i chodź za mną.
- Tak jest... - szarpnął mną tak, że prawie się wywróciłem, przy czym szepnął mi do ucha - Jesteś obrzydliwy, nawet nie wiesz jak teraz wyglądasz.

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć. Dziewięć kroków po twardej posadzce i już wszedłem na... Dywan? Usłyszałem trzask. Czyli to pomieszczenie, w którym tyle przebywałem było takie małe? Zabawne... 
Chłopak pchnął mnie do przodu, gdy śmiałem się na chwilę zatrzymać, aż poczułem pasmo ciepłego, suchego powietrza. Chciałbym o siebie zadbać, naprawdę... Chyba to jest w stanie mnie uszczęśliwić, nic więcej... Prosiłbym, błagałbym... Ale nie tutaj. Tu nie ma znaczenia co mówię. Jest lepiej, jak nie otwieram jadaczki. Złamali mnie, nie sądziłem, że ktokolwiek potrafiłby zdusić we mnie tak szybko zarodek własnej woli i dumy. A może minął już rok? Nie mam pojęcia.

Zapamiętywałem każdy kawałek drogi i zapach świeżego, nagrzanego drewna. Chyba szliśmy pod jakimiś belkami? Zasłonami? Co rusz słońce, które grzało mnie w bok znikało na chwilę, aby później przygrzewać przyjemnie w moje ciało. Czterdzieści trzy schody. Stanąłem w jakimś większym pomieszczeniu, ponieważ dźwięk rozchodził się już znacznie dalej, a i powietrze stało się przerzedzone. Ciepło tutaj, tak spokojnie, cicho, niestrasznie...?

- Zostaw nas. - kilka stąpnięć i stukot żelaznego materiału oznajmiło, że zostaliśmy sami...
- Czujesz to, prawda? - poczułem palce na swoich nadgarstkach - Chciałbyś w końcu odpocząć? Możliwe, jednak masz dzisiaj ważne spotkanie. - dotarł do mnie trzask kajdanek, które w mgnieniu oka odbiły się od ściany. Bałem się zapytać, co ma na myśli - Umyj się, zaraz przyjdzie Miyoko.

Po kilku sekundach zorientowałem się, że zostałem sam w pomieszczeniu. Nie wiedząc, czy są tu kamery bądź jakieś czujniki, nie ruszyłem się nawet o centymetr, czekając na wymienioną kobietę. Zacisnąłem dłonie, chcąc sprawdzić, czy jeszcze mam czucie w palcach. Boję się ujrzeć swoje odbicie... Będę chyba własnym cieniem.

- O, jesteś. Czemu stoisz? Usiądź. - ciepły głos doprowadził mnie do łóżka, na którym posłusznie usiadłem - A teraz powoli ściągnę ci opaskę. Nie otwieraj na początku oczu, chyba nie chcesz, żeby coś cię bolało.

Nie odzywałem się w ogóle, ponieważ bałem się. Sądziłem, że wszędzie czyhają na mnie ukryte niespodzianki niosące karę, bądź śmierć. Drobne dłonie jakby z namaszczeniem zaczęły ściągać opaskę z mojej głowy. Słuchając się Miyoko, nie otwierałem oczu, jednak już dały mi się we znaki promienie słońca, wbijające się w zewnętrzną warstwę powiek. Skrzywiłem się, zaciskając wargi, po czym powoli wypuściłem ustami powietrze.

- Czekaj. - dziewczyna zaśmiała się, smarując mi czymś wrażliwą skórę - Tak za minutkę będziesz mógł otworzyć oczy, ale też powoli. Pójdę przygotować kąpiel.

Co z nią? Wydaje się taka naturalna, jakby przebywała tutaj z przyjemnością... Pokręciłem głową i westchnąłem głośniej, łapiąc się palcami za kolana. Przełknąłem ślinę, po czym pozwoliłem pierwszym pasmom światła przedrzeć się do oczu. Bolało cholernie, aż zacząłem łzawić, jednak koniecznie pragnąłem się dowiedzieć co mnie otacza, móc widzieć, a nie tylko słyszeć i mieć już najróżniejsze myśli na temat tego, co odbieram. Warknąłem pod nosem, kiedy dotarł do mnie szum odkręconej wody, a ja wciąż widziałem zamazany pokój.

No właśnie. Siedziałem na łóżku, które było nakryte satynową, czarną pościelą, na której leżały dwie złote poduszki. Na lewo od niego, stała ciemna szafa, zrobiona chyba dopiero co na zamówienie, ponieważ pachniała drewnem. Naprzeciwko niej, w niewielkiej odległości znajdowało się szklane biurko z półkami tuż nad jego powierzchnią. Rozejrzałem się ze zdziwieniem, ponieważ nie mogłem zlokalizować okien, a przecież było tu jasno! Dopiero po chwili wpadłem na pomysł, aby zadrzeć głowę do góry. Uchyliłem usta, gdy zobaczyłem szklany sufit, złożony z samych okien łączących się ze sobą pod kątem, na środku pomieszczenia. Nie obchodziły mnie łzy sączące się strumieniami, ani nie odczuwałem promieniującego bólu. Wpatrywałem się jak zaczarowany w błękitny blat, po którym co jakiś czas sunęły wyżej chmury. 

Nigdy nie sądziłem, że tak bardzo ucieszę się na widok czegoś tak przyziemnego...

- Cieszę się, że widzisz. Już myślałam, że trzeba będzie jechać z tobą do lekarza. - szatynka zaśmiała się i złapała mnie za dłoń - Tutaj masz szafę z ubraniami, na razie jest pusta, ale myślę, że niedługo będzie się z niej wysypywało. Łóżko wiadomo, a na biurku w krótkim czasie pewnie coś jeszcze się pojawi. Pokój nie jest jakiś duży, ale chyba ci się podoba, co? Sądzę, że i tak nie będziesz w nim długo siedzieć. - westchnęła, otwierając szare, szklane drzwi - Tutaj jest twoja osobista łazienka, prawie tak samo duża jak pokój... No cóż. - pokiwała głową ciągnąc mnie do środka. Zacząłem się zastanawiać dlaczego się mnie nie boi? Jestem od niej wyższy co najmniej o dwie głowy, a ona jest tak mała i drobna... - Podnieś ręce, pomogę ci. Pewnie jesteś cały poobijany, co?

Spojrzałem po raz pierwszy w jej oczy, aż poczułem ścisk w żołądku. Zakręciło mi się w głowie, gdyż nie sądziłem, że to co się dzieje może być prawdą. Umyję się? Mogę się położyć? A do tego pierwsza osoba jest taka kochana... Nie wydaje się zakłamana... A może to podstęp? W końcu nie mogę z nikim rozmawiać, czuję się wciąż obserwowany. Spojrzałem na swoje dłonie, pełne pręg i zadrapań... Zagryzłem wargę do krwi, gdy ciemnooka ściągała ze mnie ubranie. Od razu obejrzałem swój tors, zaczynając się bać. Wygląda okropnie, nawet nie wiedziałem, że tak bardzo... Co dalej? Moja twarz...

- Wiesz, nie ma tu kamer i podsłuchów, możesz mi wierzyć. Chociaż widzę, że nie chcesz ze mną rozmawiać. Nie szkodzi. Proszę, usiądź, ze spodniami będzie trochę ciężej.

Zdezorientowany zostałem usadzony na szafce, a sprawne ręce już mnie zaczęły rozbierać. Zadarłem głowę, rozglądając się po naprawdę przepięknej łazience... Była utrzymana w kolorach kawowych, z przewagą tych ciemniejszych. Przy wejściu znajdował się jakiś kwiat, coś jak paproć? Nie znam się na tym, jednak to, co przykuło moją uwagę to elektroniczny zegarek tuż pod wentylatorem. 16.45... A jest tak jasno... Jest lato? Wczesna jesień? Spędziłem tu już pół roku?

Gdy stanąłem na matowych kafelkach, zamrugałem zszokowany. Ogrzewane... Hahaha, to jest jakiś żart? Co to ma być, stwarzanie pozorów czegoś idealnego jak na II Wojnie Światowej, żeby potem kogoś zabić?! Szlag by to, mam mieszane uczucia, a jednocześnie pragnę brnąć w to dalej. Poddać się tej rozkoszy i nie myśleć o niczym innym...

- Chodź, no nie bój się, co ty pięć lat masz? - młoda kobieta wciąż starała się dodać mi otuchy - Uważaj, no co ty! Woda jest gorąca, jak wejdziesz na raz, to wylecisz z piskiem, przecież widzisz jaki jesteś poturbowany. Stopniowo...

Przytrzymałem się jej ramienia, kiedy wchodziłem do wanny. Nawet nie zwróciłem uwagi na swoją nagość, było mi to chyba obojętne. Zamknąłem powieki, ponieważ musiałem wytrzymać pieczenie całej powierzchni ciała. Boże... Jęknąłem cicho, nie będąc w stanie tego inaczej kontrolować. Zrobiło mi się słabo, więc złapałem się za twarz. Temperatura wody rozlała się na całego mnie, poczułem, że w końcu mogę spuścić z tonu... Ahm...

Otworzyłem oczy, widząc przed sobą ścianę stworzoną z lustra. Cała była nim pokryta, że też wcześniej jej nie zauważyłem... Zamarłem, patrząc w osłupieniu na swoją postać... Rozchyliłem wargi, czując jak coś w nich pękło.

Boże, moja twarz wygląda tak samo... Co prawda mam okropne sińce, wszędzie pełno rozcięć i pewnie pozostaną małe blizny, ale nic więcej, wyzdrowieję, wrócę do siebie... Tak się bałem, że stanę się obrzydliwy... Cały zadrżałem, nie mogąc powstrzymać łez cisnących się do kącików oczu.

- Ojoooj, no już, już, na pewno wyzdrowiejesz, pewnie tylko ci się wydaje, że tak okropnie wyglądasz. Jesteś bardzo przystojny, nie zapominaj o tym, zaraz się tobą zajmę... - szatynka przygarnęła moją głowę do swojej piersi, gładząc palcami posklejane kosmyki - Sądzę, że chyba część najgorszego za tobą, nie poddawaj się...
- Dziękuję... - szepnąłem, gdyż nie mogłem wydobyć z siebie głosu. 



。 花 。 花 。 花 。



Miyoko przekonywała mnie podczas opatrywania, że mogę jej zaufać i porozmawiać, jeśli chcę się poczuć lepiej, jednak wolałem na razie nie ryzykować. Za dużo mógłbym stracić. Czułem się jak zwierze w klatce, które zostało zaprogramowane na jedno i nie ważne jak bardzo ktoś będzie chciał pomóc, nie ulegnie, trzymając się swoich głupiutkich zasad.

Po wspaniałej kąpieli, z której wyszedłem cały obandażowany, a także z plastrami na twarzy oraz podbitym okiem, którego nie dało się wyretuszować, ubrano mnie w białą idealnie dopasowaną koszulę. Przewiązano mi czarny, cienki, lecz długi krawat przez szyję, narzucono smolistą marynarkę na ramiona, wciśnięto tej samej barwy spodnie przylegające ściśle do łydek oraz nałożono jakieś ciemne kozako-pantofle? Nie miałem pojęcia co to było, ale miałem chyba wyglądać jak ktoś z mafii? Tak, w końcu to moja nowa rzeczywistość... Kobietka dokładnie wymyła mi włosy, które zaczesała do góry, utrwalając pozycję kosmyków gumą, po czym powiedziała, żebym się trzymał.

Zostałem sam ze sobą, a mimo tego niepewnie usiadłem na miękkim łóżku. Złączyłem ze sobą dłonie, zwieszając je między nogami, po czym zacząłem im się przyglądać. Docierały do mnie perfumy, które potwornie mi się nie podobały, ale musiałem je na sobie mieć. 

Spotkanie... O czym mowa? Na samą myśl dostaję dreszczy i robi mi się niedobrze. Wydźwięk może być tylko jeden - negatywny. Po co ja wtedy szedłem tamtą drogą, zachciało mi się... A mógłbym teraz miło spędzać czas... Z nieszczerymi ludźmi. No tak. Muszę to wyrzucić z pamięci, bo inaczej nie poradzę sobie tutaj. A nie chcę umierać. Pragnę żyć, za wszelką cenę...

- Hajime. - podskoczyłem słysząc ten niski głos - Wychodzimy.

W progu 'mojego' pokoju stał on. Ten sam, którego widziałem wtedy na dworcu, a którego twarz zupełnie wymazała mi się z pamięci. A teraz... Dziwnie się czuję. To on, cały ten czas, codziennie, do utraty przytomności, mnie... Mam z nim iść, na jakieś spotkanie. Widzę, jak mi się przygląda, jak lustruje każdą partię mojego ciała. Jakby po prostu pożerał mnie w całości... Nogi mi się zaraz ugną. Nienawidzę go, ygh!

Podniosłem się natychmiast, poprawiając marynarkę, po czym bezdźwięcznie poszedłem do niego, nie patrząc jednak w oczy.

- Już nie cuchniesz. Chodź. - mruknął, idąc przodem.

Cóż, chyba... Nie, co bym zrobił? Chcę uciec tylko dlatego, że idę z tyłu? To głupie, nawet nie wiem, gdzie jestem. Jedyne co jest mi znane, to niebo. A na świecie istnieje tylko jedno, takie samo. Wyszliśmy na jakiś korytarz, to chyba ten, którym wcześniej szedłem. Hmm, tutaj tak samo światło docierało z przezroczystego sufitu. No tak, przecież nie mógłbym wiedzieć, gdzie się znajduję. Ale... Dobrze, że nie ma tu tylko lamp.

Sam na sam w wąskim korytarzu - to coś, co sprawiło, że momentalnie zacząłem się pocić. Podążałem za Ryunosuke po nachyleniu w dół, gdzie nagle głośno zahuczało i otworzyły się olbrzymie drzwi. Wzdrygnąłem się czując chłód dobiegający z pomieszczenia, przypominającego oświetleniem strych, jednak zimne powietrze bardziej nasuwało myśl garażu, bądź jakiejś hali targowej z metalowymi belkami u góry. Moje podeszwy razem z tymi mojego właściciela ostrzegły innych, że zbliża się ważna osobistość. Zerknąłem na bok, gdzie stały jakieś samochody. Tylko trzy, na tak wielki obszar? Dziwne...

Sam nie wiem dlaczego, ale widząc kolesia, który był dosyć młody i patrzył się na mnie z kpiącym uśmieszkiem od razu pomyślałem, że to ten wredny 'Sang'. Obok niego stało dwóch mężczyzn i nikt więcej. Echo obuwia przelatywało z jednego krańca przestrzeni do drugiego. Przyglądają mi się, gapią się tymi swoimi... Ugh! Pamiętam ten dzień, jak polewali mnie wodą, jakby to było dziś... 

- Jak myślisz Hajime, z kim się spotkasz? - kiedy dotarł do mnie ten głos, poczułem kowadło na swoim sercu.
- Nie wiem... - odpowiedziałem niepewnie, nie wiedząc czy aby na pewno mam prawo się odzywać.
- Łap. - rzucił mi pistolet do rąk, który ledwo złapałem. Moje ręce drżały tak mocno, że broń skakała chwilę między palcami - A spróbuj tylko się nie posłuchać albo wycelować tym we mnie, to osobiście cię zmiażdżę.

Przełknąłem ślinę, która zaczęła przedzierać się przez suche gardło. Pod opuszkami czułem chłód, drapiący moje dłonie. Każą mi się zastrzelić? Albo... Kogoś...? Oni chyba nie...

- A teraz się przywitaj. Podejrzewam, że nie znasz tej osoby. Może ci się wydawać znajoma, ale nie powinieneś jej kojarzyć. - wredny uśmieszek wpełzł na jego usta, byłem w stanie spojrzeć tylko na nie.

Stałem na środku wystraszony jak zagubione zwierzę, a walnięcie pokrywy wcale nie pomogło ustać mi w spokoju. Zobaczyłem, jak szczupły, wysoki brunet prowadzi w moim kierunku jakąś dziewczynę. Kiedy ściągnął jej worek z głowy, moje serce stanęło, a ja aż opuściłem broń wzdłuż ciała. 

Błagam, wszystko, tylko nie to... Zrobię wszystko... Tylko nie każcie... Zabijać mi... Własnej siostry.

Spojrzała na mnie przerażona, krzyknęła moje imię, które jak najostrzejsza strzała przebiło mi pierś. Z jej oczu wyrwały się łzy, a ona szarpnęła się, doprowadzona do pionu uderzeniem chłopaka. Proszę, wszystko tylko nie to...

- Co Hajime? Co mówiłeś? Nie znasz jej?

Nienawidzę go... Nienawidzę! Może to tylko jakiś blef... Ah tak, w końcu mam nowe życie. Jestem Hajime Kasayama, służę Kuroi Karasu, a moim mistrzem jest Ryunosuke-sama... Zrobię wszystko, tylko nie każcie mi... Przymknąłem powieki, patrząc na bok. Zacząłem drżeć, czując zimny pot na czole.

Nie znam jej, tak? Nie mam rodziny, nie mam przeszłości, nie mam niczego, należę do niego... Tylko...

- Zabij ją, widziała za dużo, będzie zawadzać. - mężczyzna oparł się zadowolony o filar, oblizując z szerokim uśmiechem wargi.

Najgorsze uczucie na świecie. Wydali wyrok na moją siostrę. Tak, jest nią. Najbardziej normalną osobą z całego rodzeństwa... Nie rozmawiałem z nią wiele, ale w końcu... Jak ja mam zabić niewinnego człowieka?! Popatrzyłem prosto w jej oczy, dostrzegając nadzieję. No tak, trzymam broń, jestem poobijany, ale ją mam... Wziąłem ogromny wdech, zaczynając się dusić, jak po zjedzeniu miętowych mentosów i zapiciem ich zimną colą. 

- Ogłuchłeś? Zabij ją. - warknął w moją stronę, mrużąc gniewnie powieki.

Chcąc nie chcąc uniosłem dłoń, słysząc jak trzęsące palce obijają się o obudowę. Nie mogę tego zrobić, mogą mnie zabić, ale ja nie mogę... Chcę żyć, jednak...

- Zrób to, ale już!

Pokiwałem przecząco głową, zaczynając się cofać, na co podbiegł do mnie od razu tamten chłopak. Stałem jak słup soli, nie mogąc się poruszyć.

- Tenshin, proszę, nie rób tego! - moja siostra zaczęła zalewać się łzami - Szukałam cię przez dwa miesiące, wszyscy się poddali, ale ja szukałam... Nie wiem czemu to zrobiłeś, ale błagam, nie jesteś taki, ty nie potrafisz...
- Zamknij się wreszcie. On cię nie zna. Hajime, masz dwadzieścia sekund.

Dwa miesiące... Minęło tyle czasu, ona mnie szukała i dlatego tutaj jest... Myślałem, że nikomu nie zależy, a ona...

- Oh, chyba mam ci przypomnieć co się działo z tobą przez ten czas.

Drgnąłem, otwierając szeroko powieki. W głowie zacząłem sobie odtwarzać ostatnie sytuacje, te wszystkie tortury i upokorzenia, których musiałem doznawać... Każdy cios, który był karą za sprzeciwianie się, słowa powtarzane co dzień... Niech to szlag, chcę żyć! Ale nie mogę...

- Dziesięć, dziewięć... ZRÓB TO DO CHOLERY JASNEJ ALE JUŻ!

Pierwszy raz usłyszałem tak głośny wrzask tego mężczyzny. Złapałem większy wdech, słysząc dudniące serce. To tak, jakbym mierzył w tej chwili do siebie, do swojego sumienia. Albo życie, albo śmierć... A ja...

- Jak ty mnie wkurwiasz! - usłyszałem syknięcie do ucha, a ten cały 'Sang' szarpnął moją dłonią.

Przez to wszystko nacisnąłem na spust, widząc jak po chwili moja siostra odepchnięta strzałem leci w tył. Ale... Ale nic nie było słychać, przecież... Ja nie mogłem... Nie mogłem!
Otworzyłem szeroko powieki, zamierając z czymś chłodnym w ciele. Nie zrobiłem tego, to niemożliwe. Spluwa wyleciała mi z dłoni i gruchnęła o ziemię, gdy ciało młodej dziewczyny odbiło się od posadzki.

To nie jest prawda... Przecież nie mam na rękach krwi...

- No i pięknie. Czyli dostałem jasną odpowiedź, idealnie. - Ryunosuke odwrócił się, chowając ręce w kurtce, po czym minął kałużę czerwonej cieczy, stąpając w kierunku wejścia.



。 花 。 花 。 花 。


Usiadłszy na pościeli, zerknąłem pusto na swoje wyczyszczone do granic możliwości buty. Mam czas wolny za dobrze wykonane zadanie, a w nagrodę dostałem ciepłe danie, które stało nieruszone na biurku. 

Zabiłem ją. Nie wierzę, że to zrobiłem. To przez tego...! Nie... To przeze mnie. Mogłem chociaż spróbować kogoś zastrzelić, żeby nie uciekać... A ja wybrałem drugą opcję, jak ja mogłem ją zabić...

Podniosłem się, zaczynając chaotycznie krążyć po pokoju. Mój oddech stał się nierówny, niewidzialna dłoń zaciskała mi się na szyi, a ja czułem jak cały płonę od wewnątrz.

Boże zabiłem ją! Powinienem trafić do piekła! Jestem złym człowiekiem. Jestem okropny. Ona dała mi... Jako jedyna, jako moja rówieśniczka, jako moja bliźniaczka... Chociaż nie rozmawialiśmy wiele, to wciąż moja rodzina... Była...

Zacisnąłem usta i jęknąłem, upadając na ziemię. Objąłem dłońmi głowę i zaryłem nosem w panele, po czym zacząłem się w nie wydzierać, jakby ktoś przypalał mi czymś skórę. Nie panowałem nad sobą, miałem przed oczami jedynie chwilę jej śmierci, ten żal i ból na jej twarzy, a także ten brak dźwięku. Odeszła, cicho, niewinnie, niepotrzebnie... Dlaczego... Czemu jestem takim pierdolonym tchórzem?!

Nie, nie pozwolę wam na zabicie kogoś innego! Nie ma mowy! A nawet jeśli, ja... Nie chcę tego widzieć, nic już nie jest ważne!

- Zostawcie mnie w spokoju! - rozdarłem sobie gardło, podnosząc się z ziemi.

Niewiele myślałem. Wyciągnąłem pasek od spodni, zaczynając nerwowo szukać punktu zaczepienia. Niestety sufit był w bezpiecznej odległości, a nigdzie nie mogłem się o nic zahaczyć. Warknąłem kopiąc butem szafkę. Płacząc ogromnymi łzami, zatrzymałem się na środku pomieszczenia, po czym przewiązałem sobie szyję skórą, związując ją w supeł.

Nie chcę już żyć, rozumiesz?! Nie chcę! Nie dam się, to będzie moja ostatnia wola, jestem złym człowiekiem, trafię do piekła! Albo gdzieś gorzej, a ty kiedyś będziesz tam razem ze mną. Nienawidzę cię. Zostawiam tutaj cały świat - i tak niewiele znaczyłem.

Zrozpaczony, użyłem całej siły, żeby złapać dwa końce paska i pociągnąć je w przeciwne kierunki, odcinając sobie drogę do płuc. Byłem tak mocno pogrążony w żalu, że nie czułem spazmów, jakie zaczęły wstrząsać moim ciałem. Upadając na ziemię skupiłem się tylko na tym, aby nie poluźnić uścisku, który w końcu zrobił swoje. 

24 komentarze:

  1. ! MIAŁABYM DO WAS OGROMNĄ PROŚBĘ !
    zostałam poproszona o zagłosowanie na tego chłopaka i podanie tego linka każdemu, kogo znam. jeśli moglibyście oddać głos, pomoglibyście jemu, a to tylko chwila. mail, potwierdzenie i załatwione. dziękuję każdemu, kto się przyłączy <3

    http://www.miejodwage.pl/zgloszenia.php?!=ziemia&id=235

    OdpowiedzUsuń
  2. Z rozdziału na rozdział robi się coraz ciekawiej. Choć nie spodziewałam się tego.
    Bardzo, ale to bardzo przepraszam za długość tego komentarza. Obiecuję, że następnym razem napiszę więcej.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ne spodziwałm się takij akcji >.< Szczerze mówiąc, łezki kręciły mi się w oku ( tylko nie wiem, czy to przez to, że czytam na telefonie, czy przez to, że chciał popełnić samobója O.o XD ). Rozdział - boski. Zresztą wszystko co napiszesz jest świetne *o* No i oczywiście życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Boskie, boskie! <3
    Śpieszę się do szkoły, na poprawę więc napiszę krótko.
    To opowiadanie zapowiada się wspaniale! Kompletnie inne niż szkolne życie, ale równie ciekawe, ekscytujące.
    Rozdział wspaniały, choć gdzieś tam wyłapałam powtórzenie, zaś w fragmencie : "Moja twarz wyglądała tak samo.. " Nie miałam pojęcia o co chodzi.. Tak samo jak przed porwaniem, czy tak samo jak reszta ciała... Niby wszystko się wyjaśnia chwilę później, jednak te zdanie dezorientuje.
    Mam dwa pytanka :*
    1. Czy opowiadanie będzie równie długie co poprzednie? :D
    2. Kiedy można się spodziewać kolejnego rozdziału? :3

    Kocham, pozdrawiam i życzę dużo, dużo, dużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to, że taka sama chodziło o to, że się nie zmieniła (nie ulega zniekształceniu itd. XD)

      hmm, szczerze nie mam pojęcia. wydaje mi się, że nie, ale ze mną nigdy nic nie wiadomo.
      oł, nie wiem, na razie mam jeszcze tydzień ferii, więc może uda mi się coś napisać, ale nic nie obiecuję.

      dziękuję c:

      Usuń
  5. Długo zastanawiałam sie, co powinnam napisac... Ten rozdział jest strasznie dramatyczny, ale naprawde mi sie podoba. Irytujące jest to, że potrafisz skończyc każdy rozdział tak, że nie moge sie doczekac nastepnego, a nie mam pojecia, kiedy dodasz nowy. Swoją drogą, troche żal mi Hajime i rozumiem jego postepowanie. Zastanawiam sie tylko, czy od początku miał taką słabą psychike, że gdyby rodzina go mocniej przycisneła, też by sie złamał, czy to przez to, co przeszedł przez te 2 miesiące.
    Rozdział jednym słowem wspaniały. Nie moge sie doczekac, jak to sie potoczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. *o* zaskoczyłaś mnie.. wow, nie wiem co napisać. Super rozdział, czekam na kolejny z niecierpliwością.
    życzę ci weny oraz abyś jak najszybciej dodała nowy rozdział.
    ~Hisoka

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam na nowopowstały blog o tematyce yaoi z opowiadaniem własnym real life. Przedstawiam historię chłopaka, który przeprowadził się do nowego miejsca i tam „wpadł” w niespodziewany bieg zdarzeń, które będą owocowały scenami humorystycznymi i intensywnie erotycznymi. Główny bohater jest bardzo bezpośredni i lubi „te” zabawy, a nie potrafi odmawiać;) Opowiadanie pisane z perspektywy pierwszej osoby, więc można lepiej się „wczuć” w postać. Zainteresowanych zapraszam na adres http://poziomm2.blogspot.com/
    Przepraszam za spam, ale reklama dźwignią handlu no i chętnie się wymienię adresami:) Proszę o kontakt pod postem. Pozdrawiam Ethan.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wreszcie się akcja rozkręca, yeah! Rozdział najlepszy wg mnie. Zaskoczyłaś mnie. Czekam na następny! :):)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej ^^ Nominuję cię do Libster Blog Awards~ Tu znajdziesz pytania ;-; http://opowiadania-hetalia.blogspot.com/2014/02/rozdzia-x-libster-blog-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Suuuuuper rozdział :3 Akcja się rozkręca hehehehe >3 Czekam na więcej! Wenyy~! :DDD

    OdpowiedzUsuń
  11. Przerywać w takim momencie ;__;
    Teraz będę się martwiła, czy Hajime umarł, albo kto go uratuje...
    Ryonusuke jest okropny... Ale w jakiś sposób go polubiłam. Chyba coś jest ze mną nie tak xD
    Życzę dużo weny i ciekawych pomysłów:
    ~Alex

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej,
    uwielbiam opowiadania o takiej tematyce.... biedny Hajime.... musiał zabić własną siostrę, choć przez chwilę myślałam, że to jest jeden z testów, czy wypełni polecenie, a broń była by nie naładowana, ale wtedy dali by kogoś innego niż jego siostrę, widać, ze usilnie starała się go znaleźć, i musiała natrafić na jakiś ślad, ze znalazła się w tym miejscu w jakim się znalazła.... pewnie ktoś niebawem tam wejdzie i go znajdzie, tylko ciekawe jak zareaguje Ryunosuke jak się o wszystkim dowie, pewnie będzie czekała kara Hajime....
    Multum weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  13. tunturum. jestem! żałuje, że musiałam czytać w tak złych warunkach! :c znaczy wcześniej c:
    ah... kocham to opowiadanie! jest takie inne i takie... ksdhbfsdkhfbdsf *_* no i te moje spoilerki : D hihihi, jaka szkoda, że się wygadujesz. naprawdę przykro mi bardzo! c:
    w sumie tak trochę to szkoda mi Hajime. no bo takie przeżycia... a młody jest ;_; ale z drugiej strony... mafia! shagfjsahdfb. TU MUSI BYĆ KURRR KREW I INNE SPRAWY! dlatego nawet jakoś nie przeżywałam śmierci siostry. z początku trochę.. ale po chwili luzik. przeca nie da się ładnie pisać o mafii. tam nie ma zasad i litości. ah *_*
    i nienawidzę cię za końcówkę : D nawet jeśli wiem, że i tak no... no bo przeca na pewno nie umrze : O to początek! ale jaką kare pewnie dostanieee *_* chce już! pisz semiacz, pisz. podrzuciłam ci muzę to pisz! XDD
    ulubiony cytat? hmmm : D
    " W końcu to nie jest moje życie, tylko... jego. "
    Piękne! *_* aaah. uwielbiam twoje pomysły!
    weny semuś i pisz szybciutko c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cienko? Kto ci tak pozwala mówić? Jak czytam twoje komenty to uśmiech zawsze w końcu wskakuje na swoje miejsce, nie wolno tak siebie źle oceniać, nu nu *robi nu-nu palcem*
      ~CzytelnikUmysłów

      Usuń
  14. Twój blog jest jedynym, który w ogóle komentuję (co prawda tylko czasami, bo przeważnie kolejne rozdziały czytuję na telefonie, ale chodzi o sam fakt). Gdy zaczęłam czytać "szkolne życie" (jakby nie patrzeć kawał czasu temu) nie mogłam się doczekać kolejnych rozdziałów. Mimo, że tamto opowiadanie jest bardzo długie to ja i tak zdołałam przeczytać je już 3 razy, bo jest po prostu piękne. Jednak trzeba było się z nim pożegnać.

    Teraz przyszedł czas na opowiadanie o dużo cięższej tematyce, ale mimo iż nie są to moje klimaty i nie lubię czytać o przemocy, to już od samego początku tekst wbija w fotel. Od początku podziwiałam Twój styl pisania. Właśnie przez to, że tak on do mnie trafia postanowiłam sama zacząć pisać. Co prawda nie yaoi, ale nie w tym rzecz. Już kilka razy mówiłam Ci, że jesteś moim mentorem i nadal mam o Tobie takie mniemanie xD Można powiedzieć, że biorę z ciebie przykład, jednak wiem, że tobie nie dorównam.

    Kończąc swój wywód życzę ci ogromnej weny i dużego zasobu wolnego czasu byś tę wenę mogła wykorzystać. Teraz gdy sama piszę wiem jak to jest gdy go nie ma.

    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ponieważ otworzyłam nowego bloga, chciałabym serdecznie na niego zaprosic. A że yaoi96.blog.pl to mój pierwszy blog (i w ogóle początek przygody) z yaoi w roli głównej, byłbym wdzieczna za jakiekolwiek podpowiedzi. Z góry dziekuje.

    OdpowiedzUsuń
  16. o boż, cudowne... i te emocje. Opowiadanie tak bardzo inne od szkolnego życia... czekam na next ;3;

    OdpowiedzUsuń
  17. o boż, cudowne... i te emocje. Opowiadanie tak bardzo inne od szkolnego życia... czekam na next ;3;

    OdpowiedzUsuń
  18. Do samego końca miałam nadzieję, że pistolet nie był nabity... D:

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy Nowy rozdział? ;:-D

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam twoje opowiadaniaa *^*
    To opowiadanie jest tak cudowne jak Szkolne Życie.( Chociaż mogłaś ich szybciej połączyć :P)
    Po prostu ŁAŁ!
    Tyleee emocji.Co zaa cholerni ludzie... Przez nich zabił siostreee! ;-;
    Alee dziwne że tyle wytrzymał.
    Genialny rozdział.
    Pisz szybko kolejny i wenyyy ;*

    OdpowiedzUsuń
  21. Kiedy nowy rozdział? ;)
    -Hisoka

    OdpowiedzUsuń