09.06.2012

Rozdział 78

Po długim spacerze do domku głośno odetchnąłem, gdy walnąłem się na kanapę, a plecak rzuciłem gdzieś obok. Nigdy bym nie pomyślał, że ten wesoły chłopak mógł mieć tak okrutną przeszłość, która ciągnie się do dziś i ma wpływ na jego psychikę. Choć z drugiej strony zazdroszczę mu, chyba chciałbym mieszkać sam, wykrzyczeć rodzicom wprost co mi nie pasuje lub wziąć ze sobą Hiro, bo wciąż pamiętam lata przygnębienia spowodowane zachowaniem rodziców. Ja bym sobie poradził sam, od zawsze tak było, ale on...? Szkoda, że nie mogę przynajmniej trochę zamienić się życiem z Ukysiem, cholernie mi go żal.
Sapnąłem, kiedy musiałem poderwać się z sofy, ponieważ kochana mama znowu gdzieś wyszła, a brat był w pracy.

- Hej. - ukochana osóbka jak gdyby nigdy nic przywitała się z uśmiechem.
- Wchodź. - wyszczerz sam wpełzł na moje usta - Co tu robisz? Jest dopiero 17. Znowu rodzice nie dają ci się uczyć? Kawy, herbaty? - ciągnąc go do przedpokoju nawijałem jak najęty. Taisho wyluzuj, daj mu coś powiedzieć. No ale nie moja wina, że tak rzadko go widuję, chcę, żeby tu został, posiedział ze mną.
- Nie, nie. - zaśmiał się, patrząc w moje szklaczki - Jeju, jak dawno tak szczerze w nie nie patrzył... Co mi się stało? - Ja tylko na chwilę.

Dlaczego po tych słowach zrobiło mi się beznadziejnie smutno? Poczułem gulę zjeżdżającą wzdłuż ciała na sam dół. Ukyo przypomniał mi jak ważna była kiedyś pomiędzy mną, a Yasu więź, która teraz się rozrywa, pęka. To ona podtrzymywała mnie przy życiu i swoich postanowieniach, chociaż zawsze upierałem się przy tym, że robię to dla siebie. Głupi Taisho, to nie czas na takie myśli. Poudawaj choć chwilę.
Wygiąłem wargi w czuły uśmiech i zerknąłem na jego torbę.
- Mam coś dla ciebie.
- Dla mnie? - zaskoczony przyjąłem od niego małe, czarne pudełeczko.
- Yhym. Chciałem dać dzisiaj, ale jakoś nie było okazji.
- Już otwieram...

Palcami zgrabnie nacisnąłem na róg paczuszki, aby zdjąć z niej wieczko i wielce zainteresowany zajrzałem do środka. W jednej chwili rozdziawiłem nieco buzię oraz zrobiło mi się osłabiająco ciepło. Matko... Pamiętał... Poczekał, żeby przyjść osobiście i mi to dać...
Nagle poczułem jak wszystkie uczucia, które w sobie zakopałem powróciły z dwukrotną siłą, bijąc w moją klatkę piersiową, a łzy zachciały przecisnąć się do gałek. 

Mój Yasuro, kochany, najdroższy Yasuro... Który przywrócił mnie do życia... Matko, zaraz się chyba rozryczę, on jest mimo wszystkiego taki dobry, opiekuńczy, troskliwy... Jak ja mogłem znowu chcieć zapomnieć o tym uczuciu.

- Nausznica? - powiedziałem niegłośno, powstrzymując drżenie głosu.
- Tak. Chciałem kupić coś innego, co będzie do ciebie pasowało równie dobrze jak kolczyki. Podoba się? - spojrzał na mnie, gdy nie dostrzegł zbytnio mojej radości.
- Dziękuję... - nawiązałem z nim kontakt wzrokowy... Nikt nie zrozumie tego, jak bardzo zapragnąłem go objąć, wtulić w siebie i nigdy nie wypuścić, ale nie mogłem - Podoba się, bardzo.
- No! - klepnął mnie w ramię, chichrając się pod nosem - Cieszę się. Będę już leciał, bo idę do taty, pa! - machnął na pożegnanie i wybiegł z mojego podwórka.

Ja natomiast poszedłem do pokoju i założyłem na przebite ucho nausznicę z wyrytymi znakami, usadawiając ją prawie na samym czubku chrząstki. Złapałem leżącą na łóżku gitarę i usiadłem z nią na dywanie.

Dlaczego przez coś tak miłego nagle poczułem, że się oddalamy? Proszę, napisz do mnie wieczorem, jakieś głupoty, dziś muszę wiedzieć, że chcesz ze mną rozmawiać, muszę... Bardzo tego potrzebuję. Niby jest w porządku, a czuję się tak ogromnie przygnębiony, jakbyś mnie zostawiał. Chciałbym, żebyś znowu poświęcał mi tyle uwagi, dbał o mnie, martwił, uspokajał... Jak kiedyś.

Popatrzyłem na okno i po chwili zamknąłem powieki, mocno obejmując swoją gitarę, jakby to był Yasu. Od zawsze była towarzyską mojej samotności. Szczelniej zagnieździłem ją w swoim uścisku.

Boże, dlaczego jestem w nim tak beznadziejnie zakochany?



***



Na nudne poranki najlepszym lekarstwem jest spacer z aniołkiem. Co prawda do szkoły, ale lepszy rydz, niż nic, bo nie wiadomo kiedy go ściągną na kolejne treningi. W końcu zbliża się czas rozgrywek, po których jest koncert... Arrrgh, tyle jeszcze trzeba zrobić, a ludzi jest za mało! No cóż, skoro Yasu poświęca się piłce, to może ja powinienem dać z siebie jeszcze więcej?

Przemierzając korytarz prowadzący z jednego spotkania do drugiego, spostrzegłem, że białowłosy mężczyzna wyraźnie siłuje się z kartonami, a stos uczniów zlewająco go wymija. Ta, przecież jest przerwa, można podeptać człowieka.
 Westchnąłem i z niemrawym wygięciem warg zbliżyłem się do zakłopotanej osoby, łapiąc za dwa, lecące pudła.

- Pomogę panu. - złote spojrzenie oceniło moją postać.
- Nie trzeba, idź na lekcje.
- To długa przerwa, po której mam spotkanie. Dużo tego?
- Trochę jest...
- Bierzmy się do roboty, dobrze?

Przepiękny uśmiech wyraził swoją wdzięczność, tak więc następne piętnaście minut uciekło w czasie jednej. Maszerowaliśmy ze składziku do sali, donosząc nowe rekwizyty, stroje i tym podobne dziwadełka, które przydadzą się do sztuki. Z małą zadyszką uwaliliśmy się na ciemnych workach i podziwialiśmy sufit.

- Jak idzie nauka? - zapytał, odwracając w moją stronę głowę.
- W miarę. Zostało mi jeszcze sporo... Chyba jakaś połowa. - mruknąłem, po czym wsunąłem dłonie pod giętkie włosy.
- No to jeszcze długa droga przed tobą. - Yarotouichi zaśmiał się niby normalnie, ale...
- Wyrobię się. Mam jeszcze spokojnie z pół miesiąca.
- Racja...
- A jak tam pański kuzyn? - ni stąd ni zowąd przypomniało mi się, jak na samym wstępie mojej obsesji powiedział coś podejrzanego, przez co potem miałem schizy. 
- Mój kuzyn? - podniósł się do połowy, szeleszcząc folią, a do tego wbił we mnie olśniewający, acz zdumiony wzrok.
- Mówił pan, że przypominam panu kuzyna. - nie ruszając się nawet o milimetr, uważnie przyglądałem się mimice nauczyciela.
- Aa, ten kuzyn... - w mgnieniu oka jakby strapiony, luknął na swoje buty, podśmiewając się dziwnie - A dobrze się miewa Ostatnio robi duże postępy i mknie do przodu jak burza, bo jest pewny swoich racji. Nawet w szkole zaczynają go rozpoznawać, wiesz?
- Oo, to fajnie. - kiedy zetknęliśmy się spojrzeniem, uśmiechnąłem się subtelnie.
- Tak...

Po raz pierwszy widziałem przygnębienie na tej wiecznie wesołej twarzy. Co prawda starał się ukryć swoje emocje, jednak niezbyt skutecznie, skoro mogłem je dostrzec. Trochę niecodzienna sytuacja, żeby uczeń siedział sobie z nauczycielem sam na sam, na prywatnej pogawędce w szkole.

Przyglądając mu się przez parę sekund poruszyłem się, wyciągając dłoń w kierunku jego twarzy. No co za flejtuch, heh. Podczas czynności, skupiony nie śmiałem oderwać oczu od tego, co mi przeszkadzało. Moje palce dotknęły przelotnie jego uszu, przez co powieki szeroko ukazały światu barwne kuleczki.

- Taisho?
- A, przepraszam, miał pan na włosach wielki kłębek kurzu. - odrzekłem swobodnie, z lekka się śmiejąc i zdmuchnąłem szary puch z czystej skóry.
- Dzięki. - zaśmiał się jakoś nienaturalnie i zmierzwił moje włosy.

Zmarszczyłem nos i skrzywiłem się odrobinkę, no co! Układałem tę fryzurę. Po otwarciu oczu zobaczyłem jak złociste diamenciki starły się z moim lodem, nie zmieniając punktu zaczepienia. 
Co to za niekomfortowa sytuacja? Dlaczego nagle stało się cicho? Em... Mam coś na twarzy, że tak mnie obserwuje? 
Przeszyła mnie fala niepohamowanej paniki, ale też zaskakującego spokoju, gdy opuszki mężczyzny finezyjnie zsunęły się po skroni, lądując na policzku. Przysięgam, że takiego braku mózgu nie miałem nigdy wcześniej, nie wiedziałem co robić, co zamierza. Do tego te bystre tęczówki... Wpatrywałem się jedynie w niego jak w obrazek, który zafascynował mnie na tyle, że nie uciekłem. Kciukiem potarł mój policzek, przez co musiałem domknąć oko, aby nie poleciała mi łza.

- Miałeś plamę. - rzucił niskim, przenikającym tonem, patrząc na mnie z tym bolącym uśmiechem, który przygnębiał.
- Aha...

Mruknąłem, a dzwonek wydarł się na cały budynek, zapraszając do klas. Eizo wyprostował swoje kości i odetchnął głęboko, grzebiąc w zeszyciku.

- Trzeba się zbierać, bo spóźnię się na lekcję. - wyszczerzył się.
- Ma pan rację.
- Dzięki za pomoc.
- Nie ma za co.

Przyjaznym akcentem pożegnałem się i wyszedłem z pomieszczenia, jednocześnie chłonąc świeże powietrze jak gąbka.
Łoo, to było mocne... Ale co to miało znaczyć? Jak mam to rozumieć? To moja kolejna schiza? Czemu poczułem...

Czy ja... Zrobiłem tak samo? Byłem taki lekkomyślny...

Na samą myśl o tym, co przeżyłem, co możliwe, że sprowokowałem, przeszły mnie ciarki, dlatego szybko wyrzuciłem wydarzenie z pamięci, uznając to za normalne zachowanie nie podlegające żadnym podejrzeniom.



***



- Taishooo! Czekaj. - czarnowłosy cały zmachany prawie wyzionął ducha.
- Jak się czujesz?
- Poza tym, że zaraz wypluję swoje płuca, to ok. - Ukysiowe ząbki zaśmiały się do mnie słodką barwą.
- Wiesz, że nie o to pytam. - pokręciłem swoim szanownym mózgiem, który o dziwo posiadałem i ruszyłem na prawo.
- Dobrze. Naprawdę. Gdzie idziesz? Nie mogłem cię dzisiaj złapać, ej.
- Pod wierzbcię, usiąść. Bo biegałem z jednego zebrania na drugie, żeby zaciągnąć ludzi do organizacji koncertu.
- Ale będzie ekstra... Na pewno, skoro ty się tym zajmujesz.
- Zobaczymy...

No, to jest ten chłopak, którego lubię najbardziej. Wesoły, pełen energii, pomocny, dla każdego miły - cały Ukyś wielkie serducho. W obecnej sytuacji moje przeciwieństwo, bo dzisiaj w ogóle nie spałem i ledwo na nogach stoję.
Bez postoju klapnąłem pod drzewem i oparłem się o jego twardą korę, jako tako kontaktując. Igichi usiadł na pagórku, po czym podłożył pod łopatki swoją torbę i wyciągnął nogi, wygodnie opierając się o miękką powierzchnię.

- Planujesz coś na jutro? - siedemnastolatek zerknął na mnie, gdy przymykałem oczy.
- Raczej nie...
- To będziesz miał czas pouczyć mnie gry?
- Na obecną chwilę tak. - ziewnąłem, mając w kącikach patrzałek łezki.
- Wyspałeś się? - popatrzył na mnie z politowaniem.
- W sumie nie za bardzo, nie zmrużyłem oka.
- To się prześpij. Obudzę cię, jak przyjdzie Akane i wtedy pójdziecie do miasta.
- Naprawdę?
- No, chodź tu. - poklepał rączkami swoje dżinsy.
- Dzięki, ratujesz mi życie. - zaspana mimika pokazała mu wielką wdzięczność, po czym przechyliłem się na lewo - Mogę tak?
- Jasne.

Położyłem głowę na nogach Ukyo, a ten, kiedy zasnąłem, z anielskim uśmiechem podziwiał moją śpiącą buzię. Wplótł palce w gęste, czarne kosmyki, co jakiś czas przeczesując je przez całą długość. Czy martwił się o to, że ktoś go zobaczy i wyśmieje? Raczej nie.
Szkoda, że nie mogłem zobaczyć jak wielką sprawia mu to radość i daje poczucie bezpieczeństwa. Bycie z kimś, obok kogoś, prawdziwa natura Igichiego.

Bo przecież niezależnie od sytuacji nikt nie lubi być sam.


10 komentarzy:

  1. O bożeee, przechodzę na złą stronę...
    Coraz częściej łapię się na tym, że Taisho bardziej pasuje do tego nauczyciela ommoo źle,bardzo źle xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Nom też tak twierdzę :/ a Ukyś jest świetnym przyjacielem i świetną druga połówka dla Katsu :) -YoOomixkun

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestemz a tym zeby Akane była z Aniołkiem Tai z Eizo a Ukys z Katsu.Tylko teraz trzeba kogos znaleźć Hiro haha^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prędzej wejdę do tego opowiadania i zabiję Akane niż ona będzie z Aniołkiem ;___:

      Usuń
  4. Hiro z Kaoru! to jasne *Q*

    OdpowiedzUsuń
  5. nieee Tai z Eizo nieee . Taisho z Aniołkiem , Ukys z Katsu , Hiro z Kaoru lub z tym chłopakiem co z nim mieszkał na studjach a Eizo i Akane niech gniją sami !

    OdpowiedzUsuń
  6. A może Hiro i Eizo ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. a może Akane i Eizo? Gheheheh. XD

    OdpowiedzUsuń
  8. Uhh, Eizo odwal się od Tai'a -,- Boże, jak ja go nienawidzę. Tak samo jak tej Akane ;_; Zamknąć ich gdzieś i nie wypuszczać, pliss.

    OdpowiedzUsuń
  9. Akane w ogole nie ma tu racji bytu nie wiem po co ona tutaj niech zgnije sama w pizdu~RR

    OdpowiedzUsuń