21.05.2014

Rozdział 5

AKMU - MELTED



。 花 。 花 。 花 。



Otworzyłem ciężkie powieki. Znowu to zrobiłem, a obiecałem sobie, że już nigdy nie chcę widzieć tego świata. Mam go dość, nic nie ma znaczenia. Codziennie jest to samo. Wstaję przed pobudką o 5.00, jem śniadanie, które w ogóle mi nie smakuje, myję się, szykuję, idę na trening, jak zachowuję się poprawnie, to nie ma kary, wracam na obiad, ponownie udaję się na trening, a wieczorem mam 'lekcje wychowania' z samym Ryunosuke-sama. Następnie kładę się spać i jak robot kolejnego dnia budzę się z myślą, aby zrobić wszystko dobrze.

Nie pamiętam już kiedy myślałem o rodzinie. Właściwie to jej nie mam, więc nie skupiam myśli na czymś takim, co w teorii jest 'rodziną'. Sang pilnuje mnie każdego dnia, włazi mi dosłownie wszędzie, przez co nie czuję żadnej prywatności... W sumie spodziewałem się czegoś milszego? Nieee.

Wyzbyłem się wszelkich ludzkich emocji, a przynajmniej tak mi się zdaje. Jedyne, które potrafi wzbudzić Ryunosuke-sama, to ciągły strach, koncentracja i zdezorientowanie. Nie posiadam już wartości moralnych, ani nic się dla mnie nie liczy. Postanowiłem, że będę się szkolił najlepiej jak potrafię, żeby kiedyś uciec z tego piekła, a także pokazać mu, że mam swoje zdanie. A jeśli kiedyś mnie odnajdzie... Tak, wtedy mogę umrzeć. Mając świadomość wygranej i utarcia mu nosa.

Minęły trzy miesiące, niedługo zapanuje jesień. Nie pamiętam jak wygląda natura na zewnątrz, minęło zbyt wiele czasu, abym mógł się skupiać na takich błahostkach. Wygładziłem brwi, kiedy zorientowałem się, że brunet przygląda się uważnie moim poczynaniom. Nałożyłem kolejny raz maskę opanowania i bezkompromisowości. Jego jako pierwszego zabiję, nienawidzę kiedy się odzywa, spogląda, komentuje. Przewiązałem w talii pas, nakładając skórzaną kurtkę. Była pierwsza w nocy, więc mogło być pewnie chłodno. Odetchnąłem, po czym bez słowa skierowałem się do wyjścia z pokoju.

Nauczyłem się funkcjonowania w nowym świecie, pewnych zachowań, a także słów, których mogłem używać. Wszystko było podporządkowane jednej osobie. Co najśmieszniejsze, zaczynałem powoli odczuwać, że staję się kimś. Ta broń, którą trzymałem na co dzień dodawała wartości, może żałosnej i słabej, ale lepsza taka, niż żadna. Ode mnie mogło zależeć czyjeś życie, ale nie śmiałem strzelić do Ryunosuke-sama. Wiedziałem, że mnie przejrzy i zrobi to pierwszy, a przecież tak bardzo zależy mi na ucieczce w odpowiednim momencie.

- Zawiąż mu to na oczach, a potem zejdź na dół. - mruknął szef mafii, po czym usłyszałem jak się oddala.

Jego pupilek zakrył moje pole widzenia czymś grubym, jednak przyjemnie miękkim. Złączył nadgarstki i popychając bez współczucia, zaczął prowadzić do wyjścia. Pierwszy raz od przybycia tutaj spotkam się ze świeżym powietrzem. Nawet tak trochę... się cieszę?

Uniosłem głowę, gdy w nozdrza uderzył lekki powiew letniego wiatru. Słyszałem jak moje buty stukają o beton, a dźwięk rozchodzi się po jakiejś przestrzeni, która przypominała podziemny garaż. Chłopak wrzucił mnie do samochodu tak mocno, aż uderzyłem czołem prawdopodobnie o klamkę drzwi. Przyzwyczajony do ciągłego poniżania oraz ciosów nie pokazałem po sobie niczego, tylko prostując się, oparłem plecy o siedzenie. Usłyszałem jak pojazd rusza, a ktoś pisze jakąś wiadomość na komórce lub tablecie.

Ciekawe, czy gdybym wysłał komuś maila, że mnie porwano... Na przykład do policji, zachciałoby się poszukiwań? W końcu z tego co się dowiedziałem, jestem martwy, hahaha. Nie, to głupie. Prosić kogoś o pomoc? Nie w moim stylu, już nie...



。 花 。 花 。 花 。



Droga dłużyła mi się strasznie, dlatego w pewnym momencie zacząłem przysypiać. Dopiero gdy pewien miły ktoś wypchnął mnie z samochodu na ziemię, odzyskałem świadomość. Tuż przy nosie poczułem aromat ściółki leśnej i drewna. Złapał mnie za ręce, po czym pociągnął do góry, rozwiązując opaskę na oczach. Zamrugałem starając się cokolwiek zobaczyć. Było bardzo ciemno, a do tego cicho, jedynie szum liści co jakiś czas rozdzierał niemiłą atmosferę.

- Wyprostuj się, złap za broń i idź prosto. - powiedział mój właściciel, po czym usłyszałem odbezpieczanie pistoletu.

Przyznam się bez bicia, że momentalnie cała przeszłość wróciła do mnie jak bumerang, co spowodowało, że zacząłem się bać. Mimo wszystko wykonałem polecenie, kierując się w mrok gdzieś przede mną. Słyszałem, a nawet czułem jak ziemia uginała się pod moim niewielkim ciężarem, a pasma powietrza muskały subtelnie skórę twarzy.

- Stój. Odwróć się.

Gdy to zrobiłem, dostałem światłem latarki po oczach, aż musiałem je na sekundę zamknąć. Uchyliłem gwałtownie powieki, gdy usłyszałem serię strzałów, a tuż przy uszach mogłem odczuć odlatującą korę. Całe moje ciało stało się sztywne, a ja nie miałem nawet odwagi, aby zaczerpnąć powietrza. Myślałem, że jestem cały podziurawiony od kul, jednak nic mnie jeszcze nie bolało.

- Teraz zobacz, jak obrysowałem twoje ciało. Chodź do mnie. - mruknął, a ja mając nogi jak z waty, jakimś cudem dotarłem do jego boku - Sang stanie przy drzewie i masz zrobić to samo. Jeśli go zranisz, od razu tracisz głowę.

Przełknąłem ślinę, zaczynając mieć bardzo nierówny oddech. Jak ja mam w takich ciemnościach strzelać, tuż przy jego ciele, a do tego go nie zabić?! Nie muszę na niego patrzeć, aby wiedzieć jak bardzo jest na mnie wściekły i tylko szykuje się do tego, aby odstrzelić mi łeb, jeśli ja spudłuję. To wszystko jest chore! Znowu...

Moje dłonie zaczęły drżeć, ale wiedziałem, że muszę to zrobić. Wspomogłem się drugą, oddając pierwszy strzał z zaciśniętymi powiekami.

- Boże. - usłyszałem zrezygnowanie w głosie, dzięki któremu uchyliłem powieki z przekonaniem, że nikogo nie zabiłem - Jeśli tak będziesz strzelał, nie będzie z ciebie pożytku. - spojrzałem na bok, z którego wyszedł Ryunosuke-sama. - Po pierwsze co mówiłem o trzymaniu broni? - warknął, po czym chwycił mocno za moją dłoń, dociskając ją swoimi palcami do pistoletu - Wyprostuj te plecy, bo ci kręgosłup przestrzelę! - przez to, że znajdował się tak blisko, wykonywałem polecenia natychmiast, bez chwili zastanowienia - Drugą ręką możesz się wspomóc ale nie na broni, tylko pod łokciem. Masz zacząć w końcu myśleć.

Co rusz połykałem niezliczone ilości śliny, czując jak suchość w gardle zaczyna zmuszać mnie do kaszlu, który musiałem dusić w zarodku. Mężczyzna stał stanowczo zbyt blisko mnie. Przez wydarzenie w gimnazjum nie cierpiałem, gdy ludzie znajdowali się tuż obok, a teraz, kiedy stoi tutaj szef mafii, który prawie mnie zabił, wcale nie odczuwam przerażenia, skąd...

Zacisnąłem powieki, gdy wymierzając bez większego problemu, zaczął rozpruwać powierzchnię drzewa wokół znudzonego Sanghyuna. Aby nie dostrzegł, że nie patrzyłem pospiesznie rozwarłem powieki. Mam strasznie zmęczone oczy, przez co wytężanie ich w takim środowisku nie było niczym przyjemnym. Ryunosuke-sama odsunął się ode mnie, poprawiając kosmyki. Huh, zimniej.

Co? Zimniej?

Zrobiło mi się niedobrze na własną myśl, a po chwili poczułem olbrzymi ścisk przykrości. Co to kurwa było... Pokręciłem głową, po czym wsłuchałem się w rady właściciela. Nagle oboje zaczęli iść w stronę, z której chyba przyszliśmy, a kiedy miałem ruszyć za nimi, usłyszałem:

- Zostań tu.

Co? Co?! Mam zostać w takim miejscu sam?! Nie śmiałem wykonać jakiegokolwiek ruchu, ale zestresowałem się na tyle, że poczułem mrowienie i chłód w kończynach, a na klatce piersiowej ogromny ciężar. Ja wiem, że w wielu misjach, które mi szykuje będę musiał robić nawet gorsze rzeczy, ale teraz... Po prostu chcę do mojego pokoju... Uciec stąd, tu jest strasznie, tak ponuro i cicho... Zbyt cicho...

Złapałem za broń, kiedy doszedł do mnie dźwięk łamanych gałązek w dość dziwnych odstępach czasowych. Miałem przeczucie, że to nie są oni, tylko ktoś inny, jakbym był obserwowany... Oszalałem już?! Przygryzłem dotkliwie wargę, przyciągając do torsu broń, która w tym momencie dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Nagle odgłos stał się głośniejszy i coraz szybszy, aż w końcu usłyszałem warknięcie przypominające ludzkie. Niewiele myśląc strzeliłem, mając nierówny oddech, a puls przyspieszony do granic możliwości. Coś ciężkiego spadło na ziemię, a moje serce zakołatało między żebrami. Czułem nieprzyjemnie pulsującą krew w skroniach i gorąc parujący ze skóry.

- No proszę. Jak chcesz, to potrafisz strzelić. Trzeba cię wystraszyć? - bruneci zaczęli się głośno śmiać, aż od tego huczało mi w głowie - Schowaj broń i do samochodu. Dość polowania na zwierzęta.
- Szefie... Naprawdę nie rozumiem dlaczego dajesz mu taką szansę... On zaraz zdechnie ze strachu, potrzebny ci ktoś taki? - Koreańczyk spytał dość łagodnie, by nie rozgniewać mężczyzny.
- Do samochodu.
- Tak jest.

Jak zwykle zostałem uprzejmie pociągnięty do pojazdu, jednak teraz nie miało to dla mnie większego znaczenia. Ja... Myślałem, że ktoś do mnie biegnie i chce mnie zabić, a to tylko zwierzę? A ja tak panikuję... Nie wytrzymam tego, nie nadaję się do misji. Ale... Ale muszę, przecież nie mam innego wyjścia. Czuję, jakby coś chciało rozsadzić mnie od wewnątrz, mam dość, pragnę się tylko położyć...



。 花 。 花 。 花 。



Myślałem, że przeszedłem już wiele, jednak to dopełniło w mojej świadomości poczucie przynależności i braku wolności. Gdziekolwiek nie pójdę, zawsze będę to widział. Nawet jeśli bym usunął... To i tak... Zacisnąłem powieki, nie chcąc się rozpłakać w tym momencie. Nie mam siły...

- Przyznaj, że jest cudowny. - szeroki uśmiech wpełzł na usta mężczyzny, natomiast ja musiałem skłamać.
- Tak, Ryunosuke-sama.

Jest 2.40 a ja znajduję się w łazience przed lustrem, gdzie przyciemnione światło potęguje barwę napisu na moim biodrze. Kiedy przyjechaliśmy, wziął mnie ledwo przytomnego na górę i przyszedł z walizeczką, w której miał igłę i tusz. Tak o to z cudownym pomysłem zrobił mi tatuaż, który tworzy napis 'Ryunosuke-sama'.

Nigdy. Przysięgam na wszystko, że przenigdy nie czułem takiego upokorzenia. Teraz jestem podpisany, należę do kogoś i nie mam własnej woli. Nazywam się Hajime, a moje miejsce jest w Kuroi Karasu.

- Pięknie mi wyszedł.

Miyazawa stanął tuż za mną, przez co czułem na swoich nagich plecach jego koszulkę. Ogromna gula ugrzęzła mi w gardle, a na domiar złego, on postanowił wpatrywać się w odbicie lustra, w którym widniało moje wytatuowane biodro.

Nie miałem chęci ani siły na cokolwiek. Mężczyzna podniósł dłoń, po czym przejechał palcami po mojej skórze, a drugą ręką zadarł moją twarz do góry, przechylając ją nieznacznie na bok. Miałem już wygląd taki, jaki sobie zapragnął. Dzisiaj oficjalnie stałem się jego własnością.

A to, że teraz czuję się brudny i obrzydliwy, nie miało większego znaczenia.



。 花 。 花 。 花 。



- Hajime, wstawaj. Masz pół godziny na wyszykowanie się, szybko! - Miyoko ściągnęła ze mnie kołdrę, zaczynając ją już składać.

Otworzyłem powieki z ociąganiem, zdając sobie sprawę, że po raz pierwszy od długiego czasu nie było w pokoju Sanga. Hah?

Pół godziny... Wyskoczyłem z łóżka jak oparzony, by wlecieć do łazienki, wziąć szybki prysznic i rozpocząć modelowanie włosów. Jeden kosmyk w nie tę stronę i Ryunosuke-sama by mnie zabił. Jestem cholernie niewyspany, chociaż z tego co widzę, jest godzina 9.00. Łooo, mogłem pospać. Błyskawicznie nałożyłem na siebie ubranie, nie chcąc widzieć tego czegoś na moim biodrze, po czym wyszedłem do pokoju, gdzie dziewczyna zaczęła mnie dokładniej przygotowywać.

Sądziłem, że chce działać na moją szkodę, a tylko udaje milutką, jednak teraz wiem, że to chyba mój jedyny sprzymierzeniec? Nadal nie mam pojęcia, dlaczego godzi się na pracę tutaj... W ogóle nie pasuje. Pokiwałem głową, czując perfumy, które zupełnie mi nie leżały.

- Dzisiaj przychodzi Kazuma Nagase, więc musisz się zaprezentować najlepiej jak potrafisz. Robić wszystko, co Ryunosuke-sama ci powie i zero sprzeciwów, zrozumiano? - spojrzała na mnie podejrzliwie, jednak z uśmiechem, którego nie była w stanie powstrzymać.
- Rozumiem... Może przeżyję.
- Na pewno, leć na śniadanie. - klepnęła moje ramię, a ja wyszykowany jak na bankiet wyszedłem na korytarz.

Tak, miałem prawo poruszać się po całej jego długości. Niesłychane, prawda? Uhm, dzisiaj mają szczęście, bo naprawdę jestem głodny i nie będę wewnętrznie marudził! Nie, wróć. To ja mam szczęście, że zjem coś bez zmuszania się.

Strasznie długo musiałem czekać na posiłek, dlatego w ciągu pięciu minut wmusiłem w siebie ogromną ilość warzyw, przez co czułem się ciężki jak nigdy wcześniej. Patrząc na zegarek spieszyłem się do gabinetu mężczyzny, poprawiając podczas wędrówki ciemne mankiety.

Wszedłem do środka, zwabiając na siebie wszystkie spojrzenia. Koło Ryunosuke-sama siedział bardzo wysoki mężczyzna, który podpierając brodę o nadgarstek świdrował mnie spokojnym, nieco tajemniczym spojrzeniem. Mój właściciel machnął dłonią, abym podszedł, po czym rzucił mi broń.

Dlaczego zdaje mi się, że ten koleś jest taki... Lepszy? Jakby miał w sobie coś dobrego...? Przecież zna Ryunosuke-sama, to już wystarczy... Potrząsłem głową, po czym złapałem pistolet. Nie patrząc już na nikogo, odbezpieczyłem go.

- Pokaż czego się nauczyłeś. - brunet wydał rozkaz, ujmując w palce lampkę prawdopodobnie wina.

Nie rozumiem tej całej sytuacji... O co tu chodzi? Chce mnie sprzedać? Oddać? A może po prostu się chwali? Ale... Ma czym? Przecież jestem nic nie wartym śmieciem...

Z takimi myślami odwróciłem się do tarczy, znajdującej się na końcu olbrzymiego pomieszczenia, w którym zaczynałem bywać coraz częściej. Zamknąłem jedno oko, po czym nie zastanawiając się, rozpocząłem strzelanie, jak na codziennym treningu.

Mus to mus. Jak Ryunosuke-sama powie, tak muszę robić.

17 komentarzy:

  1. Ojeju, jeju, tak się cieszę z tego rozdziału ^^
    Opłacało się czekać >3<
    ciekawe, co będzie dalej ^w^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojeju, jeju, tak się cieszę z tego rozdziału ^^
    Opłacało się czekać >3<
    ciekawe, co będzie dalej ^w^

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie ^^ myslalam, ze sie nie doczekam^^ kocham to opowiadanie i z kazdym kolejnym rozdzialem robi sie coraz bardziej ciekawe:)
    Pozdrwiam i zycze mnostwa weny^^

    Katrin

    OdpowiedzUsuń
  4. Kya <3 Uwielbiam to opo :3
    Chociaż cały czas boję się o Hajime x3
    Jej... Ma tatuaż o.o
    Jestem w szoku, chociaż z drugiej strony jestem szczęśliwa XD Myślałam, że Ryunosuke-Sama go oszpecił.. W sensie, że podpisał się, ale no... Nożem x3
    Bardzo mi się podobało :D
    Poza tym... Nie wybaczę ci, za skończenie w takim momencie! ;c

    Dobra... Koniec x3
    The End.
    Etto...
    ...To...
    Życzę weny, weny, dużo weny i mam nadzieję, że rozdział pojawi się wkrótce. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. To opowiadanie robi sie coraz ciekawsze. Weny życze!

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam droga autorko, niedawno tutaj trafiłam, a już wszystko przeczytałam, masz wspaniały styl piania, historie są niesamowite, po prostu czytałam z zapartym tchem, nie potrafiłam się oderwać od czytania.... a to opowiadanie chyba najbardziej mi się podoba, lubię takie klimaty...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha, napisać "napiszem komenta" jest łatwiej nic zrobić. Uwaaa, mam brak weny.. Cóż... Powinnaś być i tak wdzięczna *patrzy z wyższością*
    BOOSKIE *.* Co więcej powiedzieć? ;-; Jest epiiickieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee(tak, naspamie 'e' będze dłuższy komentarz)eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!
    Dobra, wysilmy mózgownice, napiszmy coś~~
    Nowa postać *.* Nowa mafia, mmm~~ Trochę ich będzie...
    Gdzie mój opisik >:C Co z tego że nie ma z czego! Ja cem >:C
    Uwauwauwauwuau, nwm co napisać ;( Po prostu piszesz tak cudnie, i już tyle cię nachwaliłem, że nie wiem, nie chcem się powtarzać :C
    Książke cem ;3
    Gomenne, ze nic nie ma :C
    Następnym razem będzie!
    ~CzytelnikUmysłów (wooo, jak dawno nie pisalem ;x)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooo widzę, że główny bohater już zaczyna powoli mieś cieplejsze myśli w stosunku do swojego szefa~ czekam cierpliwie na kontynuację. Jestem cholernie ciekawa jak się to wszystko potoczy.
    Ulubiony fragment z rozdziału "Huh, zimniej."
    Tak fajnie mi to zabrzmiało w głowie jak to przeczytałam że aż sama się z siebie śmieję :D

    Weny do dalszych rozdziałów życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Opłacało się czekać!
    MEEEGAAA *.*
    Geez jak mi go szkoda ;-; Takie traktowanie...
    Ciekawe po co ten facet przylazł, bo raczej oddać go nie chce.
    Robi się coooraz ciekawiej
    Czekam na nexta, wenyy! ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. nareszcie rozdział :D jak ja uwielbiam to opowiadanie :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zacznę od tego opowiadania, żeby moje przemyślenia nie wyleciały mi szybko z głowy.
    Po pierwsze bardzo się cieszę, że zrobiłaś na początku wstęp. Zawsze nie potrafię sie odnaleźć, a tak mniej wiecej wiedziałam, o czym będę czytać. I te wstawki z k-popem. Pamiętam jeszcze czasy kiedy tak bardzo jarałam się koreańskimi zespołami. Nawet teraz czasami sięgnę sobie po jakąś dramę czy coś, aby przypomnieć sobie trochę koreański świat.
    Co do treści, bardzo dobrze przedstawiony świat mafijny. Bez żadnego lukru, romantyzmu czy innego świergotania. Ot tak, brudny, zepsuty i bezwzględny. I jak zwykle podziwiam Cię za pisane w pierwszoosobowej narracji. To coś, co zapamiętałam najbardziej z Twoich tekstów. Mnie o wiele łatwiej jest w trzecioosobowej, ale kiedy czytam inne opowiadania, to widzę, że tylko ta druga potrafi oddać tyle emocji, przemyśleć i odczuć bohatera. Jednak mimo wszystko, trudno mi na nią przejść.
    I apropo tej narracji, bardzo dobry portret psychologiczny głównego bohatera! Skrzywdzony przez rodzinę, skrzywdzony przez los, trafia do mafijnego świata. Świetnie pokazałaś, jak łatwo można człowieka upodlić i przestawić na inne myślenie.
    I w sumie chyba największą zagadką dla mnie jest szef. Czyżby wziął go ze sobą, ponieważ podczas ich pierwszego spotkania, wskazał mu drugiego wroga, którego Ryunosuke nie zauważył? Coś mi się wydaję, że to bardzo prawdopodobne.

    A teraz ta druga część mojej wypowiedzi.
    Długo zbierałam się, aby do Ciebie napisać. Nie było mnie tu dobry kawał czasu. Na swoje usprawiedliwienie mam klasę maturalną, bo w sumie ostatnia nieobecność to głównie przez nią. I nie powiem, że żałuję, bo to sprawiło, że mogłam się skupić na nauce i wykorzystać mój mózg na najwyższych obrotach do czegoś, co w sumie będzie miało decydujący wpływ na moje życie. Cieszę się, że mam to już za sobą, bo to był naprawdę ciężki rok. Dużo nauki, zadań, arkuszy i przede wszystkim stresu, czy przypadkiem i tak nie zawalę.
    Właśnie, jak tam matura? Jak oceniasz tegoroczną? W ogóle co zdecydowałaś się zdawać? Gdzie się wybierasz?
    Zasypuję Cię pytaniami. Tak dawno z Tobą rozmawiałam. Jeszcze bardzo dobrze pamietam, jak wieczorami stukałam w klawiaturę długie odpowiedzi. I było tak miło i fajnie, że znalazłam kogoś, w tej nietypowej pasji, podobnego do mnie. Przez ten rok myślałam czasami, że już wyrastam z mojego hobby czy jak to nazwać, ale jak widać nie, to byłoby zbyt proste. Utkwiło we mnie zbyt głęboko, aby o tym zapomnieć. A teraz mam te długie wakacje i nie widzę przeciwwskazań, aby ich nie wykorzystać trochę w ten sposób. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. whoaa, nie spodziewałam się ciebie, a wiesz co najlepsze? tak na początku maja pomyślałam sobie, co tam u ciebie słuchać, że czytałam twojego bloga, pisałyśmy, wtedy wszystko wydawało się inne (a to na myśl obrazka sasunaru, który znalazłam na tumblr).

      mogłabym ci jakoś odpisać na maila, gg, jakąś inną stronkę, niż tutaj?

      Usuń
    2. jasne ;)
      gg nie używam już coś około trzy lata, więc może mail?
      glloria.chan@gmail.com

      Usuń
  12. Zapraszam na mojego bloga. Mam nadzieje że się spodoba.
    opoyaoinero.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam,
    o matko cudowny rozdział, ciekawią mnie te „lekcje wychowania”, został juz teraz oznaczony...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo fajny blog. Wszystko przeczytałam w ciągu kilku dni. Kiedy kolejna notka? *3*

    / Ruda.

    OdpowiedzUsuń