08.06.2012

Rozdział 43

Zatrzymałem swój wzrok na Hiro, który bez żadnego zdenerwowania odwrócił się tyłem do mnie i zaczął przerzucać kawałki z piersi kurczaka. Poczekałem jeszcze chwilę, ale widząc, że ma mnie głęboko w poważaniu, przekręciłem się na siedzeniu.

Teraz to się tyłem stoi, tak? A jak czegoś chcesz to oczywiście japa ci się nie zamyka.

- Dlaczego wyjechała? - powtórzyłem, panując nad nasilającym się przypływem energii, który mógłby doprowadzić do rękoczynów. 
- Musiała. - usłyszałem przytłumioną odpowiedź. Nawet nie raczy się odwrócić, no.
- Co ty nie powiesz. - nieco rozdrażniony wzruszyłem ramionami - Hiro. - rzuciłem ostrzegawczym tonem głosu. Nie chcę usłyszeć tego, że nie będzie jej pojutrze w domu, niech nawet tego nie mówi.
- Uspokój się trochę. - wyłączył palnik i zręcznie zwrócił się w moją stronę - Wyjechała  i już, to nie powód do złości. - mimo wszystkiego widziałem, że stara się uniknąć mojego wybuchu. Malutka żyłka zupełnie bezpodstawnie wyskoczyła na moim czole, schowanym pod warstwami mięciutkich kosmyków.
- Hiro! Wiesz przecież, że nie lubię takich sytuacji. - zacisnąłem palce i głośno odetchnąłem, natomiast on, zachowując pewną odległość, usiadł po drugiej stronie stołu, naprzeciwko mnie.
- Jeszcze niedawno mama musiała wyjechać i jakoś to przetrzymałeś. 
- No tak, ale dlaczego trzeci raz z rzędu musi wyjechać wtedy, kiedy umówiła się z nauczycielem na spotkanie związane z pogadanką wśród młodzieży? - aż mi się słabo zrobiło od powstrzymywania nerwów, słowo daję.
- Tego to ja nie wiem, ale możesz pogadać z nauczycielem...
- Hiro, bo mnie cholera weźmie! - walnąłem dłońmi o blat, patrząc na niego nieźle wkurzony - Nie robiłbym się zły, jeślibym to wiedział!
- To się uspokój.
- Ehh, nie o to mi chodzi. - spojrzałem na kawałek segmentu, stojącego w salonie dwa pokoje dalej.
- To o co? - zaczyna mnie strasznie irytować.
- Przestań już Hiro. Mam tego dosyć, mam już powyżej uszu rodziców! Ojciec jak już się odezwie, to najczęściej dzwoni do ciebie. Mama? Chyba nadal traktuje mnie jak małe dziecko, a sama nie jest lepsza! Obiecuje coś, za co muszę ją potem tłumaczyć i wszystko idzie na mnie, że to niby ja kłamię, a do tego nie raczy nawet zadzwonić! - krzyknąłem niegłośno, podnosząc się z miejsca - Walę to! Czy tak trudno zadzwonić?! Powiedzieć, że jej nie będzie? - machnąłem w powietrzu rękami.
- Chodzi ci tylko o to, że nie będzie jej na spotkaniu? - uniósł jedną brew mówiąc przytłumionym głosem. 
- To jest najmniejszy problem! - zerknął na mnie pytająco - I tak na jedno wychodzi. - burknąłem pod nosem - Tylko dlaczego od zawsze jako ostatni dowiaduję się o wszystkim? A co lepsze sam muszę się dopytywać? Ty ciągle pierwszy wiedziałeś o sprawach, które leżały w moim interesie, kiedy ja nie zostałem o nich powiadomiony! Jak jakieś upośledzone dziecko. Tak, właśnie tak się czuję. - mój wzrok wbił pazury w osobę Sasakiego.

Wiem, że może nie ma czego roztrząsać i zachowuję się jak ostatni, bezmyślny debil, ale czy na prawdę tak trudno jest zadzwonić?! Denerwuje mnie to do granic możliwości, które i tak są bardzo naciągnięte. To tak, jakbym szedł na jakieś spotkanie i nagle z pewnych przyczyn wiadomość o tym, że się nie odbędzie dociera do wszystkich, tylko nie do mnie i stoję jak ten pacan na pustym placu. Już nie wiem nawet jak mam się czuć. Nie ufają mi? Rozumiem, że mama ma ważne sprawy, w pełni to akceptuję, ale mogłaby mi to przekazać wprost. Nie trzeba mi tego tłumaczyć w okrężny sposób, aby nie urazić.

- I może jeszcze powiesz, że o tym wiesz? - założyłem rękę na rękę. W sumie przez ostatnie wydarzenia złość aktualnie znajduje dogodne ujście.
- No... Wiedziałem, ale...
- Przecudnie! - klepnąłem pięściami swoje uda - W takim razie kiedy wróci? - na moje pytanie westchnął i przetarł skronie.
- Pojechała z koleżanką na jakieś ważne spotkanie lub rozprawę... Pewnie słyszałeś ostatnio co się tam dzieje.
- Tak, słyszałem. Kiedy wróci? - uspokoiłem się nieco.
- To spotkanie jest bardzo ważne, dlatego nie chciała do ciebie dzwonić. Wolała, żebym ja ci to jakoś spokojnie przekazał, a w dodatku mogę ją zastąpić. Na studiach miałem podobny temat, więc sobie poradzę... - zasłonił swój podbródek, intensywnie oceniając swoje szanse.
- Przecież nie zjadłbym jej! One się mnie boi, czy co? Ale mniejsza... - sapnąłem dosyć niewyraźnie - Kiedy wraca?
- Jakby nie zdążyła, mógłbym użyć do podparcia materiały... - o czym on w ogóle gada! Nie mogłem już wytrzymać, tak więc zerwałem się, od razu wisząc nad stołem. Złapałem w dłonie jego twarz i zbliżyłem ją tak, aby dokładnie widział kolor lodowych tęczówek.
- Hiro. Kiedy wróci? - zapytałem dobitnie, powoli oraz przenikliwie, aby do niego dotarło.
- Za jakieś... Dwa dni? - niepewnie uchylił powieki, czując na swoich policzkach moje zaciskające się palce.
- Trzecia pała! Dostanę trzeciego laczka! - zacząłem chodzić nerwowo po kafelkach, od czasu do czasu wymachując rękami.
- Ej, spokojnie, spokojnie... - złapał mnie od tyłu i unieruchomił nadpobudliwe kończyny - Powiedziałem, że ci pomogę, ale to nie oznacza, że będę musiał. Może mama wróci do tego czasu.
- Kurde, Hiro! Jeśli to zawalę, będę kiblował... - starałem się wyślizgnąć z jego żelaznego uścisku. Czy ja jestem jakąś maskotką, że wszyscy chcą mnie tulić? - Nie mogę powtarzać roku. - nie bez Yasuro...
- Powtórzę jeszcze raz. Tak poprowadzę tę lekcję, że dostaniesz szóstkę.
- No nie wiem... - momentalnie cały gniew opuścił moje ciało, a ja odetchnąłem z ulgą.
- No widzisz? W końcu jestem najlepszy, nie? - uśmiechnął się za moimi plecami. On na prawdę bardziej się rozrósł, kurczę...
- Możesz mnie już puścić. - nadal stałem w jego skutecznej klatce, nie mogąc podnieść nawet przedramienia.
- Ale nie muszę. - wtulił swoją łepetynkę w moją szyję, gilgocząc ją włosami. Przykro mi Hiro, mam ochotę pobyć sam.
- Puść mnie, idę się przejść. - rozkazałem nie na żarty.
- Uważaj, bo będzie padać. - rzucił na dodanie otuchy.

Za to go uwielbiam. Żarty żartami, ale wie gdzie są granice.

Opuszczając bezpieczne ciepło wyszedłem na łono przeciwieństwa. O dziwo temperatura znacznie spadła, przez co podsunąłem zamek bluzy pod samą brodę i trochę schyliłem głowę, zagłębiając skórę w ciepłym, acz małym kołnierzyku. Całą muzykę zostawiłem w domu, gdyż teraz potrzebowałem dużego spokoju oraz naturalnej ciszy. Wiatr rozrzucał płatki kwitnących drzew na chodnik, którym właśnie szedłem. Jakby chciał ostrzec każdą istotę przed burzą, która niechybnie się zbliżała. Niewidoczne koty kurzu niemrawo prześlizgiwały się po nagrzanym betonie, skupiając się w większych grupkach. Moje spojrzenie powędrowało na prawą stronę, gdzie znajdowały się ogromne, stare dęby. Tyle wspomnień z lat dzieciństwa nasuwa się na oczy, kiedy to biegałem wokół roślin, bawiłem się z małą ilością dzieci, z którą zapoznał mnie oczywiście Yasuro.

To śmieszne...

Po co my w ogóle żyjemy? Jaki jest nasz cel? A może przez to, iż niektórzy skazani są na cierpienie, możemy oczyścić swoją duszę?  Wszystko potrzebuje odnowienia, odświeżenia... Może to czas, w którym mimo bólu, musimy nauczyć się szczęścia, zaznać miłości? Przetrwać najgorsze rzeczy z bliźnim, który daje siłę? 

Wszedłem na dobrze mi znaną, piaszczystą ścieżkę, na której niedawno zaczepił mnie aniołek. Małe kamyczki zaczęły odbijać się od białej gumy, tłumiąc odgłos stąpania. Skierowałem się do małego lasku, idąc między wierzbami. Mówią, że ten pas roślin został stworzony z cierpień naszych przodków, gdyż z 80% to same wierzby płaczące oraz brzozy, poprzeplatane między konarami. Coś w tym musi być, ponieważ zawsze czuję głęboki spokój i nostalgię, kiedy tylko postawię na tej ziemi choćby jeden krok.

Śmierć... To ulga czy może kara? Trzeba przyjąć ją na spokojnie, z otwartym sercem, chociaż jest ono wtedy bardziej niepewne niż kiedykolwiek wcześniej? To niezbadany teren, który przeraża ludzkość. Człowiek boi się tego, czego nie może dostrzec. Po co ona w ogóle jest... Pracujesz całe życie na coś, aby potem odejść? Wtopić się w odmęt piachu tworzonego przez setki lat? A może znaczenie jest takie, iż ślad po wartościowych duszach będzie wzorem dla pokoleń, które muszą odpokutować swoją winę?

Śmierć... Zagadka, na którą jest wiele względnych odpowiedzi. Przekona się o niej ten, kto na własnej skórze odczuje jej smak.

Śmierć... Niewyraźny krąg zacierający nasze człowieczeństwo, prowadzi do otchłani, z której nie da się uciec ani oszukać. 

Włożyłem ręce do kieszeni, patrząc na marmurową płytę z mądrymi słowami zapewniającymi ostatni spoczynek. Jedynie ciche ćwierkania ptaków oznajmiały, iż w tym miejscu toczy się jakieś życie, mimo licznych przeciwieństw ukazanym moim oczom. Pozwoliłem, aby wiatr rozsunął czarne kosmyki na jeden bok czoła.

Pamiętam jak mówił, że jest gotowy na wieczny spoczynek, nie boi się aury śmierci. Jednak uważam, że po prostu bał się wyjawić swojego lęku, ponieważ mógłby wtedy zwątpić w samego siebie. Byłem wtedy zbyt młody, aby na spokojnie porozmawiać o tej przerażającej rzeczy, lecz mimo wszystko... Nie zapomniałem o obietnicy, którą mu złożyłem. Przynajmniej tak pokażę, że nadal wierzę w jego istnienie, a on nie odszedł w zapomnienie, był ważny, nie odszedł, nie odszedł... Noszę kawałek jego duszy tuż przy swojej, opiekując się nią każdego dnia.

Kucnąłem przed nagrobkiem i bezwiednie wyciągnąłem dłoń. Smukłe palce subtelnie przejechały po zimnym kamieniu, tworząc ciche szurnięcie. Dawny spokój zapieczętował się na dobre, kiedy tylko poczułem twardą nawierzchnię pod opuszkami. Nadzieja, wniesiona w moje życie przez tę osobę również bardziej się zacieśniła. Różowy płatek z pobliskiej, pojedynczej wiśni zleciał na moje kostki, przyklejając się na stałe. Łagodny uśmiech zakwitł na moich ustach, a oczy wyraziły zrozumienie. Chyba nareszcie pojąłem, co chciałeś mi przekazać:

Śmierć to towarzyszka, która cały czas kroczy razem z nami udając, że jest niewidoczna, jednak dopiero w dniu sądu ujawnia się, aby zakończyć nasz żywot, a my żyjąc z tą świadomością możemy się przygotować lub nie, na honorowe odejście.

Kolejny raz raz czuję, że mogę zacząć nowy rozdział mojego życia.

Myśli przerwał mi bardzo głośny grzmot, dzielący na dwie połowy matowe niebo. Porywisty podmuch chłodnego wiatru zawirował moimi włosami w przeróżne strony, a trawa jakby w obawie przylgnęła do nóg. Wziąłem duży wdech widząc, jak biała, nasączona elektrycznością smuga leniwie schodzi z pięknego niegdyś oceanu niebios. 

Czyżbyś dał mi znak, że zrozumiałem?


5 komentarzy:

  1. Kolejny piękny rozdział. Tajemniczy i sprawiający,że potrzebuję chwili do namysłu i dogłębnego zrozumienia tekstu. Kocham skomplikowane teksty,pełne metafor i ukrytych znaczeń. Może dlatego tak wielbię Rukiego za tą zdolność sprawienia,że słuchając go i patrząc na niektóre teksty zwyczajnie płaczę ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~~ Tak... Ten rozdział był B-O-S-K-I, ja również wielbię {{ a właściwię to KOCHAM Rukiego z the GazettE }} za jego piękne i poruszające teksty, a z jego głosem rozchodzącym sie w moim uszach mogę na całe godziny zatopić się w muzyce, zawsze śpiewa z głebi serca i z tyloma emocjami ~ rozpływa się w słodkick snach ~ Ach... Ten no, tego... Etto ... A! GENIALNE i "czasem" strasznie kawaii opowiadanie. Aishiteru yo \(>.<)/ GAZEROCK IS NOT DEAD !!!
      ~~ NΔMELE$$ LIBERTY~~

      Usuń
  2. Fanka GazettE jak mniemam XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, ile to jeszcze potrwa, ale jeśli w końcuon nie powie Yasuro co do niego czuje, skoczę z mostu -.-'

    OdpowiedzUsuń
  4. To staje się żałosne, gdzie tu yaoi?! W ogóle wkroczyłaś na ścieżkę śmierci WHAT! !?? Jeśli chcesz żeby to było yaoi to niech tu w końcu będzie yaoi, na razie jest to przydługie nudne i irytujące opowiadanie które się ciągnie w nieskończoność~RR (tak dla poznania, będę się tak podpisywać)

    OdpowiedzUsuń