09.06.2012

Rozdział 83

Czemu tacy jesteście? Niszczycie wszystko dla pieniędzy? Czy nie widzicie, że to, o co się kłócicie nie jest wasze? Jest tylko problemem, który was zabija. Dlaczego nie zwrócicie uwagi na kogoś, kto przychodząc do domu, chowa się w kącie, oczekując końca waszego ujadania? Praca to jedno. Dom - to drugie. Każdemu znane, jednak jak widać dalekie. Ja powinienem was tego uczyć? Jestem wami zdegustowany. Brzydzę się wami. Nienawidzę was. I nie, nie mam zamiaru godzić się na to.



***



Kiedy wszedłem do mieszkania, pospiesznie ułożyłem aniołka na swoim łóżku. Byłem tym wydarzeniem tak przejęty, że nie zwracałem uwagi na piasek sypiący się z ciemnych podeszew. Ściągnąłem z Higoshiego jedynie bluzę, aby się nie zagrzał oraz przykryłem go cienką kołdrą. Mam nadzieję, że nic mu nie będzie. Pójdę zrobić coś do picia.

Nie wiem co się stało, ale nie pozwolę, aby poczuł się jeszcze gorzej. Zadbam o niego. Mam to, czego chciałem. Jest w moim domu, nawet leży na moim łóżeczku, ale chciałbym, aby się obudził, moja niemoc mnie powala. Nic nie mogę zrobić!
Westchnąłem, nasypując do bialutkiego kubka czerwonej herbaty, którą tak uwielbia. Heh, ciekawy kontrast.



***



Od pięciu minut koczowałem przy wyrku, oniemiały obserwując słodki wyraz jego śpiącej twarzy. Co rusz subtelnie odgarniałem orzechowe kosmyki z bladego, ale na szczęście chłodnego czoła. Jest taki cudowny nawet podczas snu, jak mi na nim zależy no...
Poczułem pod opuszkami niewielkie spięcia i drgania, dlatego uniosłem głowę, uśmiechając się szeroko. Zamiast chorej ekscytacji, którą sobie wyobrażałem, moja psychiczna strona ciała odczuwała odpowiedzialność za moją miłość. Jestem cholernie spokojny, dla niego mogę poświęcić wszystko, więc czego mam się bać? Zielone tęczówki powoli zauważały fragmenty otaczającego je świata.

- Witam w świecie żywych. - ponownie troskliwie pogładziłem jego kosmyki. Yasuro złapał się za głowę i podsunął się wyżej, na co i ja zmuszony musiałem się wyprostować - Jak się czujesz?
- O... Okej... - odrzekł bardzo cicho, wciąż dochodząc do tego, co się stało. Miał nieco smutny wzrok, a może raczej nieobecny?
- Zemdlałeś. - złapałem kubek za ucho i podałem go chłopakowi, który zaczął nabierać zdrowych kolorków - Wypij sobie czerwonej herbaty, poczujesz się jeszcze lepiej.
- Zemdlałem...? - nieco zamulony, czy bardziej osowiały, zamoczył wargi w letniej cieczy.
- Tak. Byłeś na meczu i zemdlałeś. Wzięli cię do pielęgniarki, która próbowała dodzwonić się do twoich rodziców, ale, że żadne z nich nie odbierało, a kobietka musiała wyjść, wziąłem cię do swojego domu. - wyprzedziłem jego pytania - Jest godzina 17:33. - mruknąłem, kiedy chciał odwrócić się w stronę zegarka.
- Aha... - dodał niegłośno, popijając napój - W takim razie dziękuję... - uśmiechnął się delikatnie, po czym ziewnął.
- Na pewno dobrze się czujesz?
- Tak, tylko jeszcze trochę mi słabo, ale przechodzi. I kto wygrał? - zapytał, od razu się ożywiając.
- Szczerze, to nie wiem. - zaśmiałem się, kręcąc czaszką. A ten już o jednym myśli, głupek - Ale podejrzewam, że wasi. Jutro się zapytamy.
- Dobra, dobra... Matko, jak ja kocham tę herbatkę! - skomentował, dojąc piciu do dna. Czy mi się wydaje, czy on unika rozmowy?
- Chodź. - podałem mu rękę, którą bez wahania złapał. Kocham to zaufanie w naszej przyjaźni.
- Gdzie?
- Do łazienki. - wyszczerzyłem się, nieznacznie ciągnąc go za dłoń do wyjścia. Dzisiaj nie dbam o szczegóły, wszystko mi wolno, martwiłem się!
- Po co? - zatrzymał nas, nie starając wywinąć się z uścisku.
- Umyję ci głowę...
- O nie, nie, nie. Sam to zrobię. I tak miałeś ze mną urwanie głowy.
- Zamknij się. - rzekłem łagodnym tonem, naciskając na klamkę.
- Ale...
- Ledwo stoisz na nogach, a mi ręce nie odpadną. - pokazałem mu, że ma usiąść bez dyskusji na dywaniku przed wanną.
- Ale..
- A w dodatku twoje włosy są prawie całe w błocie, więc bądź łaskaw i zamknij swoją kochaną buźkę. - przykucnąłem obok niego i położyłem łapkę na smukłym ramieniu - Daj sobie pomóc, Yasuro. - wypowiedziałem to zdanie tonem pełnym ciepła, z rozbrajającą miną.

Higoshi popatrzył chwilkę w moje oczy i dał sobie spokój, z westchnięciem opuszczając grzecznie mózgownicę, abym mógł zamoczyć lśniące włoski.
Chwyciłem słuchawkę od prysznica i odkręciłem wodę, od razu starając się wyregulować odpowiednią temperaturę, po czym podniosłem ciałko do połowy nachylając się nad zielonookim. W ułamku sekundy doleciał do mnie jego zapach, rozkładający na łopatki, aż miałem ochotę opaść, zamykając aniołka w swoich ramionach. Zawsze tak chciałem... Leciutko pociągnąłem za jego kosmyki, ponieważ musiałem je zamoczyć, a nie chciałem polać strumieniem wody po plecach. Po dokładnym oblaniu cieczą, wycisnąłem odrobinkę szamponu i zacząłem przyjemnie wcierać go w yasurowe włosy. Siedemnastolatek domknął powieki oraz uśmiechnął się delikatnie. Pewnie poczuł ulgę i tyle, nie liczę na coś więcej. Wystarczy, że mogę czuć pod torsem jego parujące ciepło, a nosem delektować się przyćmiewającym zmysły, narkotyzującym zapachem. To takie fajne móc opiekować się kimś, na kim ci zależy. Kimś, kto również w pewnym stopniu odwzajemnia twoje uczucie. Myjąc gęste pasma włosów drugą dawką płynu, spłukałem go, postanawiając  użyć również odżywki. Aniołek bez cienia protestu poddawał się moim zwinnym zabiegom, palcami trzymając się mocno krawędzi wanny. Z pewnym ociąganiem zmyłem śliską maź i zakręciłem kurek, po czym natychmiast gdzieniegdzie wycisnąłem z dłuższych pasm wodę. Rozczochrałem dłońmi zmoczoną fryzurę, a potem sięgnąłem po ręcznik, ponieważ musiałem chociaż trochę potrzeć jego włosy, by wyschły. Pociągnąłem nastolatka do góry i w momencie zetknięcia się wzroku, wygiąłem radośnie usta, zakrywając twarz Higoshiego puchowym materiałem.
Jego niemym protestem była dłoń, która słabo zacisnęła się na mojej koszuli. Jak słodko...

- Skończyłem. - powiedziałem, odkładając wilgotny ręcznik na metalową rurkę.
- Dzięki... - burknął, odwracając spojrzenie w przeciwnym kierunku.

Jak poprzednim razem, łapiąc jego dłoń, pociągnąłem seksowną osobę do swojego pokoju. Zmusiłem go do klapnięcia na obrotowym krześle, a sam wbiłem w niego lód, siadając na pościeli. Jak on wygląda... Ugh!

- A teraz powiesz mi co się stało. - skrzyżowałem ręce, domagając się w końcu wyjaśnień, które wżerały mój mózg.
- Taisho, nie sądzę, żeby to był dobry moment, to nic takiego...
- A kiedy będzie dobry moment? Jak zemdlejesz drugi raz?
- Nie, ale...
- Yasuro! - krzyknąłem głośno, aby się ogarnął, przez co zaskoczony aż podskoczył, prostując się natychmiast - Powiedz mi do cholery co się dzieje! Uważasz, że nie zrozumiem, czy co?
- Nie... - westchnął, zaciskając palce na spodniach - Po prostu nie chcę cię martwić swoimi problemami...
- Yasuro... Głupku no! Przecież znamy się tyle lat. Wiesz, że my siebie bardziej martwimy, kiedy ukrywamy prawdę... - popatrzyłem na niego z lekkim żalem. Za kogo on mnie uważa? A może się domyślił i boi się siedzieć w moim towarzystwie?!
- Wiem to! Ale... Ale kiedy widziałem, jak w końcu coś sprawia ci przyjemność, coś więcej, niż tylko gitara... No i otwierasz się na innych, pomagasz... Widziałem, że zachciało ci się bardziej żyć... - przerwał na chwilę, podpatrując moją minę, która była trochę dziwna, jakbym miał głośno westchnąć, tak ze współczuciem - Wiem, że od zawsze masz mnie, dlatego tak bardzo się ucieszyłem, kiedy sam wykazałeś szczerą inicjatywę. Aż nie chciałem tego psuć...
- Głupek! - podszedłem do niego i rozwaliłem jego włosy - Przecież wiesz, że nasza przyjaźń jest dla mnie najważniejsza i bez niej w ogóle nie chciałoby mi się funkcjonować.
- Tak, wiem, sorka. - zaśmiał się, drapiąc po głowie - Czyli bez sekretów.
- Tak, bez sekretów... - usiadłem po turecku u jego stóp, przygotowując się psychicznie na zapewne niezbyt wesołą nowinę.
- Ponad miesiąc temu, już nie pamiętam dokładnie, mój ojciec dostał awans na stanowisku, które miała otrzymać moja mama. Od razu, pierwszego dnia po tej decyzji, w domu rozpętała się wojna. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Ciągłe kłótnie, awantury o to, że tata nie jest lojalny... Heh, kiedy już nie mogłem wytrzymać, przychodziłem do ciebie. Że niby nie rozumiem matmy, pamiętasz? - pokiwałem łebkiem, nie mogąc uwierzyć, że już wtedy... Poczułem gulę w gardle - No... Codziennie jest coraz gorzej... Do tego sprawy w sądzie, bo mój wujek źle przypisał spadek i też o to jest wojna... - to wtedy! Gdy widziałem go w garniaku... Japierdole... Cały ten czas... - W domu... Wszystko kumuluje się na mnie, jeśli przypomną sobie, że żyję. Mama ciągle się o coś czepia, narzeka, że będę taki jak ojciec... Trzaska wszystkim, rzuca... Nawet ojciec całymi dniami często siedzi w pracy, aby nie wracać do domu, bo sam już nie może tego znieść... Planują wziąć rozwód. - tu zatrzymał się sekundkę i uśmiechnął - To dobre rozwiązanie. Jestem już zmęczony. Kocham ich oboje, ale nie jestem w stanie tego znieść. Codziennie rano muszę wcześnie wstawać, potem po lekcjach ciężkie treningi... Wracam do domu, to ciągłe kłótnie, uczyć się mogę jedynie nocami. Do tego prawie nic nie jem, bo nie mam ochoty... Mówię ci Taisho, myślałem, że dam radę. W sumie ostatnio jest lepiej, bo zapomnieli o tym, że mają dziecko. Przyzwyczaiłem się do tej sytuacji... Tak jak ty. Też sobie z tym poradzę. Będę taki jak ty.

Patrząc na niego, zachciało mi się płakać. On jest cholernie, potwornie! samotny... I ja tego nie zauważyłem... Gdzie powinienem być pierwszą osobą... Widać, że ma troszkę sine pod oczami... Widać to! A ja kurwa nie zauważyłem! I ten dzień, gdzie wydawało mi się, że jest przybity... Tyle razy prosił o pomoc... Ile to czasu minęło?! Ile musiał cierpieć? Wracać do domu, gdzie czuł się jak śmieć. Siedzieć w pustym pokoju, słuchać kłótni, wrzasków. Dlaczego nic... Jak mógł mi nie powiedzieć! Nie rozumiem tego. Ci ludzie go zniszczyli, wyssali z niego ten niesamowity blask, świetność... Spowodowali, że on, chodzący optymista z uśmiechem wyrzeka się rodziny, chcąc się uodpornić, wygląda jak setki kurna nieszczęść! Ale nie... On taki nie jest, jemu to się nie uda, nie będzie taki jak ja. On po prostu jest samotny... Tak, że aż mi serce pęka! Ile łez musiało polecieć? No i ile razy rzucał się w łóżku, aby wykrzyczeć niesprawiedliwość? Boże... Nie mogę na to patrzeć!

Wstałem z podłogi i objąłem go, mocno przyczepiając się do jego szyi. Mój Yasuro...

- Nie będziesz taki jak ja. Nie chciej być taki jak ja. Mogę zrobić wszystko, więc nie myśl tak. Nie pozwól, aby to cię zniszczyło. Jak mnie...
- Ale... Muszę...
- Nie... Nie musisz.
- Ale ty nic nie wiesz! Ja już nie mogę... Nie daję rady...
- Wiem... Że czujesz się samotny. - prostując kręgosłup, zajrzałem w trawiaste szklaczki.
- Ja już tam nie dam rady...
- Dasz... - westchnąłem. Nie mogę znieść tego widoku! Błagam, nie mogę! - Przytul mnie... i pomyśl, że dasz.

Po chwili opanowanego szoku, odczułem na koszulce, jak nagrzane, duże dłonie bez pośpiechu, z nutką anielskiej finezji, objęły mnie w pasie, a Higoshi wtulił nos w mój bark. Poczułem się jakiś taki mały... Jakbym mógł pozwolić mu na wszystko. Dostałem odrobinkę jego dotyku... To takie przyjemne... Tak bardzo odbiera mi siły... Mam ochotę westchnąć i odchylić głowę, błagać o więcej! Ale niestety - jestem tylko przyjacielem.

- W takim razie... Muszę. Chyba pójdę... Może się martwią... czy coś... - uchylił powieki, kierując całą uwagę na okno - Postaram się nie poddać.
- Nie musisz iść... Pamiętaj, że zawsze możesz zamieszkać na jakiś czas u mnie. - najlepiej na zawsze - Bo to twoje życie... To nie życie Yasu. Marnujesz się.
- Taa. Wiem... Dziękuję.

Szepnął miękką barwą głosu, która na zawsze wyryła jasną odpowiedź na moim sercu 'kocham cię'.
A potem wyszedł, posyłając mi niemrawy, ale dawny uśmiech, za który mógłbym sobie nawet żyły podciąć.



***



Siedemnastolatek wrócił do mieszkania i nasłuchując, z ciężkim sapnięciem natychmiast pobiegł do pokoju. Bez chwili namysłu wyciągnął olbrzymią torbę i rozzłoszczony zaczął wciskać do niej potrzebne rzeczy. Nie ma już żadnej wątpliwości. Przerażony, zdezorientowany, jak i zdeterminowany, po kilku minutach zszedł na dół.

- Powiedziałam, nie odzywaj się do mnie! - szatynka wyleciała z kuchni, idąc wściekła do sypialni. Jak kumulująca się burza.
- Mamo. - orzechowowłosy zatrzymał się przed nią, spinając każdy mięsień. To próba. Próba, która potwierdzi jego słuszną decyzję. Aby zacząć nowe życie. By iść dalej, dorastając przedwcześnie. Rzekł pewnym głosem - Wyprowadzam się na jakiś czas, nie szukajcie mnie. Mam telefon. Ale na razie go nie odbiorę.
- Pa. - mruknęła kobieta, bez wyrazu, ozięble wymijając go w przejściu. Spotęgowała uczucie pustki, tym samym wywołując na twarzy chłopaka uśmiech.
- Ta... Pa, mamo.

Higoshi ruszył do lasku, gdyż myśli zbyt mocno skłębiły się wokół siebie, powodując straszny mętlik. Usiadł przy torach, gdzie z boku wyrastały wyższe źdźbła trawy. Pociągi jeździły tędy kilkadziesiąt lat temu, tak więc westchnąwszy, położył się na zimnych szczeblach, pozwalając, by wiatr zmierzwił jego świeżą, pachnącą czuprynę.

Nie ma wątpliwości. Nie ma już nic, co mógłby stracić.

Wyciągnął telefon, po czym zamykając oczy, wybrał jeden, najdroższy mu teraz, od zawsze numer. Kąciki ust wygięły się przyjaźnie, czując wyraźną ulgę.

-Hej, mogę do ciebie przyjść? - szelest liści rozbudził jego pustkę - No zaraz...

6 komentarzy:

  1. ;O
    ;O
    ;O
    Ty chyba sobie kpisz?! Łłłło matko ;D
    Siedzę przed laptopkiem i nie dowierzam...
    Czyli że co? Tak razem sobie będą mieszkać? o.O
    'Pa'. Co za brutalność i obojętność -.-

    OdpowiedzUsuń
  2. haha dokladnie matka jest zajebista :D CZESC maMO IdE SKIOCZYC Pod TRaMWAj - OkI TyLKo WrOC PRZeD OSMa ! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha ale aniołek bedzie musiał mu spłacać ciałem za mieszkanie muhahaha : D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszyłaś dogłebnie i długotrwale moją chorą wyobrażnię !
      ~(=>.<=)~ Arigatou :-) Zboczeńcy łączmy się! Ciemna strona mocy czeka, MUHAHA!!!
      ~~NΔMELE$$ LIBERTY~~

      Usuń
  4. Smutna sytuacja z jego rodzicami~Rr

    OdpowiedzUsuń