09.06.2012

Rozdział 80

Chłodnym porankiem postanowiłem przyjść do szkoły jeszcze przed lekcjami, aby przedstawić dyrektorowi wraz z pozostałymi ludźmi plan koncertu. Wieczorem Ukyo nalegał na to, by mógł zostać moją prawą ręką, dlatego od dobrych pięciu minut sterczałem przed bramą, czekając na niego. Normalnie nie wyjaśnię tego jak poprawił mi humor. Po prostu... Nie mogę, nie chcę być sam, a do tego wciąż martwię się o Yasuro. Ale wystarczy, że zobaczę jego uśmiechniętą minę i wszystko ucieknie. Ehh...

- Joł! - chłopak energicznie klepnął moje ramię i uwiesił się na nim.
- Spóźniłeś się. - mruknąłem, po czym spojrzałem na niego obojętnym wzrokiem.
- Chwiiilkęę...
- A jakby od tej chwili zależał koncert, haa? Zostałbyś zlinczowany przez tłum. - roześmiałem się.
- No Taisho noo...! - schylił się prawie do samej ziemi, a jego oczka błagały o przebaczenie. Jaki on słodki noo!
- Dzień dobry wszystkim. - usłyszeliśmy za plecami głos Hanariego, dlatego zszokowani od razu odwróciliśmy głowy.

Ukyś badawczo oglądał szatynkę, która stała u boku osiemnastolatka, trzymając w uścisku splecione palce obojga. Matko... Katsu z włosami podpiętymi srebrną klamrą oraz w obcisłej koszulce, ze swoją dziewczyną o dwie głowy niższą... Zaraz, zaraz, od kiedy on ma dziewczynę? On?! Szkolny bożyszcz, niedostępne bóstwo... Chcę do Yasu...

- Jak opowiadałem, to narwany Ukyo. - dokończył, wskazując przyjaźnie na czarnookiego.
- Hej. - przywitała się uprzejmie - A ty to pewnie Taisho?
- Tak, miło mi...
- Ayako.
- Ayako. - wyszczerzyłem się, dochodząc do wniosku, że dobrze ze sobą wyglądają, tak spokojnie.
- To moja dziewczyna. W sumie długo się już znamy, ale teraz dopiero tak jakoś... - uśmiech białowłosego jak i jego mowa ogromnie mnie zaskakiwały, a on sam jakby wymownie spojrzał na Ukysia.
- To fajnie! Gratuluję, pilnuj go. - pozytywnie nastawiony, zaśmiał się.
- Przepraszam was, ale muszę lecieć, do zobaczenia.
- Na razie. - dziewczyna pocałowała szarookiego i pomachała nam na pożegnanie, kierując kroki w stronę centrum.
- Sorki Katsu, lecimy, bo zebranie nam ucieknie. Potem wszystko oczywiście nam opowiesz.

Trzecioklasista kiwnął pogodnie głową, natomiast ja pociągnąłem gitarzystę, wchodząc po chwili do budynku. Jeju. Katsu się całował, aż tak dziwnie, nie dociera to do mnie.

- Ładna ta Ayako, co nie? - milczenie przerwał Igichi, wpychając dłonie do kieszeni obcisłych spodni.
- Naprawdę, nie wiem skąd ją wziął. Wydawało mi się, że raczej nie chce nikogo mieć, a tu takie zaskoczenie. Choć nie, sorry! Najbardziej zaskoczyło mnie to jak gadał, tak normalnie!
- No! - przytaknął łebkiem - I do tego się uśmiechał, normalnie coś niespotykanego.
- Dokładnie. - pokazałem palcem jakiś szlaczek - Ktoś nam podmienił Katsu!
- To pewnie...

Mina Ukyo od razu zrzedła, siejąc na twarzy ślepe przerażenie, a może furię? Niemniej jednak jest to tak czy siak zabójcza, wybuchowa mieszanka.
Zatrzymał się i zacisnął dłonie w pięści oraz zagryzł dotkliwie wargi, jednak nie uleciała z nich ani jedna kropelka krwi. Zerknąłem na niego zmartwiony.

- Ukyo...?

Jak wystrzelony z procy zaczął biec najszybciej jak potrafił do grupki dziewczyn, które oblegały wysportowanego chłopaka o ognistych, rudych włosach. Uniósł wysoko ramię, szykując się na powalające, nienawistne uderzenie.

- Ryunosukeee!!! - wydarł się tak mocno, że aż zabrzmiało to gardłowo, przez co przeszły mnie ciarki.

Działo się jak w zwolnionym tempie. Owy ktoś zdążył jedynie zwrócić się ku siedemnastolatkowi,  który dosłownie wyskoczył jak drapieżny tygrys i zatopił pięść w policzku wroga. Wszystkie uczennice zapiszczały przerażone widząc, jak wysoki rozmówca upadł kilka metrów dalej, a drobny chłopaczek doskoczył do niego. Złapały się za głowy i zaczęły głośniej krzyczeć, aby przestał bez opamiętania zadawać bolesne ciosy w twarz oszołomionego rudzielca.

- Zabije go, zajebie...! - wysyczał przez zęby.
- Ukyo...! - złapałem od tyłu za jego brzuch, ciągnąc go do siebie, lecz nagle to małe ciałko zyskało moc tytana, wyrywając się i atakując swoją ofiarę - Stój... no...!

Chcąc nie chcąc całą siłą pchnąłem go na bok i usiadłem na jego biodrach, unieruchamiając ręce na tyle, ile potrafiłem, a stało się to potwornie trudne.
Pojebało go?! Chce wylecieć ze szkoły?! Nie poznaję go, ostatnio jest nieprzewidywalny, a ta zawiść...

- Puść... mnie...! Kuurwa, nie wybaczę mu! - szarpał się w szale, aż zrobiło mi się gorąco, zgrzałem się cholera!
- Ogarnij się! - otwartą dłonią przyłożyłem mu w policzek, aż odwrócił głowę.

Kobietki przykucnęły przy chłopaku, który ledwo kontaktował, a krew ciurkiem leciała mu z nosa. Oczy siedemnastolatka jakby otrzeźwiały, bo spojrzały się spanikowane na bok, gdzie leżał jego przeciwnik. Blade lico zaczęło robić się nienaturalnie krwiste. Przyspieszony oddech bruneta był słyszalny w tempie, jakim pulsowały moje piekące palce. Przesadziłem?
Gdy już chciałem coś powiedzieć, uspokoić go jakoś, z jego kącików poleciały wielkie łzy, na co od razu przeszły mnie ogromne ciarki.

Co się dzieje, co jest grane?! Nie ogarniam! Ale wiem, że on jest niewinny, bo nie zrobił tego z powierzchownej złości. Boże, Ukyo...
Blade usta zaczęły drżeć, tak samo jak tęczówki szukające punktu zaczepienia gdzieś na moim ubraniu. Potok słonej cieczy zwiększył swój nurt, a cera nastolatka, nie licząc pojedynczego policzka, stała się kredowa.

- Nie chcę... Nie on... - położył dłonie na uszach i zaciskając powieki, rozpoczął machanie głową, jakby coś go opętało - Tylko nie on... Błagam! - szepnął cicho, łamiącą się barwą głosu.

Rozejrzałem się, dziewczyny zajęte, nie ma nauczyciela. Eizo! Sala 24, trzeba go uspokoić! 
Nie zastanawiając się długo, wziąłem roztrzęsionego chłopaka na ręce, a on wczepił się we mnie zagubiony, płacząc w klatkę piersiową. Kurwa, ktoś mu kogoś zabił, czy jak?!
Prawie wbiegłem do pomieszczenia, w którym panowały pustki.

Shiiiiiiiit! Wszystko działa przeciwko mnie. Zdezorientowany podszedłem do sceny, pod którą przysiadłem, opierając o nią łopatki. Chciałem porozmawiać z licealistą, ale ten kurczowo się trzymał, nie chcąc dopuścić do rozłąki, był kompletnie zagubiony.

- Spokojnie...

Nie wiedząc co jeszcze mogę uczynić, objąłem go szczelnie, głaszcząc uspokajająco po plecach i włosach. Biedak załkał donośniej, wpadając w większe spazmy płaczu.

Co się tak właściwie do cholery stało?



***



~ Kilka lat wcześniej, gimnazjum. ~


Grupka chłopców zebrała się jak co tydzień na łączniku, rozpoczynając licytację nowego zakładu. Najwyższy z nich, przystojny rudzielec pokazał dwa palce, uśmiechając się cwaniacko.

- Dajecie mi po dwie stówki każdy, jeśli udowodnię, że nasza Laleczka jest pedałem, stoi?
- Dobre! Z chęcią popatrzę jak go upokorzysz!
- Hahaha, ja też, to będzie świetne!
- I ciekawe komu co stanie, hahaha.
- Tak więc zakład, stoi.

Sześć dłoni przybiło sobie piątki, a rechot szkolnych durni rozbiegł się po korytarzu, strasząc swoje ofiary.



***



Długowłosy czternastolatek jak zawsze samotnie przemierzał drogę do klasy od chemii, na zajęcia dodatkowe, które tak bardzo lubił. Westchnął zrezygnowany, kiedy wyciągał wczepioną we włosy gumę do żucia, straszliwie się klejącą. Niespodziewanie czarne oczy zetknęły się z wyższą postacią.

- Pomóc ci? - zbawicielski ton wyciągnął pomocną dłoń - Pomogę...
- Ymm... - Igichi nie mówiąc niczego więcej, doczekał się uwolnienia od głupiego, żałosnego żartu - Dzięki...

Rzekł obojętnie i wyminął nowego przybysza, chcąc jak najszybciej zapomnieć, zniknąć w swoim świecie. Rudzielec dobiegł do gimnazjalisty, poprawiając swój plecak.

- Też idę na chemię.
- Fajnie.
- Mogę iść z tobą? Nie mam na niej nikogo, nie jestem z niej dobry...
- Jak chcesz.
- Coś nie tak? - burknął wyższy, gdy nie mógł nawiązać rozmowy.
- Idziesz z pedałem.
- Idę z normalnym chłopakiem, którego chcę poznać. - odrzekł poważnie, spoglądając przed siebie.
- Nie boisz się o swoją reputację? - niedowierzające tęczówki radośnie zaiskrzyły.
- Nie dbam o to. Jestem Ryunosuke. - błękitnooki podał chłopaczkowi ciepłą dłoń.
- Ukyo... - niemrawy uścisk rozpoczął... przyjaźń?
- W takim razie może opowiesz mi co lubisz? Chemię?
- Ano...

Brunet luknął speszony na ziemię, ponieważ nie był przygotowany na rozmowę. Pośmiewisko szkoły, śmieć, to wszystko jedynie wina wyglądu, nikt nie chciał go poznać. Nikt.

Tylko ta jedna, jedyna osoba...



***



Jakiś blondyn kopnął pustą puszkę, prychając lekceważąco na kolegę.

- Minął miesiąc, a ty dalej go nie zaliczyłeś.
- Spokojnie, to nie takie łatwe, dzisiaj mi się uda. - czternastolatek wypuścił z ust szarą chmurę dymu tytoniowego. 
- Jak tego nie zrobisz, nie zapłacimy ci dwóch stów.
- Spoko, spoko, damy radę.

Dogasił papierosa i pewnym krokiem skierował się do domu Ukyo. Przed samym wejściem uśmiechnął się szeroko, czując się panem i władcą. Jak bóg seksu, któremu nikt się nie oprze. Przeczesał swoje postrzępione kosmyki i wsadził do buzi gumę, szybko ją rozmiękczając. Rozsunął kołnierz swojej koszuli, a po krótkim zastanowieniu odpiął jej dwa guziki, pozostawiając ekstrawagancko odchylony materiał, który odsłaniał nagi tors, odznaczający się jasną karnacją.

- Heja Ukyo! - bożyszcz przywitał się machnięciem ręki.
- Hej, wejdź. - czternastolatek przepuścił swojego przyjaciela, pożerając ostatnią część słodkiego batonika - Co ci się stało, idziesz na randkę czy co?
- Nie, dlaczego? - spojrzał wielce zdziwiony na bruneta, który skierował ich do salonu.
- Wiesz, taka dzielnica, a ty rzucasz się w oczy...
- Taak? - rudowłosy stanął bardzo blisko Igichiego, dotykając biodrami jego pas i zmrużył powieki, posyłając powalające spojrzenie.
- Nom. - chłopak nic sobie nie robiąc z zachowania kolegi, podszedł do stolika, aby sprzątnąć stos książek i karteluszków.

W czasie podnoszenia tomików, okładki wyślizgnęły się z jego palców, przez co podręczniki upadły na ziemię, a on schylił się z westchnięciem. Niebieskooki pospiesznie przykucnął na podłodze, niby przypadkowo dotykając dłoni czarnowłosego. Widząc jego zaskoczenie i rumieniec na twarzy, żując widocznie gumę zbliżył się do niego i pchnął go w tył, aby jego plecy oparły się o sofę. Dźwięk jakiegoś koncertu lecącego w telewizji przyprawił jednego z nich o szybsze bicie serca. Drobniejszy nastolatek otworzył szeroko oczy, będąc nieco zaniepokojony zachowaniem przyjaciela. Odsunął się na tyle, ile mógł.

- Ryunosuke...?

Drżący, przesłodki ton został stłumiony przez letnie usta, które delikatnie zaczęły pieścić wargi oblężonego. Czternastolatek wsunął rękę pod koszulkę Ukyo, błądząc opuszkami po jego torsie, zaś druga łapka spoczęła na różanym policzku, którego właściciel oddał wymuszony pocałunek.

- Ahn...! Ryun... no... Czekajn...! - westchnął cicho, gdy rudzielec zręcznie zacisnął palce na jego kroczu i zaczął je masować.

Niewielkie policzki pokryły się większym szkarłatem, a Igichi pozwolił sobie na odgłos, tym razem podobny do jęknięcia, które rozniosło się wraz z perkusją po pomieszczeniu.

- Ryunosuke, stój! Przestań... Nie... - brunet zacisnął dłonie na barkach rówieśnika i popatrzył na niego. Uśmiechał się.
- Mój Ukyo... - szepnął, z miłością gładząc twarz czarnookiego, a na jego wargach wciąż powiększał się uśmiech - Weź moją gumę...
- Eh...? - niższy zerknął zdezorientowany na dół, nie wiedząc, co się dzieje.
- Nie bój się, nie zrobię tobie krzywdy... Kocham cię... - wypowiedział te wyrazy prosto do ucha młodzieńca, który aż wstrzymał oddech. Tu go miał, ta wypowiedź przesądziła wszystko, poddał się całkowicie. W końcu miłość wszystko leczy.
- O-okey... - czarnowłosy postanowił zaufać, toteż niepewnie sięgnął językiem do otwartej buzi Ryunosuke i wysunął z niej wolno mięciutką kuleczkę.
- Mój Ukyo...

Słodkie kłamstwa kogoś o duszy demona przyćmiły czujność skrzywdzonej duszy, która dopiero odżyła...

Czternastolatek położył się na ciemnookim, zaczynając go namiętnie całować.



***



Ukyo - zaufał... Zaufał po raz pierwszy komuś, kto dał mu malutkie niebo. Wyciągnął go z błota, do którego był pchany przez wszystkich. Dał mu szczęście i rozpacz. Miłość zdradziła go dla zwykłego zakładu. Przez trzy miesiące szeptała złudne słówka, kusząc swoim wdziękiem. Udało się. Skusiła go, wykorzystała, rozkochała i upokorzyła przed całą szkołą. Życie się skończyło, dla niego. Ponieważ nie mając nic, zabrano mu wszystko, został znienawidzony, rzucony na pożarcie całkiem sam, samotny. Wybrał szczęście, zaufał i dostał za swoje, bo był naiwny, nie znał świata. A teraz?

Teraz siedzi w pokoju płacząc razem z kocem, który musi znosić jego towarzystwo. Stracił swoją dumę, szacunek do własnego ciała, brzydzi się sobą, zgnił.

Tak go załatwiła jego miłość - Ryunosuke.


4 komentarze:

  1. Ojacieee, jakie smutne :( , co za podłość
    Ale rozdział bardzo emocjonujący ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. OO tak jakas akcja chociaz to było okrutne, ale jako fanka yaoi podobało mi sie haha:D

    OdpowiedzUsuń
  3. B-O-S-K-I rozdzialik, nic dodać, nic ująć, naprawdę lubię Ukyo (;_;)
    ~~NΔMELE$$ LIBERTY~~

    OdpowiedzUsuń
  4. Ukyś taki biedny... T^T
    Wiedziałam że on może być gejem! Jak on się opatrzył na Tai'a :P
    Idę czytać daaalej :D
    POZDRAWIAM :* (^.^)/

    OdpowiedzUsuń