26.06.2014

Rozdział 6

이승환 - 내게만 일어나는 일




。 花 。 花 。 花 。


- Skąd go wziąłeś?
- Nieważne.
- Jest jak moi, a jednak zupełnie inny.

Jestem jak ktoś? A może ktoś jest taki jak ja? Też zabił swoją siostrę? Też był idiotą i chcąc się zemścić na rodzicach, pojechał do kolegi i zamiast uciekać, pomógł swojemu oprawcy? Jestem debilem, nie potrafię zrozumieć dlaczego mu pomogłem, równie dobrze mogli go wtedy zastrzelić... Pewnie mnie też, ale miałbym spokój, a tak? Stoję i strzelam do tych pierdolonych tarcz jakby były cudem świata. Nienawidzę go. 

- Dobra, już. Siadaj na ziemi. - brunet machnął ręką, wskazując miejsce obok nich przy stole, rzecz jasna na niższym poziomie. 

Dotarły do mnie myśli związane z tym tatuażem, więc przebywając na tej podłodze zacząłem się wewnętrznie wściekać. Piją sobie jakiś alkohol, siedzą jak gdyby nic się nie stało, a ja jestem jak pies, który ma warować. Do tego naprawdę zaczynam sądzić, że posiadając broń staję się nareszcie kimś ważniejszym. To takie żałosne...

- Kiedy chcesz go brać na misje? - Nagase uniósł brew, przyglądając się mojej twarzy.
- Na razie nie, jest za słaby. - na to zdanie przewróciło mi się w żołądku.

Za słaby? To ile jeszcze czeka mnie treningów? Już teraz ledwo daję radę, bo każdego dnia dokłada mi katuszy, a będzie ich więcej... Przymknąłem odrobinę powieki, żeby nie było widać mojego wściekłego spojrzenia. 

- Jesteś pewny, że będzie się nadawał? Ja bym mu przydzielił inne zadanie.
- Te o którym myślę? - Ryunosuke-sama spojrzał na swojego gościa, po czym pokiwał przecząco głową - Żeby miał tak dobrze? Nie ma mowy, ma harować aż zrozumie do czego służy. 
- Jak wolisz. Obyś się na tym nie przejechał. Muszę iść.
- Jasne.

Nie chciałem odnosić wrażenia, że to przyjaciele, ale szef zachowywał się trochę inaczej w jego obecności, a i aura zdawała się być przerzedzona. Może po prostu specjalne względy? A ten cały Kazuma prezentował się jako ktoś o łagodniejszym usposobieniu, chociaż znając ich, może okazać się jeszcze gorszy. Hahaha, o ile w ogóle da się przebić Ryunosuke-sama. On jest ekspertem w upadlaniu ludzi, zupełnie jakby podciął mi prawie niewyrośnięte skrzydła. 

- Wstawaj, a nie siedzisz. - warknął i pchnął mnie nogą, na co od razu się podniosłem, poprawiając ubranie - Do siebie.
- Tak jest, Ryunosuke-sama. - odpowiedziałem i pokłoniłem, natychmiast zmierzając do wyjścia.

Co dzisiaj mi szykuje? I dlaczego ten mężczyzna się uśmiechnął, słysząc 'Ryunosuke-sama'? Oni wszyscy są chorzy. Nigdy nie pomyślałbym, że znajdę się w takim środowisku. Hahaha, kiedyś w ogóle nie myślałem, ale to już inna sprawa. Jestem cholernie zmęczony, mam dość.

Idąc do swojego pokoju, uchyliłem powieki, gdy na mojej drodze pojawiła się dwójka chłopaków, podobnych do siebie jak dwie krople wody. Skąd się tu wzięli? Nie spuszczając z nich wzroku, przeszedłem tuż obok zauważając, jak przyklejają się do ściany uśmiechając się podejrzanie. Usłyszałem cichy świst, ukłucie w ramię, po czym oczy zaszły mi mgłą, a ja straciłem przytomność. 


。 花 。 花 。 花 。


Zaczynając odczuwać potężny ból głowy, przebudziłem się, niespiesznie otwierając przemęczone oczy. Myślałem, że oślepi mnie coś jasnego, jednak kiedy obraz się wyostrzył, dostrzegłem niewielką poświatę na wschód od siebie. Odwróciłem głowę, przez co gwałtownie zerwałem się do siadu i sięgnąłem do nogawki, wzdłuż której znajdował się podręczny sztylecik. 

- Dobra, dobra, spokojnie! - jeden z bliźniaków podniósł dłoń w poddańczym geście - Wiem, że strzałka w plecy nie była przyjemna, ale gdyby nie ona, to byś się rzucał, a Nagase chce z tobą jedynie porozmawiać w cztery oczy. 
- Odłóż ten sztylet, bo zrobisz sobie krzywdę. - drugi, wydający się spokojniejszym, zerknął na mnie bez większych emocji.

W odpowiedzi zacisnąłem mocniej palce na rękojeści, przyglądając się raz jednemu, raz drugiemu. Nie dość, że bardzo podobni, to do tego ta sama fryzura, ubranie. To chyba specjalnie, tak? Żeby trudno ich było rozpoznać... Z pewnością, przecież tutaj nic nie może być przypadkiem. Gdzie ja jestem? Trafiłem z jednego piekła do drugiego?

- No odłóż to boże... - jeden przewrócił oczyma, podnosząc się z miejsca - I nie szamocz się, bo się wywalisz, trochę za mocną dawkę zastosowałem... Sorry? - zaśmiał się, na co bardziej zmarszczyłem czoło - Jak jakieś dzikie zwierzę, zachowuj się no!
- Zamknij się, bo uszy mnie bolą. - warknąłem, na co ten drugi uśmiechnął się pod nosem, wracając do pisania czegoś na kartce papieru.
- Przecież mówię normalnie.
- Gdzie jestem?
- Nagase pewnie ci powie, ja nie będę nic gadał, bo uznacie, że kręcę, nikt mi nigdy nie wierzy. - zamrugałem zaskoczony, kiedy zrobił smutną minkę.
- Jaja sobie ze mnie robisz? - uniosłem jedną brew, nie bardzo będąc w stanie ogarnąć całą sytuację.
- Ja? Jestem bardzo grzeczny, a teraz oddaj to... - powiedział, podchodząc do mnie.

Niekontrolowanie zamachnąłem się, przecinając mu płytko jedynie skórę na palcu, na co syknął cicho i wcisnął opuszek do ust.

- Osz cholero jedna, wyluzuj... - mruknął obrażony, a kilka sekund później odwróciliśmy się w stronę drzwi. 

Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna, którego widziałem już u Ryunosuke-sama i popatrzył na nas uważnie.

- Co wy robicie?
- On zachowuje się jak jakiś dzikus. - blondyn wskazał na mnie palcem, ciskając przy tym piorunami.
- Pewnie go wystraszyłeś. 
- A co on mały jest?
- Dosyć. - brunet przewrócił oczami i zaczął iść w moją stronę, na co cały się spiąłem. Nie wiedziałem jakie ma zamiary, a jego twarz była zbyt podejrzliwie spokojna - Daj mi to, proszę.

Zamrugałem zaskoczony, kiedy do moich uszu dotarło 'proszę'. To taki sposób, tak? Żeby mnie podejść i się przy tym nie spocić. A może to jakiś test? Ryunosuke-sama dobrze go sobie wymyślił. Ściągnąłem brwi po czym zamachnąłem się, jednak mężczyzna robiąc unik, złapał mnie za rękę i wykręcił nią pod takim kątem, że narzędzie wyleciało z dłoni, odbijając się od posadzki. Skrzywiłem się, czując jak intensywniej kręci mi się w głowie, po czym odetchnąłem, zamykając powieki. Oni są jak jakieś maszyny, nie mam z nimi szans...

- Chodź, porozmawiamy... - jego delikatny głos sprawił, że nie miałem ochoty się opierać.

Nie było chyba nawet po co, w końcu ma do pomocy wszystkich wokół, a ja jestem nic nieznaczącym człowiekiem, którego kolejny raz ktoś sobie porwał i jestem zdany na łaskę gospodarza.
Kazuma wciąż trzymał za mój nadgarstek, dlatego grzecznie szedłem z nim wzdłuż korytarza, zrobionego coś na wzór dojo. Dziwne... Gdzie jestem? Wszędzie są jakieś akcenty wiśni, czy to na ścianie, czy sam zapach... 

Zdziwiło mnie, że nikogo nie było na drodze, po której szliśmy, że emanował od tego miejsca spokój, jakaś nuta harmonii, której w Kuroi Karasu nie spotkałem ani razu. Ciekawe co zamierza... Lepiej będzie jeśli go posłucham, mam przeczucie, że dowiem się czegoś ciekawego.
Po paru minutach otworzył mi drzwi, wpuszczając do przestronnego, jasnego pokoju, na końcu którego znajdowało się olbrzymie okno z widokiem na ogród wypełniony drzewami wiśni, które w porze kwitnięcia z pewnością wyglądały tutaj cudownie... Jakoś momentalnie uleciał ze mnie cały stres, a ja poddałem się chwili relaksu. Nie jestem przecież zawodowym członkiem mafii, żeby trzymać cały czas gardę...

- Napijesz się herbaty? - spytał, kiedy zasiedliśmy do małego stołu, po przeciwnych stronach. 

Moje milczenie było odpowiedzią, że nie ufam mu na tyle, żeby coś pić, chociaż przyznam, że strasznie sucho miałem w gardle. Pokręciłem się kilka sekund, by wygodniej usiąść na łydkach, po czym dłonie ułożyłem na kolanach. 

- Długo cię bił? - jego pytanie wytrąciło mnie ze spokoju, ponieważ nie wiedziałem skąd to wie - Ale już tego nie robi?
- Skąd wiesz...? - spytałem dosyć niepewnie i cicho mając wrażenie, że wokół są kamery nagrywające moje słowa.
- Nie masz makijażu. - wskazał ręką na twarz, przekręcając swoją głowę na bok - Wybacz, musieliśmy ci zmyć, bo miałeś strasznie gorące czoło. - złapał za dzbanek z herbatą, której ciepło zapewniał podgrzewacz znajdujący się pod dnem - Na pewno nie chcesz? - spojrzał na mnie pytająco, jednak po chwili nalał w drugi kubek trochę naparu, stawiając go tuż przede mną - Nie wiem czy uwierzysz, ale nie mam tu podsłuchów. Chcę po prostu porozmawiać.
- O? - spytałem niższym głosem, wciąż nie mając pewności co do jego intencji. Ale od samego początku miałem wrażenie, że nie jest taki jak Ryunosuke-sama... Mogę zaufać obcemu człowiekowi...?
- O tobie. Jestem ciekaw, dlaczego cię wziął i jeszcze nie zabił. - przeszły mnie dreszcze, gdy wypowiedział te słowa - Ale jeśli nie chcesz, możemy porozmawiać o czymś innym, możesz odpocząć, póki nie jesteś w Kuroi. 
- Odpocząć? Tu? Czyli gdzie...?
- W mojej mafii, Hanami. 
- Hanami... - to by wyjaśniało te wiśniowe akcenty... - Dlaczego mnie porwałeś?
- A nie chcesz chwilę odpocząć? Po twojej twarzy nie widać zadowolenia, ani tym bardziej wypoczęcia. 
- Nie muszę odpoczywać.
- Kogo ty chcesz oszukać? - zaśmiał się cicho, odkładając naczynie na stół - Widzę, że chce ci się pić, a tego nie robisz... Co on musiał ci zrobić? Na pewno nie jesteś taki...
- Możliwe. - mruknąłem spuszczając wzrok na swoje nogi, bo faktycznie miał rację...
- Za jakiś dzień albo dwa trafisz tam z powrotem, ale nie bój się, nic ci nie zrobi, już o to zadbam. 
- Muszę teraz, więc możesz mnie wypuścić? - podniosłem niepewnie wzrok, mając w głowie wizję wściekłości Ryunosuke-sama, że nie ma mnie obok...
- Mogę. - otworzyłem szerzej oczy nie rozumiejąc jego zachowania - Jeśli chcesz, to mogę. Nie chcę trzymać cię tu na siłę, ale myślałem, że masz ochotę normalnie porozmawiać. Powiedzieć co masz na myśli, a nie wypowiadać sztywne formułki, w których jak zrobisz błąd, dostajesz po twarzy.

Zacisnąłem wargi oraz palce w pięści, słysząc tylko i wyłącznie czystą, cholernie bolesną prawdę. Trzy? Cztery? Miesiące nauczyły mnie okłamywania siebie, aby żyć. Posłuszeństwa, aby nie cierpieć. Walki, aby nie myśleć. 

- Skąd wiesz...?
- Znam już nieco Ryu. Współczuję, że do niego trafiłeś. Jeśli będziesz chciał, możesz należeć do mojej mafii. - natychmiast pokręciłem głową i zamknąłem powieki wiedząc, że Ryunosuke-sama prędzej by mnie zabił, niż pozwolił sobie na zdradę - To jest twoja decyzja, ale mógłbyś tu być, pozwalam. 
- Niee. - o czym ja w ogóle rozmawiam? Tak łatwo i szybko mu ufam? Ja... Chcę po prostu chwili zapomnienia, bezstresowego dnia, zrozumienia...
- Napij się, może trochę cię uspokoi.

Wbiłem wzrok w biało-różowy kubek, po czym zlustrowałem twarz bruneta, niepewnie podnosząc dłoń. Poczułem, że pragnę normalnego życia, że jednak jest za wcześnie, aby ta cała mafijna rzeczywistość przeżarła mnie do końca. Przecież on tak szybko wyrwał mi tę broń i uspokoił, a powinienem zapierać się wszystkim możliwym, traktując go jak największego wroga...
Przystawiłem naczynie do ust, czując jak smaczny napój rozlewa się po moim ciele, a kościste palce o dziwo z trudem trzymają ucho.

- Dobrze, że pokazał mi cię teraz, może uda się ciebie odratować, zanim zaprogramuje cię jak Sanga.
- Nie lubię go. Jest wredny.
- Ale niestety piekielnie dobry, sam jeden tak mocny jak moi bliźniacy.
- 'moi'...?
- Przygarnąłem ich jak mieli osiem lat i pozwoliłem na przebywanie tu, pod warunkiem służby. Jeśli by nie wytrzymali, mogli odejść, ale jak widać dobrze im tutaj. - jego usta przyozdobił zarys niewielkiego uśmiechu, przy którym zwężały mu się oczy. Chyba dlatego wydawał się tak spokojny i ciepły.
- Zostać z własnej woli w mafii... To możliwe...?
- Jak widać.
- Dlaczego ty prowadzisz mafię? Wydajesz się zupełnie inny... - mój głos był jakiś nienaturalnie cichy, to przez tę herbatkę...
- Obiecałem ojcu... Poza tym zżyłem się z ludźmi od małego dziecka, trudno by mi było to zostawić, chociaż czasem mam wielką ochotę...
- Wydajesz się zupełnie inny niż Ryunosuke-sama... - szepnąłem, zerkając na bok za okno. 
- Ja jestem inny. - odpowiedział bez pośpiechu odkładając kubek - Jak się nazywasz?
- Haji...
- Nie, pytam jak się nazywasz.

Jego oczy rozpracowały chyba sposób, w jaki trzeba mnie teraz podejść, bym wszystko wyśpiewał. Ale... On naprawdę wydaje się prawdziwy, nie rozumiem... A co, jeśli to pułapka i przez to zginę? A co, jeśli nie i to ostatnia chwila, abym poczuł się traktowany jak człowiek...? Westchnąłem, trzymając w obu dłoniach naczynie z parującą cieczą.

- Tenshin Irie.
- Kazuma Nagase. - wyciągnął w moim kierunku dłoń, którą z dozą niepewności lekko uścisnąłem.
- Nie znajdzie mnie tu przez dzień...? Czy się dogadaliście?
- Pierwsza opcja. - przechylił się na bok, jedną ręką podpierając o podłogę, na której siedzieliśmy.
- Dużo jest tu ludzi...?
- Około pięćdziesięciu.
- Ile masz lat...? - spytałem będąc wewnętrznie zdumiony, że bez wahania odpowiada na moje pytania, nie tracąc jednocześnie kontaktu wzrokowego. 
- 26.
- A... współpracujesz z Ryunosuke-sama...? - podrapałem się zakłopotany po karku, ponieważ nie miałem już czego pić, a jakoś zwyczajnie wstydziłem się poprosić o dolewkę. 
- Poniekąd... Kiedy trzeba, ale na ogół widzimy się może raz na pół roku?
- Masz... rodzinę? - mój wzrok ugrzązł na dłoniach, którymi pod blatem smyrałem ledwo wyczuwalnie materiał dżinsów na kolanach.
- Mam. - odpowiedział i zadarł nogę do góry, by podeprzeć się na niej łokciem - A ty Tenshin?
- Nie... - zerknąłem na bok, przypominając sobie całą przeszłość. Tego akurat nie żałuję i tak nie byli wiele warci... Ale siostra...
- Dlaczego...? - wzruszyłem ramionami, zagryzając dolną wargę - Hmm?
- Zabiłem własną siostrę. - odpowiedziałem, zaciskając dotkliwie powieki, aż mi coś pod nimi przeskoczyło, o ile jest to możliwe. Ale zabolało, cholernie...

Poczułem, jak wewnątrz coś, co dogasało staje się ciemne i nieżywe. Przyznałem się do tego, że ja ją zabiłem, nie kto inny, tylko ja. Bo nie umiałem poświęcić się dla niej, bo kochałem ją za słabo, chociaż jako jedyna, moja siostra bliźniaczka... Była choć trochę zainteresowana tym, czy istnieję...
Jestem potworem i powinienem umrzeć, ale boję się zabić, on mnie znajdzie... I wtedy będzie męczył, nie dobije mnie, ponieważ kocha patrzeć jak ludzie cierpią... Zupełnie jak grzebanie w otwartej ranie i słuchanie stękania ofiary. Dlaczego...?

- Zabiłeś...?
- On mi kazał, ale to ja zabiłem. - nie musiałem otwierać oczu, aby wiedzieć, że brunet wstrzymał oddech, a także zacisnął dłonie. 
- To nie ty ją zabiłeś. - spojrzałem na niego zaskoczony czując ukłucie w sercu, ktoś powiedział to, co ja sobie wmawiałem...
- Jak to? To ja... Mogłem nie strzelać...
- Pewnie byłeś zwykłym, wystraszonym człowiekiem, nie mogłeś postąpić inaczej...
- Mogłem... - szepnąłem wiedząc, że coraz trudniej powstrzymać mi łzy.
- Nie mogłeś.
- Mogłem... - powtórzyłem złączając dość mocno wargi.

Do teraz pamiętam ten rozżalony wzrok, zamieniający się w pustkę, która odbiła się echem od posadzki w hali. To było straszne, a ja mogłem temu zapobiec... Albo i nie mogłem? Samolubnie zginąłbym pierwszy, dostarczając jej cierpienia, a następnie ona... Ze złymi wspomnieniami musiałaby umrzeć. To ja jestem mężczyzną, powinienem... 
Przyłożyłem palce do policzka, ścierając z niego słone łzy, które ukradkiem wymykały się spod powiek. Usłyszałem niegłośne westchnięcie, po czym poczułem na ramieniu rozgrzaną dłoń, tak delikatnie gładzącą moje ubranie...

- Nie rozumiem wielu jego działań, ale cieszę się, że posiadasz w sobie cząstkę człowieczeństwa... Tenshin, to nie twoja wina. - odwrócił mnie w swoją stronę, na co machnąłem ręką, aby się bardziej nie zbliżał - Widocznie tak miało być, nie mogłeś nic na to poradzić. Tak samo na to, że znalazłeś się w Kuroi. - złapał mnie za barki, zaciskając na nich palce.
- To niczego nie zmienia, powinienem być silniejszy. - odpowiedziałem zerkając lśniącymi oczami na jego minę - O wiele...
- Jesteś za młody, żeby być aż tak silnym...

Jego słowa uderzyły do mojej podświadomości, w której od zawsze wszyscy kazali mi być poważnym do granic możliwości i odpowiedzialnym... A ja chciałem tylko, aby ktoś okazał mi choć trochę ciepła...
Zachwiałem się, czując, że ponownie zaczyna mi się kręcić w głowie.

- Za delikatny, by móc stać się silnym... A jednocześnie za odważny, aby osłabnąć. - kciukami starł z mojej skóry resztki wilgotnych kropelek, po czym podniósł się z ziemi, łapiąc mnie za rękę - Chodź.. bo zaraz zemdlejesz.

Bez słowa, ale z opuszczoną głową wstałem, prostując kręgosłup, po czym pociągnięty za dłoń, wylądowałem po chwili na łóżku. Uchyliłem do połowy powieki, czując jak materac łóżka ugina się pod ciężarem mężczyzny, który zawisnął nade mną, kładąc dłonie przy uszach. 

- Co planujesz...? - spytałem szeptem, nie mając siły wyrwać się z tej sytuacji... Może nawet nie chciałem? Było mi obojętne, co ze mną zrobi...
- Sam nie wiem...

Dwoma palcami przejechał wzdłuż mojego mostka, kierując się na żebra. Przyglądał mi się z łagodnym uśmiechem, wprawiając mnie tym w małe zakłopotanie. Jakoś nie czułem, że muszę uciec... Ani, że jego zachowanie mnie obrzydza i zaraz zwymiotuję. Było... okej... Nie znałem go, ale chyba to sprawiało, że nie musiałem się bać albo więcej zastanawiać.
Nagase powędrował dłonią niżej, przejeżdżając po całej długości mojego uda, aż przeszły mnie nieliczne ciarki, a ja spiąłem na chwilę mięśnie.

- Słodki... - wyszeptał przy moim podbródku, a następnie nosem przejechał po żuchwie, docierając do ucha - Boisz się?
- Na razie nie...
- To dobrze. - rozchylił w uśmiechu wargi, po czym przeniósł je na moje usta, łącząc je ze swoimi.

Co ja wyprawiam? Nie znam go... Należę do Ryunosuke-sama, a teraz... Zachowuję się jak... Prostytutka?

18 komentarzy:

  1. UM >:C
    ~CzytelnikUmysłów

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak się ciesze, że udało mi się przeczytać kolejny rozdział przed szpitalem.
    Masz niesamowity talent :-)
    Nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału :-)
    Życze dużo weny twórczej :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no po prostu końcówka, a ja zaczynam piszczeć i się śmiać XD
    W sumie to cieszę się że bliźniacy go porwali.
    Chociaż przez chwilę mógł być normalny...
    Fajnie by było gdyby udało mu się przenieść do tej mafii.
    Możee jednak tak zrobisz? :D
    Meegaa rozdział!
    Weny ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. reakcja godna takiej fujoshi, jaką jesteś ;-;

      Usuń
  4. Po pierwsze - Czy mi się wydaje, czy Nagase, przy rozmowie z Ryunosuke miał na myśli prostytucję ... ?
    Po drugie - Gadaj, co dodałaś mu do tej herbatki?
    No i ostatnie - Zlituj się nad tym biedakiem T^T
    Weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Te opowiadanie mnie coraz bardziej wciąga. Czekam z niecierpliwością, jak Tenshin będzie z Ryunosuke. To będzie naprawdę ciekawe. Coś sądzę, że ten mężczyzna go nie skrzywdzi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś tak... No, zacznę od początku.
    Rozdział mi się podoba, bardzo mi się podoba. Z notki na notkę coraz więcej niewiadomych zaprząta moją głowę. Podobnie jak czytelniczka dwa komentarze wyżej pomyślałam o prostytucji. Ogólnie niezbyt pasuje mi Nagase. Wydaje się być taki, no... Zbytnią ciotą na szefa mafii i nie ufam tej postaci. Co z tego, że we wstępie jest wyraźnie, że ma łagodne usposobienie. Nie ufam mu. Zrobiłaś mi sieczkę z mózgu i teraz na każdego patrzę podejrzliwie w tym opowiadaniu. Cóż, cieszę się, że dodałaś rozdział. Weny życzę i do następnego.

    OdpowiedzUsuń
  7. nie skomentuje tego, że nie skomentowałam poprzednio. pewnie żyłam w stresie, na zepsutej komie, a na niej komciów pisać nie będę! >:C
    nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od początku :))
    wiesz, że kocham muzę jaką dodajesz do rozdziałów?! zawsze jest taka idealna i kdshksdafbkasuf sadkfhdsfksdaf *O*.
    biedny Hajime [ SEKSIII ~ ] tatuaż ma. no naprawdę straszne! ja tu błagam o tatuaż, a on... ja nie wiem : / ale nie no. tak poważnie to rozumiem... tak chamsko podpisać sobie kogoś :c to okrutne! chociaż pewnie kiedyś może mu się spodoba? kto tam wie z kim on będzie : O [ jebany brak spoilerów >:C ].
    i niżej usiadł... czy tylko mię ścisnęło?! ;(
    a co do słodziaków! POWIEDZ, ŻE BĘDZIE YAOI. powiedz mi no! zróp to dla mnie, żeby oni se razem... uksadf jasfdb asdknf jsbf alksjdf zsdjf. no proszę cię nooo ;___; nie bądź świnią. deje kleje wynagrodzi :<
    kocham tego z ADHD. [ czemu ja zawsze kocham tych pogrzanych?! ]
    i wgl jaka zupełna zmiana... weź. takie mózgorozjebywacze. najpierw tam tortury, a potem sruuu do HANAMI [ ksdufhskjhdf s;____; ] i tak miło traktować. z jednej strony fajnie by było, jakby tam został Tenshin... ale z drugiej jestem masochistką i chce oglądać miełość z Ryunosuke, więc won do pana :)) szczególnie, że Tenshinek już się czuje się powoli kimś i ja to doskonale potrafię zrozumieć! co do tej propozycji innej "pracy".... czy tylko ja nie pomyślałam o prostytucji?! XD. jednak jestem zbyt romantyczna! znaczy po części to by była prostytucja, ale bez pieniędzy i tylko z jednym i... STAPH DEI.
    [ aż se zapuściłam cze czererecze. jak klimatycznie :)) ]
    gorzej jak się okaże, że kurde to faktycznie wszystko jakiś test... albo Ryu wpadnie, zobaczy półnagiego pupilka i kurrr : O bez spoilerów jest ciężej no! nie wiem co myśleć :C CHAMSKO >:C
    teraz będę ci jęczeć, żebyś pisała, jednocześnie pisząc 2mina i grając w Aiona. powodzenia :))
    i w sumie mnie też ciekawi po co Ryunosuke jest Tenshin. przecież to niby taki tam zwykły chłopaczek, którego można niby wyszkolić i wgl, ale przecież mógłby mieć lepszego chłopaczka : O może Ryu to ukryty romantyko-sadysta? : D i myśli poważniej? hihi... ten tatuaż zobowiązuje ne?! : D"
    ah, a które zdanie podobało mi się najbardziej? :))
    " Co ja wyprawiam? Nie znam go... Należę do Ryunosuke-sama, a teraz... Zachowuję się jak... Prostytutka? " - bo to takie w sumie z jednej strony urocze, bo ktoś by mu pewnie nieba uchylił a on i tak o panu swoim myśli ;_; a z drugiej strony to straszne, bo wyuczone mękami i wgl. takie... takie... kajhdsfe jhsADF DS. WIESZ PRZECA O CO MI CHODZI : /
    no. to tyle! : D
    czekam na kolejnego rozdziała nooo... niech się wyjaśnia powoli czy coś.. albo niech jakaś miełość coś, kimonko, "żona" szefa i wgl :c shgdb sdfbsajd.
    * dei staczasz się z komciami >:C zamknij się Uruś. *
    czekam! < 333.
    całuje cieplutko i życzę dużo weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm. Kiedy kolejna notka? Mogłabyś mnie o nich informować na gadu? 28580970. :3

    Hmm. Jakoś nie potrafie zaufać żadnej postaci z tego opowiadania oprócz Tenshina, który to opowiada...

    Ryonsuke - chce go zachartować a jednocześnie chyba nir chce stracić oczka w głowie. W końcu może być tym "dobrym", który o niego zadba albo go dednie.

    Nagase - niby miły, ciapowaty a to może być tylko gra. Nie powiem, że osobowość może być potulna... bo może też być gorszy od Ryu.

    SPAM:
    http://justtruejust.blogspot.com . Reaktywacja. Może się spodoba.

    ~ Ruda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. postaram się, ale niczego nie obiecuję, ponieważ nie zawsze mam czas to zrobić, notki dodają się automatycznie jak zaplanuję ~.

      dokładnie, nikogo nie można być pewnym... a co do rozdziału, to coś powinno pojawić się na blogu tak ok 25 lipca c:

      Usuń
  9. Póki co to bliźniaki dadzą w kość pewnie. I, że Ryu będzie o niego walczył.

    ~ Rudaa

    OdpowiedzUsuń
  10. Aż mi się trochę żal robi tego biednego chłopaka. Jedni go porywają, drudzy go porywają... I to co z nim robią... Zlituj że się nad nim... Albo nie. Kontynuuj, kontynuuj. Coraz ciekawsze się to robi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy nowy rozdział? Będzie opisany ten stosunek?

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam,
    Kazuma ma zupełnie inne podejście, choć zastanawiam się czy to porwanie przypadkiem nie Ryunosuke w jakiś sposób zorganizował to porwanie, aby go przetestować choć w jego wykonaniu pewnie by to inaczej wyglądało....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy można sie spodziewać nowego rozdziału ? ;3

    OdpowiedzUsuń
  14. BOSZ mama nadzieję, że doczekam się kontynuacji, bo polubiłam to opowiadanie :).
    Ciekawa jestem niezmiernie reakcji Ryunosuke jak dowie się, że Kazuma przeleciał naszego aniołka (bo mam nadzieję, że go przeleci :3).
    Weny do tego (i innych) opowiadania życzę :*

    OdpowiedzUsuń