08.06.2012

Rozdział 20

Po twarzy Kaoru niczym jedna, nieuchwytna chwila śmignęła iskierka złości, jednak chwilę później została zastąpiona cichym westchnięciem. 
Ciekawe czy jest bardzo zły... Bardzo, bardzo, baaaaaaardzo zły. Kocham go drażnić. Na samą myśl o tym, co musi teraz przeżywać leciutko ścisnąłem żołądek Yasuro i ku mojemu zdziwieniu poczułem jak jego ciepłe, delikatne palce oplatają kostki moich dłoni. Od razu, jakby ktoś podpalił z litr benzyny w moim ciele zapłonął wielki płomień. Chłopak znacznie przechylił się w tył, zatapiając się w mojej klatce piersiowej.  
Co to ma być ? Co on wyprawia ? Kaoru się patrzy, a Hiro z napięcia skubie rękaw koszuli. Chory, zawsze tak robił, jakby pomagało. 

- Yasuro... - mimowolnie z moich ust wydostał się cichy szept, na który jego palce mocniej zacisnęły się na moich dłoniach. 

Chcąc go może jakoś... Uspokoić? I skorzystać z tak kuszącej okazji kciukami zacząłem gładzić jego nadgarstki. Wspaniałe uczucie, jakby to działo się na prawdę, nie było grą. Może jednak on coś... Nie, pomyślę o tym później, na spokojnie. 

- W każdym bądź razie miło będzie was jutro zobaczyć. - podrapał się w tył głowy mówiąc normalnie, niby niczego nie widzi, taa...
- Przyjdziemy z jeszcze jedną osobą. - odpowiedziałem spokojnie, wtulając nos w lewe ramię aniołka. 

Znowu, kolejny raz to robię. Ta sama pozycja i to uczucie bezpieczeństwa. Mógłbym stać przy nim wiecznie. Trwać w tym przyjemnym i niekończącym się cieple.


Dlaczego zawsze tak reaguję? Kiedy tylko poczuję na sobie jego dotyk robi mi się cieplej, a wręcz gorąco. Nie mam ochoty się wyrywać, a otoczenie nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Wręcz przeciwnie, bardziej się w niego wtulam, jak jakiś... A teraz głaszcze moje nadgarstki, jeszcze szepcze do ucha, podgryza je... Ty chyba normalne, że moje ciało zareagowało tak, a nie inaczej na dotyk w takich miejscach... Prawda ? To nic nie znaczy, Taisho mi tylko pomaga. Tylko gra. Tylko gra... To czemu czuję się tak przyjemnie i nie mam ochoty od niego odejść?! Czy tak jest... Zawsze kiedy ktoś cię dotyka? A może tylko on zachowuje tą niezwykłą delikatność? Właśnie... Jakby na to spojrzeć nigdy mnie nie okłamał, zawsze mówi tak... Spokojnie i czule... Aż sam chcę być bliżej. Cholera! O czym ja myślę w takiej chwili.! Coś jest ze mną nie tak... Podoba mi się ta gra, ale nie mogę ciągle stać jak jakaś ciota i nic nie robić. Bądź naturalny, tak...

- Ooo, widzę, że trzeci bilet znalazł swojego właściciela. - Kaoru położył ręce na swoich biodrach.
- Szkoda byłoby go wyrzucić. - powiedziałem, czując jak Yasuro nieznacznie się poruszył.
- Hmm, a kto jest tym szczęśliwcem?
- Jutro zobaczysz. - włączył się do rozmowy, o dziwo szczęśliwy, jak zawsze. Nie wstydzi się?
- No właśnie. - skomentowałem. 

Rozmowa przebiegała jak gdyby nigdy nic... Kaoru szczęśliwy, Yasuro też, a ja stoję oparty głową o jego ramię. To tylko gra?

- No dobra, muszę już lecieć. Do jutra, cukiereczki. - machnął ręką i puszczając nam oczko odwrócił się na pięcie.

Byłem w bardzo dobrym humorze, bo nawet nie zareagowałem na jego ostatnie słowo. Yasuro odwrócił nieco głowę, aby kątem oka widzieć moją twarz.

- Taisho? - spytał nadzwyczaj delikatnie i cicho.

Jego głos echem odbijał się w moich myślach. Wesoły, melodyjny i posiadający coś takiego... Niezwykłego co przyciąga i nie pozwala odejść, a w tej chwili kiedy ciepłe powietrze troszkę owiało mój podbródek, brzmiał przecudnie. 

- Hmm? - mruknąłem leniwie i nie podnosząc głowy popatrzyłem na wiszące gitary. 
- Co będzie z Hiro?
- Hiro... Spokojnie, wszystko mu wytłumaczę, nie ma się czego bać.
- Na pewno? Przecież nikt normalny tak się nie zachowuje.
- No właśnie, widziałeś kiedyś poważnego Hiro? - uniosłem lewą brew.
- Masz rację. - westchnął i zamknął oczy.

Ciekawe gdzie on się podział... Co ja robię.! Kaoru poszedł, a ja dalej tak stoję, przecież może się domyślić! Przestałem gładzić jego nadgarstki i zamarłem. W tym samym momencie chyba wyczuł to samo, ponieważ widziałem jak jego policzki pokryły się nikłym różem, a ciało zesztywniało. Natychmiast oderwałem się od niego i stanąłem obok. Chciałem coś powiedzieć, ale dzięki Bogu Hiro zaczął gadać. Tak! Raz mogę być z niego dumny! Ciekawe co sobie pomyślał mój aniołek... 
Z zakłopotania nawet na niego nie spojrzałem. Czuję jak chłód wdziera się w jeszcze ciepłą koszulę... Dziwne uczucie, wolałem kiedy był blisko. 

- No, chłopaki! My tu sobie gadu, gadu, a gitara leży nieużyta! - podał mi instrument.
- Masz rację. - uśmiechnąłem się do niego, będąc wdzięcznym, że nie zaczął mówić o tym co się przed chwilą stało - Chodźmy już. - spojrzałem na Yasuro.
- Ym, racja. - wszystko wróciło do normy.

Wyszliśmy ze sklepu ze wspaniałymi humorami. O Hiro nie wspomnę, on ma ciągle zaciesz, a Yasuro wdał się z nim w ciekawą rozmowę, której uważnie słuchałem nie mogąc się doczekać kiedy zagram na gitarze. Do tego Kaoru pozwolił mi się do niego zbliżyć... Taak, nie jest źle, tylko te cholerne próby prawie codziennie, bo niedługo mamy wystawić przedstawienie.

- Nie mów! Jaki macie repertuar? - krzyknął Hiro, strasząc mnie nieco.
- A wiesz, że nie mam pojęcia? - Higoshi podrapał się po głowie - Ja jestem odpowiedzialny za stroje, więc nie wiem, Taisho za muzykę, więc...
- Też nie wiem. - dokończyłem krótko, aby mój kochany braciszek nie usłyszał niczego więcej, ponieważ potem jadaczka mogłaby się mu już nie zamknąć.
- Coo?! To ty też w tym siedzisz?! - podbiegł do mnie - A zawsze taki nieśmiały! - zaczął mnie ściskać.
- Słucham?! Jaki nieśmiały?! - starałem się odczepić jego ręce.
- No nie pamiętasz?! Wtedy na tym weselu...
- Zamknij się! - uciszyłem go dłonią - To było kiedyś, miałem dwanaście lat! - nieznacznie się zarumieniłem.
- Ale nie powiesz przecież, że człowiek zmienia się całkowicie, co? - uwolnił się od mojej ręki i wyzywająco popatrzył w oczy.
- Kto wie? - uniosłem jedną brew.
- A ta dziewczyna, potem taka...
- Hiro! - przywaliłem mu w łeb.

Nie będzie mi tutaj wyciągał mojej przeszłości. Każdy się zmienia, a ja zawsze musiałem zrobić coś głupiego. Ooo nie, już ja z nim w domu porozmawiam!

- Ała, ała, ała... - skulił się do połowy i masował 'obolałe' miejsce.
- No widzisz Taisho, tak ranić swojego brata? - Yasuro zaczął gładzić jego włosy, uspokajając go. 

Nie no żarty żartami, ale nawet takie coś mnie wkurza. To mnie powinien głaskać. Z resztą walnąłem go lekko, cholerny aktor! Jakby tego było mało, spod grzywki ujrzałem złośliwy uśmiech.

- Ja cię zaraz! - biegiem ruszyłem w jego stronę.
- Chodź Yasuro, bo nic z nas nie zostanie! - śmiejąc się złapał go za rękę i pognał w naszą uliczkę.

Po jakichś dwóch minutach dzikiego pędu wszyscy zatrzymaliśmy się pod moim domem, a ja mimowolnie zacząłem się głośno śmiać. Dlaczego to robię? Nie wiem, po prostu mam na to ochotę. Nigdy nie byłem tak szczęśliwy... Yasuro również przyłączył się do eksploatowania własnego żołądka. Dysząc, śmiałem się przez łzy. A z czego? Nie mam pojęcia. Dostałem jakiejś głupawki. Ledwo otwierając jedno oko, ujrzałem na twarzy Hiro szczery, opiekuńczy uśmiech. Jak gdyby mu ulżyło. W końcu się uspokoiłem i westchnąwszy wyprostowałem. To było bardzo dziwne, tyle śmiechu na jeden raz.

- Taisho? - zapytał Yasuro, patrząc w moje oczy.
- Hmm?
- Zapomniałem przynieść ci notatek z geografii.
- Aaa, nie szkodzi, na prawdę, nie trze...
- Nie ma mowy. - powiedział surowo - Wiedziałem, że tak powiesz, dlatego pójdę do domu i ci je przyniosę. Musisz zdać.
- No to poczekaj, pójdę z tobą. - spojrzałem na Hiro - Niedługo będę.
- Dobra, dobra. - machnął ręką i zaczął otwierać drzwi.
- Idziemy. - aniołek pociągnął mnie za rękę. 

Po chwili zniknęliśmy za zakrętem, a gitara obiła się o moje plecy. Chłopak zaczął grzebać w plecaku, przerzucając go przez ramię. Zwolniłem, nie chcąc aby coś sobie zrobił. Ciekawe czego tam szuka... 
Włożyłem ręce do kieszeni i uważnie obserwowałem jego skupioną twarz, która wyglądała słodko. Po chwili jego zręczne palce wyciągnęły coś długiego.
- Mam! - krzyknął szczęśliwy i stanął w miejscu.
- Co to jest?
- No jak to co? - spojrzał na mnie z oburzeniem - Moje kochane mentosy, jedne z ulubionych smaków. - w jego oczach pojawiły się gwiazdki.

Gdybym go nie znał, pomyślałbym, że albo jest chory psychicznie, albo na głodzie narkotykowym. Mało by brakowało, a normalnie zaczął by się ślinić. Spojrzałem na niego jakby ze współczuciem. 

- Opanuj się, bo oczy wyjdą ci z orbit. - zaśmiałem się.
- Ty! Bo ci nie zrobię wafli! - wystawił mi język i otworzył paczkę.
- To jest szantaż. - burknąłem obrażony, zakładając rękę na rękę.
- Chcesz?
- Możesz dać. - wyciągnąłem dłoń, na którą spadł pomarańczowy cukierek - Smak pomarańczy?
- Nie! Spróbuj. - machnął palcem i włożył do buzi słodycz.

No dobra, co mi szkodzi. Tamte arbuzowe były przepyszne, to ciekawe jak te smakują. Zacząłem iść przed siebie, a on w podskokach dorównał mi kroku. Po chwili uśmiechnąłem się lekko, czując orzeźwiający smak mentosów.

- Pyszne! Ale nie mógłbym ich jeść na okrągło.
- Eee tam. Ty lubisz wafle, a ja mentosy.
- A jaki to smak? - skręciłem w prawo.
- Mango z pomarańczą. - wyciągnął klucze i zaczął grzebać w zamku.

Weszliśmy do środka. Czy już mówiłem, że kocham jego dom? Zawsze tak... Czysto. Nie mówię, że ja mam syf, ale jest tu coś takiego, co daje uczucie świeżości. Grzecznie ściągnąłem buty i za nim ruszyłem na górę. Drewniane schody cichutko, ale przyjemnie skrzypiały pod naszym ciężarem.

- Dużo tego będzie? - ściągając z pleców gitarę usiadłem na liliowej kanapie.
- No, trochę... Ale jak się tego nauczysz, to będziesz miał za sobą większą połowę. - entuzjastycznie poklepał moje ramię.
- Taa...
- Co do jutra, to może wpadniemy po Akane? - usiadł na obrotowym krześle i zacisnął palce na oparciu, kładąc na nich swoją głowę.
- Po Akane?
- Skoro klub jest z piętnaście minut drogi od jej domu, to czemu nie?
- W sumie masz rację... Możemy zajść. - ułożyłem się wygodniej - Jutro jej powiemy.
- Ciekawe jak będzie... - zamyślił się.
- Na pewno nie aż tak źle.
- Nie wiem... - westchnął - Kaoru potrafi zrobić wszystko.
- Ale idziemy tam razem, nie? - podniosłem się do siadu - W razie co, jak nie będzie już innego wyjścia wytłumaczymy wszystko Akane i nam pomoże.
- No tak, ale... W ostateczności, ok? - uniósł jedną brew, a usta zwęził w linijkę.
- Jasne, sam nie mam zamiaru wszystkim o tym mówić.
- Jeszcze jedno. Przyjdę po ciebie koło 16, bo mam jeszcze dodatkowy trening.
- W piątek?
- Tak, niedługo gramy ważny mecz, nie wiesz?
- Wiem, wiem, razem z klasą będziemy wam kibicować. - wyciągnąłem z pokrowca moją nową gitarę i zacząłem ją stroić.
- Co ty robisz? - zainteresowany podniósł głowę.
- Stroję gitarę.
- Bez stroika? - przysunął się bliżej, a kółka od krzesła cicho przemieściły się po czekoladowych panelach.
- Tak. Wyciąganie go to strata czasu. Nie muszę go już używać. - zanuciłem dźwięk A.

Widziałem jak mi się przygląda. No co, od roku nie muszę używać stroika, sam potrafię to robić.
Dobra, pokusa jest większa, więc teraz sobie coś zagram, na pewno się nie obrazi.
Kiedy nastroiłem instrument i upewniłem się, że wszystko ze sobą współgra, wyciągnąłem z kieszeni przezroczystą, zieloną kostkę i zagrałem moją ulubioną melodię. Bardzo szybko poruszałem palcami, kocham ten kawałek. Cholernie trudny, ale po wielu miesiącach wyćwiczyłem go do perfekcji. Jak zwykle zamknąłem oczy i poddałem się muzyce. Na serio zupełnie zapomniałem, że jestem u Yasuro. Gitara od zawsze mnie fascynowała, pozwalała być sobą, rozwijać się, odcinać od rzeczywistości. Tylko w tym mogłem być z siebie dumny, ale i tak nie będę nigdzie grał. Zachowam to dla siebie i aniołka. Właśnie!
Otworzyłem oczy i natychmiast przestałem grać. Spojrzałem na niego, a jego oczy wyrażały zachwyt.

- Niesamowite... - szepnął - Graj dalej...
- Nie, przepraszam, chciałem ją tylko wypróbować, a zawsze mnie ponosi. - odłożyłem gitarę.

Brązowowłosy wstał z krzesła, które obracało się coraz wolniej i wziął w ręce instrument. Przykucnął przede mną i chwycił moje dłonie.
Trochę mnie sparaliżowało, ponieważ jego poza wyglądała dość dwuznacznie. Zdziwiony otworzyłem szeroko oczy, a on delikatnie włożył w moje ramiona gitarę. Wyprostował się i popatrzył na mnie z wielką prośbą.

- Zagrasz coś jeszcze?
- Na przykład co? - nie mogłem mu odmówić, był za słodki.
- Obojętnie. Robisz to świetnie, więc może być wszystko.

 Postanowiłem zagrać utwór mojego ulubionego zespołu. On też go lubi, więc od razu poznał ten kawałek. Uśmiechnął się, a ja o dziwo nie zamknąłem oczu, tylko patrzyłem wprost w jego. Nie mogłem oderwać się od tej przepięknej zieleni, która tak bardzo przyciąga... 
Kiedy skończyłem grać, od razu zapytał.

- Czemu nie chcesz grać w przedstawieniu? 
- Wiedziałem, że o to zapytasz. - westchnąłem i zacząłem pakować gitarę - Nie mam ochoty. Nie lubię takich rzeczy. - spojrzałem na niego.
- Czy coś się stało?

Cholera, nie uwierzył, niedobrze... Mądry jest. Niech to szlag. Nie chcę go okłamywać...

- Nie, czemu...? Nic się nie stało.
- Hmm... - przekręcił głowę - Nie lubisz takich rzeczy? Przecież słyszałem jak grasz... Na pewno... - przerwał wstając z krzesła - Przepraszam, nie powinienem! - teraz to ja otworzyłem szeroko oczy.
- Nie, masz rację... - założyłem gitarę na plecy - Chciałbym powiedzieć, ale nie mogę. Obiecałem... - spojrzałem smutno na podłogę.

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Ta obietnica... Nie złamię jej. Westchnąłem i już chciałem na niego spojrzeć, kiedy nagle poczułem na sobie ciepłe ręce i klatkę piersiową mocno przylegającą do mojej. Zdziwiony spojrzałem na chłopaka, który schował twarz w moim ramieniu. Nic nie rozumiem... Zrobiłem coś? Powiedziałem?
Automatycznie objąłem jego plecy i czekałem na dalszy ruch. Jego palce mocniej zacisnęły się na mojej koszuli. 

- Yasuro, coś się stało...? - powiedziałem cicho.


Co ja do cholery jasnej robię?! Czy mnie do reszty pogięło?! Czemu tak mocno się do niego przytulam? To było dziwne... Kiedy zobaczyłem jaki jest smutny, moje ciało samo, niekontrolowanie... Jakby to była moja wina... A nie jest? Co mnie napadło, żeby go wypytywać?! Ale przecież... Nie miałem złych intencji... Po raz pierwszy widziałem go tak smutnego, przybitego... Co to było? Czemu coś we mnie drgnęło? Czy nie wystarczyło poklepać go po ramieniu? O nie, musiałem zrobić coś takiego... Przyjemnego. Myślę tylko o sobie?!!!


Nagle jakby się czegoś przeraził oderwał się ode mnie i z otwartymi oczami uderzył lekko o ścianę.

- Yasuro...? - zrobiłem krok w przód.

Cofnął się do tyłu przykrywając dłonią swoje usta.


Jestem straszny... Zawsze, cały czas robi co chcę, a ja... Tak wykorzystywać! Jestem okropny!

W jednej chwili odwrócił się o wybiegł z pokoju. Natychmiast za nim pobiegłem i złapałem za rękę. To już przestawało być śmieszne.

- Yasuro! Co się dzieje? - dotknąłem jego czoła, drgnął.
- Nic... - przymknął powieki i klepnął się w głowę.

Dlaczego robi mi się tak gorąco?! Nie rozumiem... Zachowuję się jak jakiś wariat, a on nadal jest taki miły. Nie zasługuję na to...

- Na pewno? - zapytałem, widząc jak nieco się uspokaja.
- Na pewno. - uśmiechnął się.
- To może już pójdę?
- Nie! - krzyknął, a ja spojrzałem na niego zdziwiony - To jest... Zapomniałeś notatek.! - pobiegł do pokoju.

Co mu jest?! Biega roztrzęsiony, jakby się czegoś bał... Zrobiłem coś?


Dobra, spokój... Muszę się uspokoić, bo biegam jak jakiś debil. Przecież nic się nie stało, to normalne, że czasem mogę przytulić się do przyjaciela... Tak, normalne... Przytulić się, a nie rzucać!!!

Podbiegł do mnie i trzęsącymi dłońmi podał kartki. Schowałem je do pokrowca i oboje zeszliśmy na dół. Trochę się uspokoił, ale i tak coś jest nie tak. Zacząłem ubierać buty, a on stał koło wieszaka, na którym powiesiłem torbę.

- To jak, mam jutro przyjść?
- No jasne. - uśmiechnął się zdenerwowany.
- Do jutra. - rzekłem i sięgnąłem ręką po torbę, która znajdowała się obok jego głowy.
- Zostaw! - krzyknął i nagle odepchnął rękę.
- Yasuro? - spojrzałem na niego pytająco - Chciałem wziąć torbę...
- Aaa! - zaczął się nerwowo śmiać - No tak, jasne... Proszę. - podał mi ją i podszedł do drzwi - To do jutra. - posłał mi uśmiech i szybko zamknął drzwi.

To na prawdę nie jest śmieszne. On oszalał czy jak? 
Wyszedłem na uliczkę i ruszyłem do domu. Zaczynam się bać. Przecież nic takiego nie powiedziałem, prawda?



***



Matko, co to było...? Co ja wyprawiam! Przecież to było nienormalne.

Chłopak osunął się po drzwiach na ziemię i złapał za serce.


Czemu stałem się taki nerwowy? Czy to przez moje sumienie? Spokojnie... To nie sumienie, to świadomość, że jego bliskość mi się podoba... A może nie? Sam już nie wiem... Muszę się uspokoić, bo oszaleję. To nic takiego... 


5 komentarzy:

  1. Dzieje się,dzieje sięęęę... na to czekałam... znaczy nadal czekam na więcej 'takich' sytuacji ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Mała uwaga-jeśli to gitara elektryczna, to nie podejrzewam, aby Yasuro miał u siebie wzmacniacz aby można było na niej zagrać...? Bez nagłośnienia, niestety dźwięk jest pusty...

    OdpowiedzUsuń
  3. dobranoc xD uh, jestem zbyt zmęczona, aby napisać logiczny komentarz więc napisze tylko, że jak zwyle było super no i że zmartwiło mnie zachowanie Yasuro *tuli* wdech wydech kochanieńki i bd git :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam czasu, żeby zostawić komentarz! Idę czytać dalej bo oszaleję z ciekawości! *-*

    ~Ariska~

    OdpowiedzUsuń