08.06.2012

Rozdział 21

Ciepłe, popołudniowe powietrze doskonale muskało moją twarz. Za kilka godzin słońce zacznie zachodzić. Stanąłem, aby zacząć wpatrywać się w błękitne niebo. Czułem, jak wiatr swobodnie śmiga wzdłuż mojej odsłoniętej szyi. Przerzucając plecak na drugie ramię, uniosłem głowę.
Czy to była moja wina? Zrobiłem coś, czego mogę żałować, a nawet nie wiem co to jest ? Jeszcze nigdy nie widziałem go takiego roztargnionego, a ten paniczny krzyk 'zostaw!'. Miałem wrażenie, jakbym go zdradził lub zrobił coś niewybaczalnego. Co to za uczucie?
Zaciskając palce w pięść, przyłożyłem ją do serca, a głowę pochyliłem na dół, pozwalając aby włosy swobodnie zwisały. Z wielkim trudem ruszyłem do domu.
Już się pogubiłem. Nie widzę tego, co mogłem zrobić nie tak, ale coś w tym musi być. Chwila. Do czasu kiedy zapytał mnie o grę w zespole wszystko było w porządku. Potem, kiedy chciałem na niego spojrzeć zrobić najbardziej zadziwiającą i przyjemną rzecz, aż nagle... Właśnie! Może nie powinienem go wtedy przytulać?! Nie pozwalać na takie zachowanie? Przecież to nie jest do końca... Normalne, jak twój przyjaciel rzuca się w twoje objęcia kiedy jesteś smutny... A może dlatego to zrobił? Czuł się winny, że spytał i nie wiedział co zrobić, przytulił... Nie no na pewno by coś powiedział, znam go. Więc co to do cholery było?! Przez chwilę czułem się jak jego chłopak, tuląc roztrzęsione, delikatne ciałko, a ten jego uścisk kiedy objąłem jego plecy... Czy to możliwe, że jednak coś do mnie czuje? Jak to mówi Hiro i Kaoru... Nie wiem. Na prawdę sam już nie wiem czy jestem winny. A nie jestem? Przecież to przez moje głupie podchody... Chyba najlepiej będzie zaprzestać wszystkiego i udawać szczęśliwego. Nie, od razu to wyczuje... Znamy się za długo. I kto by pomyślał, że się w nim zakocham? W jego dźwięcznym głosie, niesfornych kosmykach, niesamowitych oczach, pełnym uśmiechu, subtelnych gestach i nawet dłoniach... One są najbardziej niezwykłe... Jakbym dotykał czegoś magicznego. Dają uczucie czegoś dziwnego... Kocham kiedy mnie nimi dotyka. Są takie ciepłe, a wręcz tak idealne, że nikogo nie skrzywdzą, tylko pomogą...
Zacząłem wspinać się po schodkach prowadzących do mojego domu. Szedłem jak jakiś automat, utopiony we własnych myślach. Nacisnąłem klamkę i cicho wszedłem do mieszkania. Zdjąłem buty, a torbę rzuciłem na ziemię, zmierzając do kuchni. Hiro siedział przy stole i czytał jakąś gazetę, która została odłożona kiedy mnie zobaczył. Widziałem jak zaczął się szczerzyć, ale nie mam ochoty rozmawiać. Czuję się strasznie winny i bezradny. Te oczy... Bezsilne i przestraszone... Nawet nie mogłem z nim porozmawiać, bo za szybko zamknął drzwi.
Bez większych oznak życia podszedłem do lodówki i wyciągnąłem z niej sok porzeczkowy. Sięgnąłem po szklankę i smętnym wzrokiem zacząłem obserwować jak czara ciecz milimetr po milimetrze, nigdzie się nie spiesząc leniwie wypełnia naczynie.

- Taisho, coś się stało? - zapytał.

Jak zwykle jego czujne oko wszystko wypatrzy. Nie mam bladego pojęcia czemu mnie zdenerwował. Tak po prostu kiedy tylko się odezwał podniósł moje ciśnienie. Cholera, uspokój się! Nic ci nie zrobił, więc nie bądź niemiły.
Nie odpowiadając natychmiast napiłem się soku. Od razu lepiej. Coś zdrowego i chłodnego przywraca trzeźwość myślenia. Heh. 
Ja się chyba załamię, jestem beznadziejny. Chcę to wszystko naprawić, ale nie mam zielonego pojęcia jak! Jak zawsze... Yasuro otwarty, odpowiedzialny i rozważny, a ja...?

- Taisho. - szurając krzesłem po piaskowych kafelkach podszedł do mnie na bezpieczną odległość i poważnie spojrzał w moją stronę.

Olewając jego zdanie i w ogóle całą jego osobę wyminąłem go idąc do drzwi przedpokoju. Trudno było mi nad sobą panować, a rozmowa tego nie ułatwi.

- Taisho! - złapał mnie za nadgarstek.
- Zostaw mnie Hiro. - zakrywając swoją twarz w długiej grzywce odpowiedziałem dość lodowato. 
- Taisho... - szepnął nieźle zdziwiony - Co się stało? Chcesz porozmawiać?

Nie lubię tego... Nigdy nie lubiłem, kiedy ktoś się mną przejmował, martwił. Nie zasługuję na to, nie ja. Zawsze trzymałem się z boku, nigdzie nie angażowałem. Nie mogłem? Po prostu nie chciałem, taki właśnie byłem.

- Nie. - odpowiedziałem krótko i wszedłem do przedpokoju.

Czułem, jak jakaś ogromna gula powoli grzęźnie mi w gardle. Przecież nie stała się tragedia! To dlaczego chce mi się płakać? Od tak dawna, dopiero teraz... Działy się gorsze rzeczy, a nie chciałem tego robić. Więc... Dlaczego?

- Czekaj! - kolejny raz poczułem jego dłoń na nadgarstku.

Ostatkiem sił spiąłem wszystkie mięśnie i zatrzymałem się. Zapadła cisza. Chyba nie wiedział co powiedzieć. Nie dziwię się, sam nie poznaję swojego głosu, a co dopiero on. Bez podstaw mam ochotę wybuchnąć, pozwolić emocjom ulecieć hen, daleko... Ale to nie jest godne wyjście. To tylko łatwy sposób na pozbycie się bólu, wściekłości jak i żalu. Żałosne zakończenie problemów, bezwartościowe, sam to rozwiążę. To nic poważnego, spokojnie...

- Czy...
- Hiro zostaw mnie, bo na prawdę nie ręczę za siebie. - przerwałem mu, powoli wchodząc po schodach.

Doskonale słyszał barwę mojego głosu, zrozumiał, że i tak mu powiem. Za kilka godzin. Myli się? Heh. Nie, ma w 100% rację. Zawsze za nim biegałem zatrzymując go. Wiecznie tylko praca, praca, praca, a ja byłem wtedy mały i niewiele rozumiałem. Łapałem go za nogę i prosiłem żeby został ze mną dłużej. Ciekawe czemu przypomniałem sobie to dopiero teraz? Zabawne. Pomyśleć, że role się odwróciły, ale pomimo wieku nic się nie zmieniło...
Pozbawiony jakichkolwiek emocji wszedłem do pokoju i upadłem na łóżko twarz wtapiając w poduszkę. Po chwili bezwiednie przewróciłem się na plecy, patrząc tępym wzrokiem na jakąś małą kropkę, która była widoczna na suficie. Dłonie ułożyłem obok głowy, nie mając siły nawet ich zacisnąć. Jedną nogę zgiąłem w kolanie, zaś druga bezsilnie opadła na kapę. Czarne, krótkie kosmyki przykrywały skrawek mojego nosa, a reszta grzywki znalazła sobie miejsce po obu stronach twarzy, ukazując kawałek czoła. Moja zwykle z tyłu najeżone włosy, bezlitośnie przyciśnięte do materiału łóżka ułożyły się miękko, na około głowy.
Nawet teraz nie wiem co mam ze sobą robić. Nie mogę tak bezczynnie siedzieć, ale do aniołka też nie pójdę, bo na pewno nie chce rozmawiać. Do jutra nie wytrzymam, więc przez noc mam czasy aby zwariować. Żyć nie umierać.
Dlaczego miłość tak strasznie boli? Przecież jest najwspanialsza i bezcenna, jak to mówią ludzie. To jest właśnie piękno i radość? Takie chwile? Czuję się jak jakiś uschnięty kwiat pozbawiony nagle wody. Rozwijał się licząc na innych, a teraz za karę i lekkomyślność wysuszył się na pieprz.
Tyk, tyk, tyk... Zegarek równomiernie poruszał wskazówkami. Nie ważne co bym robił, czas zawsze zostanie nieuchwytną chwilą, która nie zna litości, nie można jej przywłaszczyć. Malutkie ptaszki wesoło ćwierkając, ganiają się i fruwają beztrosko. Wiatr bez pośpiechu kołysze firanką wywołując cichy szum. Jakieś dzieciaki przebiegły krzycząc niemiłosiernie głośno, a Hiro chyba czymś nerwowo stuka.
Cholera jasna! Jest  z a  c i c h o ! Po raz pierwszy słyszę rzeczy, których normalnie słyszeć nie powinienem.
Zerwałem się z łóżka i poprawiłem włosy. Idę stąd, bo inaczej oszaleję. Muszę się uspokoić... Spojrzałem na I'Pod'a i zakładając słuchawki wyszedłem z pokoju. Włączyłem muzykę i zupełnie się odcinając, cichutko trzasnąłem drzwiami. 
Świeże, wiosenne powietrze natychmiast mnie uspokoiło. Gdzie by pójść... Wiem! To będzie idealne miejsce. Nadal mając na sobie białą koszulę ruszyłem w pewne miejsce.
Chyba nawet polubię te 'mundurki'.
Wszystkie nerwy powoli ze mnie uchodziły. Oto co może zdziałać sama natura i odrobina muzyki. Muszę sobie wszystko poukładać, przemyśleć...
Właśnie skręcałem w drogę prowadzącą do małego lasku, kiedy ktoś gwałtownie łapiąc mój nadgarstek odwrócił w swoją stronę. Słuchawki znacznie wysunęły się z uszu, a czarna grzywka natychmiast uniosła się w górę, ukazując w całości moje lodowe oczy, które zawsze są do połowy przysłonięte. Moje tęczówki omal nie wyleciały z orbit, a serce zaczęło bić jak dzwony kościelne. Przede mną znajdował się nikt inny jak Yasuro. Trzeba przyznać, że tego zupełnie się nie spodziewałem. Ciemne kosmyki z powrotem opadły na czoło zajmując swoje stałe miejsce, nie pokazując w pełni moich dziwnych oczu. Wszystko, co przed chwilą zawirowało w powietrzu na nowo powróciło do dawnego ładu. Twarz aniołka przybrała różowawy kolor, a usta uchyliły się w zdziwieniu. Jego ręka nadal była zaciśnięta na moim nadgarstku, a oczy z niedowierzaniem patrzyły w moje. Yasuro? Czy to aby na pewno ty? Jesteś taki piękny...


6 komentarzy:

  1. OMG! Znowu takie zakończenie,że pomimo mojego oczopląsu i literek,które skaczą na wszystkie strony,muszę,muszę kolejny part przeczytać...
    HaaH! Wbijam na swojego bloga,paczę komentarz... aż moje oczy się rozszerzyły w zdziwieniu na tak długą wypowiedź... He he (złowieszczy śmiech), czy będę dalej komentować? Jak najbardziej ^^
    Ja tam zwykle spokojną osobą jestem...chyba...tak mi się wydaje...znaczy nad opinią moich przyjaciółek to bym się zastanowiła... ale moja nienormalność wynika ze zbyt dużej ilości yaoi,zakręconej Azji i chłopaczków skośnookich jestem pewna,to źle działa na człowieka ;P, chociaż nie, co ja mówię,wręcz przeciwnie, zajebiście działa,ale mam wypaczoną wyobraźnię... ;D
    I pamiętaj! Jak ONI nie będą razem... ;> to ja Cię znajdę(jeszcze nie wiem jak ale zjadę) i każę poprawiać wszystko ;* xD

    OdpowiedzUsuń
  2. o.O i karzę czy każę ? bo nie jestem pewna -.- xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kaŻe ci coś zrobić i karzę Cie za to co zrobiłeś. ;p

      Usuń
  3. jej, no w sumie każdy potrzebuje chwili dla siebie żeby się odstresować, ja aż w nadmiarze i zbyt często ale cicho~~ ;D jeśli nikt w moim towarzystwie nie chce wtedy ucierpieć fizycznie to musi mnie puścić na dwór żebym się mogła przejść z muzyką na maxa w słuchawkach i myśleć o wszystkim i o niczym tak jak Taisho - znam to aż za dobrze ^^" ale w sumie bardzo mnei zdziwiło to, że Yasuro się tam pojawił ni stąd ni zowąd O.o nie wiem czy tak to się pisze ale kij z tym! ważne co teraz będzie.. *pochyla się w ich kierunku* And... now KISS!! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ah jakie cudowne oby tak dalej *.**noseblood*

    OdpowiedzUsuń
  5. Czemu ty to zawsze robisz? Czemu zawsze kończysz w takich momentach, że ja nawet nie mam czasu na komentarz, bo rozsadza mnie ciekawość?!
    Nie nienawidzę się! Albo nie! Kocham cię!
    Idę czytać dalej, bo zwariuję!

    ~Ariska~

    OdpowiedzUsuń