08.08.2014

Rozdział 3

Parachute - Kiss Me Slowly


 ヽ´∇` ノ 


Poszedłem do najbliższego szpitala, a przynajmniej wydawało mi się, że odległość jest niewielka. W rzeczywistości człapałem dosyć powolnie, ponieważ co chwilę wpatrywałem się w ramię, zastanawiając się czy żadne mięśnie nie będą trwale uszkodzone. Idiota, po prostu debil. Chciał mnie zabić?

Pokręciłem głową, wchodząc do przestronnego budynku. Namierzyłem jakąś pielęgniarkę i poprosiłem o kartę, którą musiałem wypełnić, aby uwzględnili mnie w kolejce. Nie mam jakiegoś śmiertelnego wypadku, więc niestety trochę sobie tutaj posiedzę. Westchnąłem, zadzierając głowę i zamykając powieki, a ręce opuściłem wzdłuż ciała. Jak to możliwe, aby być tak wściekłym...? Za jakiegoś głupiego skręta? Nie ogarniam.

Dość szybko zabrano mnie na salę segregacji, a następnie zajęto się moim ramieniem. Całe szczęście, że nie było to nic poważnego. No ale pracę tą ręką mam wyjętą z życia minimum na tydzień, także dziękujemy paniczowi przecudownie, kłaniając się aż do ziemi. Poprawiwszy swoje okulary, poszedłem do sali, gdzie wypisywano ludzi, a ja miałem tam posiedzieć kilka godzin, bo ponoć wyglądałem jak chodzący trup. Nie moja wina, że mam naturalnie bladą cerę, a mało snu nie wpływa na nią brązująco. Położyłem plecak obok łóżka, po czym sam legnąłem się na jego powierzchni, pozwalając sobie na krótką drzemkę.



 ヽ´∇` ノ 


- Halo, ej... - ktoś szturchnął moje ramię, nie dając mi odpocząć.

Otworzyłem oczy, przez chwilę wyostrzając pole widzenia. Zmarszczyłem niezadowolony czoło, gdy zobaczyłem przed sobą tego upierdliwego głupka. Podsunąłem się wyżej, uważając, by nie ruszyć kroplówki, do której mnie podłączono.

- Przyszedłeś dać mi trochę kasy? - rzuciłem oschle, nie mając ochoty akurat na jego odwiedziny.
- A chcesz...? - widać było, że nastolatek zdziwił się na moje słowa.
- Udajesz takiego nierozgarniętego, czy po prostu się ze mnie nabijasz?
- Bo... jeśli potrzebujesz, to nie problem. Mogę zapłacić za leczenie, wszelkie koszty na leki czy opatrunki... - przygryzł zębami dolną wargę, siadając na krzesełku przy łóżku, w które wbił palce i zaczął się na nim kręcić na boki.
- Ta, chcę dziesięć tysięcy i będziemy kwita.
- Co? - zamrugał zdumiony, nie ogarniając, że robię sobie z niego jaja - Serio?
- Tak, a co myślałeś?  Mam się cieszyć, że lustro wbiło mi się w ramię?
- Um... no okej... Ale to będę musiał poprosić ojca o...
- Jesteś idiotą. - westchnąłem, przecierając palcami oczy pod szkłami okularów - Powiedziałem już, nie chcę od ciebie żadnych pieniędzy.
- To... co mogę zrobić?
- Może powiedzieć, skąd wiedziałeś, gdzie jestem? Śledziłeś mnie?
- Nie... Pojechałem do najbliższego szpitala...
- A, no ta... Serio się pytam, po co tu przyszedłeś?
- Em... Sam nie wiem... Może faktycznie chciałem za wszystko zapłacić, żebyśmy byli kwita? - niebieskooki sięgnął dłonią za głowę i rozpoczął drapanie skóry, aby ukryć swoje zakłopotanie.
- Nie jesteś dobry w przepraszaniu, co? Czasem tylko to starczy. - mruknąłem z niechęcią, patrząc sobie gdzieś na bok.
- Powiedzmy... - podniósł się z siedzenia, poprawiając ubranie - Przynieść ci coś?
- Nie. I tak stąd zaraz idę. - zlustrowałem jego postać, a on z bezradności ponownie usiadł na krześle.

Do sali wszedł lekarz, który oznajmił, że za kwadrans będę mógł sobie iść. Po mnie miała przyjść jakaś dziewczyna, a ponoć łóżko obok nie było przystosowane do jej upośledzenia... Sam nie wiem, ale nie muszą mi powtarzać dwa razy. Nienawidzę szpitali. Jestem tu średnio raz albo dwa na miesiąc.

Kiedy mężczyzna wyszedł z pomieszczenia, zapadła może nie tyle niezręczna cisza, co męcząca, ponieważ czułem jego zakłopotanie. Osobiście nie jestem zbytnio wylewny, ale trzeba zachowywać się dorośle i wziąć się w garść, a nie chować głowę w piasek. Odetchnąłem ciężko, co rozniosło się po każdym kącie salki.

- Jak się czujesz...? - usłyszałem nieśmiałe pytanie, a jego właściciel wbijał coraz mocniej paznokcie w krzesło, wiercąc się na nim tak, jakby miał wszy pod spodniami.
- Cudownie. - mruknąłem, przy czym przewróciłem oczami.
- Wyglądasz strasznie.
- Ouh, dziękuję, wiesz jak pocieszyć człowieka.
- Nie o to chodziło! Tylko... sam wiesz.
- Nie wiem, od uderzenia o lustro poprzewracało mi się bardziej w głowie. Wiesz, niezrównoważenie i te sprawy. Chyba pojmujesz o czym mówię.
- Musisz być taki cyniczny? - spiął nieco mięśnie przy brwiach, przez co jego spojrzenie stało się odważniejsze.
- Ja jestem cyniczny? Nawet ani razu nie spytałeś, jak mam na imię. Nie przywitałeś się, nie powiedziałeś magicznych słów. Wściekasz się bez większego powodu i wymagasz ode mnie, abym skakał wokół ciebie? Co, nie biorę kasy i pojawia się problem? - dostrzegłem, jak nastolatek odwraca głowę na bok, wściekając się, ale nie wiem czy na mnie, czy na siebie - Do tego w szkole nie jestem nawet zauważalny, jeśli są znajomi, więc proszę cię, weź swoje szanowne cztery litery i idź już sobie stąd. Wątpię, że stan mojego zdrowia interesuje cię na tyle, aby siedzieć z duszą na ramieniu. I to dosłownie.
- A ty kim jesteś, co?! Zgrywasz takiego poważnego, co to nie ja, narzucasz mi swoje racje i mam cię za to przepraszać?!
- Słucham? - usiadłem na brzegu łóżka, aby móc uważniej mu się przyjrzeć - Nie masz mnie przepraszać za moje poglądy, tylko za to, że wjebałeś mnie w to lustro.
- Dobra, nieważne. - zerwał się do pozycji pionowej, poprawiając koszulę - Niepotrzebnie tu przyszedłem.
- Niepotrzebnie. - potwierdziłem jego słowa, po czym sam zebrałem swoje rzeczy.

Coś blondynek chyba stracił swoją pewność siebie. Stał jedynie na środku pomieszczenia i wpatrywał się we mnie, zagryzając nerwowo wargę. Co, trafił swój na swojego? Kasa nie pomaga? Okej, może i teraz jestem chamem, ale sam tego chciał. Nie będę się z nim użerał, niech wie, gdzie jego miejsce i da mi spokój, ani się do mnie nie zbliża. Było, minęło i tyle. Przerzuciłem szelkę przez jeden bark, kładąc palce na obojczyku.

- Wiesz, jestem człowiekiem i posiadam nawet imię. Ot, zaskoczenie, co nie? - przekręciłem głowę, po czym podszedłem do niego, nachylając się odrobinę - Brzmi ono Sasuke. - wyprostowałem się oraz postawiłem krok na bok, by opuścić ten cholernie sterylny budynek. Osiemnastolatek został na swoim miejscu, ale nie widziałem jego miny. Niech tak zostanie, starczy mi tak, jak jest.

Wyszedłem na zewnątrz od razu czując najlepsze powietrze jakie może być - popołudniowe, tuż po deszczu. Hah, perfumy to on ma takie, że prawie się udusiłem jak się nachylałem. Buty, koszula, nawet zegarek, wszystko do porzygu drogie i perfekcyjnie wyczyszczone, jakby dopiero co wziął to ze sklepu. Ja naprawdę nie mam nic do takich ludzi, bo różnie bywa w życiu. Jednym się powodzi, drugim nie, a dzieci rodziców nie mają na to wpływu. Ale no kurde, nie trzeba od razu się wywyższać i traktować innych jak popychadła. Nie chcę jego kasy, powinienem ją wziąć, być bezduszny, ale jakoś nie potrafię. Po co się mścić? Dobra, jestem trochę zawistny, ale on po prostu jest rozpieszczonym bachorem, który dopiero musi się przejechać na życiu, aby zmądrzeć. Muszę o tym zapomnieć i skupić się na swojej rzeczywistości. Pieniądze same się nie zarobią, a państwo nie będzie mnie długo utrzymywać. Szczególnie, że moje mieszkanie jest naprawdę nowoczesne, tylko ciut małe. Cieszę się z tego co mam, zawsze mogłem nie mieć niczego i wylądować gdzieś pod mostem. Wierzę, że kiedyś wszystko mi się zwróci i nareszcie coś osiągnę. Może być coś nawet przyziemnego, niewielkiego... A jeśli nie, nie będę się smucił. Jest mi to obojętne.



 ヽ´∇` ノ 


Przed powrotem zrobiłem małe zakupy, więc musiałem uporządkować produkty w szafkach czy lodówce. Włączyłem sobie radio, wstawiając wodę na kubek gorącej kawy, którą uwielbiałem pijać, a kiedyś mi zabraniano. W ogóle często sobie myślę, dlaczego życie jest takie nie fair? Niektórzy nie muszą robić nic, a mają komfort życia w spokojnym domu, już nie chodzi tylko o pieniądze. Inni starają się i ciężką pracą do tego dochodzą... A reszta jest życiowymi nieudacznikami, zupełnie jakby ktoś naznaczył ich przy narodzinach i skazał na taki, a nie inny los. Staram się nie narzekać, ale to jest chamskie. Taki osiemnastolatek szasta sobie kasą, której pewnie nie docenia i myśli, że nią załatwi wszystko. A, wróć, pewnie mu się to uda i przejdzie z 90% ludzi, których spotka na swojej drodze. A te 10% - kto by się nimi przejmował? To jedynie plebs zapychający miejsce w taniej sile roboczej.

Złapałem za kubek, kierując się do salonu, by tam usiąść wygodnie na fotelu. Westchnąłem, ściągając okulary. Zbliżyłem naczynie do ust, po czym zaczerpnąłem woni i smaku napoju.
Mimo, że minęły cztery miesiące od tego, jak legalnie mogłem opuścić dom dziecka i musiałem zacząć pracować, czuję, jakbym był wolny od zawsze. Nareszcie własne, jednak tymczasowe mieszkanie, ale pozbawione tego całego zgiełku, który panował w sierocińcu. Ciągłe krzyki, płacze małych dzieciaków, a jak był spokój, to na krótko. Gotuję sobie sam, jem to, na co mam ochotę. Jeśli nie chcę, nie jem, nikt mi za to nie wymyśla jakichś durnych kar. Kładę się kiedy chcę, nikt mi się nie wciśnie do łazienki, nie zrobi głupiego żartu... Samodzielnie zarabiam na mieszkanie, przychodzę kiedy mi się podoba... Naprawdę cieszę się, że udało mi się to przetrwać. Nie słyszę dziamolenia przy uchu, że nawet nie chce mi się uczyć i zostanę takim ćpunem, jakim jestem. Bo jasna skóra i podkrążone z wycieńczenia oczy są oznaką tego, że sram kasą i ładuję ją w dragi. W sumie... Dobrze się stało, mogło być gorzej. Tak to przynajmniej żyję sobie zwyczajnie, sam, powoli i niespiesznie. Zachce mi się odejść, zrobię to. Zachce mi się iść, wstanę i pójdę.

Szkoda, że niektórzy ludzie mają łatwiej. Pewnie ten cały Naruto w moim wieku biegał sobie po podwórku w jakimś prywatnym domku, miał najnowsze, najlepsze i w ogóle wszystko naj. Nawet jeśli z rodzicami nie byłoby super, zdobyłby znajomych przez swój charakter i charyzmę. W końcu popularny, jednak rzadko tutaj spotykany wygląd, jakim dysponuje wzbudza sensację. W szkole dobrze się uczy, chodzi sobie na imprezy... To zupełnie inne życie od mojego. Ja muszę się martwić o wszystko, być panem własnego losu, a jak jemu się coś nie uda, leci do rodziców i od razu wszystko jest tuszowane. Gdzie tu uczciwość?

Powierciłem się na fotelu, odstawiając na stolik kawę. Schowałem twarz w dłoniach, ponieważ przypomniało mi się, jak cholernie ciężko musiałem zapracować na to, co mam... Średnio mi się udało i jestem świadomy, że powinienem być prymusem w szkole, ale zwyczajnie mi to wisi. Straciłem chęci, kiedy zostałem kilka razy niesprawiedliwie oceniony poniżej tych, których broniły mamusie. Właśnie, ciekawe czy moja jest ze mnie dumna? Gdziekolwiek jest... Podobno wraz z ojcem zginęli w wypadku samochodowym, a że byli młodzi i uciekli od rodziny, która miała zupełnie inne nazwiska i pochodzenie, zostałem zaprowadzony do domu dziecka. Miałbym fajną rodzinkę, niczym z niektórych filmów? A może bym jej nienawidził i zachowywał jak te wszystkie rozpuszczone bachory?

Podniosłem się, mając zamiar wziąć orzeźwiający prysznic. Nie mogę się tym zamartwiać, bo znowu wpędzę się w depresję. Za dużo osiągnąłem, żeby się cofać. Tak. Właśnie.
Poklepałem opuszkami skórę na policzkach, aby ze świeżym umysłem pójść po chwilę relaksu. Będę musiał zadzwonić do szefa i choć jestem raczej niewierzący, modlić się o to, by nie wywalił mnie na zbity pysk.



 ヽ´∇` ノ 


5 komentarzy:

  1. Bardzo mnie zaciekawiłaś tym rozdziałem. Niby nie wiele się dzieje, ale dużo się dowiadujemy :D Będę czekać, aż dodasz następny i następny rozdział...
    Pozdrawiam, życzę dużo weny bla bla bla... :P
    Ps.: Chyba jestem pieeeerwsza :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry rozdzial. Lubię twój styl pisania, bardzo przyjemnie czyta się twojej opowiadania, choć zmuszają także do refleksji. Czekam na dalsze rozdziały.
    Powodzenia w pisaniu :)
    ~M

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie napisany rozdział i cholernie ciekawy :3
    Niecierpliwie czekam na więcej^^
    ~Psychedelic smiles

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,
    podoba mi się to tutaj, że Sasuke jest tym kimś „gorszym”, który musi zmagać się z problemami, choć mam wrażenie, że Naruto jest kimś zupełnie innym niż pokazuje...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. AAHAHAHAHAHAHA O BOZE NIEEE XDDD MNIE TEZ ZAWSZE ZOSTAWIAJA DLUZEJ W SZPITALCH CZY ZLECAJA DODATKOWE BADANIA BO JESTEM BLADA XDDDD (a to po prostu spf50 ( ͡° ͜ʖ ͡°))
    ~Kav

    OdpowiedzUsuń