08.06.2012

Rozdział 47

- Czy ty w ogóle dzisiaj zamierzasz kupić te słuchawki? - Akane zupełnie załamana wyszła razem ze mną z ogromnego, szklanego centrum handlowego, które należało do rodziców jednego chłopaka z mojej klasy. 
- Niekoniecznie. - odrzekłem, wznawiając degustację przepysznego, kokosowego batonika, którego dostałem tuż przy drzwiach wyjściowych - Mówiłem już, że dopóki na 100% nie będzie mi odpowiadała rzecz, najzwyczajniej w świecie jej nie kupię. - oblizałem się nazbyt dokładnie, gdyż przenosząc wzrok na dziewczynę zobaczyłem jej zmarszczone czoło i dwie brwi ugniatające powieki.
- Matko... - wydusiła z siebie po krótkiej chwili milczenia - Jak dziecko. - pokiwała głową, wskazując na moje palce.
- Są tylko w czekoladzie. - powolutku wyczyściłem każdego z osobna, idąc wprost na wysoką latarnię - Oj! - ku jej ogromnemu zdziwieniu, zręcznie ominąłem metalowy słup i schowałem do kieszeni zapachową chusteczkę - No co? Myślałaś, że pozwolę sobie na uszkodzenie ciała? Pfy, jeszcze czego! - fuknąłem na nią wielce obrażony, a ona tylko spojrzała na mnie jak na kogoś, kto cierpi na jakąś chorobę psychiczną zaawansowanego stopnia - To gdzie teraz idziemy? - wyrwałem ją z tego dziwnego stanu, stając się nieco poważniejszy.
- Raczej do domu. Jest grubo po 17, a mi nie widzi się uczenie po nocach, chociaż dużo tego nie jest... - przystanęła, aby zastanowić się choć minutkę.
- Rozumiem. W takim razie chodźmy, aż tak daleko nie masz.
- No niby nie, ale muszę do ciebie zajść.
- Do mnie? Po co.
- Panie zapominalski, jest tam kto? - popukała mnie po głowie, stając na palcach - Pustka. Mogłam się tego spodziewać.
- Ha, ha, ha. - prychnąłem, odtrącając jej małą dłoń - No chodź, chodź, dam ci te zapiski. - wyszczerzyłem się troszeczkę, wygodniej zawieszając na ramieniu przeładowany książkami plecak.
- Ooo, jednak pamięta! Więc nie jest tak źle, jak mi się zdawało. 
- Tylko pamiętaj, aby u mnie z nikim nie rozmawiać. - westchnąłem bardzo głośno, jak jakaś stara lokomotywa, która właśnie doszła do końca swoich możliwości.
- Dlaczego? - z ciekawością, stąpała obok mnie drobnymi kroczkami.
- Czy każdy musi pytać?! - wtopiłem się wzrokiem w niebo, lecz wypuszczając powietrze z płuc, z niechęcią otworzyłem usta - Eh, jeśli wszystko pójdzie źle, zobaczysz.
- Mam się bać?
- Raczej tak. - wyobraziłem sobie Hiro w fartuszku i z chochlą w dłoni, brrr!

Dziwny wyraz twarzy zagościł u Watanabe na krótki okres czasu, by po paru sekundach zastąpiła go uwaga, skierowana na ludzi, którzy niemiłosiernie się przeciskali. Co to ma być. Dżungla, czy może gdzieś rozdają kasę, a ja jak zwykle nic o tym nie wiem? Super! Zaje... fajnie! Właśnie jakiś dziadek wcisnął mi swoją bambusową, jedną z najtwardszych, laskę, w środek trampka, pod którym znajdowały się moje palce. Nie będę nawet mówił:'Lepiej być nie może!', bo znając swoje szczęście będzie tak, jak mówię. 


***


- Yhym... Tutaj mieszkasz. - szatynka podparła się na klamce czarnej, żelaznej furtki prowadzącej każdego gościa do mojej posesji - Ładne kwiatki. - zaśmiała się cicho.
- No już? Skończyłaś podziwiać roślinność mojego podwórka? - popchnąłem ją lekko w plecy.
- Jeju, jaki niemiły... - jej stopy bez pośpiechu stąpały po betonowych płytkach, obok których rosła bujna, zieloniutka trawa.

Gotowa na Hiro? Bo ja nie...

Otworzyłem drzwi i uprzejmie wpuściłem ją jako pierwszą do środka, zamykając za nami wrota Sasaki'ch. Uważnie rozejrzałem się na boki i spróbowałem wsłuchać się w jakiekolwiek dźwięki, które świadczyłyby o niebezpiecznej obecności brata. Nic. Zero. Ściągnąwszy buty błyskawicznie zajrzałem do kuchni, gdzie nic nie bulgotało, nie syczało, nie pachniało... Nieco uspokojony, ale i zawiedziony podszedłem do siedemnastolatki.

- Jak widać smok zaszył się w jaskini lub w ogóle opuścił okolicę.
- Czyli teoretycznie mam się z tego powodu cieszyć, tak? - uśmiechnęła się uroczo, podążając za mną schodek po schodku, do pokoju, gdzie miałem zamiar poczęstować ją czymś bardzo dobrym. 
- Dokładnie. - pstryknąłem palcami, uchylając nieznacznie drewnianą ścianę - Oto pokój męczarni, gdzie nauka wbija szpony w młodych i niewinnych niczemu uczniów. 
- Dramatyzujesz. - wystawiła mi język, po czym dyskretnie obejrzała całe pomieszczenie - Super! Kiedyś miałam ten sam kolor ścian, jednak trzy lata temu postawiłam na cynamon.
- To też masz pewnie ciekawie. - odpowiedziałem, zmierzając do biurka, gdzie... - Zabiję go! - walnąłem dłońmi o blat mebla, który przyjął na siebie mój cały gniew - Przepraszam na chwilkę... - moje usta wygięły się w słodziutki łuk, a głos był zbyt potulny.
- Okej...? - z pytaniem zaprzątającym jej głowę, grzecznie usiadła na łóżku, z grubsza lustrując każdą szafkę w zasięgu jej wzroku.

Tymczasem ja, niczym wielki słoń, wyszedłem z pokoju głośno tupiąc o podłogę. Skrzyp belek mógł być słyszalny na parterze, a nawet w piwnicy. Chwila ciszy... Spokojne myśli Akane, i...

- Hirooo!!! Zamorduję cię, przysięgam! - głośny ryk dzikiego zwierza przeszył cały dom, jednak wraz z trzaśnięciem drzwi, został on stłumiony tylko w jednym pokoju - Trzy słowa braciszku, tylko trzy... - mówiąc przez zęby, wyciągnąłem taką liczbę trzęsących się od napięcia palców, a po chwili podbiegłem do tego dziada, chowającego się za sofą, trzymając w łapkach jakąś książkę - Gdzie. One. Są.? - wymusiłem uprzejmość. A nuż oskarżam go bez powodu?
- Ale co? Jakie one? - wyraźnie zaskoczony podniósł się z ziemi, odkładając lekturę na pobliską kanapę.
- Nie wiesz o co mi chodzi? - w chwili, kiedy dostrzegłem papierki walające się za miśkami, moje wątpliwości zostały rozwiane do zera - Zeżarłeś je! Ty chamie jeden! - od razu rzuciłem się na niego, powalając nas na dywan.
- Wyjaśnię to... - próbował blokować moje silne i porywcze ataki.
- Wyjaśnisz?! Tego się raczej nie da wyjaśnić, a przecież wiesz, że tata przysyła mi te żelki raz na pół roku! Ci też, a mimo wszystko wpierdzieliłeś moje, kiedy wybyłem z domu! - siedząc na nim, próbowałem walczyć z jego dłońmi, które zbyt skutecznie blokowały moje.
- Po-poczekaj! - odchylił głowę, aby nie dostać pięścią w twarz - Przecież możemy się jakoś dogadać... - uśmiechał się szeroko, jakby ta sytuacja była przezabawna!
- Rozerwę cię, a nie dogadam! - mocniej na niego naparłem, przez co w gwałtownym starciu przeturlaliśmy się po panelach, aż do sporej kolumny oddzielającej połowę szafy.
- Też cię kocham. - zaśmiał się i korzystając z wolności wyleciał na korytarz, zwiewając przede mną w tempie błyskawicy.
- Już ja cię zaraz pokocham! - krzyknąłem, wyskakując na prostą drogę.

Jego śmiech doleciał pewnie do każdego zakamarka domu, a moje tupanie było słyszalne w moim pokoju. Akane zaniepokojona takimi rykami i waleniem, podniosła się z łóżka podchodząc do progu, obok którego ledwo zauważalnie przeleciał Hiro. W mgnieniu oka złapał się za poręcz schodów i zawrócił, docierając do mojego królestwa.

- Oho? A cóż to za ślicznotka chowająca się za tymi obskurnymi drzwiami? -zbity z tropu, niekulturalnie wskazał na nią palcem, a ona szerzej otworzyła oczy - Czyżby Y...
- Zamknij się! - łapiąc jego barki, ponownie powaliłem go na podłogę - Do reszty oszalałeś?! I co ty masz do moich drzwi! - trzymając błękitną koszulę, potrząsnąłem nim parę razy.
- Uhuu? - uśmiechnął się złośliwie, pokazując mi jeden palec - Jeśli tego nie powiem, zapomnimy o sprawie z żelkami?

Długo ukrywająca się pod grubą warstwą skóry, żyłka, teraz swobodnie zaczęła pulsować, zakryta jedynie czarną grzywką. 

Raz, dwa, trzy...

- Zabiję. - dorwałem się do jego szyi, ale od razu zostałem zatrzymany - Cię... Jak Boga... Kocham... - używając większej ilości siły, starałem się wygrać z jego blokującym uściskiem.
- No co ty robisz... Tai! - wydusił z siebie pod naporem moich mięśni.
- Utłukę... Posiekam...
- Najpierw pokochaj jak własnego bra...
- Hirooo!!! - rzuciliśmy się w wir dzikiej walki polegającej na 'kto dłużej wytrwa w szczękach krwiożerczych kończyn'.

Dziewczyna jak stanęła, tak stała. Jedyne co się zmieniło, to szeroko wybałuszone oczy i otwarte z niedowierzaniem usta. Powoli zaczęło brakować mi sił, tak więc pozwoliłem, aby unieruchomił mi oba nadgarstki. Chwilę się szamocząc, opadłem na niego, dysząc mu cicho w klatkę piersiową, gdyż dzięki niebiosom to on leżał pode mną, a nie odwrotnie. Minęło kilka sekund, zanim dłoń odgarnęła czarne kosmyki i pokazała, że za nimi chowa się twarz mojego braciszka. On uśmiechnął się szeroko i jak gdyby nigdy nic, machnął palcami na przywitanie.

- Jestem Hiro, brat Taisho, miło mi poznać.
- Mi... Też miło poznać? - bardziej zapytała, niż odpowiedziała, ostrożnie spoczywając na pobliskim krześle, które jako jedyne bez strachu o swój stan mogło uczestniczyć w całej bójce - Akane... Watanabe... - rzekła, wypuszczając znacznie powietrze, lecz nagle wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem, patrząc na nas spod długich rzęs - I wy tak zawsze? Nie no, dajcie spokój.
- Nie, zazwyczaj rozmawiamy normalnie, a Taisho jest bardziej zdyscyplinowany... Ah, ci młodsi bracia... - bez krępacji zaczął mielić językiem, opierając sobie dłoń na moich biednych pleckach.
- Jesteś idiotą Hiro, idiotą jakich mało. - mruknąłem mu w materiał koszuli, zdobywając się w końcu na podniesienie do pionu - I dlatego nie myśl nawet, że ci wybaczę. - otrzepałem się z drobnego kurzu, który zagościł na białym, mundurkowym materiale - Jestem na ciebie wściekły.
- Oj no daj już spokój. - westchnął, kiedy również dołączył do malutkiego grona stojących, ponieważ brązowooka również podniosła się z siedzenia.
- Nie. Doskonale wiesz, jak kocham te żelki, a co? Zżarłeś je! Co cię w ogóle napadło?!
- Sam nie wiem... Po zjedzeniu jednej paczki chyba się uzależniłem. - zaśmiał się, czując lekkie zażenowanie całą tą sytuacją.
- Nieważne... - jęknąłem zrezygnowany - Jakoś wytrzymam, ale jutro przyjdziesz, prawda?
- Oczywiście. Jak obiecałem, tak zrobię. - posłał mi ten przepraszający uśmiech, któremu za nic w świecie nie mogłem się oprzeć.
- Ale wracając. Akane to moja koleżanka. - odwróciłem w jej stronę połowę twarzy - Sorki za taki dziwny... Wstęp.
- Nie powiem, zabawne z was rodzeństwo. - uśmiechnęła się serdecznie, na co moja twarz także taka się stała. 
- No Taisho, szalejesz. - zza pleców usłyszałem jego głos.
- A ty tylko o jednym... - przewróciłem oczami, mozolnie odwracając się do jego osoby.
- Chyba ty myślisz tylko o jednym. - pomachał mi przed oczami moją skarpetką, którą gdzieś wczoraj zapodziałem.
- Oddawaj to! - podskoczyłem, wyrywając mu ową rzecz - Debil. - upchnąłem białą bawełnę do szuflady.
- Znowu czuję, się poszkodowany... - ze smutną miną oparł policzek na ramieniu szatynki, stojąc tam jak ostatni leszcz.
- Chyba nie wiesz co to szkody. - rzekłem z ironią, grzebiąc w regale, gdzie znajdował się mój zeszyt z zapiskami dotyczącymi biologii.
- Biedny jesteś Hiro, no nie powiem. - pogłaskała go po głowie.
- Widzisz?! Ktoś wreszcie mnie rozumie, no! - na jego dziecięcą radość uniosłem jedynie brew.
- Najpierw zżerasz bratu rzadko spotykane żelki, a potem liczysz na łaskę? Doprawdy, biedactwo... - zaśmiała się dumnie.
- Zdrajczyni! - fuknął na nią, od razu się oddalając.
- Znalazłem. - jak oznajmiłem, tak wyciągnąłem ognisty notatnik i podałem go dziewczynie - Mam nadzieję, że jakoś się rozczytasz.
- Żartujesz sobie? - jej palce przewertowały parę kartek, na co wzrok ukazał ogromne zdziwienie - Przecież masz śliczne, równiutkie pismo!
- Tak, tak. - szybko zakończyłem ten temat, gdyż nigdy nie lubiłem go poruszać. Słuchać, jakież to mam schludne i przepiękne pismo.
- Ja bym się bardziej martwiła, czy zdążę to wszystko wykuć w trzy tygodnie.
- Jesteś zdolna, więc wyrobisz się. - odrzekłem zgodnie z prawdą, ona była bardzo zdolna.
- A na co ta nauka? - nareszcie jakieś normalne pytanie padło z ust Sasaki'ego.
- Na olimpiadę z biologii. Chciałabym ją wygrać albo zająć jakieś wysokie miejsce.
- No to życzę powodzenia. - puścił jej oczko i skierował się do wyjścia - Nie będę już przeszkadzał, idę poczytać.
- Yhym. - odprowadziłem go wzrokiem, na końcu wyginając usta w małą podkówkę.
- Heh. - widząc moją reakcję, Watanabe klepnęła mnie w ramię i stanęła obok - Też będę się zbierała, jest 18, więc czas do domu. Muszę się pouczyć.
- Taa... Jak chcesz. W sumie ja też powinienem się nieco pouczyć. Nie mogę przed Eizo świecić oczami.
- No proszę jaka motywacja. - zaśmiała się krótko, ale za to jak głośno... - Wstyd najlepszym dopalaczem. - chichocząc niegłośno, zgrabnie zeskakiwała ze schodów.
- No ja bym się z tego tak nie śmiał. - czekając, aż założy buty, zdjąłem z wieszaka jej cienką, szarawą bluzę, którą powiesiła tuż po wejściu.
- Każdy sposób jest dobry. - rzuciła, wiążąc ostatnią kokardkę - A takie przeciwności czasem nam pomagają. - przyjęła ode mnie pozostałą część jej ubioru, po czym pozwoliła, abym otworzył jej drzwi - Dzięki.
- Spoko. Po... - moje pytanie przerwał dzwonek wydobywający się z telefonu.
- Wybacz. - przepraszając, powoli wyciągała aparat z torby, która dla utrudnienia jej życia nagle miała zapięte wszystkie kieszenie - Słucham? Tak... Nie, byłam na mieście, ale aktualnie jestem blisko twojego domu, a przynajmniej tak mi się zdaje. - kolejny raz w ciągu 15 minut, zaśmiała się ponownie, obserwując biedronkę zasuwającą po farbie budynku - Yhym... No jasne, że możesz, z chęcią pożyczę... No... Yasuro! - słysząc to imię od razu mną wstrząsnęło.

Yasuro? Dzwoni... Do niej? Pożyczyć? Ale co? O co chodzi? Zaraz... Dom. Blisko. Pożyczyć... Od niej?! Nie ode mnie? Co takiego...?

Nieprzyjemne mrówki rozlazły się po moim ciele, tak, aż przełknąłem ślinę. Czyżby uderzyła mnie zazdrość? No nie, przecież przerabiałem już ze sobą ten temat... Nie miej o niej złego zdania, ona jest naprawdę w porządku...

- To pójdę w twoją stronę i potem wpadniemy do mnie. Dam ci to, co chcesz i już. Co? Nie! - śmiech rozbrzmiał u progu drzwi... - Nie będzie za późno, nie przesadzaj. Dobra, to idę, pa. - odłączyła się i włożyła komórkę do spodni.
- Yasuro? - wypowiedziałem się bardzo bogato, nie ma co.
- Tak. Chce pożyczyć ode mnie zeszyt od anglika, bo nie zdążył przepisać czegoś z tablicy.
- Aha... - jakby nieprzytomny, łączyłem sobie fakty po swojemu, nie jak mówiła.
- To ja lecę. - poprawiła swój wizerunek już ostatni raz.
- Yhym...
- Coś się stało? - zapytała, widząc mój entuzjazm.
- E? Nie. - uśmiechnąłem się sztucznie, ale na tyle przekonująco, aby w to uwierzyła.
- To lecę, do jutra. - machnęła mi ręką, a ja docisnąłem klamkę.

Przepraszam Akane... Ale chyba przez chwilę poczułem, że nie powinno cię koło nas być.


11 komentarzy:

  1. Pff...Tak to on powinien od samego początku czuć... Weź coś z nią zrób! Niech pod samochód wpadnie (ee to trochu za drastyczne), o.O niech wyjedzie w pizdu i nie wraca ^^
    Krwiożerczy starszy brat Hiro czyha na niewinne ulubione żelki,tez nienawidzę jak moje rodzeństwo dobiera się do moich zapasów skrzętnie ukrytych słodkości -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha nie no ja cie kocham xddd
      właśnie pod samochód ją !

      Usuń
  2. Podoba się, brnę dalej ^^ Uważaj na powtórzenia-to u Ciebie częsty błąd. Postać Akane jest trochę bezbarwna. Właściwie nic o niej nie wiemy. Ciężko stwierdzić dlaczego bohaterowie ją lubią, skoro nic o niej nie wiedzą.

    OdpowiedzUsuń
  3. ZABIC JĄ ZABIĆ JĄ ! Moje słowa do Akane wgl . Powinna się rozkręcic miłość do Yasuro

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestescie okropni ! xd ja lubie Akane haha;D.Fajnie gdyby miała romans z Yasuro ^^.Wtedy Taishio mógłby zajac sie Eizo lub Hiro haha ^^.Nie ma to jak miłosc miedzy bracmi xd

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonale wiesz, jak kocham te żelki, a ty co? Zżarłeś je! - według mnie najlepszy cytat z całego opowiadania xD Padłam, leżę i nie wstaję! xD

    OdpowiedzUsuń
  6. NIENAWIDZE AKANE! Od samutkiego poczatku nie cierpie jek z calego serca XDD

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten rozdział ci się udał na nie powiem :D

    Suzi

    OdpowiedzUsuń
  8. niech Akane zostaje a Hiro wyjdzie, nie lubię go xD

    OdpowiedzUsuń
  9. A zaczęłam mieć o tb Akane dobre zdanie.. A teraz wypierdzielaj po samochód ! ;3 Haha xD Dziecinna strona Taisho - żelki.. ;3 Cudowny rozdział ^.^

    OdpowiedzUsuń
  10. Chce mi się tych żelków i jakiejś odmiany, żeby Taisho poczuł coś jeszcze do kogoś innego, wahah.

    OdpowiedzUsuń