09.06.2012

Rozdział 75

W rezultacie nie dowiedziałem się, co się stało Ukyo, ale jestem pewien, że kiedyś powie mi coś więcej. Przecież nie każdy wylewa łzy przy drugiej osobie (a ja do takich osób nie należałem), a tym bardziej niechciane łzy. W moim przypadku...
Yasuro. Tylko on był ze mną w chwilach, gdzie wszyscy się na mnie wypięli, złośliwie klepiąc na moich oczach swoje pośladki. Skoro nie pokazujesz siebie na zewnątrz, jesteś postrzegany jako ktoś dziwny i rzadko się zdarza, aby ktoś do ciebie podszedł i rozwarł ramiona... Rzadko, a mnie takie szczęście spotkało. To ma być rekompensata za wiele lat bez życia? Takie wyjście z doła? Mimo tego i tak zbyt często odnoszę wrażenie, że ostatnio dostaję od losu za dużo. Po co to? Wolałbym otrzymać jedną, najcenniejszą rzecz, a dokładniej osobę, którą jest aniołek. Heh, nie ma tak dobrze...!

Cierpienie wymaga więcej odwagi niż śmierć.

Do dzisiaj pamiętam te słowa, które powiedział nie tak dawno temu.



***



Olbrzymia kolejka do niegdyś szerokich drzwi nieudolnie próbowała się przepchać nie po kolei, tylko w całości. 
Czy ci ludzie mają mózg? Geez... Stwórz drzwi, to zażyczą sobie wrót. Bawiąc się przez kilka minut w stróża prawa, zmieściłem wszystkich w przestronnym pomieszczeniu, którego połowa w obecnej sytuacji uległa zmniejszeniu i klasnąłem w dłonie, aby każdy człowiek zwrócił na mnie uwagę. 

W tym samym czasie białowłosy mężczyzna szedł spokojnie korytarzem, wdychając zapach cieplutkiej kawy, którą sobie zaparzył w zacisznym pokoju nauczycielskim. Zmarszczył czoło, gdy przez jakąś chwilę obserwując interesujący korytarz stwierdził, że za duża liczba ludzi co rusz przedziera się w głąb sali, a przy otwieraniu drzwi słychać za głośne rozmowy.

- No już, spokój! - podniosłem głos, ponownie klaszcząc w dłonie - Nie będę sobie zdzierał gardła, bo chciałbym w stu procentach udzielać się na koncercie charytatywnym, więc się skupcie. Chyba też chcecie pomóc dzieciakom, co nie? - brak jakiegokolwiek sprzeciwu pozwolił na to, bym wyciszył nieco ton, którym przemawiałem - Dobra. Wiem mniej więcej co robi każdy z was, ale trzeba ustalić jakiś sensowny grafik, którym będziemy szli, tak więc po kolei będziecie do mnie podchodzili przypominając swoje zadanie. Tylko tyle, resztą się zajmę, ale do tego czasu moglibyście stanąć bliżej siebie, żeby inni mogli swobodnie pracować. - szepty i szumy optymistycznie przyjęły moją propozycję, dlatego widząc białą czuprynę przedarłem się do wyjścia.
- Co się tutaj dzieje? Nie mam tylu ról! - Yarotouichi poważnie wystraszony lustrował gęsty tłum.
- Spokojnie, oni tylko na chwilę. Załatwię z nimi co trzeba i już ich tu nie ma. Przepraszam za to zamieszanie, ale wszystkie większe sale są teraz zajęte. - trzymając w dłoniach wysypujący się plik kartek starałem się nie tracić kontaktu wzrokowego ze słuchaczem. W końcu kultura tego nakazuje.
- Yhym, yhym... Rozumiem. - moment zawieszenia i mina tego narwańca wróciła na swoje miejsce, o mały włos nie oślepiając mnie swoim blaskiem - Tylko nie zgub się w tym wszystkim. - posyłając mi bardzo przyjazną minę przeczesał palcami moje kosmyki, co dodało mi niewyobrażalnie wielkiej otuchy.
- Postaram się. - jakby z opóźnionym zapłonem energicznie wyrwałem do przodu, zaskakując niektórych łagodnym uśmiechem.

Usiadłem na podwyższeniu sceny i położyłem swojego laptopa na nogi, uruchamiając odpowiedni program. O dziwo mimo, że uczniowie się rozgadali, powoli ustawili się w sporej długości sznurek prowadzący do moich stóp. 
Tak! Jestem cudowny, teraz klęknijcie i proście o autografy, muahaha...!
Pokręciłem głową i zaśmiałem się cicho pod nosem z własnego debilizmu.

- Czeka cię dużo pracy. - delikatny, jak na Igichiego za delikatny uśmiech przywitał mnie dosyć życzliwie.
- Trochę... Tylko się wydaje, ten program wszystko za mnie zrobi. Całe zestawienia, czas, wszyściutko. - uśmiechnąłem się szerzej, aby jakoś go rozweselić.
- Widziałem go. Skąd masz? Jest cholernie drogi.
- Ma się te znajomości Hiro. - puściłem mu oczko.
- Heh, no tak...
- Chcesz łyka? 
- No jasne... - podałem mu kubeczek z colą i odgarnąłem skrawek opadającej grzywki.

Drobne ciałko spoczęło po turecku obok mnie, a łokieć wbity w udo pozwolił, aby Ukyś podparł sobie brodę na nadgarstku i wpatrywał się w ekran. Po ciężkich dwóch godzinach zadowolony zamknąłem laptopa i wygiąłem się, rozciągając mięśnie. Na mój ruch brunet z ziewnięciem przetarł oczy i pomógł mi odłączyć kabel. Widząc, że spieszę się na lekcję, był tak miły i podał mi plecak.

- To co, na długiej pod wierzbą?
- Pewnie. - pospiesznie wsadziłem sprzęt do torby i przewiesiłem ją przez ramię, pędząc na rozpoczętą od pięciu minut lekcję.
- Taisho, gdzie tak lecisz? Przecież jesteś...
- Na lekcję, muszę na niej być. - rzuciłem na odchodnym i z piskiem podeszwy wybiegłem na korytarz.

Obiecałem aniołkowi, że będę na tym sprawdzianie, bo muszę mu troszkę pomóc, a ja słowa dotrzymuję. Szczególnie tknęło mnie coś, gdy zobaczyłem jak wynosi coś ze składziku z taką zmęczoną twarzą... Przykro mi się zrobiło. Ale po sekundzie uśmiechnął się i poszedł do Akane, bo potrzebowała pomocy. Nie wygląda mi na zmęczonego, więc poważniejsza mina nie może mnie stresować, to nie dziecko.



***



Z odchyleniem głowy do tyłu odetchnąłem donośnie, delektując się smakiem mrożonej herbaty prosto z lodowatej puszki. Był wyjątkowo ciepły dzień, idealny, bo nie lubię upałów, szczególnie pod koniec kwietnia? To co będzie w maju. No jak to tak.
Uniosłem wzrok, napotykając intrygującą przeszkodę.

- Czemu tak wcześnie?
- Kto wcześnie wstaje, temu Bóg daje. A kto nie bierze, ten nie zyska.
- Chyba, że sam będzie chciał dać. - wymownie wbiłem oczka w szare tęczówki.
- Możliwe. - Katsuyoshi usiadł tuż obok, opierając plecy o własną torbę - Twoje kroki zaszły trochę dalej, niż planowałeś, czy wciąż stojąc w miejscu wykopują dół?
- Czy zrobiłem postępy. W czym? - ścisnąłem brwi, nie rozumiejąc całkowitego znaczenia przenośni.
- W tym, co cię uskrzydla. - momentalnie poczułem, jak oblewa mnie wirtualny zimny pot. Jego inteligencja jest porażająca! A może jest jedynie dobrym obserwatorem.
- Zależy kto jakie liczy kroki. - spróbowałem wyjść z tego z twarzą.
- A wiesz już, jakie jest twoje życie? Czarno-białe, czy biało-czarne?
- Nie wiem... Nie mogę tego określić, bo nie wiem o co chodzi. Nie w tej chwili... - z każdym słowem jego tajemniczy uśmiech coraz wyraźniej się powiększał - A skąd ty w ogóle wiesz o mnie i...
- Taisho, dzięki! Uratowałeś mi życie. - Higoshi po raz pierwszy nie wyczuł momentu przyjścia, a mnie przeszły ciarki, kiedy Hanari puścił mi dość prowokujące oczko.
- Nie ma za co. Wolę utrzymywać przy życiu ciebie, niż emerytów.
- Jesteś okropny.
- Jestem realistą. - dumnie uniosłem twarz.
- Prześladowcą. - Akane wystawiła mi język, otwierając opakowanie wafelka.
- Cały przemiły Taisho. - aniołek wspólnie z dziewczyną zajął miejsce naprzeciwko mnie i bożyszcza.
- Wiecie, zastanawiam się jak to jest być poważnym? - siedemnastolatek usiadł na łydkach, bokiem do pozostałych, ale po mojej stronie.
- Nie pasuje ci to. - szatynka ugryzła spory kawałek czekolady.
- Ma rację. - orzechowowłosy zakręcił butelkę i położył się na trawie, ugniatając pod głową bluzę.
- Skoro tak mówicie. - nasza paczkowa papla wzruszyła ramionami.
- Chcecie coś zobaczyć? Tak? No ok. - radość i duma były zanadto wyczuwalne w moim głosie, toteż bez odpowiedzi innych, sam sobie jej udzieliłem i odgarnąłem z lewego ucha włosy - Patrzcie.
- No nareszcie! - komentarz Yasu nieco mnie rozbawił.
- Aż cztery naraz? Masz trochę czerwone ucho, no ale ok.
- Ale faaajnie... - zaczęliśmy się śmiać z reakcji Ukysia, który oburzony nadął policzki i skrzyżował ręce.
- No nic. - szturchnąłem go barkiem - Jesteś moim jedynym optymistą. Ale tak, mam cztery od razu i już, po co bawić się w pojedyncze przebijanie. Poboli i przestanie, nie?
- Kiedy ty sobie przebiłeś to ucho? Wczoraj przecież niczego nie miałeś.
- Jesteś pewny? Nie widać mi uszu. - uniosłem brew, patrząc w czarne oczy.
- Tak, bo kiedy schylałeś się po chusteczki widziałem, że nie masz. - pewna, natychmiastowa kontra zaskoczyła mnie, szczególnie, że nie wiedziałem, iż Ukyś zwraca uwagę na takie szczegóły. Czyżbym poczuł się nieswojo, obserwowany?
- Masz mnie. - piękny uśmiech zakamuflował moje zdziwienie - Hiro ma kolegę w salonie tatuażu, więc wepchnął mnie wczoraj na wieczór i proszę.
- Kupię ci jeden kolczyk, ok? Mogę? Będziesz go nosił?
- Dobra Akane, z przyjemnością.
- To ja też jeden! - czarnowłosy jakoś ożywił się w ostatnich minutach, bo aż podniósł palec, jakby chciał przebić ofertę nastolatki.
- No dobra. - pokręciłem mózgownicą, a on na mój wzrok uciekł swoim, wykrzywiając wargi w mały łuk.
- Rozumiem... Yasu, ty będziesz twardy?
- Nie. Też coś kupię, już nawet wiem co.
- W takim razie moje biedne uszko należy do was.
- Oho, czyżby hiobowe wieści? - wszyscy w tym samym tempie odwróciliśmy się w kierunku, którym podążał wzrok osiemnastolatka.
- Zdałem! Zdałem! - Eichi jak dziki biegł w naszą stronę.
- Dla niego chyba nie, ale dla nas tak, jeśli nie zwolni. - zacisnąłem powieki, kiedy się na mnie rzucił - Matko, czemu akurat ja?!
- Dziękujęęę! Tobie najbardziej! - ściskał mnie, utrudniając oddychanie - I tobie, i tobie!
- Eichi, puszczaj! Bo nie mogę oddychać. - Watanabe odepchnęła od siebie blondyna, łapiąc oddech - Też się cieszymy.
- Mogę ze szczęścia ucałować twoje butki?
- Tylko spróbujesz...
- Co się tak cieszysz, przewodniczący to nie koniec świata, ani na pewno lenistwo. - Higoshi jeden trzeźwy powiedział co myśli.
- Dla mnie było ważne, bo... - długi monolog tego człowieka seks bomby z ADHD rozpoczął chód po krętej drodze. Korzystając z okazji przysunąłem się bliżej Katsu, zasłaniając dłonią połowę twarzy.
- Może spróbowałbyś wyciągnąć gdzieś Ukyo? Wydaje mi się, że z tobą dogaduje się najbardziej, to widać, a dzisiaj jest jakiś przybity.
- Dobrze... I tak miałem iść na miasto.
- Dzięki. Serio.
- Nie dziwi cię jego zachowanie. Dlaczego teraz tak się zachowuje? Może chusteczki miały z tym jakiś związek? - pytająca mina zmusiła mnie do odpowiedzi.
- Nie sądzę, raczej...
- Taisho zabiję cię! - zostałem powalony na ziemię, nie kończąc zdania - Jak mogłeś mi to zrobić! - złapałem dłonie, które mięły mi koszulę.
- O co chodzi?! Złaź!
- Dostałeś się do samorządu bez żadnych prób?! Do tego zaproponowali ci rolę przewodniczącego, chociaż nie robiłeś tyle co ja! Ty zdrajco! Nawet mi nie powiedziałeś, że jesteś w samorządzie, swojemu szefowi!
- Bo to poszło nagle! Jakiemu szefowi, Eichi! Złaź! - nie wiedząc czy się śmiać czy płakać, blokowałem jego szybkie i na nieszczęście mocne ataki - oczywiście nie brane na poważnie.
- A słonie latają! Zamorduuuuję...!- zaczęliśmy się turlać na boki, przez co usłyszeliśmy gromki śmiech.
- Zboczeniec! Nie molestuj mnie, kurna złaź! Weeeźcie gooo! - mój rozpaczliwy ton rozbawił towarzystwo jeszcze bardziej.

No pewnie. Też się będę śmiał, jak ktoś będzie chciał pomocy! Zobaczycie!



***



Dzisiaj wyszliśmy ze szkoły wyjątkowo późno, więc miałem czas na pożegnanie Katsu i Ukysia. Się znaczy kto wychodzi, ten wychodzi, biedny aniołek musi lecieć na trening.

- Posiedzimy sobie z godzinkę w parku? Aż żal iść do domu. - dziewczyna ze stęknięciem poprawiła ciężką torbę.
- Możemy, mam luz. Wczoraj wykułem co musiałem.
- Cwaniak... Ja mam tyyyle nauki z fizy...
- Asahi? - szczerze otworzyłem szerzej powieki spoglądając na niewysoką postać, sterczącą przy szkolnym krzaczku z jedną nogą w tyle - Co ty tu robisz?
- Kolega... Ma tu swoją siostrę i przyszedłem z nim. Zobaczyłem ciebie, to poczekałem... Chciałem podziękować... - małe oczka nieufnie spojrzały na moich przyjaciół, których zostawiłem parę metrów za sobą.
- A nie było czasem tak, że przyszedłeś tutaj, a on cię na chwilę zostawił? Potem się zgubiłeś i zobaczyłeś mnie? Przecież mieszkasz daleko stąd. - przykucnąłem przed nim.
- Nie, nie zgubiłem go! Tylko poczekałem na ciebie. - pokręcił nerwowo stopą. Też byłem taki przewidywalny?
- Znasz drogę do domu?
- ... Nie.
- Czyli po prostu znowu nieświadomie się zgubiłeś?
- Tak... - opuścił łebek - Ale widziałem ciebie i dlatego czekałem!
- Yasu, kto to jest? - piwnooka szturchnęła ramię szatyna.
- Nie wiem...
- Znasz go tyle i nie wiesz?
- Pierwszy raz widzę tego dzieciaka.
- Nieważne, patrz jak słodko wyglądają! Ten chłopiec jest urooczy! Nie uważasz?
- Ta... - ciepły uśmiech nastolatka został niestety przeze mnie niezauważony - A ponoć nie lubi dzieci. - mruknął pod nosem.
- Cieszę się. - poprawiłem jego zadartą bluzkę - Bo nie chciałbym, żebym gdzieś się plątał.
- Tak?
- Tak. - pstryknąłem go w nos, czochrając po chwili po włosach. Strasznie lubiłem zdrowe, gibkie blond kosmyki. Wydawały mi się lśniące, jak zboże, bardzo jasne, żółciutkie - To co, odprowadzę cię do domu, ok?
- Okej...
- Przepraszam, ale niestety z tobą nie pójdę. - podszedłem do nastolatki i uśmiechnąłem się przepraszająco.
- Nie szkodzi! Zajmij się tym szkrabem, ile on ma w ogóle lat?
- Nie mam pojęcia... Wszystko wam jutro opowiem! Pa. - przybliżyłem się do zielonookiego, patrząc przed siebie. Nagle poczułem na nogawce dotyk, dlatego zerknąłem na materiał. Mała rączka zawstydzona, zastygła w bezruchu tuż pod moją, gdyż przyłapałem ją na gorącym uczynku niepewności. Nooo... Ten dzieciak tak drastycznie przypomina mi samego siebie, że aż nie wierzę. Jedyna różnica jest taka, że on żyje... Uśmiechając się czule oplotłem palcami jego ciepłą dłoń, lustrując czerwone policzki - W takim razie chodźmy.
- Ok... - płochliwe burknięcie i lekki uścisk wytworzyły iskierkę czegoś takiego, jak opiekuńczość.
- Matko Yasuu! Zrób zdjęcie, rób! Przecież to jest takie słodkie! Taki śliczny chłopiec razem z Tai'em, cykaj!
- Dobra, lecę na trening. - roześmiał się, machając ręką.
- Co?! Zostawiacie mnie, buu... - obrażona kończyna pomachała na pożegnanie.



***



- Katsu, gdzie ty mnie w ogóle ciągniesz?
- Tam gdzie nie ma oczu, ani gier, bądź też książek.
- Oczu? Jakich oczu. Nie mów tak zagadkowo, proszę?
- Człowieka ponoć cieszą niespodzianki. - perlisty uśmiech spowodował rezygnację młodszego.
- Niby.
- Katsuyoshi? - piękna szatynka z kręconymi włosami sięgającymi do łopatek i z zawiniętą grzywką, podeszła zręcznie na obcasach do białowłosego i przytuliła go serdecznie - Jak ja cię dawno nie widziałam!
- Minie już 5 lat, Ayako. - Igichi pierwszy raz mógł zobaczyć żywe zainteresowanie szarookiego jakąś nieznaną dla niego osobą.
- Ale masz długie włosy... Mówiłam, że będą ci pasowały. Choć przyznam, że nie liczyłam na taki efekt...
- Chciałem, żeby były ładne i chcę, dlatego o nie dbam. Jak twoi rodzice?
- Haha, daj spokój! Zapomnieli o całej sprawie, więc jesteś czysty.
- Cieszę się. Pamiętasz, jak przyłapali nas wtedy na bezsensownym opychaniu się, zamiast witania gości? - śmiech osiemnastolatka jeszcze dogłębniej zszokował bruneta, który sądził, że on przy nikim tak łatwo się nie śmieje.
- Pamiętam! Ale nam się wtedy oberwało! A ty wziąłeś moją winę na siebie, głupi byłeś! Mi by niczego nie zrobili.
- Mężczyźnie nie wypada chować się za kobietą.
- Ty i ta twoja duma. - dziewczyna przewróciła oczami.
- Moja droga, to jest Ukyo, mój przyjaciel. - w końcu mała istotka została przedstawiona szczupłej ślicznotce.
- Przyjaciel... Cieszę się, miło mi poznać. Kurczę, gdybym już się nie zakochała, porwałabym cię!
- Pewnie... - siedemnastolatek podał jej dłoń, przywołując sztuczny uśmiech.

Sam nie wiedział dlaczego zrobiło mu się przykro. Znał Katsu dopiero od kilku tygodni, więc to normalne, że prawie niczego o nim nie wie. To mu nie przeszkadza, znajomi zapewne nie będą dla niego przykrością. Bardziej zawiódł się na tym, że do niej szkolny książę odzywa się normalnie, ładną mową, bez zagadek, których on sam nie może zrozumieć. Zagadek, których nikt mu nie przetłumaczy. Może po prostu przez chwilę poczuł się samotny, porzucony? Jakby ta przyjaźń była udawana, tak nierealna, kolejne złudzenie, rozczarowanie, które spotyka od początku życia tak często... Kolejna świadomość tego, że dla niego nie jest tak ważny, aby coś usłyszeć, może tylko pomóc, z czystego serca, bez nazwiska, anonimowo. Bo jest nikim. 

- Przepraszam was, do zobaczenia Katsu, na pewno cię odwiedzę. W końcu przeprowadziłam się tu na stałe, koniec z podróżami. Biegnę, samochód czeka! - zarzuciła torebkę i pokuśtykała do srebrnego wozu.
- Pasujecie do siebie.
- W jakim sensie?
- Widać, że mogłaby się w tobie zakochać, gdybyś się postarał, wiesz? Chyba, że już się w tobie zakochała.
- Dlaczego mówisz coś takiego?
- Wiesz, miłość uszczęśliwia. Często myślę, że byłbyś weselszy, gdybyś naprawdę się w kimś zakochał. Zdążyłem zauważyć, że nie z każdym tak swobodnie rozmawiasz, nie zmarnuj takiej szansy. Szczególnie, że od razu w oczy rzuca się to, że macie wspólne wspomnienia, zainteresowania bądź też charakter. Miłość to coś pięknego. Nie marnuj czasu, młodości. - czarnooki zamyślił się, uśmiechając nieświadomie nieco ze smutkiem. Chwila wyciszenia zagościła między dwójką przyjaciół.
- Nie zabrzmiałeś zbytnio przekonująco.
- Trudno.
- Niemniej jednak... Naprawdę sądzisz, że muszę się tak spieszyć? 
- Taka okazja nie zdarzy się znowu, pomyśl jak wartościową znasz osobę. Pozwól sobie na jej poznanie. Walcz o to. Może coś poczujesz, a naprawdę widzę, że ten związek miałby przyszłość... Przynajmniej tak mi się wydaje.
- Czas nałogiem pustki... Ja i Ayako? Teraz?
- A czemu nie? Nie zaszkodzi spróbować, jeśli nie chcesz być sam.
- Przemyślę to...

Chłopak uśmiechnął się do długowłosego, chcąc, żeby był szczęśliwy. Widział, że może tę dwójkę coś łączy. Właśnie przez to co zaobserwował chciał pomóc, nie myśleć ten czas o sobie.



***



Zmęczony wysiłkiem i nowym, energicznym trybem życia po zjedzeniu czegoś i przyjemnej kąpieli, chciałem zasnąć na cieplutkim łóżku. Chociaż z godzinkę... Od kilku godzin, gdy odprowadzałem Asahiego nie mogłem pozbyć się myśli, dlaczego Yasuro nie puścił mi nawet jednego, głupkowatego eska, jak to zawsze robi... Pewnie był zmęczony, jak ja. No i mógł mieć kaca. No! Co się martwię.

Słysząc dzwonek, niechętnie kroczyłem do drzwi, to był chyba mój najdłuższy marsz. Jeśli to Hiro, który zapomniał kluczy, zamknę przed nim wejście do mieszkania i skończy się dobroć Taisho.

- Mogę wejść? - ukochany głos stał się wręcz świetlisty, rażąc moje oczy tak niespodziewanym najściem.

Aniołek?


5 komentarzy:

  1. Hue hue hue *złowrogi,wredny,perfidny śmiech* muuhhaaahlaaa ... i Akane została na lodzie, o jakże mi przykro z tego powodu ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. co ty masz do tej Akane Zakochala się w Taisho nic Nie poradzisz xd a ty w każdej scenie masz nadzieję że sobie skręci Kark xD Nie Ładnie moja droga xD A Ukyś i tak będzie z Katsu x3 - YoOomixkun

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta... Juz widze ten obraz- martwe cialo Akane i justus^^ ze "zlowrogim, wrednym, perfidnym smiechem" nachylajaca sie nad nia wraz z zakrwawionym tomikiem yaoi rece... Nic tylko narysowac xD

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń