09.06.2012

Rozdział 81

Naprawdę, nie mam pojęcia ile siedziałem w tej sali, wbijając sobie w plecy kawałek jakiegoś sterczącego, całe szczęście, tępego metalu. W sumie po pierwszych dziesięciu minutach Ukyo przestał łkać, ale za nic w świecie nie chciał puścić mojej koszulki, więc co mogłem zrobić? Chyba sam spanikowałem, bo nawet w obecnej chwili nie jestem w stanie niczego powiedzieć.
To przerażające, jak jego gniew i agresja mogą przemienić się w ułamku sekundy w ogromny cios agonii, cisnącej się bezpośrednio oraz natarczywie na twarz. Co to... Nie, nie ogarniam tego co się wydarzyło. Czy pozorny spokój Ukysia to tylko przykrywka jakiejś dzikiej, niezrównoważonej natury?

Westchnąłem bezdźwięcznie, gdy poczułem niewielki ruch mniejszego ciała. Mimo wszystko jestem z siebie dumny, ponieważ w miarę zachowałem zimną krew. Yhym, jestem rąbnięty, żeby sobie schlebiać w takiej sytuacji, nie no, pewnie.

- Chcesz o tym porozmawiać...?
- Można... Powiedzieć... - leniwie odburknął chyba po minucie - Że to... Był ktoś, kogo... Nienawidzę.
- Yhym... - co ja mam mówić?
- Dzięki... Ja... Przepraszam... - pocierając kostkami nos, podniósł się niezgrabnie, poprawiając jako-tako włosy - Pójdę już...
- Gdzie? - przyjrzałem mu się uważnie. Jest przeraźliwie zagubiony.
- Na lekcję... I tak już obydwoje... jesteśmy spóźnieni. - odrzekł cichutko. Jego głos sprawiał wrażenie powietrza, jakby ulatywał.
- Trudno, kiedyś się odrobi, siadaj. Ledwo stoisz na nogach... - klepnąłem miejsce obok siebie.
- Jest okey... Ostatnio tylko troszkę mniej śpię... i ogólnie jakiś taki osłabiony jestem... - patrząc na niego odniosłem wrażenie, jakbym obserwował zagubionego, lecz zrezygnowanego człowieka, który jest strasznie wycieńczony.
- Jesteś cały blady. - no i? Nie pomagasz Taisho.
- Tak, wiem... - spokój... Czy on w ogóle żyje?
- Może chcesz coś do picia, mogę iść i...
- Nie, niczego nie chcę... Idź na lekcję, serio.
- Nigdzie się nie ruszam, nie chce mi się już.
- Jak chcesz...
- Boli cię coś? - luknąłem na dłonie bruneta, widząc zaczerwienienie w miejscach cieńszej skóry.
- Jedynie to, że przeszłość ciągle mnie... upokarza. - czarne oczy były nieustannie wlepione w podłogę, zupełnie jakby inny świat nie istniał.
- Nie mów tak...
- Ale tak jest, Taisho. Staram. Serio staram się być optymistą, nie przejmować się tym co było, ale... Tak się nie da. To tylko złudzenie, że radzę sobie z problemami... a tak nie jest.
- Ej... Ty taki jesteś, nie udajesz...
- Możliwe... Ale kiedy coś dawnego powraca, mam ochotę zniknąć z tego świata, bo powiedz... Dlaczego ciągle wszyscy się na mnie wyżywali? Nie rozumiem... Ale jak widać, tak miało być. Jestem jedynie jednym z wielu na tym świecie.
- Ukyo...
- No co 'Ukyo'? Myślisz, że łatwo uśmiechać się, kiedy ktoś ściera twoją radość? - podniósł głowę, napotykając moje tęczówki.
- Dlatego cię podziwiam... Ja zawsze... Byłem takim... Em... Chłopakiem ze swoim autyzmem. Miałem ludzi gdzieś, bo prześladowali mnie bez powodu, na przykład za kolor oczu.
- Ta? - zdumiony aż uśmiechnął się pod nosem - No widzisz. Ja bym nie potrafił izolować się od ludzi, dlatego to jest chyba moja kara.
- A przestań. Co ty, ascetyzm wyznajesz, czy jak?
- Nie... Po prostu jestem zmęczony... No i... Głupio wyszło, sorry... Normalnie nie jestem taką beksą, nie wiem co ze mną ostatnio nie tak.
- Zmieniasz się. - pokazałem mu swoje zęby, po czym podkurczyłem nogi, opierając brodę na ich kolanach.
- Zmieniam? - wzruszył ramionami - Kto wie?
- Ja to wiem. I widzę.
- Yhm... - opuścił łebek, ukrywając swoje oblicze pod pasmami grzywki - Ano! Idziesz jutro na mecz Yasuro?
- Oczywiście... W końcu tyle ćwiczy, że wypadałoby wpaść. - ten mecz, następny ważny i aniołek przed koncertem będzie mógł mi... Towarzyszyć?
- Pewnie wiele dziewczyn przyjdzie na mecz wiedząc, że będziesz go oglądał. - uniosłem brwi, jakbym chciał go wyśmiać - No tak!
- Pierdolenie. - burknąłem, poprawiając nogawkę - Kto będzie to będzie, ja chcę tylko w spokoju obejrzeć mecz. - zatopić się we wdzięku Yasuro.
- A co ze spotkaniem?
- Przełożyłem. Zrobię pojutrze. Mam nadzieję, że ludziska zepną dupska i przygotują to, co im poleciłem. A jak zespół?
- Jakoś im idzie... Chociaż lepiej by było, gdybyś grał z nami...
- Wiesz, że nie mogę. Muszę wszystkiego pilnować i jedyne, co mogę sobie pozwolić to solowy występ.
- Wiem, wiem... - odetchnął głęboko - To będzie super. Dawno nie widziałem jak grasz.
- Bo ciągle coś robię... W sumie myślałem, że będę narzekał, ale jest okej. Wiesz co? - na moich wargach rozkwitł życzliwy uśmiech.
- Hmm?
- Chciałbym, żeby ludzie wynieśli coś z tego, co powiem... Marzy mi się takie... Uznanie wśród publiczności. Nie lubię dzieci, ale takie chore zawsze podziwiam. Nie wiem, czy mógłbym pogodzić się z okrutnym losem...
- To są dzieciaki... Plus tego, że nie do końca wszystko rozumieją, heh. Na pewno trafisz.
- Mam nadzieję... Miło by było.
- Ta...

Dlaczego ciągle, siedząc w tej sali mam wrażenie, jakbym siedział z Yasuro? Tęsknię... Wiem, że nie mam dwunastu lat, żeby płakać, ale to takie okrutne nie móc spędzać czasu z tym, kogo się kocha.
Okrutny jesteś losie, irytujesz mnie.



***



Chciałem z Igichim pójść po lekcjach do parku, ale się uparł, że musi odpocząć. W zamian tego idę z Akane do miasta. Sam już nie wiem, czy mi się chce. Potrzebuję uwagi, ja nie mogę tak... Nijak... Funkcjonować. Nawet taki Katsuyoshi, chodząca zagadka, znalazł coś dla siebie.

Sapnąłem niezadowolony, po czym podreptałem do sali, w której miał czekać na mnie Eizo. W końcu on również częściowo odpowiada za ten koncert, a wiadomo, jak to on, uznał, że za dużo zwalił na moją głowę. Często gęsto zastanawiam się, czy ma dziewczynę, na pewno jest... Piękna. I ma z nim wspaniałe życie.

- Dobryyy... - machnąłem drzwiami, witając się z białowłosym, który aktualnie tonął w... papierach?
- Yyy... - tylko tyle odpowiedzi doleciało do moich uszu, przez co byłem zmuszony, aby podejść bliżej.
- Łoł! - wyrwało się z mojej niewyparzonej gęby, gdy w oczy rzuciły mi się wyraźnie odciśnięte sińce pod oczami oraz nieco przekrwione gałki, no i ogólny wyraz twarzy.
- Łoł to powiedz dyrektorowi, który nawalił mi roboty na całą noc, bo wcześniej miał sklerozę.
- Niefajnie... Ile jeszcze panu zostało? - usiadłem na krześle, tuż przy jego boku, zgarniając patrzałkami potrzebne informacje dotyczące plików.
- Wszystko zrobione, wypisane, ale nie jest poukładane... Wiem, nie powinienem cię tak wykorzystywać w czasie lekcji do swoich celów, ale po prostu...
- Nie ma sprawy... Przecież widzę jak pan wygląda, a mi to zajmie paręnaście minut.
- Jejku Taisho, jesteś wielki. Wstawię ci normalnie piątkę, a potem jak człowiek człowieka, zabiorę na piwo. - posłał mi niemrawy uśmiech.
- To ja się piszę. - zaśmiałem się.
- A teraz przepraszam... - odsunął się nieco na siedzeniu, po czym położył do połowy na ladzie, przekręcając ukrytą w dłoniach buzię w moją stronę - Wiem, że to nieetyczne i złe z mojej strony, ale ledwo kontaktuję... Ostatnio mało sypiam.
- Rozumiem, rozumiem, śmiało, ob...
- Jakby ktoś szedł, zwal mnie z krzesła, że niby się wywróciłem... albo co... - zaśmiał się, a ja kiwnąłem głową - Dziękuję. - domknął powieki, a jego mina przedstawiła stan błogiego spokoju.

Pokręciłem dyńką i wziąłem się do roboty. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby tak poświęcać się pracy? Jeszcze trochę, a ten intrygujący mężczyzna stanie się moim autorytetem. Aniołek też się poświęca... Jakby na to nie patrzeć, ja też, ale... Nie jestem tym usatysfakcjonowany. Jeśli praca ma mnie odcinać od Yasu, to ja chyba będę bezrobotny. Gdzie te spacery, durnoty co dnia? Jego paplanina o tym, że znowu będzie wspaniała geografia, która jeży moje włosy? I to nausznica... Jest piękna, naprawdę. Nosząc ją mam wrażenie, jakbym był kimś ważnym, a w rzeczywistości skupiamy się coraz bardziej na robocie. Nie potrzebuję tego, pragnę tylko Higoshiego. Nie mogę zakłócać jego życia, także... Pewnie będzie jak teraz. Muszę się do tego przyzwyczaić. Uśmiech...

Rozmarzyłem się, przypominając sobie dzisiejszy śmiech, którym mnie zaszczycił. Przejechałem palcami po stosie kartek i stuknąłem nim o drewno. Fajrant!

Popatrzyłem na śpiącego nauczyciela i aż mi się lekko zrobiło. Wygląda tak... Delikatnie, kiedy ma zamknięte oczy. Ostatnio czuję się, jakbyśmy mieli podobne problemy i uśmiechali się na pokaz, żeby zatuszować podejrzenia tych, których nie chcemy martwić.

Ej, rękaw wchodzi mu do buzi, przez co kręci notorycznie nosem. Haha, pomylił części ciała czy jak? Ale fajnie to wygląda.
Palcami powolutku i lekko odsunąłem materiał spod bladych warg, przyglądając się powiekom i brwiom.... Przelotnie zerknąłem na plecy Yarotouichiego, a potem na duże, zadbane dłonie. Powróciłem do włosów, które skusiły mnie na tyle, abym jak w amoku zatopił w nich swoje opuszki. O matko, jakie miękkie! Nie mogę uwierzyć, że ich nie farbuje, nie układa, no po prostu... Farciarz. Ja to muszę... Egh. W dodatku złote oczy - kto takie ma na świecie?

Bez krępacji mierzwiłem jedwabiste kosmyki, przyglądając się odpoczywającej mimice.
Ciekawe jaką ma dziewczynę? Może miał podobne dzieciństwo do mojego...? Jak to robi, że od razu rozpościera wokół siebie luźną atmosferę, jednak tym samym budzi gigantyczny respekt? A co... Jeśli... Moje poprzednie, chore przypuszczenia, że się do mnie przystawia byłyby... Prawdą?

Jak oparzony zabrałem rękę i chlasnąłem sobie w twarz, czując, jak serce łomocze między żebrami.
Oł geez! Co ja do cholery robię?! Do reszty mnie pojebało?! A gdyby się obudził?! Co bym powiedział?! 'Taisho, co robisz?' - 'A nic, głaszczę sobie pana, bo brakuje mi Yasuro'. Maaatkooo... Jaki ja jestem ograniczony, to masakra jakaś. Ale ja tylko chciałem... Trochę ciepła...?

- Skończone, proszę pana. - podniosłem ton, podsuwając pod zgrabny nos ryzy posegregowanych dokumentów.
- Hmm? - białowłosy burknął zaspany, mrugając ciężkimi powiekami - Aaa, dziękuję, naprawdę.
- Nie ma za co, mówiłem. Lepiej pan się czuje?
- Trochę... Dzisiaj odsypiam tydzień i koniec. - zaśmiał się, otwierając torbę.
- To ja będę już szedł, do widzenia. - mężczyzna jedynie machnął ręką na pożegnanie, ziewając dyskretnie.

Wyszedłem ze szkoły i skierowałem swoją wędrówkę do muru, by tam spotkać Akane, poczekać na nią i skoczyć na miasto. Nie wiem co się dzisiaj ze mną dzieje, ale sam się przeraziłem tego, że zacząłem głaskać Eizo. Przecież to chore! A co najgorsze, to serce walące wtedy jak młot...

Swoją drogą, miał bardzo miękkie, acz troszkę sztywne włosy. Nadal czuję na dłoni ich kształt...


5 komentarzy:

  1. No oni coraz bardziej do siebie pasują! Noż kurcze, Eizo, Eizo, Eizo, nie kurde Yasuro ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powinni byc razem !

      Usuń
  2. Kurde niech Tai cmoknie Eizo haha xddd

    OdpowiedzUsuń
  3. Cicho mi tu Justus^^!! Taisho może być tylko z Yasuro i koniec kropka!!! >I Tylko że ten dureń nie chce zrobić następnego kroku ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, iż Taisho może być tylko z Yasuro.

      Usuń