08.06.2012

Rozdział 31

Teraz to sobie nagrabił i definitywnie przegiął. Jestem cierpliwy, aż zanadto, ale tymi słowami wyprowadził mnie z równowagi. Że niby co, ja się puszczam?! Chodzę na lewo i prawo jęcząc po kątach?! Daję się każdemu, kto tylko tego zapragnie?! To się grubo pomylił, daleko mi do... Takiego czegoś. Co on sobie w ogóle wyobraża! Nie będzie mnie tutaj obściskiwał i wypytywał o różne rzeczy. Co to, przesłuchanie? Mam nieodpartą ochotę go udusić, tak cholernie wielką, że chyba zaraz to zrobię. Nikt nie będzie mi właził na łeb, a w szczególności on. Koniec tego dobrego. No ja... Walę to! A niech mnie nawet z klubu wyrzucą, nie dam się jak jakaś baba.

W ogóle nie odczuwałem bólu. Wielka złość kompletnie go uśmierzyła, jednak kiedy spojrzałem na lewą dłoń zobaczyłem, że jest trochę czerwona. Poprawiłem bluzę i zerknąłem na Harukiego, który z niedowierzaniem patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami, a palcami gładził skórę poranionego policzka. Jego usta były uchylone, a nieco wyżej pod nadgarstkiem widniał różowy ślad. Zachowywałem stuprocentową powagę, którą na prawdę rzadko można było zobaczyć. Dopiero teraz zaczęły dochodzić do mnie bodźce pozwalające skosztować własnego, mocniejszego bólu lewej ręki. Granatowowłosy ostatni raz przecierając twarz, wyprostował się i zmrużył powieki. Zrobił kilka pewnych kroków i stanął naprzeciwko mnie, na wyciągnięcie ręki. Był wyższy zaledwie o pół głowy, ale znacznie bardziej rozbudowany, w końcu to dorosły facet. 

Gdyby moje włosy mogły wyrazić wściekłość, już dawno strzelałyby iskrami na odległość i kuły boleśnie każdego wroga. Mężczyzna uchylił usta i uśmiechnął się jak jakiś psychol, aż się we mnie zagotowało. 

- Oj nieładnie Taisho, nieładnie. - pokręcił palcem, tym samym bardziej ukazując białą klawiaturę zębów - A podobno boli cię ręka...
- Niczego takiego nie powiedziałem. - zmierzyłem go od stóp do głowy i dumnie zajrzałem w tęczówki - Odejdź ode mnie póki mam jeszcze cierpliwość. - chłodny i przesiąknięty jadem głos dotarł do jego uszu.
- Wygląda na to, że cię uraziłem. - udał smutek i wielki żal - W takim razie cieszę się, że będę twoim pierwszym. 

Nie zareagowałem na jego sprośne słowa, do czasu kiedy poczułem rękę na swoim biodrze. Bez zastanowienia z całej siły jaką tylko mogłem wyzwolić uderzyłem otwartą dłonią jego drugi policzek. Mężczyzna aż cofnął się nieco do tyłu, jednak po chwili stanął na równe nogi i zaśmiał się głupkowato.

- Oj, kotek, ale będą z tobą przeboje. - maleńka żyłka wyskoczyła na moim czole ostro pulsując - Rękę masz silną, no ale... Na wszystko jest jakiś sposób.
- Zrób to jeszcze raz to uderzę pięścią. - nie słuchałem go, a nawet nie chciałem tego robić. Jeszcze się kontrolowałem, nie mogę sobie pozwolić na wyładowanie emocji, bo to się źle skończy.
- Ooo, coś nowego. - zadrwił, ponownie zatrzymując się obok mnie.

Jeśli zrobi choćby najmniejszy ruch, przywalę mu bez namysłu. Już dawno nikt nie wyprowadził mnie z równowagi, na prawdę. Chyba z sześć lat temu... Ale wtedy byłem bardziej drażliwy niż teraz. Jeszcze jego głupkowaty uśmiech i ten rozbierający wzrok... Brrr! Szkoda, że nie mam jakiejś mocy. Z chęcią wymyśliłbym dla niego idealną karę za wyprowadzenie mnie z równowagi i naruszenie przestrzeni osobistej. 

Bardziej ściągnąłem brwi, usta wykrzywiając w ogromny grymas. Nagle usłyszałem, jak coś zręcznie odsuwa stoły i przedziera się przez cały rząd foteli. Głośne szuranie dochodzące do mnie coraz bliżej zwróciło moją uwagę. Nieco przekręciłem głowę i kątem oka spojrzałem na osobę tego całego rumoru. Szeroko uśmiechnięty chłopak prześlizgnął się przez wszystkie bariery. 

- Ya...! - na prawdę ulżyło mi, kiedy go zobaczyłem.

Niestety nie dane mi było dokończyć wyrazu, gdyż fioletowooki obejmując mnie w talii gwałtownie przyciągnął siebie całe ciało, słysząc tuż przy uchu mój szept, czy wręcz sapnięcie spowodowane mocniejszym uściskiem. Zaskoczony bezwiednie opadłem w rozbudowane ramiona, a nogą otarłem się o jego krocze. Czując, jak duże dłonie mocniej zaciskają się na moim brzuchu, spiąłem wszystkie mięśnie chcąc się jakoś wyrwać. Moje ręce spoczywały na jego klatce piersiowej, więc można powiedzieć, że jak zwykle miałem utrudnioną ucieczkę. Higoshi z wrażenia stanął jak wryty i mając oczy jak pięciozłotówki pytająco wpatrywał się w twarz mojego utrapienia. Sekundę później coś twardego zaczęło napierać na moje podbrzusze. Nawet nie chcę wiedzieć czy to to, o czym myślę, oj nie.

- No i zobacz co zrobiłeś... - mruknął tuż przy moim uchu, uważnie obserwując brązowowłosego.

Zachłysnąłem się własnym powietrzem i sztywny jak metalowa poręcz pozwoliłem na nieprzyjemny dreszcz. Ponownie ogarnęła mnie żądza mordu, przecież on mną pomiata! I tak pozwoliłem mu na zbyt wiele. W ogóle... Aaach!!! Nienawidzę go!
Zacząłem ciągnąć ręce, ale jego żelazny uścisk skutecznie mi to uniemożliwiał.

- Nosz... Cholera jasna!!! - wydarłem się na cały lokal. Dobrze, że zespół dawał z siebie wszystko, ponieważ narobiłbym sobie niezłego bigosu. Niespotykana wcześniej ogromna siła pozwoliła na wyrwanie jednej ręki. Zacisnąłem palce i twardą pięścią wycelowałem w jego twarz. - Odwal się w końcu ode mnie!!! - rozdrażniony do granic możliwości krzyczałem głośno, nie mogąc pohamować złości. 

Od razu jak długi upadł na ziemię i całkowicie zszokowany kaszlnął, czując jak coś nieznacznie chrzęści w jego buzi. Kaoru aż zaniemówił, zdobywając się jedynie na przeczesanie własnych włosów. Wziąłem dwa głębsze oddechy i podbiegłem do Yasuro.

- Chodźmy już. - wysapałem i lekko zacisnąłem palce na jego dłoni, po czym zacząłem biec w stronę wyjścia.

O dziwo nie zauważyłem tam Akane, czyżby sobie poszła? No nie ważne, jeśli tu jest przeproszę ją za to, że tak szybko uciekłem. Wciąż ciągnąłem za sobą chłopaka, który grzecznie biegł u mego boku. Serce wali mi jak nigdy, a do tego ciągle... Czuję jego... Na swoim brzuchu... To jest jakieś chore, nigdy więcej!
Niemiłosierny prąd i mocny ścisk, jakby ktoś miażdżył moje kości nawarstwił się jeszcze bardziej. Normalnie nie czuję ręki. Za to druga... Trzymana w jego uścisku, ciepłej skórze... 

Skręciłem w prawo wbiegając do jakiegoś małego parku, który stworzono w samym środku opływających go ze wszystkich stron rzek. Oddychając głośno usiadłem na marmurowym murku i trzymając się za brzuch, starałem zedrzeć z twarzy zdradliwe rumieńce. Słońce już dawno zaszło, a na jego miejsce przemieszczał się księżyc, który teraz był malejący. Liczne, gęste chmury powoli przesuwały się po niebie, od czasu do czasu łaskawie przepuszczając blade, księżycowe światło. Wysokie latarnie były ułożone jak dla mnie za rzadko, ale cóż poradzić, nie jest masakrycznie ciemno. Temperatura bez zmian, tylko utrudniała mi ochłonięcie. Cały czas podpierałem swój żołądek, a oczy utknęły na białym kamyku. Yasuro po dłuższej chwili uspokojony usiadł obok mnie.

- Em... Taisho... Jak masz jakiś problem czy jesteś czegoś niepewny pamiętaj, że możesz ze mną porozmawiać. - zaczął niepewnie - Wiesz... - palcami ugniatał materiał spodni, podszczypując go - Mnie nie interesuje jakie masz... Upodobania... - zastanowił się nad doborem słów - Jak i...
- Yasuro, skończ. - przerwałem mu widząc, że wszystko zrozumiał nie tak, jak powinien - Jasne, rozumiem i dzięki, ale to nie tak. Ten cały Haruki tylko mnie wkurzył, chciał wykorzystać jak jakąś... Tanią szmatę, że się tak wyrażę.
- Aj, przepraszam... Z resztą powinienem się domyślić. Nigdy nie byłeś taki zdenerwowany. No... Nigdy! 
- Koleś przesadził... I to bardzo. - mimowolnie małe pasmo czerwieni zakryło normalny kolor policzka.

Źle, źle, źle! Cholerne ciało! Reaguje samo dla siebie, w ogóle nie patrzy, że mi to przeszkadza! Idzie sobie swoją ścieżką i w najmniej odpowiednim momencie musi sobie dać upust. A co tam. To ja nie chcę myśleć co by było, gdyby to Yasuro, zamiast Harukiego do... S t o p !!!

Zrobiłem się jeszcze bardziej cynobrowy, przez co głośno westchnąłem. 

- Ano... Taisho piłeś albo co?
- Nie... Dlaczego pytasz?
- Od klubu jesteś jakiś rozpalony. - troskliwie badał dłonią moje czoło - Nie no... Normalne... - podniósł moją głowę i odwrócił twarzą prosto do swojej. Widziałem, że był bardzo skupiony, jakby badał niespotykaną wcześniej chorobę. Miałem uchylone usta, a oczy lekko przymrużone. Cholerny Haruki, to on doprowadził mnie do tego stanu otępienia, a teraz aniołek dokłada węgla do pieca... - Ale policzki to ty masz gorące! Ciekawe co ci jest... - opuszkami palców muskał moją skórę. Gdyby tylko wiedział, że to schorzenie wywołuje on sam... Kolejna fala ciepła rozlała się po moim ciele, zupełnie jak narkotyk.
- Mam tak... Jak się zdenerwuję, muszę tylko ochłonąć. - z trudem zachowywałem trzeźwość.

Jeszcze nigdy nie byłem w takim stanie, muszę się uspokoić. Na sto procent, bo długo tak nie pociągnę. Ma ktoś wodę?
Moja jedna  ręka swobodnie wisiała wzdłuż ciała, dzielnie je podpierając. Już... Powoli wszystko się uspokaja... Jak zahipnotyzowany oglądałem jego twarz, która miała zmienną mimikę. 

- Boli cię brzuch? - zapytał po chwili, ze zmartwienia marszcząc czoło.
- Nie... - nadal czułem jego obślizgły dotyk...
- Może cię uderzył... - zielonooki cały przejęty moim stanem nie dawał za wygraną.

Nie namyślając się długo, delikatnie podsunął do góry miękki materiał bluzy i pogładził mój brzuch, szukając jakichś ran.
Matko... Czy to się dzieję na prawdę? On tam trzyma rękę? To nie jest jakiś sen? Halo? Czy ktoś mnie w końcu obudzi, zanim całkowicie się zatracę? Jego dłoń tak subtelnie gładzi moją skórę, a ciepło zlewa się razem z moim tworząc gorąc. Czy to możliwe? Opuszki palców badając czułe miejsce... Yasuro, przestań, bo nie wytrzymam... Chociaż... Wolę czuć to, niż łapska Harukiego... Hiro, jeśli to się kiedyś powtórzy, zrobię ci normalnie obiad. Nie jestem dobry, ale dotrzymam słowa. 
Mój żołądek wywrócił się już do góry nogami, a jego wnętrze napełniły motylki i jednoczesny, gilgoczący ścisk. Jakby ktoś przyjemnie wypalał moją skórę. Boże, jeszcze te jego oczy, przejęte moim zdrowiem, które sam narusza. Chciałbym tak kiedyś...

- Yasu... - szepnąłem cicho, kiedy bezwiednie oparłem głowę na jego ramieniu.

Pragnę, aby dotykał mnie tylko on. Zawsze... Tak czule... Z przejęciem. Kocham jego dłonie, są niesamowite. Z pewnością musimy wyglądać z deka dziwnie. Dwóch chłopaków blisko siebie, a ręka pod bluzką, nieźle. Chłopak chyba zorientował się co takiego wyprawia, bo od razu cofnął dłoń. Na jego policzki wstąpił róż, którego niestety nie byłem w stanie ujrzeć. Byłem za bardzo otumaniony jego obecnością i poprzednim wydarzeniem, które to wszystko zapoczątkowało. 

- Przepraszam, chyba cię zabolało. - no tak, jednak niektórzy rozumieją pewne rzeczy inaczej.

Coś ukuło moje serce, a ja jakby otrzeźwiałem. Za dużo zacząłem myśleć, on się tylko o mnie martwi, a ja snuję nadzieję i zachowuję się jak jakiś erotoman. No pięknie... Ale... To dobrze, niech sobie myśli tak, a nie inaczej. Uśmiechnąłem się łagodnie i jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody wstałem, odzyskując świeżość umysłu. No tak, muszę się przyzwyczaić.

- Nie zabolało, nie zabolało. - rozczochrałem jego włosy.

Jak miło być sobą, nareszcie! Nigdy więcej chwil słabości, co najwyżej... Otumanienia, tak. Na takie coś mogę sobie pozwolić. Powinienem być dla niego podporą, a nie rozklejać się jak jakiś mięczak. Wstajemy Taisho, wstajemy!

- No! Chodźmy do domu. - przeciągnąłem się i pokręciłem głową, prostując szyję.

Ale i tak pozwolę sobie na zapamiętanie tego dotyku... Odwracając się w drugą stronę przyłożyłem do brzucha dłoń, a moje usta łagodnie się uniosły. Jakbym zaaplikował sobie jakiś mocny lek, czuję się wspaniale... Nawet cichy chrzęst kamieni potrafi mnie rozbawić. Jak mówił Hiro... Jeśli się zakochasz, wszystkie rzeczy mają kolorowe barwy, a ty śmiejesz się nawet z deszczu, stojąc na nim i moknąc z każdą chwilą. Od kiedy taki mądry się zrobił...

Teraz mu powiem... Zobaczę jego reakcję, w końcu czekałem kilka dni...

7 komentarzy:

  1. Jejuu jaki rozdział piękny,taki ulotny ale jednak niesamowicie wciągający ;)
    "Nawet cichy chrzęst kamieni potrafi mnie rozbawić. Jak mówił Hiro... Jeśli się zakochasz, wszystkie rzeczy mają kolorowe barwy, a ty śmiejesz się nawet z deszczu, stojąc na nim i moknąc z każdą chwilą." Lubię te twoje metafory i porównania,mają znacznie większe znaczenie i nadają jednocześnie tekstowi artystycznej głębi.. ehh... xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Nosz ta łajza sobie nagrabiła u mnie i nie bd potem taryfy ulgowej!! grrr..! Nosz jak on smiał! Brawo Taisho, brawo! Tylko na twoim miejscu od razu waliłabym z piąchy, a następnie skopała gnoja! Aż brak mi słów na wyrażenie mojej złości!

    Jedyne co ją koi to to, jak Yasuro zamartwiał się o Taisho i to jak czule się nim zajmował. Cieszę się, że oboje wyszli z tej sytuacji z klubu cali.. no dobrze, Taisho mega wkur... ale się już opanował. I"de czytac dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  3. nic nie wychodzi tak jak chciałam , buu ;c .
    moim zdaniem oni do siebie nie pasują , za dużo tu czułości a od odkrycia prawdy o swoich uczuciach są jeszcze daleko , jak w każdej notce ma być taka sielanka to ja nie wiem czy wytrwam do końca ;-; . Piszesz bardzo dobrze ,ale w każdym opowiadaniu musi być też pare rozdziałów kłótni zeby sie coś działo , jeszcze dużo rozdziałów przede mną mam nadzieje że tam zacznie się coś dziać ;) .

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego on w takiej chwili kiedy Yosuro go macal myślał o Hiro i obiedzie X.x - YoOomixkun

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Echhh... kolejny piękny rozdział idę czytać dalej :)

    Suzi

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie drobne pytanko gdzie jest Akane??? Odcinek super jak zawsze. Zastanawiam się czy Kaoru nie miał czegoś wspólnego z pojawieniem sie tego menadzera...

    OdpowiedzUsuń