08.06.2012

Rozdział 5

Ojciec Higoshiego wygodnie usadowił się za biurkiem na czarnym krześle. Dziwne... W ogóle nie jest do niego podobny. Ani trochę...! Na nowo spocząłem na wygodnej, białej kanapie. Normalnie jest lepsza, niż ta którą mam w domu. Yasuro od razu podszedł do niego i zaczął z nim rozmawiać, natomiast ja, zupełnie się zamyśliłem. Mój wzrok błądził po pomieszczeniu zaglądając w najgłębsze zakamarki. Dopiero zobaczyłem, że na dworzu jest już ciemno. Która to... Spojrzałem na zegarek i otworzyłem szeroko oczy. 20:05! Moi rodzice nie będą nam mnie źli - nic w tym rodzaju, ale... Kurde no, czas minął tak szybko... Czas... Spędzony razem z nim. Nie mam zamiaru ograniczać sobie godzin będąc w jego towarzystwie, ale mijają stanowczo za szybko. Czy każdy dzień będzie właśnie taki? Wyjątkowo dzisiaj, przebywamy ze sobą aż tyle... Jakoś wcześniej ograniczaliśmy naszą znajomość tylko do szkoły, rozmawiając ze sobą. Myślę, że to się zmieni... Chcę być przy nim cały czas, chroniąc go nieustannie, ale jednocześnie dawać mu swobodę i własny wybór. W ogóle to mam wrażenie, jakby ten dzień ciągnął się w nieskończoność. Tyle się dzisiaj wydarzyło... Jeszcze ta piosenka.! Mam nadzieję, że tego nie pamięta. Już sobie wyobrażam co o niej myślał... " Totalna szmira, głupota i co to ma być? Chłopak, który beznadziejnie śpiewa i gra?". Taaak. Może i miał takie myśli...A... Czy ja zawsze muszę myśleć o tym najgorszym?! Właśnie. Niepotrzebnie! Mogło mu się spodobać... No, Taisho. Trzeba być dobrej myśli. 

Moje oczy lustrowały cały gabinet. Podoba mi się tu. Nagle spojrzałem na Yasuro. Stał przy biurku i razem z ojcem wpatrywał się we mnie zakrywając ręką uśmiechniętą twarz. O co im chodzi? Z niezbyt inteligentnym i zmulonym wyrazem twarzy spojrzałem na nich pytająco.

- Taisho, chyba jesteś zmęczony. - powiedział brązowowłosy ze śmiechem.
- Hę? - wymamrotałem - Ale o co chodzi? - zmarszczyłem brwi.
- Chciałem cię przedstawić, ale jak widzę, jesteś przemęczony... - trochę spoważniał.
- A, nie! - podrapałem się po głowie z zakłopotaną miną - Zamyśliłem się...
- Ooo, ciekawe o kim lub o czym... - pan Higoshi stawał się coraz bardziej ciekawy.
- No wie pan. Jest wiele obiektów westchnień... - zaśmiałem się i wstałem z kanapy.
- Domyślam się. - odpowiedział przyjaźnie. - To może w końcu się przedstawię. - wstał z fotela.

Podszedłem do niego. Lubię go... Fajny koleś. Nie wyczuwam od niego żadnych złych myśli co do mnie. Emanuje od niego spokój i sympatia.

- Jestem Osaki Higoshi. - podał mi rękę.
- A ja Taisho Sasaki. - uścisnąłem ją.

Spojrzałem w jego oczy, które były lekko szkliste. Zauważyłem, że jego wargi są zaciśnięte w wesoły łuk. Strasznie rozbawił mnie jego widok. Taka powaga, dostojne przedstawienie się... Nie... To do niego nie pasuje. W jednej chwili obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. Łzy napłynęły mi do oczu, a moja twarz nabrała lekko czerwoną barwę. Od tego wszystkiego boli mnie już brzuch. Śmiejąc się nadal, z lekką trudnością zapytałem.

- Przepraszam bardzo... Ale... Czemu pan się śmieje?
- Taisho... Darujmy sobie te całe formalności. Jak już zdążyłem zauważyć, nie należysz do ludzi, u których kultura i powaga stoi na pierwszym miejscu. Zresztą ja też nie. - odpowiedział.

Znowu wybuchnęliśmy salwą śmiechu, po czym zacząłem spokojnie mówić.

- Taaak. Nie lubię być tak cholernie kulturalny, ale niech pan nie myśli, że jestem człowiekiem, który nie umie zachować się w danym miejscu odpowiednio.
- No dobrze, dobrze. Rozumiem.
- No to my już idziemy, bo jutro mamy normalnie szkołę, ale Taisho niedługo znowu tu przyjdzie i wtedy na spokojnie sobie pogadacie. - przerwał nam Yasuro.
- Tak. Rozumiem. Do zobaczenia później. - Osaki pogłaskał syna po głowie i podszedł do mnie.

Higoshi odszedł ode mnie na pewną odległość i otworzył drzwi.

- Pssst. Mam jedną prośbę. - wyszeptał cicho mężczyzna - Odprowadź go do domu, dobra? Będę ci wdzięczny. Wiem, że ma 17 lat i w ogóle, ale tak rzadko się uśmiecha i swobodnie czuje w czyimś towarzystwie... Chociaż z pozorów wyśmienicie się dogaduje.
 
Jego prośba jak i dalsza część zdania bardzo mnie zdziwiły. On się nie szczerzy? Aż trudno w to uwierzyć. Heh. Zresztą to tak samo jak ja z gitarą...

- Dobrze, nie ma sprawy. - oszczędziłem zbędnego tematu i machnąłem ręką na pożegnanie.

Życzliwym wzrokiem odprowadził nas do drzwi, po czym wziął się do roboty. Zjechaliśmy windą i wyszliśmy na dwór. Zimno. Co ta temperatura tak spadła? Eh, nie ważne. Mam na sobie dwie grube bluzy. Jedna stanowczo wystarczyłaby na tę pogodę, ale nie będę marudził.

- A właśnie! - krzyknąłem dosyć głośno pod wpływem nagłego olśnienia - Nie musiałeś mu w niczym pomagać? - zapytałem.
- Jeju, już myślałem, że stało się coś złego... - przymknął oczy, a rękę przyłożył do klatki piersiowej - Właśnie wtedy, kiedy nie było go w pokoju, a my użeraliśmy się z Kaoru, załatwił to, co musiał. Tak więc ja mam dziś wolne.

Nagle, jak oparzeni odwróciliśmy od siebie głowy idąc w kierunku domu, cichą, spokojną alejką pogrążoną w ciemnościach, rozświetlaną jedynie poprzez pobliskie latarnie. Ciekawe czy myśli o tym co ja... Momentalnie moje policzki zaczęły mnie piec. gdy po dłuższej ciszy, chciałem coś powiedzieć, Yasuro zaczął dość niepewnie.

- No bo... Wiesz... Taisho... Ty... On... Ja... - dukał - Dzięki! - spuścił głowę.
- Eeee... - nie mogłem zebrać słów - No nie ma za co, w końcu obiecałem, nie? - dodałem pewniej, zdając sobie sprawę, że nie mam się czego wstydzić.
- Masz rację, ale...
- Ale miał minę, co nie? - zaśmiałem się dumnie, przerywając jego wypowiedź.

Zielonooki wsunął mocniej do bluzy dłonie i powiedział nad wyraz spokojnie.

- Taaaa... - rozmarzył się.

         
Taisho, mi nie chodzi o jego minę. Chodzi mi o ciebie, o nas... Wtedy, gdy byłeś tak blisko mnie czułem się dziwnie. Moje ciało mówiło tak, ale rozsądek stawiał na nie. A gdzieś mam minę Kaoru.! Ja... Ty... MY... O czym ja myślę?! Czy pragnę jego dotyku...? Spodobał mi się...? Tak... Nie... Sam już nie wiem! Muszę się z tym przespać i wszystko logicznie poukładać. Zimno... Czemu jest tak cholernie zimno?! Głupek ze mnie. Nie wziąłem grubszej bluzy, tylko jakąś cienką. Ehh...

         

Ciekawe o czym tak myśli... Zacząłem mu się przyglądać. W tym słabym świetle wyglądał wprost cudownie. Ale... Coś mi nie pasuje... On się trzęsie! Dlaczego...? Aaaa, no tak. Przecież nie ma grubej bluzy. Jestem ślepy, czy co?! Szanowny pan Taisho Sasaki idzie obok swojego wymarzonego chłopaka i cieszy się z dzisiejszego dnia, a on trzęsie się jak galareta. Brawo za inteligencję.
Jedną dłonią chwyciłem materiał, a drugą zamek. Rozpiąłem do połowy bluzę, kiedy przerwał mi jego głos.

- Co ty robisz? Przecież jest zimno. - schował głowę w swój kołnierz.
- Właśnie widzę. - rozpiąłem ją do końca.
- Oj, przestań stary! Nie jestem jakąś babą. Wytrzymam. Dojdę! - zaprotestował.

Albo mi się zdawało, albo zobaczyłem u niego nikły rumieniec.

- A daj spokój! Nie będę patrzył jak trzęsiesz się z zimna.
- Przecież gdybym szedł sam, nikt by mi nie pomógł i dotarłbym do domu cały i zdrowy. - pochwalił się podnosząc dumnie głowę.
- Ta... Zdrowy to nie wiadomo, a teraz idziesz ze mną. Nie będę szedł koło ciebie w dwóch grubych bluzach, kiedy ty trzęsiesz się jak osika. Z resztą jest mi trochę gorąco - serio.

Ściągnąłem bluzę i stanąłem obok niego.

- No przecież mówię, że...!
- Zamknij się w końcu. - powiedziałem łagodnie i spokojnie.
- Jak jakaś baba... - wybełkotał strasznie cicho.

Nie słuchając jego dalszych protestów, delikatnie nałożyłem na niego swoją bluzę, jakby bojąc się, że mogę zrobić mu krzywdę. Odszedłem od niego na krok.

         
Ciepła... Chyba na prawdę nie kłamał, że jest mu trochę gorąco. A z resztą czy kiedyś to zrobił? Nie... Zawsze jest szczery w stosunku do mnie. Ta bluza... Jego zapach... Jak miło... Czuję się, jakbym znajdował się w jego ramionach... Chyba na serio jestem zmęczony, skoro myślę o takich rzeczach... Właściwie, to ja już chyba przestałem myśleć.

         

Przyglądałem się, jak jego ręce powoli chowają się w brązowy materiał. Zapiął się pod samą szyję i zamknął oczy, chowając swoją brodę w małym golfie. Staliśmy tak przez chwilę, gdy nagle zmieszany otworzył oczy i spojrzał prosto w moje. Jaki on jest śliczny...

- No, to...? - nie wiedział co ma powiedzieć, ponieważ wpatrywałem się w niego jak jakiś maniak. - Idziemy? Zaraz dotrzemy do twojego domu, a ja skręcę w swoją ulicę.
- Odprowadzę cię. - rzuciłem automatycznie, przypominając sobie słowa jego ojca.
- Co? - zapytał zdziwiony, jednak chyba trochę szczęśliwy.
- No, dostarczę ciebie pod twoje piękne drzwiczki. - uśmiechnąłem się.
- Jak baba! Znowu jak ta cholerna baba! Mam przecież 17 lat! Nie zgubię się! - powiedział lekko naburmuszony.
- Wiem, ale ja baaaaaaardzo lubię spacerować wieczorem...
- T...! A z resztą... Rób co chcesz. - machnął ręką i ruszył na przód.

Wyszczerzyłem się sam do siebie, co było do mnie raczej niepodobne i dogoniłem go. W ciszy, jednak luźnej atmosferze podążaliśmy wzdłuż domostw, w których gdzieniegdzie było zapalone światło. A co on tak nagle ucichł? Odwróciłem głowę w jego stronę i zobaczyłem, że idzie dość nieprzytomnie. Najwyraźniej przez ofiarowane mu ciepło, zmorzył go sen, ale jest jeszcze wcześnie...

- Yasuro?
- Co? - powiedział strasznie cicho i spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem.
- Czy tu już nawet na stojąco potrafisz spać? O 21?! Jest jeszcze wcześnie!
- A nie... - odrzekł zmulony - To nie to... - ziewnął i przetarł oczy - Ostatnio pisałem wypracowanie z polaka i zarwałem dwie noce.
- To w ogóle nie spałeś? Nawet w dzień?
- No wiesz... nie miałem czasu... Padam na twarz. - przymknął oczy.
- Ja się nie dziwię.! - spojrzałem na niego ze współczuciem.
- Chcę spać... - powiedział, po czym chwycił dwoma rękami moja prawą, którą miałem zgiętą do połowy, bo trzymałem ją w przedniej kieszeni bluzy i oparł głowę na moim ramieniu.

Byłem strasznie zdziwiony. Ciekawe czy robi to świadomie... Dobra tam... Nie ważne. Liczy się to, że jest blisko mnie. 
Pozwalając sobie na coś więcej, wyciągając trzymaną przez niego rękę, objąłem go w talii wkładając ją do jego prawej kieszeni spodni i przyciągnąłem go do siebie.

         
To ciepło... Miłe. Bijące od niego... Nieskończone. Czy to sen? Nie... Co ja robię? Nie ważne... Teraz nie ma to znaczenia...

Yasuro zamknął oczy, a dłońmi złapał moją bluzę w okolicy ramienia. Przysunął się do mnie jeszcze bliżej i przyjemnie mruknął.
Jak mi się z nim wygodnie idzie... Jest ode mnie niższy o pół głowy, ale nie jest konusem. To ja jestem wysoki. Zatracając się w jego bliskości, lewą rękę wsadziłem do przedniej kieszeni swojej bluzy i lekko przyspieszyłem kroku. Nie chciałem, aby spał na ulicy przyczepiając się do mnie jak rzep, chociaż muszę przyznać, że nie chcę tego przerywać...
         
Jeszcze jeden zakręt, uliczka... Tupot naszych butów rozchodził się po całej alejce. Zamieszkuje w bardzo dobrym miejscu. Takie spokojne... No dobra, przecież już tu byłem. Czas cię obudzić...

- To jest twój dom, prawda? - lekko szturchnąłem go ramieniem.
- Co? Aaa... Tak... - odrzekł nieprzytomnie.
- No to do jutra w szkole. - uśmiechnąłem się.
- No, dobra. - stanął na przeciwko mnie.

         
Ale zimno... Przy nim było mi tak przyjemnie... Spać! Nie myśleć już więcej, bo nawet sam nie wiem co robię. Może to mi się śni? Skoro tak, to mogę sobie pozwolić na jedną rzecz, której za Chiny nie zrobiłbym w rzeczywistości. Taaaak... To tylko sen... Dziwny, ale przyjemny...


A, Taisho.! - wymamrotał przywołując mnie do siebie.
- O co chodzi? Idź już spać, bo ledwo stoisz na nogach...
- Chciałbym ci jeszcze raz podziękować.
- No mówiłem, że nie musisz... - spojrzałem ze spokojem w jego oczy.
- Ale chcę...

Podszedł do mnie i wplótł ręce w moje włosy, po czym zaczął mnie całować... Co?!!! Czy...? On chyba na serio jest zmęczony... Ciekawe czy będzie to pamiętał... Zresztą... To jego wola... Chce, to ma. Proszę bardzo. Ja nie będę interweniował Za bardzo go pragnę... 
Z każdą chwilą czułem jak zachłannie przyciąga mnie do siebie i wpija się w moje usta. Jaki stanowczy... Nie poznaję go. Yasu... gdyby to trwało wiecznie... Chciałbym, abyś był tak blisko mnie każdego dnia... Ale ty na pewno nie robisz tego w pełni świadomie... Czuję, że nie powinienem cię wykorzystywać, jednak nasze ciała mówią co innego. Cieszmy się chwilą...
         
Przyciągając go bliżej, jedną ręką objąłem go w pasie, a drugą czesałem jego tylne włosy. Taaak... Właśnie tego chcę... Szybko wślizgnąłem język do jego buzi i delektowałem się jej wnętrzem badając nadzwyczajną miękkość podniebienia i policzków. W zamian za to, poczułem jak jego ręce i ciało powoli osuwają w dół, jednak usta kontynuują pieszczotę. W końcu, kiedy prawie cały zjechał na ziemię i poczułem, że robi mi się trochę ciężko w rękach, przerwałem pocałunek, a jego chwyciłem mocniej. Znowu te zamglone oczy i zarumienione policzki... Kocham je... Taki słodki... Chwilę popatrzyłem w jego piękną, głęboką zieleń, po czym uśmiechnięty powiedziałem.

- Nie wiem, czy jesteś świadomy tego co tutaj zrobiliśmy, jednak jeśli nie uwierzysz w to na początku, będę czekał... Aż pewnego dnia zrobimy to ponownie... - na moje słowa Yasuro otworzył szerzej oczy - A teraz idź już do cholery jasnej spać, bo jutro musisz wcześnie wstać. - pogłaskałem go po głowie.
- Dobrze. - wyszeptał mi wprost do ucha i lekko musnął palcem mój policzek, po czym ruszył w stronę drzwi.

Ten głos... Przeszyły mnie dreszcze... Zastanawiam się co on jeszcze ukrywa, skoro taki mały gest sprawia, że nie wiem co ze sobą zrobić. W jednej chwili jestem Taisho, który panuje nad wszystkim i chroni najbliższych nie bojąc się niczego, a w drugiej Taisho, który jest bezradny, omotany i oszołomiony takim z pozoru niewinnym i spokojnym chłopakiem. No nic. Zobaczymy co przyniesie nowy dzień...

Yasuro strasznie zaspany i przekonany, że to jest sen, spokojnie wszedł do mieszkania, rozebrał się w swoim pokoju i ochlapawszy się z wierzchu wskoczył do łóżka. Minęło może 30 minut, gdy obudzony czując wielki chłód, wstał z łóżka i opatulił się bluzą Taisho, ponieważ była pod ręką.

         
Jeju, co za super sen... Taki realny... Chcę, aby przyśnił mi się jeszcze raz...

         

Na jego twarzy zagościł pogodny uśmiech.

         
Jego słodki zapach... Tak bardzo mnie uspokaja...


11 komentarzy:

  1. "Muszę się z tym przespać i wszystko logicznie poukładać." -.- jak pierwszy raz to przeczytałam to (serio! nie kłamię!) przed moimi oczami ukazało się "Muszę się z NIM przespać..."
    Chcę więcej takich jego 'snów' ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku nie byłam zbytnio przekonana co do tego opowiadania, zastamawiałam się; "stracę czas czytając to, czy nie?" jednak postanowiłam zaryzykować i faktycznie nie żałuję bo bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra... ale dlaczego Japończyk musiał pisać wypracowanie z polskiego? o.o

      Usuń
    2. Bo się uczy języków dodatkowych XD ?

      Usuń
  3. "- Oj, przestań stary! Nie jestem jakąś babą. Wytrzymam. Dojdę! - zaprotestował."
    *wstaje ze swej przezacnej loży i bije brawo*

    Rzecz to miła i przyjemna, znaleźć taką perełkę. A jeszcze przyjemniejsza, gdy ma się ciut wygórowany gust i mało co cię zadowala. Da, to teraz zmierzam czytać kolejne 89 rozdziałów, dalibóg na tym samym (lub wyższym) poziomie

    JZDK

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu. Wytrzymam. Dojdę. Czy tylko mi sie to kojarzy? Tia... Za dużo Yaoi.
    ~ksuirui

    OdpowiedzUsuń
  5. @justus^^: ja też! xd takie wiesz : what the fuck? przeczytałam jeszcze z 5 razy, a potem: aaaa... z TYM xd

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dla mnie akcja rozgrywa się za szybko ale to nie ja o tym piszę więc poczekam aż przeczytam wszystko co jest wstawione :D
    Czytając:
    "Muszę się z tym przespać i wszystko logicznie poukładać."
    wyobraziłam sobie od razu reakcję innych yaoistek :D jak widzę nie myliłam się :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Omnonomnom, orgazm <3 Chłopaki są mrr mrr i jeszcze te ich pocałunki *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. Japończyk pisawszy wypracowanie z polskiego ok :D Już się pogubiłam, to był sen czy nie? Chyba nie co? A jak tak to genialny (y)

    OdpowiedzUsuń