08.06.2012

Rozdział 32

Biała tarcza księżyca jak nigdy świeciła bardzo jasno, odkrywając najciemniejsze zakamarki parku. Zrównoważony puls rzeki, która przyjemnie pluskała rozdzierając się o kamienie dawał do zrozumienia, iż istnieje jeszcze takie spokojne, przez nikogo nie zanieczyszczone, miłe miejsce. 

Yasuro... Jest moją największą zagadką, która z każdym dniem komplikuje się jeszcze bardziej. Nie mogę go rozgryźć, wyczytać czegoś z jego zachowania, kompletnie nic. A może właśnie dlatego, że darzę go uczuciem nie mogę zrobić niczego więcej? Może... Wcale nie chcę rozwiązać tej zagadki tylko pragnę aby zachował dla siebie tę słodką tajemnicę? Jest niezastąpiony, za nic nie ma takiego drugiego człowieka na świecie. Już dawno owinął mnie sobie wokół palca. Nawet gdybym chciał, nie mógłbym wyrwać się z tej wielkiej plątaniny złocistych nici, które nieświadomie stworzył. Nie ważne co zrobi, zawsze będę trzymał jego stronę... Prawda? Nie widzę powodu żeby czegoś mu odmówić. Czuję, jakbym od dawna spoglądał tylko na niego,  nie zwracał uwagi na tłum ludzi otaczający mnie na co dzień. Właśnie wtedy wyciągnął do mnie rękę...

Zerknąłem na niego, uśmiechając się łagodnie. Właśnie mijaliśmy kolejną fontannę, a powietrze od czasu do czasu targało naszymi włosami, kiedy nagle coś czarnego śmignęło mi w oddali między drzewami. Normalnie chyba bym się przestraszył, ale teraz muszę porządnie wypocząć, bo zaczynam mieć jakieś zwidy. 

- Taisho! Zapomnieliśmy o Akane! - chłopak gwałtownie zerwał się do biegu.
- Zaczekaj! - nie wiedzieć czemu krzyknąłem dosyć głośno, jakby miał mi gdzieś uciec i złapałem go za nadgarstek. Zdziwiony odwrócił się w moją stronę - To znaczy... Kiedy ciebie nie było musiała na chwilę wyjść i jak widzisz do tego czasu nie wróciła.

Czy za mną poleciałby równie szybko? Bez najmniejszego zastanowienia wyrwał z miejsca i biegł jak najszybciej tylko potrafi nie patrząc na przeróżne trudności? Tak... On wstawi się za każdym, dlatego tak boli... Myśl, że dzieli się sobą, a chciałbym go dostać na własność. Wiem, jestem samolubny, ale niczego innego nie oczekuję. Gdyby tak choć jeden gest został skierowany tylko w moją stronę...

- Z resztą jakby nadal tam była, z pewnością dawno rozmawiałbym z nią przez telefon. - dopiero teraz puściłem jego rękę i spojrzałem gdzieś na prawo.

Jakby jego dłonie w spokoju pieściły tylko mnie, głaskały, uspokajały... Matko, nigdy nie posądziłbym siebie o takie dziwne myśli. Zazwyczaj nie zwracałem uwagi na jakieś małe detale, a tu proszę...
Położyłem palce na swoim lewym ramieniu, a jeden podmuch wiatru rozwiał pasma moich czarnych włosów, które po chwili ułożyły się dosyć chaotycznie. 

- Taisho... - szepnął cichutko, przez co moje tęczówki zainteresowały się jego osobą - Mam pytanie. Może trochę dziwne, ale jestem ciekawy jak się czułeś przy Harukim. No wiesz... Jak niespodziewanie się objął. Dziwne pytanie, a... - stopą uparcie wkręcał w ziemię małe, szare kamyczki.
- Nie... Zawsze możesz pytać o co chcesz. - jego łebek uniósł się w górę, uważnie lustrując moją twarz - Jak się czułem... Chciałem, aby jak najszybciej mnie puścił, myślałem, że go zabiję. Jego obrzydliwe dłonie dotykały mojego ciała, był stanowczo za blisko. Jakby chciał mnie uwięzić, traktować jak prywatne zwierzę... Nadal mam wrażenie, że nadal gdzieś mnie dotyka.
- Ah tak... - wyciągnął przed siebie dłonie i spojrzał tak, jakby coś oceniał - Kiedy Kaoru próbował się do mnie przybliżyć, również czułem coś podobnego co ty. Tyle, że on nigdy nie zbliżył się na taką odległość. Czasami... - usiadł na metalowej ławce, która wdzięcznie połyskiwała w ogólnym mroku - Odnoszę wrażenie, jakbym istniał sam dla siebie.
- To znaczy? - przysiadłem obok, słysząc zmianę głosu i zapowiedź czegoś większego.
- Jakbym był jedynym, który może mnie zrozumieć.
- Nie zawsze widać to, co na zewnątrz. Na pewno nie jesteś nikomu obojętny, a niektóre rzeczy wymagają czasu. Przecież dziecko nie umie od razu chodzić, pomagają mu w tym kochające go osoby. Nim się odwrócisz, zobaczysz, że wokół ciebie są sami ludzie, którzy widzą więcej niż myślisz. 

Zamknąwszy oczy odchyliłem głowę w tył, opierając ją o drewnianą deskę. Księżyc muskał swoją barwą moją skórę, a grzywka jak jakaś zasłona rozstąpiła się na boki. Ręce włożyłem do kieszeni, gdyż palce nieco mi zamarzły. Zawsze tak miałem, kiedy ból dawał o sobie znać. 


Ważne osoby... Niby kto? Poza tobą nikt nie wytrzymał ze mną tyle lat, a ostatnio dochodzę do wniosku, że z dnia na dzień coraz bardziej mnie rozumiesz. Bardzo dobrze, ponieważ ja sam nie potrafię już siebie rozgryźć. Dlaczego tak bardzo chcę, abyś mi pomógł, a mimo tego nawet ci tego nie pokazuję? Czyżbym się bał, czy tylko chcę oszczędzić ci zmartwień? Czy jest taka szansa, że kiedyś sam to zobaczysz? Dobrze wiem, że posiadasz wiedzę o wiele większą niż ta, którą pokazujesz. Przy tobie czuję spokój, jakbyś był jakimś magicznym źródłem pulsującym przez cały czas w równym tempie. Dopiero dzisiaj mogłem zobaczyć, jak wyglądasz kiedy coś cię rozdrażni. Aż poczułem się taki strasznie malutki... Twój głos, wzrok... Widać, że wiesz czego chcesz i się nie poddajesz. Dlaczego kiedy dotykałem twojego brzucha zastanawiałem się nad jego gładkością i ciepłem? Sunąłem dłonią wyżej, delikatniej, aby niczego przypadkiem nie zrobić... Przecież doskonale wiedziałem, że nic ci nie jest, a mimo tego chciałem to wykorzystać, nie mogąc się oprzeć. Masz taką niesamowitą, miękką skórę, niczym nie skazaną. A twoje oczy... Ten lód, który napawa mnie niewyobrażalnym spokojem i gorącem. Niezwykłe, przyciągające człowieka spojrzenie... Tylko ja to widzę? Nawet teraz.. Czuję, że muszę się do ciebie zbliżyć, jest tak zimno...
Jestem jak małe dziecko, które poszukuje ciepła, a ty zawsze spokojny robisz to, o czym myślę. Proszę, nie chcę być już dłużej sam. Nie zniosę tego... Przez tyle lat...! Ty, Akane... Nie zostawiajcie mnie! Dzieciństwo? Aktualnie się uwsteczniam, zachowując się jak kiedyś, naiwnie, często bezmyślnie, aby zaspokoić samego siebie... Ta pustka, wewnętrzny chłód, pusty dom kiedy wracasz i sztuczny uśmiech maskujący twój ból. Nie chcę tego doświadczać na nowo... Nigdy więcej...

Nagle poczułem, jak Higoshi powoli układa się na moich nogach, wkładając pod głowę obie ręce. Jego nogi swobodnie zwisały poza ławką, kołysząc się lekko jakby w rytm lasu. Otworzyłem oczy i zerknąłem na dół. Czy już mówiłem, że on mnie zaskakuje? Swobodnie spoczywa na moich udach, a ja mogę go w każdej chwili objąć...

- Masz rację, niczego nie dostrzega się od razu. - powiedział spokojnie i przymknął powieki

Mój wzrok zaczął wędrówkę wzdłuż jego wszystkich rys, kształtów... Z niepohamowanym zachwytem wodziłem nim po calutkiej twarzy, czując to ogarniające mnie ciepło i lekkość na sercu. On jest jak jakiś najdelikatniejszy kwiat, który swoim istnieniem łata moje najgłębsze rany. 
Chciałem pogłaskać go po policzku, ale jak na złość lewą rękę przeszył ból, podobny do wbijania igieł. Skrzywiłem się nieco, a on spojrzał na mnie uśmiechając się nikle... Jakby był jakiś wypaczony...

- Boli cię nadgarstek...? - nie pytając o zgodę ujął go delikatnie w dłonie i kładąc na swojej klatce piersiowej zaczął go głaskać.
- Trochę... - było mi tak niewyobrażalnie dobrze, nie chcę, aby to się kiedykolwiek skończyło.
- Przepraszam, to przeze mnie teraz masz te wszystkie powikłania... - mówił z lekką chrypką, jakby uleciało z niego życie... Co się stało?
- Już ci mówiłem... Zapamiętaj sobie. Jeśli czegoś nie chcę, nie robię tego. Do wesela się zagoi, tylko nie mogę go wciąż nadużywać, a ostatnio wszystko mi to utrudnia. No, już, już, nic się nie stało.

Postanowiłem nieco go ożywić, jego stan zaczyna mnie poważnie martwić. Śmiejąc się cicho, zacząłem bawić się jego włosami. Malachitowe tęczówki stopniowo patrzyły na ogarniającą je ciemność.

- Wiesz... - obserwowałem tę słodką twarz, jak gdyby ufał mi całkowicie... Teraz to powiem - Miałem bardzo dziwny sen.
- Sny zazwyczaj są dziwne, a niektóre w ogóle pozbawione sensu. - jego palce subtelnie dotykały moich dłoni.
- No tak, ale ten... Nie pamiętam go za dobrze i to mnie strasznie denerwuje.
- Czyli w ogóle nie kojarzysz faktów?
- Pół na pół, ale kiedy się obudziłem doszedłem do wniosku, że był głupawy.
- Yhym. - perliste wargi drgały tak kusząco...
- Nie wiem dlaczego, ale teraz po mojej głowie krąży pewne zdanie. Zupełnie go nie rozumiem, nie wiem do czego może nawiązywać, ale chyba je gdzieś słyszałem... Może w śnie?
- Jakie?
- Coś takiego... "Nie wiem, czy jesteś świadomy tego, co tutaj zrobiliśmy, jednak jeśli nie uwierzysz w to na początku będę czekał aż pewnego dnia zrobimy to ponownie."

Momentalnie aniołek sturlał się z moich kolan i stanął na równe nogi naprzeciwko mnie. Miał szeroko otwarte oczy, a policzki mocno pokryte różem. 
Czyli pamięta! Taka reakcja... To musi być to! Matko, jak się cieszę, że nie zapomniał, czyli jednak jest nadzieja... Od teraz... Nie poddam się, zaczynam wierzyć w siebie.

- T-Taisho, to ci się śniło? - nerwowo tupał nogą o piach, który zaczął się kurzyć. 
- No... Chyba. Przecież co to za słowa, jak z jakiegoś filmu... - westchnąłem i wzruszając ramionami przeciągnąłem się leniwie.
- Tak, masz rację... - podrapał się w tył głowy.
- A coś się stało? Oglądałeś ten film? - nieźle musiałem panować nad swoim głosem, aby nie zdradzić, że o wszystkim wiem.
- Egh.! - momentalnie się wyprostował - Lepiej stąd chodźmy, jakaś dziwna ta okolica! - pokręcił palcem i chowając policzki pod grzywką szybko wyszedł z parku.
- Czekaj, czekaj! Też idę! - szybko przyspieszyłem, zahaczając ręką o jakąś gałąź.

Jak to miło zobaczyć roztargnionego aniołka. I ten rumieniec... Za niego mógłbym oddać życie. Mam tylko nadzieję, że ten smutek, który zobaczyłem był chwilowy...


Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę...! Jak to możliwe?! Miał taki sam sen jak ja?! Ten pocałunek, uścisk, słowa, czuły głos przesiąknięty dobrocią... Tak, to musiał być sen... Ale... Czy kiedyś jeszcze usłyszę ten głos? Teraz zwątpiłem w rzeczywistość... Powiedział coś, co mi się śniło, a przecież to nie jest jakiś zbieg okoliczności... Chyba...? Sam nie wiem co mam myśleć! W jednej chwili przypomniał mi to, o czym chciałem zapomnieć... Niestety podświadomie pamiętałem tę chwilę, czułem wtedy, jakbym coś znaczył... Tak, to musiał być sen... W moim życiu nie ma takich dobrych chwil... Nie ma! Tak bardzo chcę w to wierzyć, ale jak dziecko poszukuję nadziei... Zgubnej, ale w nią wierzę... Jestem beznadziejny... W ogóle nie dojrzałem, nic się nie zmieniłem. Cały czas trzymam się koła ratunkowego. 

Taisho...

Dlaczego tak zareagowałem? To tylko zwykłe słowa... Jednak... Twój dotyk sprawia, że czuję się uspokojony... Czy tak czuje się ktoś przy rodzeństwie, na tym to polega? A może to ty taki jesteś, a realia są zupełnie inne? Nie mam pojęcia, zawsze byłem w domu sam... Rodzice całymi dniami pracowali, a ja nie potrafiłem się sobą zająć. Teraz jest lepiej, ale nadal czuję te braki z dzieciństwa... Pytali mnie, czy wszystko w porządku, więc co miałem odpowiedzieć? Tak bardzo zależało im na tej pracy... Nie mogłem tego zepsuć! Nie mogłem być samolubny ! Po prostu... Nie mogłem...

Nie chcę cię stracić, wtedy...

Szedłem kawałek za nim, swobodnie obserwując jego ciało. Najzwyczajniej rozmyślał nad wieloma sprawami, w których zapewne narobiłem mu bałaganu. W pewnej chwili stanął i odwracając się do mnie, swój wzrok skupił na moich ustach. Czy on właśnie bezczelne patrzy na moje wargi? Jeju, jaka mina, wzrok...

- Chodź, nie musisz wlec się z tyłu. - wyciągnął w moją stronę dłoń i przekręcając głowę, uśmiechnął się łagodnie, ale jak szczerze...

Zrobił coś, co roztopiło moje serce.


9 komentarzy:

  1. Ojjj... przestawiłam się z żądnej ciała i seksu,zboczonej yaoistki w romantyczną duszyczkę pod wpływem tego cudnego rozdziału. słodko *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te opowiadania potrafią zmieniać ludzi, prawda :D
      (Mnie też to zmieniło XD)

      Suzi

      Usuń
  2. Obożebożebożbożebożeboże....
    ja miałam nadzieję na jakiś pocałunek w tym rozdziale *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. oooowwwwww ^^ *rozpływa się*
    ja także liczyłam na jakiś kiss w tym rozdziale, ale jak widac nie ma tak dobrze, haha xD no to teraz pozostaje tylko nadzieja na to, że Yasuro w końcu dojrzeje w sobie i jakoś jeszcze bardziej otworzy się na Taisho, a ten po prostu dobrze wykorzysta odpowiedni moment i wuala! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. za bardzo tu słodzisz :C .

    OdpowiedzUsuń
  5. mi tam się to słodzenie podoba x3 kyaaa!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojejku *.* Jakie słodziaki *.* To wszystko zmierza w dobrym kierunku ^.^

    OdpowiedzUsuń
  7. Po 1 ma byc kisss po 2 ma być kissssssss a po 3 ten głupol ma sobie uświadomic że go kocha !!!!

    OdpowiedzUsuń