08.06.2012

Rozdział 16

Wszedłem do swojego pokoju i usiadłem na łóżku. Dwudziesta czwarta... Cholera, muszę iść spać. Wziąłem szybki prysznic i ponownie walnąłem się na łóżko. Przykryłem mięciutką kołdrą i spróbowałem zasnąć. Minęło dziesięć minut i nic. Ciągle nie mogę przestać myśleć o tym, co powiedział Hiro. Jak to ' zobaczę to w odpowiednim momencie ' ? O czym on mówi? I jego twarz... Nigdy takiej nie widziałem... Zmartwiona, pełna bólu, jednak nadal uśmiechnięta. Czy on nigdy nie przestanie być tak cholernie miły?! Mocno ścisnąłem pościel, ciągnąć ją nieznacznie w górę. 
Co to ma być? Czy ten jego kolega jest jakiś głupi? Zostawił go... W takim razie... Czemu Hiro za nim nie ruszył? Przecież nigdy nie zostawia tak swoich spraw... W każdej chwili mógł za nim pobiec! Zaraz... Nie. Na pewno coś sobie obiecali, przez co pozwolił mu odejść. 
Nagle dostałem nagłego olśnienia. Wszystko pamiętam! Jak mogłem zapomnieć?! 
Złapałem się za głowę.
To... Przeze mnie... Zrujnowałem mu życie... Ale przecież mógł! Wiedział, że wtedy byłem na niego obrażony, ale został... A ja o tym zapomniałem...! Ja...
Wstałem z łóżka i energicznym ruchem zamknąłem drzwi idąc do jego pokoju. Czuję jak wielka gula zaczyna zatykać moje gardło. Bez pukania otworzyłem drzwi i podszedłem do kanapy, na której siedział czytając jakąś książkę. Zupełnie jak kiedyś, przytuliłem się do jego szyi nie patrząc na pytający wzrok. 

- Idiota. - szepnąłem nie mogąc wysilić się na nic więcej.
- Taisho... - opiekuńczo objął moje ciało.
- Mogłeś jechać... Nie patrzeć na mnie! Teraz tylko cierpisz... - po raz pierwszy od kilkunastu lat, po moim policzku spłynęła łza, a za nią kolejne.

Nie musiałem na niego patrzeć, aby wiedzieć, że jest teraz w wielkim szoku. 

- Wiedziałem, że w końcu to odkryjesz. Przy tobie... Niczego nie mogę ukryć, jestem jak otwarta księga, prawda? - odpowiedziało mu ciche pociągnięcie nosem - Oj Taisho... - pogłaskał mnie po głowie. Dlaczego... Czemu wciąż jest dla mnie taki miły? Nie mogę tego pojąć... To okrutne... - Czyli pamiętasz... - oparł głowę na moim barku i ciężko westchnął - Nie pojechałem z dwóch powodów. Pierwszy - coś sobie obiecaliśmy. - wiedziałem, byłem tego pewny - Drugi - nie mogłem cię zostawić i nawet nie zaprzeczaj. Przecież wiesz, że ojciec ciągle pracuje, a mama musiała być z tobą w domu, więc ja pracowałem w dzień.
- Wiem. - mruknąłem i przetarłem oczy.
- To nie twoja wina, więc nawet o tym nie myśl. - odsunął mnie od siebie i spojrzał w oczy.
- Kiedy on wróci? - spytałem.
- Nie wiem... - z powrotem mnie przytulił, a ja zamknąłem oczy. - Ale będę czekał. - uśmiechnął się.

Tak... teraz jestem spokojny. Nie wiem czemu, ale jestem. Ciekawe czy go kocha... Przecież powiedział, że nie jest gejem... Nie ! To zostawię dla niego, nie będę nad tym myślał. Dawno nie czułem się tak jak dzisiaj. Nigdy nie pomyślałbym, że ten chory idealista jest takim wspaniałym bratem... Uśmiech...



***


- Taisho... - ktoś mnie woła? - Taisho. - oj, no co tak trzęsie! - Taisho do cholery! Yasuro przyszedł! - jak oparzony zerwałem się na równe nogi zaplątując je w pościel, przez co ciągnąc ją w przód wywinąłem orła. Podniosłem się na kolana i zacząłem masować głowę.
- Ała, ała, ała...
- No chodź, bo się spóźnisz do szkoły. - przykucnął przede mną wesoły Hiro.
- Czyli Yasuro nie przyszedł...? - burknąłem obrażony.
- Nie ! - znowu ten szeroki uśmiech, no chyba zaraz mu go z tej twarzy ściągnę...!
- Która godzina? - wstając przeciągnąłem się leniwie.
- Szósta.
- Oszalałeś?!!! Przecież obudziłeś mnie wcześniej niż sam wczoraj wstałem pobijając swój rekord! - ryknąłem.
- Tak ! - stanął dumny - Wyćwiczę cię na rannego ptaszka.
- Ta, dzięki... - poczłapałem do łazienki. 

Kocham poranny prysznic, uwielbiam... 
Przechyliłem głowę, a ciepłe krople spłynęły po mojej szyi. Znowu mam dobry humor, a już jutro idziemy do klubu...! Taaak...
Z trudem wygramoliłem się spod cieplutkiej wody, ubierając się normalnie, nie w żadne białe koszule. Zrobię to u Yasuro. Biorąc plecak w prawą rękę, cały w skowronkach zbiegłem na dół i usiadłem przy stole. Zacząłem jeść śniadanie, które ostatnio jest przepyszne. 

- Tu masz zwolnienie. - podał mi małą kartkę.
- Na co? - z wypchanym policzkiem patrzyłem na niego zdziwiony.
- No na koszykówkę. Przecież nie możesz grać.
- Słucham?! Oczywiście, że mogę. - rozejrzałem się - Patrz! Nic mnie nie boli. - chwyciłem dłonią plecak i uniosłem go w górę. Ciernisty prąd przeszył moją rękę, automatycznie upuszczając trzymaną rzecz. Otworzyłem szerzej oczy. Oż cholera.
- No widzisz? - westchnął.

Obrażony schowałem zwolnienie i dopiłem herbatę. Super, nawet na gitarze nie będę mógł grać. Ale dla aniołka wszystko! Uśmiechnąłem się błogo.

- No idź już. - zaśmiał się.
- Na razie. - rzuciłem uśmiechnięty i zamknąłem drzwi.

Kolejny raz dzieciaki oglądały się za mną z otwartymi buziami. Jeju... Jakie to nudne. 
Dzisiaj było przyjemnie ciepło. Kocham wiosnę.! Skręciłem w uliczkę aniołka i zapukałem do drzwi.

- Ooo, Taisho! Brawo! Jesteś wcześniej niż wczoraj. - powiedział jak zwykle życzliwie i wpuścił do środka.
- Miałem być, to jestem. - wyśmienity humor.
- Ale nie przebrany... - zmrużył oczy.
- Już ci mówiłem. Nie będę chodził przez miasto w koszuli.
- A ze mną idziesz.
- No tak, bo nie jestem sam. - wystawiłem mu język.
- Ale wytłumaczenie ! - wzruszył zabawnie rękami.
- Dobra, to idę się przebrać.

Wziąłem pod pachę białą zmorę i ruszyłem do łazienki. Przebrawszy się, wyszedłem z trochę rozczochranymi włosami i niedopiętym kołnierzem. Mój wzrok przykuł szklany talerz, na którym leżały jakieś wafle. Podszedłem do niego.

- Mogę? - wskazałem na jeden kawałek.
- Jasne. - zaczął się pakować.

Spróbowałem i o mało nie padłem na ziemię.

- To jest pyszne! - ugryzłem jeszcze raz. Wafle przekładane czekoladą, ale jakie dobre! Zjadłszy cudowne ciastko zapytałem - Gdzie je kupiłeś?
- Sam zrobiłem. Miałem ochotę na coś słodkiego, innego, a nie chciało mi sięiść do sklepu. - oparł się o biurko, a ja otworzyłem szerzej oczy - No co? - zaśmiał się - spójrz lepiej na siebie.

Wykonałem polecenie odwracając się w stronę lustra.

- Zostawiłem sobie na później. - powiedziałem dumny, widząc kawałek czekolady na policzku.

Podszedł do mnie i wyciągnął chusteczkę.

- Nie będę szedł z takim świntuchem. - rzekł życzliwie i wytarł słodycz. Byłem w małym szoku, ale podoba mi się... - Oraz jak zapinasz koszulę, to do końca. - dopiął guzik, wygładził materiał i cofając się o krok uśmiechnął szeroko - No to idziemy? - rzucił rozpromieniony.

Znowu... To dzieje się tak szybko... Jeszcze czuję jego dotyk na skórze. Przelotny, delikatny i cholernie pociągający.
Pokręciłem głową i poszedłem jego śladami. Zamknął mieszkanie i schował klucz.

- Ale wiesz. - powiedziałem poważnie, na co spojrzał na mnie pytająco - Musisz zrobić mi te wafle! - spojrzałem na niebo marząc o słodkościach.
- No jasne. - roześmiał się i ruszyliśmy.

Tak mogłoby być codziennie. Kocham jego wspaniały śmiech i optymizm. Jest niesamowity. Tylko w jego towarzystwie jestem w pełni sobą.


6 komentarzy:

  1. Ha ha ha! Wafle <3 YeaH! Czekam na akcję, czekam na konkretną akcję... (maniak) ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. wafle? wafle?! ja też chce wafle! jestem teraz taaaaka głodna >< mam pacmana jak nic xD zjem wszystko w zasięgu wzroku.. jakby coś bylo *patrzy na burczący brzuch* mowiłam już że jestem głodna? :D Zazdroszczę mu, zjadł pewnie pysznego wafla powiedz Yasuro żeby i mi zrobił, proszeeeee? ;D No i ja chce w końcu piątek i ten klub! Czy Kaoru coś wywinie? chce wiedzieć, no....!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda że nie zlizał mu tej czekolady *Q* .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to byłoby meeega *.*

      Usuń
  4. dla mnie nie ma wafli? ;< no ale nic, jako Yaoistka nie mogę doczekać się akcji...ale wiesz takiej porządnej akcji xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem szczerze : na początku to całe opowiadanie było nudne, monotonne i beznadziejne do porzygu. @~@ A teraz je kocham. Jest cudowne. Dużo lepiej składasz zdania, jest bardziej dynamicznie, a zarazem tajemniczo.
    Jednym słowem wspaniałe.

    OdpowiedzUsuń