08.06.2012

Rozdział 49

Tym razem zjawiłem się jako ostatni z członków mojego 'zespołu', w którym ani razu nie miałem zamiaru zagrać. A przez kogo się spóźniłem? Przez trenera Yasuro, który musiał zamienić z nim słówko, przeradzające się w długi monolog.
Właśnie testowałem różne brzmienia oraz wariacje na sprzęcie powierzonym w moje ręce. Ludzie grali świetnie, przez co nie musiałem interweniować ze swoimi racjami. Akane jak zwykle przebierała z Mikoto w stertach zdobień, odpowiednich do naszego bogato zapowiadającego się przedstawienia. Jako, że aniołek zapomniał otworzyć na noc zakratowanych dla bezpieczeństwa okien, musiał układać pudła na zewnątrz, ponieważ w środku magazynku panowała piekielna duchota. Myślałem, że będę się cieszył widząc go parę metrów dalej, jednak czułem jedynie ukojenie, bez żadnego zachwytu.
Odruchowo zerknąłem na Eizo siedzącego po środku stert styropianu, ale kiedy doznałem nagłego olśnienia, natychmiast wyszedłem z kabiny i ruszyłem w jego stronę.

- Nadal mogę liczyć na pana pomoc? - zapytałem łagodnie, czując potrzebę pobycia z kimś, kto nie jest w moim wieku.
- Chodzi o geografię? - zamknął sterczący plik kartek, po czym zarejestrował moje pozytywne kiwnięcie głową - Oczywiście. Przyjdź tutaj trzydzieści minut po zakończeniu lekcji, ok?
- Dobrze. - odpowiedziawszy dziwnym, miłym głosem, na powrót wróciłem do miejsca, z którego przybyłem. Nie zdążyłem zrobić nawet dwóch kroków, a już ujrzałem parę oczu wpatrujących się we mnie błagalnie - O co chodzi Ukyo?
- Mógłbyś mi teraz trochę pomóc?
- Jasne, tylko wyłączę sprzęt, a ty przygotuj gitarę. - zostawiłem go na chwilę, za jakiś czas chowając pod pieszczoszkę srebrny kluczyk.

Jakoś... Wszystko stało mi się obojętne. Jakbym był tak zmęczony, iż ruszenie palcem sprawiłoby mi wielki kłopot. Zatkałem usta dłonią, kiedy niekontrolowane ziewnięcie zmusiło mnie do rozciągnięcia otworu gębowego. Mój wzrok wbił się bezproblemowo w czarną koszulkę Igichiego, z dość ciekawym, białym napisem. Do tego niebieskie spodnie i ćwiekowany pasek. Tak, on to wie, jaki styl lubię oglądać, nie ma co, będą z niego ludzie. Ciekawe kto mu cieniuje i modeluje włosy. Zawsze są zadbane i bosko wystylizowane.

- Zaczynamy? - spytał udając, że nie widzi na sobie mojego dogłębnego spojrzenia.

Na własną szkodę chciałem ostatni raz spojrzeć na Higoshiego, niestety ujrzałem coś bardzo dobijającego mój dzisiejszy nastrój. Watanabe śmiała się razem z nim, pomagając mu w porządkach. Przymierzała jakiś kapelusz, aby po chwili przypiąć do szyi chłopaka szlachecką muchę. Wiem, że to może nic wielkiego, ale naprawdę od wczoraj przestałem myśleć pozytywnie. Wielki kołek rozrył mój delikatny mięsień, odpowiedzialny za stan układu krwionośnego i wszelkich funkcji życiowych, zaś natłok wypaczających duszę myśli, przygniótł skołowaciały mózg. W samych koniuszkach palców poczułem rozdzierające, chłodne mrowienie, a kolana usztywniły się jak jakieś metalowe pręty. Czyli co? Strach przejął nade mną kontrolę.

- Na zewnątrz! - spanikowany wszystkim dookoła, wziąłem na zakładnika nadgarstek czarnowłosego.

Nastolatek poważnie zdziwiony, ledwo zdążył odłączyć od gitary kabel i aktualnie trzymając w dłoni tylko instrument, nic nie mówiąc, prawie biegiem starał się dorównać mojemu szybkiemu kroku. Z głową opuszczoną na dół, lecz z szeroko otwartymi oczami w tempie błyskawicy wyleciałem z sali, jednak Eizo uchwycił tęczówkami mój chaotyczny stan. Wielkie drzwi, a raczej ich jedno skrzydło, domknęło się z niesłyszalnym skrzypnięciem. Nadal zaciskając palce na opalonej skórze, podążałem do bocznej części małego parku znajdującego się w murach szkoły.

No tak, co ja sobie myślałem. Przecież Akane jest bardzo ładna, zabawna, sympatyczna i delikatna, a Yasuro często mówił, że kupi nowy dom i zamieszka tam ze swoją żoną. Ale to już nie chodzi o tę Akane! Kim ja jestem? Co w ogóle chcę osiągnąć takimi żałosnymi uczuciami? Facet z facetem? No doprawdy, absurd! Przecież to niesmaczne iść tak przez miasto, obściskiwać to samo ciało... Jeszcze nie daj Boże spocone, niezadbane, upite... No... To jest chore. Jestem jakiś nienormalny. Sam na każdym kroku coraz bardziej siebie obrzydzam. Co sobie w ogóle myślałem?! Że od tak sobie, nawet jeśli on mi się spodobał, wskoczy mi w ramiona i pozwoli pokochać? Jestem beznadziejny... Może istnieją geje, ale sam nie jestem przekonany jakie posiadam odczucia. Krępuje mnie ten dziwaczny stan. Oto, jak można zniszczyć sobie przyjaźń. Świetnie Taisho, wybornie. Szlag! Kobiety mają takie czyste ciała, zawsze są subtelne i potrafią stworzyć słodką wizję, a ja co? Napawam obrzydzeniem tej samej rasy. Psuję wszystko to, co chciał mi ofiarować! Dokładnie...

Zwiększając liczbę stawianych kroków, dochodząc do bolesnego wniosku mocniej oplotłem palcami nadgarstek czarnookiego. On zacisnął jedną powiekę i cichutko syknął, jednak widząc mój przerażająco poważny wyraz twarzy, nie odezwał się ani słowem.

Jestem głupi! Zaślepiło mnie... Nigdy nie miałem w swoim otoczeniu kogoś bliskiego, a Yasuro nauczył mnie co to przyjaźń... Przez to, iż trwał ze mną dosłownie we wszystkim, ubzdurałem sobie, że go kocham. Bliskość potraktowałem jak miłość, której nigdy nie miałem. Nikt nie dał mi tego co on, jestem chorym bachorem! Jak mogłem zakochać się we własnym przyjacielu? Jak mogłem myśleć, że nawet jeśli, to wygram z kobietą? Osobiście nie chciałbym być z kimś tak odrażającym, jak ja. No i uczucia! Nie pomyślałem, co on by czuł wiedząc, kim jestem. Jaką sprawiłbym mu przykrość, niepewność czy zwątpienie... Czym się stałem? Do czego dążyłem? To nienaturalne, nienormalne... Mężczyzna... Aż zbiera mi się na mdłości, czuję dreszcze... Albo wyzdrowieję i znajdę sobie dziewczynę, albo do końca życia zostanę sam z tą chorą klątwą. Zajęcie... Zająć się czymś, nie myśleć!

Stanąwszy pod drzewem, wypuściłem z ręki rozgrzaną skórę siedemnastolatka. Dopiero teraz zobaczyłem czerwony ślad na jego przedramieniu, a on co? Uśmiechnął się, oglądając mój lód.

- Prze... Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Bardzo boli? - przestraszyłem się nie na żarty tym, co nieświadomie zrobiłem.
- Spoko, chyba ktoś cię trochę wkurzył. - usiadł na małym pagórku, dostrzegając na palcu mały, różowy płatek.
- Heh, sorki... - drapiąc się w tył głowy, klapnąłem obok niego, zgarniając na siebie elektryka.
- Nie boli, więc możemy zacząć grać. No chyba, że chcesz na serio odreagować, to ja sobie pójdę.
- Nie. Możemy zacząć.
- Okeeeey! - pokazał swoje równiutkie zęby, na co wręcz musiałem uśmiechnąć się choć troszeczkę.
- No to pokaż czego się tam nauczyłeś. - wręczyłem mu piękny instrument i wygodniej oparłem łokcie na pachnącej trawie.

Fakt, tak jak myślałem uczy się dosyć wolno, ale teraz to nawet lepiej dla mnie. Będę miał więcej zajęć, dzięki którym nie zmarnuję sobie życia i wykorzystam czas na 100%. Dzisiaj bez najmniejszego pośpiechu tłumaczyłem mu więcej rzeczy niż ostatnio, czasem pomagając je zagrać. Aby nie wyjść na jakiegoś wielkiego drania, co jakiś czas wykrzywiałem wargi w mały, kształtny łuk. Zupełnie przestało liczyć się wszystko, co było. Straciłem coś ważnego i dobrze o tym wiem, jednak muszę się wyleczyć. Jeśli nie będę o tym myślał, skupię się na jakiejś dziewczynie, poczuję się lepiej i już. Nie będzie aż tak źle.

Jedyne, co mroźno uświadamiało mi, iż sam siebie oszukuję był porywisty wiatr, bawiący się złośliwie moimi kosmykami. Prawda nie zawsze jest dobra, ale i tak trzeba ją przykryć, aby bez bólu podążać dalej. Muszę iść, patrzeć przed siebie, gdyż kiedy spojrzę w tył, znowu dołożę sobie schodów.
Dwie godzinki... Czas pójść na geografię, która o dziwo zaczyna mi się zdecydowanie podobać. Podniosłem się z cieplutkiej ziemi, aby podać koledze pomocną dłoń. Bez ociągania uścisnął ją i wstając, pożegnał się sympatycznie. Odprowadzając go wzrokiem, wyszedłem na wydeptaną drogę. Pozbyłem się sztucznego, ledwie widocznego uśmiechu i ruszyłem do sali nr 24, okazującą się w tej chwili zbawienną. Bez pukania wyjrzałem zza drzwi uważnie oceniając, czy mogę teraz zająć trochę cennego czasu białowłosego. Niczym cień, bezszelestnie zbliżałem się do swojego plecaka, który leżał tuż pod sceną w nienaruszonym stanie.

- Poczekasz chwilkę? - zadziwiającą ciszę przerwał sam nauczyciel, przerzucając małe karteczki na prawą część blatu - Pięć... Sześć...
- Yhym. - słysząc jego pomruki spocząłem na drewnianych deskach, tępo wpatrując się w miejsce przed wejściem do magazynu. Pustka, wszystko opuszczone, dopięte na ostatni guzik, który z chęcią bym wyrwał.
- No już! - bujna czupryna uniosła się ku górze, lecz po paru sekundach zamarła widząc, co zrobiły niezdarne dłonie - Niech to szlag! - Yarotouichi złapał się za głowę, kiedy wszystkie ułożone dotąd papiery, energicznie zdmuchnięte zleciały na podłogę - Układałem je przez dobre pięć minut... - cały załamany przykucnął na jednym kolanie i westchnął posępnie. Mozolnie wysunął dłoń, aby uprzątnąć powstały bałagan - Zawsze muszę sobie wszystko utrudnić. Jak ja nienawidzę papierkowej roboty...

Bez słowa znalazłem się tuż przy nim, po czym podniosłem z ziemi dwie lekkie kolumny. Odnajdując się w całej sytuacji, szybko przebierałem palcami i układałem horror Eizo w odpowiedniej kolejności. Nie sprawiało mi to większego problemu, gdyż zawsze wszystkie rachunki, zapiski, wyciągi, druczki i tym podobne rzeczy były zostawione w moich rękach. Złotooki z szokiem wymalowanym na twarzy, spoglądał na moje kciuki, szaleńczo przepuszczające od czasu do czasu więcej cienkich warstw. Kilka pociągnięć, przyjemny szelest i gotowe.

- Proszę bardzo. Wystarczyły tylko dwie minuty, nic wielkiego. - uśmiechnąłem się do połowy widząc dwie, złote bryłki i spokojnie przesunąłem już zafoliowane zapiski.
- Nawet nie zapytam skąd wziąłeś koszulki... - pokręcił czaszką, podnosząc sporej wielkości ciało - Kim chcesz zostać w przyszłości?
- Nie zastanawiałem się nad tym. - odparłem, swobodnie wzruszając ramionami.
- Idź ty lepiej do banku... - wysunął drugie krzesło wskazując na nie, bym usiadł - Nie mniej jednak, dziękuję.
- Nie ma za co. - z dawną miną posłusznie przysunąłem się do stołu - Tutaj są moje zapiski. - zginając się do połowy, poza powierzchnię mebla, złapałem za notatki spisane przez Yasuro... Dosłownie na ułamek sekundy w moich oczach zagościł smutek, lecz zaraz pojawiła się obojętność, towarzysząca mi przez ostatnie lata.
- Dobrze... - przelotnie zapoznał się z ich treścią zakładając przy tym, iż oczywiście umiem cały materiał - No dobra. Z tego masz się cały czas uczyć, bo jest to bogate w niezbędną wiedzę. Ja nauczę cię paru rzeczy, które mogą pojawić się na teście, chociaż znając szczęście dadzą coś innego... - pokręcił nosem oraz oparł brodę na lekko czerwonych palcach - Ale jeśli stopniowo nauczymy ciebie tego, co założyłem, zdasz z pewnością. - wręcz krwiste kostki strasznie przyciągnęły moją uwagę.
- Co się stało panu w palce? - nie mogłem wytrzymać, więc zupełnie go zadziwiając wypowiedziałem owe zdanie. 
- Miałem bliskie spotkanie z parzącym węglem. - zawieszając wzrok na swoich dłoniach zastanowił się nad czymś przez chwilę - Ale czas na geografię...
- Z węglem? - uniosłem wysoko idealnie wyrzeźbioną brew i gwałtownie podwinąłem rękawy swetra, który właśnie założył. Zimno mu, czy co? Chociaż jakby bardziej się wczuć, można zauważyć zbyt mocno nastawioną klimatyzację. Z pewnością dla kogoś, kto siedzi tu jakiś czas mogło zrobić się zimno - Chyba nie powie mi pan, że pan się tnie?
- Słucham? - natychmiast zabrał obydwie kończyny, okrywając prążki na skórze mięciutkim beżem - Nie w głowie mi takie bzdury. I na przyszłość - spokojnie. Nawet jeśli byś mnie na czymś przyłapał, pamiętaj, że jesteś młody, a kultura nie powinna być odstawiona w kąt. Zresztą przyszedłeś, aby się czegoś nauczyć. - barwa jego głosu była o dziwo spokojna, ale każda aluzja dotarła do mnie bardzo głęboko. Poczułem się jak ostatni głupek i malutka, szara komórka zagubiona w tak wszechstronnym świecie.
- Przepraszam, nie wiem co mnie napadło. - odrzekłem, odwracając głowę jak najdalej od jego oczu. Jak ja mogłem w ogóle pomyśleć, że on się we mnie... Ehh... Muszę się wyleczyć z tej obsesji, bo inaczej sam nie będę w stanie na siebie spojrzeć. Trochę pusto... W środku...
- Okej, już nie ważne. Dzisiaj poopowiadam ci trochę o północnych kontynentach.
- Yhym. - kiwnąłem łepetyną dopiero wtedy, gdy zdołałem wykrzesać z siebie odrobinę odwagi.

Początkowo chłonąłem jego każde słowo jak jakaś nie nasączona gąbka, jednak z czasem, kiedy w pomieszczeniu robiło się chłodniej, pojawiła się ochota małej dekoncentracji. Utrzymując całą głowę na dwóch nadgarstkach, z trudem oddzielałem rzeczywistość od snu. W mgnieniu oka ogarnęło mnie wielkie zmęczenie, dające wrażenie, jakby ktoś wyrwał mnie ze środka nocy. Ziewnąłem niezauważalnie, po czym przymknąłem ciężkie powieki. Czując, jak chłodne pasma niewidocznego, mroźnego wiaterku przesuwają się po moim całym ciele, zamiast się rozbudzić, bardziej pogrążyłem się w zefirze jakby lodowatego śniegu.

Yasuro... Czy już zupełnie się w tobie odkochałem?

Warstwa czarnych rzęs zamknęła ciemną strefę, którą teraz mogłem ujrzeć. Jest tak przyjemnie chłodno...


***


- Taisho? - nutka niezauważalnego przerażenia znalazła sobie miejsce w głosie białowłosego, aby ze zdwojoną siłą, na 100% wybuchnąć w niedługim czasie.


10 komentarzy:

  1. Taisho puszcza focha forever. A ta Akane niech się w końcu gdzieś goni -.- . Kurde,tylko życie utrudnia xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej :C Nie tylko nie odkochanie . I racja NIECH TA AKANE SIĘ WYPROWADZI DO INNEJ SZKOŁY CZY COŚ !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wyprowadzi" do innej szkoły XDD

      Usuń
  3. Mnie Akane tez juz wkurza tak na maxa :/ Jestem ciekawa dlaczego Eizo sie tnie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Precz od Akane!! Lubie ją ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. ZABIC AKANE ZABIC ZABIC
    Rycze jejku ;___;

    OdpowiedzUsuń
  6. NIEEEEEEEEE!!!!!!!!! Nie odkochuj się w nim debilu!!!!

    Suzi

    OdpowiedzUsuń
  7. Francesque ;**7 grudnia 2013 00:24

    Odkochaj się w nim i bądż z Eizo -.-' A Akane też mnie wkurza, ale wolę, żeby Taisho był z Eizo

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chce Hiro x Eizo, Taisho x Yasuro Akane x Przejeżdżający samochód . Tylko zrób w końcu te yaoi!!!~RR

    OdpowiedzUsuń