09.06.2012

Rozdział 57

Każdy w swoim życiu ma określone cele, zadania, które chce osiągnąć przed upływem śmiertelnego czasu. Płaczemy, skaczemy, chodzimy, mówimy, śmiejemy się, pływamy, jemy... Wszystko wydaje się takie monotonne i w rezultacie możemy dojść do wniosku, że od tysiącleci ludzie pod tym względem zmienili się niewiele. Niby ciągle to samo, żaden cud czy katastrofa, jednak ten, kto odda się w obłęd drugiego człowieka, urozmaiciłby nawet piasek, dostrzegając w każdym ziarenku inny kolor czy wyjątkowość. 
Dla mnie, nie ma teraz nudnej codzienności. Jest tylko barwna przyszłość, którą będę malował zależnie od Yasuro. Ciekawe ile jest w stanie przejść człowiek...

- Ale i tak jesteś dziwny. - usłyszałem jakże miły komentarz, kiedy przechodziliśmy przez zdrowo budzący się park.
- Jestem dziwny tylko dlatego, że przyszedłem po ciebie o pół godziny wcześniej? - uniosłem jedną brew i podrapałem się lekko w nos.
- Dokładnie. Zawsze tak narzekasz, że chce ci się spać, a tutaj zamykam mieszkanie, wychodzę z podwórka, patrzę, a tu Taisho. Myślę sobie - też ma trening, czy co?
- Oj Yasuro, jak ty mało o mnie wiesz. - przewróciłem oczami, obserwując po chwili pojedyncze drzewo, które sterczało w odosobnieniu na niewielkim mchu.
- Ta, jasne. Gdybym cię nie znał od 12 lat, może bym w to uwierzył. - aniołek zaczął kolejny raz wpierdzielać te cholerne mentosy - Dzięki. Przyznam ci się, że nie lubię chodzić sam do szkoły.
- Serio?
- Yhym... - zrozumiałbym, jeśli jadłby słodycze po kolei i z umiarkowaniem, ale nie, napycha sobie całą japę, jakby dopiero wtedy czuł smak. Załamany klepnąłem dłonią swoją grzywkę - No co!
- Nic nie mówię... Nic, a nic...

Oboje dotarliśmy do nieco zatłoczonej ulicy, w której odbijałsię postęp cywilizacji.


***


- Ja już nie mogę. Nie wytrzymam... - chłopak przykleił głowę do białej ściany,wisząc przy niej cały zgarbiony.
- A co dostałeś? - szatynka poklepała go po plecach, w pewnym stopniuprzekazując mu pocieszenie.
- Znowu pała. But, laczek, kurde, zaraz obuwniczy będę mógł otworzyć.
- W takim razie mogłeś się nauczyć, nie wiem nad czym rozpaczasz. - wzruszyłemramionami, podszedłem do niego i schowałem dłonie do kieszeni dżinsów.
- Chcesz powiedzieć coś jeszcze...? - ciarki mnie przeszły, gdy usłyszałem głosistnego szatana, który zabijającym wzrokiem napawał moje biedne gałki.
- Czyli uczyłeś się, ale nie poszło? - moje słuszne wnioski potwierdziłokiwnięcie łepetyny - Następna ci pójdzie i po sprawie.
- Fajnie. Ciekawe jak. - nastolatek wyprostował się gwałtownie i uderzyłpięścią o swoje udo - W ogóle nie ogarniam tego tematu, a jak myślę, że cośrozumiem, to idzie mi gorzej niż wtedy, kiedy wszystko jest pogmatwane.
- Dziwny przypadek... - razem z Akane zamilkliśmy, oglądając reakcjęzielonookiego.
- Co ty masz z matmy? Jakoś nigdy się tym nie chwaliłeś.
- Mocne pięć... - przygotowałem się w razie ostateczności do natychmiastowejucieczki.
- A ty...? - Higoshi ledwo zdobył się na odrobinkę głosu.
- Czwórkę... - odrzekła dziewczyna, zaciskając mocno, czerwone usta.
- Ja chcę grób. Na cmentarzu, który jest na drugim końcu miasta, żeby mi niktnie przeszkadzał. - brązowowłosy zupełnie zdesperowany upadł na kolana,oglądając nasze nóżki - Załatwicie to? Ej, fajne spodnie. - uśmiechnął się doWatanabe.
- Dzięki. - zaśmiała się, poprawiając kosmyki.
- Nigdzie mi się nie będziesz rozkładał, bo skargi o trupie pójdą tylko iwyłącznie do mnie. - złapałem go pod ramiona i zacząłem podnosić do góry - Jakbędziesz miał problem, to ci pomogę, ale teraz chodźcie, bo chcę was z kimśzapoznać zanim skończy się przerwa.
- A z kim? - od razu poczułem na sobie pytające spojrzenie dwóch par oczu.
- Jak się uciszysz, to może tam dojdziemy. - odwróciłem się w drugą stronę, poczym skierowałem przyjaciół do wyjścia z łącznika.

W pełnym skupieniu moja mała wycieczka ochoczo przyspieszała, depcząc mi prawiepo piętach, dlatego ominę dalszą część, w której delikatnie zwróciłem im uwagę,aby poskromili swoją ciekawość. Wyszliśmy na zewnątrz, minęliśmy kilka okien,masę przewijających się uczniów, aż wreszcie dostrzegłem moje drzewko.Zauważyłem jak Ukyo leniwie wykłada się w cieniu gałęzi, mając całe otoczenie wgłębokim poważaniu.

- Już jesteśmy. - wskazałem im dłonią skromną wierzbę i ledwo oddychającego chłopaka.
- Mam się zapoznać z drzewem? - Higoshi znacząco obniżył brew, a Akane wybuchnęła donośnym śmiechem.
- Jakbyś nie zauważył, pewien osobnik wyleguje się na trawie, ale jeśli masz jakieś zapędy...
- Skończ już. - zatkał mi palcami jamę ustną, kiedy usłyszał narastający śmiech brązowookiej.
- Chłopaki... Przy was to nic innego niż kamera się nie przyda. Jak wy coś powiecie, to po prostu odpadam. Nikt was nie zastąpi.
- Hej Ukyo. - przywitałem się z uczniem, budząc go z zapewne przyjemnych myśli.
- O... Siemka. - uśmiechnął się łagodnie, a jego ton był jakby trochę zaspany?
- Zmęczony?
- Taa... - ziewnął sobie, uprzednio odwracając głowę, po czym spojrzał za moje plecy - Hej wszystkim. - cała trójka dosłownie oślepiała mnie blaskiem zębów.
- Yasuro na pewno znasz, ale żeby nie było na mnie, bo jakoś nie pamiętam, ale Akane nie poznajesz, co?
- Widziałem cię na próbach i chyba kojarzę. - podał jej dłoń, którą uścisnęła, siadając obok niego.
- Ćwiczyłeś coś? - oparłem się o korę, a zielonooki usiadł po turecku na ziemi, czując się jak w swoim starym, dobrym towarzystwie.
- No oczywiście.
- Tak trzymać. - patrząc na nich wszystkich, uśmiechnąłem się subtelnie. Nagle usłyszałem za sobą niegłośny szelest, dlatego zupełnie zrelaksowany wychyliłem głowę zza drzewka.
- Ohayo... - przyjemne brzmienie zagnieździło się w okolicy moich uszu.
- Widzę, że jednak postanowiłeś przyjść. - pozostali odwrócili się w naszą stronę, badając nowego, olśniewającego przybysza.
- Katsuuu! - Igichi bez zwątpienia zerwał się z trawy i pobiegł do białowłosego, przyczepiając się do jego torsu.
- Tak... Przyszedłem sobie poczytać. - szarooki podniósł lekko ręce, aby nie zostały one zakleszczone w łapkach nastolatka - Nie przeszkadzajcie więc sobie. - ze stoickim spokojem pozwalał na dosyć zagadkowe zachowanie mniejszego chłopaka. I to sporo mniejszego... W sumie Ukyś jest chyba we wzroście Akane, a Katsu w Eizo...
- To jest ten ktoś. - wskazałem na Hanariego, a Yasuro wstał, jakby nie dowierzając - Chyba nie muszę przedstawiać. - zaśmiałem się krótko.
- Nie. - aniołek z najpiękniejszym uśmiechem wyciągnął jedną dłoń - Miło mi poznać osobiście kogoś, kto napisał cudne opowiadanie na konkurs.
- Bez przesady, po prostu wygrałem i tyle. Nie zawsze perfekcja łączy się z losem. - nieznacznie podał mu prawą dłoń, dokładnie lustrując twarz niższego.

Orzechowowłosy chyba nie do końca zrozumiał przesłanie szkolnego bożyszcza, ale szczerymi sztabkami pokazywał, że mimo wszystko postara się to pojąć. 

-A ja bym poprosiła jednak o krótkie przedstawienie. Jeszcze nie poznałam wszystkich zakamarków tej szkoły. - dziewczyna przechyliła swoją mózgownicę, układając usta w nagiętą linię.
- Nazywam się Katsuyoshi Hanari i zapewne w niedługim czasie dowiesz się o mnie wielu ciekawych rzeczy. - westchnął, łącząc swoją i jej kończynę w słabym uścisku.
- Hmm? - zaciekawiona luknęła na mnie i aniołka, gdyż akurat staliśmy obok siebie.
-Ma rację, niedługo co nieco usłyszysz. - Higoshi poklepał w łopatki wręcz zamarzniętego nastolatka - Ukyo, dostałeś skurczu czy co? 
- Mmm... - mruknięcie zombiaka wywołało u nas śmiech.
- Chwila... - stanąłem za wątłym ciałem i odchrząknąłem - Zamierzasz nadal męczyć naszego biednego czytelnika?
- Ehh... Postać nie dadzą. - z niechęcią wyginał palce w przeciwną stronę - A już miałem ochotę zasnąć... 
- Ty tak zawsze? - Watanabe jako pierwsza ponownie spoczęła na ziemi, podpierając brodę nadgarstkiem.
- W... Chyba tak, przyzwyczajenie, heh. - Igichi zsunął się plecami po grubym pniu - Muszę chwilę odpocząć, bo zaraz zemdleję.
- Dobra, drugiego trupa nie chcę. - zażartowałem, przez co poczułem na żołądku czyjś łokieć - Za co to? - oburzony, z wyrzutem popatrzyłem na dręczyciela. 
- Właśnie za to. - kiedy odpowiedział mi zupełnie poważnie, białowłosy również usiadł w cieniu, otwierając książkę.
- No co. Nie będę sprzątał dwóch... Ała!
- Ucisz się już. - posłał mi wredny uśmieszek i w tym samym momencie usadowiliśmy się na miękkiej trawie. 
- Wiecie, że w ogóle nie widziałam tego miejsca? Jest takie na uboczu, w mini parku, więc przez to prawdopodobnie tutaj nie zaszłam. Zgubię się jeszcze albo co...
- Ha, daj spokój. Owszem, duża szkoła, ale zgubić się nie można.
- Wyjątkowo mogę zgodzić się z Yasuro.
- Wyjątkowo? - kolejny raz zostałem szturchnięty przez złośliwy i upierdliwy łokieć stworzony tylko po to, aby mnie nokautować. 
- A to za co? - pogładziłem miejsce uderzenia.
- Za to.
- Czyli cały czas dostaję za nic. - przewróciłem oczami, ale posłałem mu subtelny uśmiech.
- Tak. Ty możesz dostawać, zapomniałeś? - aniołek otworzył plecak, grzebiąc uparcie w kieszeni.
- Wybacz. - zwróciłem uwagę na nastolatkę, która położyła się na brzuchu, dłonie podkładając pod podbródek - Wszyscy umierają, co za dzień...
- Trzymaj. - moje oczko w głowie pokazało mi sporą bułkę, przełożoną serem.
- Głodny jesteś?
- Matko... To dla ciebie.
- Ale nie chce mi się jeść. - zaprzeczyłem, chcąc oddać mu szerokie i puszyste pieczywo.
- Ci nigdy nie chce się jeść, więc lepiej ją weź. Przecież coś powiedziałeś. - jego głos stał się stanowczy, ale miał stuprocentową rację.
- W takim razie dziękuję. - kiwnąłem dyńką i otworzyłem woreczek, wyjmując z niego moje przyszłe śniadanie.

Moje skronie rozluźniły się, kiedy poczułem jak bardzo kocham tę marudę, która zacznie od dzisiaj faszerować mnie jak prosię, a wargi w uśmiechu domknęły się razem z dobrze upieczonym ciastem. Powieki zwolniły napięcie, nakrywając mój krajobraz głęboką czernią. Higoshi otworzył jakiś zeszyt, szukając w nim następnego grafiku ciężkich i często wielogodzinnych treningów. Nastrój przemyśleń czy po prostu odpoczynku udzielił się naszemu kółku różańcowemu. Myślałem, że będą jakieś spięcia albo coś takiego, ale zapoznanie poszło gładko i już nie mam wątpliwości co do tego, że nasza grupka będzie ze sobą o wiele więcej czasu niż myśli. Tak jakoś czuję... Trzeba rozruszać Hanariego, bo aż nie mogę patrzeć, jak marnuje młodość nieświadomy tego, że chciałby wyrwać się z książek.

Połknąłem pierwszy kęs kolosalnej bułki i uchyliłem z lekka powieki aktualnie za bardzo nasączone słońcem. Nawet nie zauważyłem, iż od początku byłem ukradkowo obserwowany przez błyszczące, szare tęczówki. Gdy byłem dokarmiany, właściciel wyjątkowych oczu uśmiechnął się łagodnie, rozumiejąc to, co ja pojąłem zaledwie dzień temu, a czego doświadczałem przez długi, długi okres czasu.

- Nosz kurwa mać! - głośny krzyk dobiegający od strony budynku orzeźwił nasze otumanienie, zmuszając do zerknięcia na owego, zdenerwowanego osobnika.


6 komentarzy:

  1. Jaki opiekuńczy Yasuro, też chcę żeby mi ktoś śniadania robił,kij z tym że ich nie jadam i zadowalam się jedynie kawą ^^
    To będzie pięknie zgrana ekipa,tylko niech jeszcze Akane odpadnie i będzie idealnie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba spadnie
      najlepiej z mostu..
      pod pociąg

      Usuń
  2. Ja też Albo niech będzie kolejny paring Taisho z Yosuro a Ukys z Katsu xd a niech ona znajdzie sobie faceta lub dziewczynę xd Yay Ale mi pasuje Katsu w roli seme a czarnowłosy w roli uke xD wyobrażam sobie go jako takie małe moe xd Czyli się co do niego myliłam Myślałam że się okaże złodziejem -.-' ach Ja i ta moja wyobraźnia - YoOomi

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze mówiąc, ja również nie lubię Akane xD Nie wiem skąd to się bierze, ale cóż ;d

    OdpowiedzUsuń
  4. To proste nie lubicie jej bo tak jakoś nie pasuje do towarzystwa, no bo popatrzcie sami faceci ... i Akane XD. Mi osobiście ona ie pszeżkadza.

    Suzi

    OdpowiedzUsuń