08.06.2012

Rozdział 3

Usiadłem obok niego najzwyczajniej w świecie i skupiłem się na maksa.

- Widzę, że naprawdę chcesz to poprawić. - powiedział Yasuro, uśmiechając się szeroko.

Przyjrzałem mu się. Jak on ślicznie wygląda... A te jego spojrzenie spod grzywki wprawia mnie w dreszcze.

- No, muszę, bo nie zdam. Nie chcesz chyba, abym opuścił naszą klasę, nie? - zapytałem ciekawy.
- Hmm... No chyba nie...
- Co? - zdziwiłem się.
- Przecież żartuję! - powiedziawszy to, przelotnie poczochrał moje włosy. - Czas się czegoś nauczyć, skup się.
- Ok.
         
Nie... Teraz to ja się drogi chłopcze nie skupię! Ten pojedynczy gest... Nawet tyle mi wystarczy, żebym zatracił się w twoim dotyku. Nie! Nie teraz... Muszę... Tak! Muszę się skupić! No, od razu lepiej...

- Strefa równikowa... - Higoshi zaczął swój wykład. Mówił wszystko dość szybko, lecz wyraźnie. Jego słowa o dziwo do mnie docierały. Jakbym słyszał wszystko... Nawet szmery w naszych sercach. Nie wiedziałem, że tak bardzo zwrócę uwagę na naukę. Nie... To nie to. Ja zapamiętuję każde słowo wypowiedziane przez niego.! To dlatego tak łatwo idzie mi nauka... 
Minęło chyba 70 minut, gdy zmęczony po licznych odpowiedziach runąłem na łóżko.
 
- Widzisz? Bardzo szybko się uczysz. Nie wiem czemu masz zagrożenie... - stwierdził.
- Jakoś przy tobie zapamiętuje wszystko. Gdybym był sam, na pewno niczego bym się nie nauczył. - stwierdziłem.
- Eee! Bez przesady. Po prostu trzeba chcieć.
- Taaa... A właśnie. Dzięki ci wielkie! Może to zaliczenie gegry jest jednak możliwe?
- No jasne, że tak. Jak chcesz będę ci w niej regularnie pomagał.
- A chce ci się? - spytałem.
- Tak. W domu i tak nie mam nic do roboty, do tego jeszcze oni mnie dobijają... - ostatnie słowa brązowowłosy wypowiedział strasznie cicho, tak, iż ich nie dosłyszałem.
- Co?
- Eeee, nic. Zapomnij.
- Nie no, powiedz... - zacząłem marudzić.
- Aj, to nic ważnego. Może kiedy indziej.
- No, ale...
- Ehh. Wyciągnij rękę. - przerwał moją wypowiedź.
- Po co? - zdziwiła mnie jego prośba.
- Lubisz arbuzy? - zapytał jak gdyby nigdy nic.
- No... Lubię, ale jakie to ma teraz znaczenie?
         
Nim zdążyłem pomędzić mu dalej, wyciągnął z paczki cukierków zielonego mentosa, który po chwili spadł na moją dłoń. O co mu chodzi? Tak nagle zmienia temat i wyskakuje z takim czymś...?

- Eee...? - z rozdziawioną buzią wydobyłem z siebie tylko takie zdziwienie.
- No zjedz go. - powiedział, a ja zmarszczyłem brwi. No dobra, mogę zjeść, ale co to ma do rzeczy?
- Jeju.. Co ci? - zdziwił się po czym złapał moją rękę i skierował ją w stronę moich ust. Mentosa trzymałem w palcach, więc po chwili wsunął mi je do buzi. Odruchowo wziąłem cukierka na język. Mmm... Jaki dobry. Tego smaku jeszcze nie jadłem... Miałem już coś powiedzieć, jednak Yasuro mnie uprzedził - No. To mój ulubiony smak, a co do twojego wcześniejszego pytania, opowiem ci teraz wszystko. Ty tam sobie jedz tego mentosa i mi nie przerywaj, dobra? - spytał uśmiechnięty.

Skinąłem głową na "tak". Heh. Jakoś nie miałem ochoty nic mówić, tylko wysłuchać go do końca, jedząc pysznego mentosa.

- Tak więc. Mój tata jak i mama pracują w wielkim drapaczu chmur w jakiejś firmie, która robi interesy z zagranicznymi ludźmi itp. Co jakiś czas ojciec prosi mnie, żebym do niego wpadł i w czymś mu tam pomógł. Wszystko byłoby ok, jednak moja mama pracuje na tym samym piętrze co on i gdy tylko mnie ujrzy, zaczyna ze mną rozmawiać oraz wypytywać o różne rzeczy. To nic wielkiego. Chwilę z nią pogadam i jest ok. Tata zawsze mnie wtedy popędza, bo mówi, że nie wygrał czasu na loterii. No to noszę mu te papiery gdzie chce i jest dobrze, gdyby nie mama.
- No, ale co ona takiego zrobiła? Tylko z tobą gada... - przerwałem mu.
- No tak, ale w tej rozmowie zawsze mnie prosi o pewną rzecz, której nie lubię robić. Tak będzie na pewno dzisiaj.. Ohhh... - jęknął przeciągle.
- To zaraz do nich idziesz?
- No.
- Hmm... To dokończ, bo nie wiem co ci leży na sercu.
- Dobra... Więc mama zawsze mnie prosi, abym zaniósł jej papiery do Kaoru. Faceta, który pracuje w tym dziale, gdzie mam je dostarczyć, a rzecz w tym, że on jest dziwny...
- Yasuro... No wiesz... Nie można tak o kimś od razu mówić... - powiedziałem, zastanawiając się o co mu chodzi.
- No, tak, tak, wiem, ale chodzi mi o coś innego... Zawsze gdy wchodzę do tego działu, gdzie on pracuje, czuję się skrępowany, bo odczuwam na sobie jego wzrok. Mało tego! Ostatnio zaczyna się do mnie przyklejać... Mówić cicho i wprost do mego ucha, jakieś dziwne słowa, że np. 'Ładnie dzisiaj wyglądasz'... lub 'Fajnie wyglądasz z tą grzywką' i wiele innych takich wyrazów.
         
Coś zaczęło się we mnie gotować, jednak opanowany słuchałem go dalej.

- Jakoś zawsze gdy to mówi, nie wiem jak mam się zachować. Przecież jest ode mnie o 8 lat starszy, większy i w ogóle... Staram się wtedy nie zwracać na to uwagi, jednak gdy coraz częściej tam przychodzę, on jest coraz bliżej mnie... Nie wiem co mam robić... Nie chcę znowu tam iść, bo nie wiadomo co mu odbije... Taisho, co mam zrobić?

Wyobraziłem sobie jak ten cały Kaaaa-oooo-ruu dobiera się do niego. Pod wpływem tej wizji zerwałem się z krzesła, pobiegłem do Yasuro i chwyciłem go za rękę biegnąc w stronę drzwi.

- Taisho... Co ty? - zapytał, dlatego natychmiast się zatrzymałem. Co ja chciałem zrobić?... Nieważne... Idę z nim - Gdzie ty mnie ciągniesz?
- Idę z tobą.
- Do biura mojego taty?! - wybuchnął zdziwionym głosem.
- Nooo... Idziesz tam, nie?
- No tak, ale chce ci się ze mną iść?
- A czy ty pomagasz mi z nauką z własnej woli?
- Tak, ale...!
- No to ja z czystej woli - nie przymusu czy czegoś takiego - idę z tobą do biura, rozwiązać tę sprawę z napalonym na ciebie gościem.
- Myślisz, że on...? - Higoshi nie mógł wydusić tego słowa.
- Tak. Z tego co mi mówiłeś, to podobasz mu się.
- Jezu! Zaczynam się go bać...
- Masz jakiś plan? Jak tam wejdziemy, to na pewno się przyczepi.
- Hmm.... Udawaj to, co będzie w danej chwili stosowne. Jakby co, przytakuj mi lub zrób to, o co on prosi.
- Dobra, idziemy.
         
Nałożyłem na siebie bluzę i wyszliśmy z domu. Hmm. Może być ciekawie... W ogóle co to za K A O R U ?! Niech spada od mojego Yasuro. Zrobię wszystko, żeby do niczego nie doszło, bo wtedy bym się chyba pod ziemię zapadł.! No nie. Zaraz wyjdziemy z tej pięknej, CICHEJ uliczki... Nie lubię zgiełku panującego na głównych ulicach. Kocham spokój i ciszę, ale nie jestem jakimś odludkiem. No i zaczęło się...!

- Chodź, pojedziemy metrem. Będzie szybciej. - stwierdził chłopak.
         
Po kilku sekundach przyjechał pociąg. Wsiedliśmy do niego nie rozmawiając ze sobą, ponieważ było tyle ludzi, że aż się odechciewało. Kolejne stacje przelatywały nam przed oczami niczym promienie słoneczne. 10 stacja. Nareszcie. Wyszedłem z metra.
 
- Jeeej. - moje rozdziawione usta same wypowiedziały słowo zachwytu.
- Wiem, ale teraz chodź. - Yasuro pociągnął mnie za rękaw.
- To... To... Niesamowite! Jak można pracować w takim miejscu? mój wzrok podążał w górę, wzdłuż lustrzanych okien.
- Hehe. Można się przyzwyczaić. To tylko zwykły budynek, chodź!
         
Posłusznie podążałem za Yasuro, nie odstępując go na krok. Byliśmy już przed gabinetem jego ojca. Higoshi otworzył drzwi i momentalnie mój humor spadł do zera. Przy biurku siedział nikt inny niż Kaoru.


4 komentarze:

  1. Ho ho ... obrońca Yasuro wkracza do akcji, co mu tam jakiś Kaoru będzie odbijał... yhmm...przyjaciela? ;P
    Wciągam się w to opowiadanie ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie wciąga chociaż mam parę zastrzeżeń. Po pierwsze to za szybkie zakochanie się, a po drugie... Ależ się zerwał na pomoc xd jak dla mnie to taka trochę... em... nienaturalna reakcja? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. hehehe "...niech spada od MOJEGO Yasuro" XD
    Rozbroiła mnie ta jego bezpośredniość. Ten blog wciąga :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedno zastrzeżenie.. Skąd on wiedział, że to jest ten cały Kaoru? Wszystko dzieje się za szybko.

    OdpowiedzUsuń