08.06.2012

Rozdział 42

- Zamierzam poszukać słuchawek. - poprawiłem torbę, w międzyczasie witając chłopaka szczerym uśmiechem, który bez mojej zgody cisnął się na usta.
- Ooo, ja muszę kupić płytę dla brata. Niech ma coś od życia na dziesiąte urodziny. - podszedł bliżej, aby nie krzyczeć podczas rozmowy - Myślałem nad czymś innym, ale płyta będzie chyba najodpowiedniejsza.
- Z muzyką? - zapytałem, lustrując jego bardzo mocno ścieniowaną grzywkę.
- Tak, kocha trzy zespoły, więc ciężko było wybrać, no ale...
- Mogę ci pomóc. - sam nie wiem dlaczego to zaproponowałem. Może w taki piękny dzień nie chcę być sam?
- Chce ci się? - otworzył szerzej oczy, a w głosie było słychać niedowierzanie - Mam trochę sklepów do obejrzenia...
- Aaa tam, mam czas. - poprawiłem kołnierz koszuli - Czy wyglądam na takiego, który się spieszy? - popatrzyłem nieco w dół, gdyż czarnowłosy był ode mnie niższy o głowę.
- To chodź, ty też od razu poszukasz słuchawek. - ucieszył się, przez co odgarnął grzywkę i ruszył w stronę innych pawilonów.
- Twój brat też lubi na czymś grać? - ciekawy sam zacząłem nawijać, przytrzymując dłonią szelkę teczki.
- O dziwo nie ma do tego kompletnie słuchu, ale za to jak coś narysuje, to mi aż wstyd patrzeć na własne bohomazy. - zaśmiał się, patrząc prosto w moje tęczówki.
- Na pewno przesadzasz. Ja to w ogóle... Pięć patyków, kółko i oto mój przepiękny szkic człowieka. - pokręciłem głową, kiedy zdałem sobie sprawę, że w ogóle nie mam talentu plastycznego. 
- Witam w klubie. - zaśmiał się ponownie - Przynajmniej...
- Ukyo. - przerwałem mu, wskazując na jeden z ulubionych sklepów - Tutaj pewnie będzie coś ciekawego.
- No tak, zapomniałbym, heh.

Po chwili oboje przeglądaliśmy kolorowe albumy popularnych wykonawców, jednak ku mojemu miłemu zaskoczeniu nastolatek pokręcił nosem i poprowadził mnie w głąb regałów bardziej przypadającej mojej duszy muzyki. Przykucnął, zaczynając szperać między półkami. Po paru minutach zrezygnowany poprawił włosy i stanął naprzeciwko mnie.

- Nic tu nie ma. Przeszukałem już 5 sklepów i pustka! Ciągle nie ma tej płyty, którą chcę kupić. - wzruszył ramionami - A brat ma już jutro urodziny...
- W takim razie... - przyłożyłem palec do ust i spokojnie obserwowałem co rusz przemieszczające się ekspedientki - Chyba wiem gdzie możemy iść. Tam na pewno coś będzie. - nie otwierając ust, uśmiechnięty czekałem na jego odpowiedź.
- Dobra, i tak już gorzej być nie może... Ale najpierw muszę kupić coś do picia, bo zaraz umrę.
- No tak, przecież ja nie będę zbierał zwłok z podłogi, masz rację. - zawsze lubiłem przekomarzać się z ludźmi, oo tak.
- Dzięki. - spojrzał na mnie sceptycznie, po czym rozchmurzając się wyszliśmy z budynku.

To było trochę dziwne... Nigdy z nikim nie wychodziłem, a w dodatku mało rozmawiałem, a teraz? Zachowuję spokój i strasznie luźno gawędzę o jakichś pierdołach, jakbym spotkał jakiegoś kolegę z dawnych lat.

Dzisiaj jest zdecydowanie dobry dzień, a pogoda tuląc mnie swoim optymizmem potęguje radość. 

Po zakupieniu czegoś do picia, postanowiliśmy odpocząć w parku, gdyż słońce zaczęło trochę doskwierać. Muzyczny sklep znajdował się tuż za parkiem, który jest następny z połączeń zieleni w całym mieście. Od razu głośno odetchnąłem, ponieważ nic nie kuło mi skóry, a chłodził ją przyjemnie śmigający zefirek.

Nie wiem skąd ten chłopak się wziął. Chodził wcześniej do mojego liceum? Nie mam pojęcia, ale na prawdę bardzo dobrze spędza mi się z nim czas. Czuję się swobodnie oraz chce mi się gadać i gadać co raczej należy do cech Yasuro. 

Omijając ciemnozielone ławki poszedłem na małą górkę, gdzie usiadłem pod cieniem ogromnego drzewa i w spokoju sączyłem owocowy koktajl. 

- Wiesz... - nastolatek klapnął na mięciutkiej trawie tworzącej pewnego rodzaju krąg - Zawsze chciałem z tobą porozmawiać. - na jego usta wstąpił niepewny uśmiech.
- Słucham? - zbytnio nie wiedziałem o co mu chodzi.
- Bo... Zawsze myślałem, że nie chcesz z nikim rozmawiać. Od pierwszej klasy liceum wyróżniałeś się z tłumu, a swoją postawą dawałeś do zrozumienia, że z byle kim nie będziesz rozmawiał. - kontynuował już bez krępacji, zachowując wewnętrzną harmonię.

Nie mogłem w to uwierzyć, dlatego na samą myśl uśmiechnąłem się życzliwie. Tak wyglądałem? No proszę jaki paradoks... Od początku chciałem, aby ktoś do mnie podszedł i zaczął normalną przyjaźń, a tymczasem przez bolesne wspomnienia i obojętność wyrobiłem sobie takie zachowanie, którego zbytnio nie kontroluję... Heh, to jest moja własna część, nie pozbędę się jej.

- A nie! Nie chodzi mi o to, że ktoś traktował cię jak gbura, wręcz przeciwnie. - poprawił się natychmiast, a ja cierpliwie go wysłuchiwałem - Już nie raz słyszałem, jak moje koleżanki chciały z tobą porozmawiać, ale wstydziły się, ponieważ taki ktoś jak ty mógłby je olać. - tutaj miał rację. Prawdopodobnie tak bym zrobił, ponieważ myślałbym, że to następne krzykliwe panienki - A tymczasem okazało się, że masz przyjaciela, który tak swobodnie i bezproblemowo rozmawia z tobą dosłownie o wszystkim. - popatrzył na soczysty chodniczek, powolutku skubiąc pojedyncze źdźbła trawy - Kiedy dowiedziałem się, że będziesz pomagał w przedstawieniu trochę się przestraszyłem, gdyż nigdy nie chciałem mieć z tobą na pieńku.
- Serio? - odłożyłem pudełko z napojem, uważnie obserwując jego mimikę.
- No tak... Na prawdę twoja postawa zapewnia ci większą nietykalność i respekt. 
- No proszę...
- A jednak nie pożerasz w całości... - pokazał klawiaturkę zębów.
- Tak, połykam. - machnąłem włosami pokazując jakbym coś szarpał. W odpowiedzi kolega zaśmiał się dosyć głośno - To faktycznie jestem dziwny. Ale wiesz co, jakoś nigdy ciebie nie widziałem... - podrapałem się po czubku głowy, ukazując skruchę.
- O, w sumie nie dziwię się. Dopiero dwa tygodnie temu pofarbowałem włosy na czarno i jakoś je ułożyłem.
- Jakoś?! One są super pocieniowane. - wyprostowałem się i przechyliłem do przodu swój korpus - Jaki wcześniej miałeś kolor?
- Ciemnobrązowy, a cieniowanie to nic... Chciałbym mieć naturalnie proste oraz czarne włosy, jak na przykład ty. - wskazał palcem na moje kłaczki, przez co mój wzrok powędrował do góry.
- A skąd to wiesz? Może prostuję i...
- To widać. - stwierdził w trakcie westchnięcia.
- Ja nie widzę.
- Ponieważ się nie przyglądasz.
- A tam, nie będę z nosem wchodził w czyjąś głowę. Włos to włos. - jakoś nie widziałem Ukyo w kręconych loczkach.
- Który mam już zniszczony od wieloletniego prostowania. - nawinął na palec jeden kosmyk.
- Ja tego nie widzę, wyglądają naturalnie.
- Dobrze, dobrze... Odpowiedz mi lepiej na inne pytanie. - położył dłonie na swoich kolanach, siedząc po turecku - Nie chcesz grać z nami w zespole na przedstawieniu? Przecież z twoimi umiejętnościami wiesz co moglibyśmy zrobić? - słysząc to przewidywalne pytanie przekręciłem się w prawą stronę.
- Nie chcę. - odpowiedziałem krótko i zwięźle, bez zbędnych ogródek.
- Dlaczego? - zobaczył zmianę w moim nastroju, jednak ciekawość wygrała.
- Grywam dla siebie i tak zostanie.
- Ale...
- Po prostu nie będę grał i już. Niektóre rzeczy powinny zostać w środku człowieka. - patrzyłem prosto w jego zakłopotane tęczówki.
- Ah tak, przepraszam... - mruknął cicho.
- No już, co to za grobowy nastrój? Jeszcze nie umarłem.- zmierzwiłem jego włosy, uśmiechając się dość szeroko.
- Czyli... Pomożesz mi trochę? Ciągle robię podstawowe błędy. - wesoła natura czarnowłosego wróciła na swoje miejsce.
- Pomogę, w końcu takie moje zadanie. - wzruszyłem ramionami i z trudem podniosłem się z ziemi - Chodź, bo zamkną nam sklepy. - sprzątnąłem po sobie śmieci, a Ukyo dopijając colę dołączył do mnie po paru sekundach.

Ponownie wdaliśmy się w długą dyskusję, przerywając ją dopiero w budynku. Z tego co się dowiedziałem, jestem przeciwieństwem szkolnego Taisho, chociaż ostatnio się zmieniłem. Hmm... Niby ja? Nie widzę żadnych zmian, no ale ok, ludzie to ludzie.

Tak jak podejrzewałem wszystkie płyty były porozwalane, więc trudno będzie cokolwiek znaleźć. Ceny również wisiały na jednym włosku lub jedna zaklejała drugą.

- Geez... - chłopak popukał swoje czoło - To jest sklep czy skup plastiku? - stanął obok mnie, ze zmarnowaniem lustrując szafeczki.
- Coś za coś. Nie mają tu zbytniego porządku przez chamskich klientów, ale na pewno znajdziemy to, czego szukasz.
- Mam taką nadzieję... - przełknął ślinę, nie wierząc w ilość rzeczy niepoukładanych na półkach. Brak kolejności poprzestawianych albumów był znacznie irytujący - Ja się poddaję. - sapnął po kilku minutach szperania i usiadł na miękkim, szarym dywanie.
- Cienki jesteś. - wystawiłem mu język i przesunąłem część pudełek, które prawie zleciały na moje stopy. 

Po 3 minutach o dziwo wyciągnąłem dobrą okładkę, jednak teraz zostaje zobaczyć jej zawartość. Jak myślałem ta również była podmieniona. Burknąłem coś pod nosem, jednak ze stoickim spokojem zacząłem sprawdzać pobliskie albumy.

Na prawdę byłem dosyć wysoki jak na społeczeństwo w moim wieku, a moja budowa nie należała do tych grubszych. Nie przypominam chudzielca czy konusa, ale mam strasznie wąskie biodra. Dziękować Bogu za to, że nie mam babskiej figury, tego by jeszcze brakowało. Jak to powiedziała ciocia - mam idealne wymiary, jak model. Ukyo chyba to zauważył, gdyż co rusz oglądał mnie od dołu, zatrzymując się najczęściej na włosach. 

Zajęty sprawdzaniem wnętrzności opakowań nie mogłem dostrzec jego zachowania.

- Mam! - gwałtownie odwróciłem się na pięcie.
- Już? - zdziwiony podparł się o półkę i dźwignął swoje ciało - Myślałem, że dłużej ci to zajmie.
- Trzeba umieć szukać. - podałem mu upragnioną płytę i poprawiłem osuwającą się z ramienia torbę.
- Dzięki. - odetchnął z ulgą i poszedł zapłacić sporą sumkę.

Na dworzu zrobiło się nieco chłodniej, czyli jak dla mnie idealnie. Słońce nie piekło ludzi, tylko życzliwie ukryło się za chmurami, którym wcale nie spieszyło się z przepłynięciem. Odgarnąłem grzywkę, chcąc odczepić źle sklejone kosmyki, po czym wyprostowałem się, widząc idącego nastolatka.

- Jeszcze raz wielkie dzięki. Gdyby nie ty, pewnie musiałbym kupić coś innego, a do tego nie mam teraz głowy. - rozejrzał się na boki.
- Nie ma za co.
- Może cię podwieźć? Tata zadzwonił i właśnie widzę, że na mnie czeka.
- Nie, przejdę się.
- Na pewno?
- Ta, na pewno. - pokiwałem głową.
- Jeszcze raz wielkie dzięki. - zaśmiał się, idąc do samochodu.
- Leć już, bo mnie zdenerwujesz. - krzyknąłem na odchodnym.

Na to wszystko zareagował mój szanowny brzuch, który przewrócił się parę razy, na co postanowiłem przyspieszyć wolną przechadzkę. Pozwalając na drastyczne rozwiewanie moich włosów z radością zamknąłem drzwi od domu. Ja rozumiem, że idzie burza, ale nie musi wiać halny! Nienawidzę wiatru, nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę...

W mieszkaniu jak zwykle panowała cisza, przerywana niegłośnymi syknięciami dochodzącymi do moich uszu z kuchni. Sprawnie zdjąłem torbę oraz zrzuciłem buty, po czym przemywając dłonie wparowałem do jadalni. Zastałem tam Hiro paradującego w krótkich spodenkach, koszulce oraz z patelnią w ręku.

- Matko, co ci się stało? - zawołał, kiedy zobaczył moją nędzną fryzurę - Jak Einstein! - zaczął się śmiać.
- Ha, ha. - przekręciłem głowę, robiąc ogromny grymas - Wyjdź sobie w taką pogodę na zewnątrz, to zobaczymy jak będziesz wyglądał. - usiadłem na wygodnym krześle - Gdzie rodzice?
- Chodzi ci o tatę? - zapytał z ironią, dodając do mięsa curry.
- Jakie ty masz dzisiaj zabawne żarty braciszku, no doprawdy. - machnąłem ze zrezygnowaniem ręką - Gdzie mama? - posłałem mu pocieszający uśmiech, który odwzajemnił jak tylko się odwrócił.
- Wyjechała. - palnął bez zastanowienia.
- Jak to wyjechała?! - krzyknąłem, czując narastającą złość. No i nie kupiłem słuchawek.

Tak oto piękny dzień uleciał z tą równie fascynującą chwilą.


7 komentarzy:

  1. Chyba najbardziej z całej treści każdego rozdziału lubię Twoje zakończenia,zawsze coś mnie zaskoczy albo rozbawi, doprawdy,masz talent kobito ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. znowu świetne , nie sądziłam że polubie opowiadania yaoi , ale dzięki tobie tak jest , cuuudne /Jess

    OdpowiedzUsuń
  3. dziewczyny to nie jest yaoi :) przynajmniej narazie :) wybaczcie Za wyprowadzenie was z bledu :) Ale w yaoi często są opisywane sceny sexu yaoi Nie oznacza miłości między facetami tylko jest To gatunek mangi i anime opowiadającej najczęściej pikantna miłość między facetami a to co jest na tym blogu Można nazwać jedynie shounen-ai :) Czyli opowiadanie z bardzo rozwinięta fabułą o delikatnej miłości między facetami :) -YoOomixkun

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale może coś się jeszcze rozwinie :)

      Suzi

      Usuń
  4. Boże.. to jest genialne ! <3
    Czytam jeden rozdział i już nastepnego doczekać sie nie moge ! Kocham kocham kocham ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Halny jest wiatrem lokalnym w tatrah bodajże.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie nazwała bym tego ani yaoicem ani shounen-ai, zwykłe opowiadanie obyczajowe o życiu dwóch przyjaciół tylko tyle że jeden się w drugim zakochał co jest tylko pokazywane w jego myślach, Brava dla autorki tego "yaoi" bo tak to nazwała.

    OdpowiedzUsuń