09.06.2012

Rozdział 79

Ostatnio odwiedzanie Arkadii stało się naszym nałogiem. Nawet w sytuacji, gdzie nie mieliśmy szczególnego celu, wydurnialiśmy się lub po prostu kłapaliśmy wiecznie rozdziawionymi jadaczkami. Akane jest i chyba zostanie jedyną dziewczyną, z którą dogaduję się aż tak dobrze, no nie da się przy niej smucić, a co dopiero nudzić. Czasem, gdy Ukyś ma wolną chwilę, zabieramy go ze sobą i wtedy to już w ogóle mamy totalną głupawkę, kocham takie dni. Dzięki tym głupkom nie muszę myśleć o Yasu w niepotrzebnych ilościach.

Odprowadziłem siedemnastolatkę na przystanek, po czym sam udałem się na busa, gdyż nie chciało mi się drałować taki kawał na piechotę, a to wszystko przez angażowanie się na rzecz szkoły!
Z sapnięciem zauważyłem odjeżdżający właśnie pojazd, dlatego załamany usiadłem na murku, czekając na kolejny, który pojawi się tutaj pewnie za 15 minut. Naprawdę podziwiam ludzi, którzy na luzie prowadzą tak szybki tryb życia, gdzie ledwo starcza czasu na sikanie. Jak przyjdę, w biegu coś przekąszę, a potem wezmę się za gegrę, pogram na gitarce i wieczór będę mieć wolny dla siebie, tak zrobię, o. Tak, doskonały plan. 

Oniemiały zacząłem grzebać palcami w kieszeni drżących spodni, a gdy dotarło do mnie dla kogo ustawiłem charakterystyczny dzwonek sms-a, szarpnąłem za materiał. Energicznie pociągnąłem telefon w górę, aż wyskoczył z jednej, trzęsącej się dłoni i poleciał do drugiej, która wcale nie okazała się lepszym hyclem, przez co komórka ze zgrzytem przeturlała się po chodniku. 

- Kurwa!  przekląłem, zwracając na siebie uwagę przechodniów.
- Sha la la... - melodia dalej ciągnęła swój żywot, czyli aparat cały i zdrowy.

Sha la la, Taisho to du-pa! Kuźwa, tak ekscytować się marnym sms-em i do tego przy ludziach? A mam was gdzieś, możecie mi naskoczyć, o!, bo dostałem wiadomość od Yasu, mojego Yasu. Nie oddam go wam!


'Co robisz, jesteś może w domu?'


Czy on chce mnie dobić? Pytam, czy on chce rozpierdolić mój system? Dobra Taisho, spokojnie, chyba za bardzo się wczułeś w tę całą nerwową atmosferę... To nic, że ludzie się na ciebie patrzą, nic.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, odpisałem mu, jednocześnie siadając na betonie.


"Właśnie czekam na busa, bo jestem w centrum. Tylko ja mam takie szczęście, że przed nosem odjechał mi wcześniejszy ._."

'Haha, tak, ty i twoje szczęście. A co robiłeś w centrum? Myślałem, że byłeś w szkole dłużej, a potem poszedłeś do domu.'


Napisał do mnie, napisał! Co prawda nie wczoraj, ale i tak coś rozrywa mnie od środka i wcale bym się nie zdziwił, gdyby wylazło, siejąc spustoszenie. Biedna ludzkość. Na stos z Tai!


"Nie, Akane znów mnie wyciągnęła. Ale mnie boooolą nogi..."

'Ciebie zawsze coś boli, więc nie narzekaj... :> Ok, nie spóźnij się na następnego busa, idę jeść.'

"Ej, czekaj. Co chciałeś?"

'Ano patrz! Zapomniałem. Bo w domu znowu spotkania i nie mam gdzie się z nauką podziać.'

"No to za pół godziny będę w domu. Możesz wpadać. Po co ty się wgl o to pytasz?"

'Nie wiem... :p To będę za godzinkę, oke?'

"Ok :>."


Udobruchany, z rozgrzanym serduchem podłączyłem czarne słuchawki i przełączyłem na ulubiony kawałek, aby zabić czas. Kiler ze mnie, nie ma co.
Nagle mnie olśniło i zerwałem się do biegu, w kierunku sklepu spożywczego. Wziąłem wszystko co chciałem i równie gwałtownie rzuciłem się w drogę do przystanku. Trochę zziajany zerknąłem na zegarek, dochodząc do jasnego wniosku, zdążyłem. Wsiadłem do wozu i po zakupieniu biletu klapnąłem za jakąś starszą panią, opierając łokieć o czystą szybę.

Takie tempo kiedyś mnie zabije.



***



Od dobrej minuty wywijałem piruety i szedłem wzdłuż uliczek, jak rasowy ćpun, czując żywo przepływające przeze mnie szczęście. Zobaczę aniołka, choć na trochę, przed koncertem, potem będzie miał więcej czasu i wtedy na stówę gdzieś go wyciągnę!
Gładką powierzchnią dłoni nacisnąłem na klamkę od szanownej furtki i stuknąłem podeszwami o kafelki.
Jezu, Achati?!

- Taishoo! - natychmiast rozweselony wyskoczył ze schodków i objął drobnymi rączkami mój pas, wtulając w niego nos.
- Dlaczego nie wszedłeś do środka? Hiro powinien być w domu... - uśmiechając się troskliwie, wziąłem go na ręce, łaskocząc po szyi.
- Nie... - zaśmiał się, łapiąc moje palce - Wolałem poczekać na ciebie.

No i powiedzcie, jak mógłbym się gniewać na takiego szkraba? Ma takie pocieszne oczy i słodziutkie reakcje, jeśli czymś się go zawstydzi, a gesty...! Rasowy podrywacz. O matko, jestem pedofilem?! 
Potrząsnąłem dyńką, przekraczając próg domu z brzdącem w ramionach. Kurde, że też akurat dziś, muszę ci odmówić, przepraszam. Postawiłem go na podłodze i złapałem rękoma za dwie części kołnierza.

- Przepraszam cię Achati, ale mam zaraz ważną wizytę i niestety nie mogę spędzić z tobą czasu. Nie będziesz się gniewał? Hiro odwiezie cię do domu, pojedziesz z nim?
- Hym... - zastanowił się chwilę, po czym przepięknie rozpromienił - Tak, pojadę!

I jak nie kochać takiego dziecka? Które uśmiecha się do ciebie, jest świrnięte, otwiera się tylko przy tobie i ma wymarzony charakter? Inne bachory niech się schowają, nie cierpię ich!
Wtuliłem w siebie to lekkie, kruche ciało, które cały czas się chichrało, ponieważ 'łaskotałem' włosami. Ale jestem samolubem, biedne, rozczulające me serce dziecko, ono mnie rozmiękcza. Zostawiłem go na sekundkę w przedpokoju, a sam poleciałem na górę, o mały włos nie gubiąc kompletu zębów.

- Hiro! - krzyknąłem wraz z trzaskiem otworzonych drzwi. Moje oczy i usta wyrażały ogromne przejęcie.
- Co jest! Zamach planujesz, czy jaki diabeł, że mnie tak straszysz?!
- Mój braciszku kochany, najlepszy ze wszystkich, o wspaniałym poziomie inteligencji, przepiękne bóstwo itd. - kiwał na potwierdzenie głową, aż duma z niego parowała, lecz na ostatni wyraz usłyszałem oburzone 'eeej!' - Mógłbyś zawieść Achatiego do domu? Nie wiedziałem, że przyjdzie, a już umówiłem się z Yasu...
- Okazując moją dobroć, wszechobecną światłość w obliczu tak potężnego wroga, jakim jest twoja panika, mogę...
- Hiro, nooo! - tupnąłem nogą, aby choć troszkę się pospieszył - Mam pięć minut, bo ten za...jechany bus się wlókł!
- Dobra już, dobra, pomogę. Napisz mi adres i po sprawie, ale pamiętaj, wisisz mi obiad w twoim wykonaniu...
- Coo?! To oszustwo. Ale dobra, tylko idź już... - pchnąłem go w stronę wyjścia i nie patrzyłem nawet na schody. Chodził po nich dłużej niż ja, poradzi sobie!
- Tai...! - syknął ostrzegawczo, przekładając przez ramię szary sweter, ale kiedy zobaczył małego księcia, od razy złapał wyszczerz - Hej mały, jedziemy? - podniósł go bez problemu nad głowę i zakręcił, udając karuzelę.
- Taaak...! - blondyn śmiejąc się, pozwalał robić ze sobą wszystko, na co mieliśmy ochotę, i tak czerpał z tego samą radochę.
- Do zobaczenia. - pomachałem im obu, aby następnie rzucić się na swój pokój, który przeżył armagedon.

Już nigdy nie uwierzę Hiro w słowa typu 'Twój pen drive? Wkładałeś go przy mnie tam...' To jego pierdzielone 'tam' przespało się chyba z całym pokojem, bo przeszperałem wszystkie zakamarki, a tego małego gówna ani śladu! Ja mu dam obiadki, za ten syf zrobię danie z jego twarzy. Trzeba to ogarnąć... Gazem!



***



Ze stąpaniem ciężkości chyba ciężarnej słonicy, podbiegłem do drzwi i rozpromieniony uchyliłem deskę, zachowując względną naturalność.

- Sorka. - śmiech szatyna dogłębnie połaskotał moje uszy, jednak dzielnie sterczałem jeszcze na nogach.
- Bardziej pasuje hej, a nie 'sorka'. Ch...
- Herbaty poproszę. - odsunął mnie na bok, ponieważ chciał ściągnąć swoje granatowe vansy. Dotyk przysmażył niewielką część letniej skóry, chowającej się pod moją koszulką.
- Na razie ze swoich specjałów mam jedynie białą, wypili mi taką dobrą, z Hiszpanii. - skierowałem nasze kroki do kuchni, po czym wesoły od A do Z otworzyłem szafkę na oścież - Wybieraj. - złapałem za czajnik, wstawiając wodę.
- Hmm... Zawsze masz za duży wybór.

Gdy podszedł do mebelka, moje oczy same zaczęły go skanować, dokładniej niż najlepsze lasery. Białe skarpetki doskonale współgrały z obcisłymi rurkami koloru jasnego beżu, które marszczyły się nieco na kroczu, pod kolanami oraz przy kostkach. Co mnie najbardziej zaskoczyło, to luźna, śnieżna koszulka z różnobarwnym nadrukiem przedstawiającym jakieś stworki?, przylegająca do torsu, ale na dole swobodnie wisząca, fałdami układając się na dżinsach. Na to wszystko miał narzuconą czarną, można by rzec puchatą bluzę, gdyż jej rękawy były wykonane z miękkiego, grubego materiału, zwężanego przy końcach elastycznymi ściągaczami. Orzechowe kosmyki w nieładzie kołysały się przy najmniejszym drgnięciu, charakterystycznie ślizgając się jeden po drugim, cienkimi warstwami. Kiedy ostatni raz mu się przyglądałem, nie miał maleńkich pazurków przykrywających górną część policzków, ani pasm włosów przeplatających się ze sobą nierównomiernie na głowie. Przysięgam, że był u fryzjera i ścieniował całe kłaczki, zostawiając najdłuższe kosmyki z tyłu, sięgające karku oraz bardziej zakrył swoje prawie niezauważalne uszy. Zielone, żywe tęczówki idealnie oprawiała tuż nad nimi nierówna, wisząca grzywka, a doskonałość jego urody podkreślał uśmiech wypełniony białymi, prostymi zębami. Geez, nakręciłem się, muszę ochłonąć, bo przeraża mnie siła własnego pożądania. Dobrze, że stał odwrócony tyłem, bo inaczej gapiłbym się nieustannie na jego świetnie zbudowaną klatkę piersiową.

Zajrzałem mu przez ramię, kiedy mówił coś pod nosem, a na nic konkretnego się nie zdecydował. Zaciągnąłem się fantastycznym zapachem, domykając szerokie zasłony, zwane powiekami.
Cynamon...

- Wybrałeś coś?
- Tak. - zaśmiał się swoim tonem... Takim niskim, ale tym samym nieco piskliwym, co dawało efekt męskiego, świeżego śmiechu? Tak Tai, lecz się... A także postawił na blacie czerwone pudełeczko - Pójdę już na górę.
- Ok.

Udając, że wyciągam kubki, przyglądałem się każdemu skraweczkowi yasurowego ciała, które powoli odchodziło od mojej osoby. Westchnąłem, gdyż przypomniałem sobie moment, w którym położył ziółka, a ja mogłem przyjrzeć się jego zupełnie gładkim, czystym dłoniom. 
Gdyby tymi dłońmi kiedyś dotknął mojego torsu, opuszkami przejechał po wardze... Matko, nie myśl o tym, nie myśl!
Złapałem się za twarz i walcząc ze swoimi odruchami, ochoczo zalałem nieduże torebki. Z gracją kelnera pojawiłem się w swoim królestwie, a naczynia postawiłem na półce, przy której siedział.

- Taisho... - załamany uderzył czołem o zeszyt ze sztywną okładką - Nic nie rozumiem... Musisz mi pomóc. - widząc błagający, zdesperowany wzrok, pokiwałem współczująco głową.
- Nie ma sprawy, pomogę. - przyciągnąłem do niego krzesło - Ale najpierw trzymaj. - zaśmiałem się, wyciągając z plecaka fioletowe opakowanie.
- Mentoosiki! - ucieszony położył na nim swoje łapki - Dzięki.
- No dobra, czego nie rozumiesz?
- Wszystkiego.
- To mi ułatwiłeś robotę...

Burknąłem do siebie, ale dzielnie zaczerpnąłem powietrza, po czym rozpocząłem 'lekcję'. Od początku szło nam koszmarnie, on niczego nie kumał, choć tłumaczyłem wiele razy, na wiele sposobów. Po jakimś czasie zauważyłem, że nie chodzi o to, czy szybko łapie, czy też nie. On po prostu ewidentnie to olewał, nie był skupiony, lecz udawał, że wszystko jest ok. Skoro przychodzi się uczyć, to mógłby słuchać tego, co mam do powiedzenia.

- Yasu, przyłóż się, a nie żresz mentosy.
- Nie moja wina, że je dałeś.
- Nie potrafisz żuć i myśleć?
- Ha, ha, nie nabijaj się. - fuknął urażony.
- Nie nabijam się... Po prostu twoje braki mnie przerażają. Jeśli tak będzie dalej, na serio możesz nie zdać.
- Oj tam, w szkole idzie lepiej, klasówki motywują. - zaśmiał się - A jak nie zdam, będziesz zbierał pieniądze przez granie i oddawał je mi. Proste, nie?
- Taa, jasne. - pstryknąłem go w nos, na co oddał mi nogą w kolano.
- Ej! - zaczęliśmy walczyć między sobą, wciskając drugiemu palce to w żebra, to w barki, ogółem w górne części ciała.
- Yasu...! Oszukujesz! - zerwałem się z siedzenia, rzucając w niego poduszką.
- Ja oszukuję?! Czy moje palce przypominają poduszki?
- No wiesz...
- Łap! - zgarnął z parapetu doniczkę z kaktusem i udał, że ją rzucił.
- Nie! - wyciągnąłem łapki, ale po chwili przyłożyłem jedną do piersi - Weź mnie tak nie strasz!
- Hahaha, złapałbyś!
- Oczywiście! Szkoda mi kaktusa.
- Hahaha, domowa akupunktura, rozumiem.
- No bardzo śmieszne!

Chciałem rzucić w niego czymś, co leżało blisko, więc padło na 32-kartkowy zeszyt od bioli, jednak zanim po niego sięgnąłem, ten dzikus rzucił się na mnie i przewalił na łóżko. Zaczęła się szamotanina, w której nikt nie chciał dać za wygraną, zupełnie jak dzieci, a chichraliśmy się chyba bez końca. Muszę przyznać, że nieco wystraszył mnie jego wzrost siły. Nie żeby był cieniasem, ale zawsze go pokonywałem, był ode mnie słabszy, bo wolał trenować kondycję, biegając jak idiota.

Skończyło się na tym, że zakleszczyłem go nogami w pasie, a on skrzyżował mi dłonie tak, że wyglądaliśmy co najmniej komicznie. Odrobinkę zdyszany, burknąłem.

- A kto by mnie słuchał?
- Ja na pewno. - zajrzałem w głąb jego tęczówek i aż przeszedł mnie paraliżujący dreszcz. Właśnie siedzi na mnie YASURO, no spoko, siema, Taisho jestem! - O, sorka, tata dzwoni.

Oboje poczuliśmy wibrację, a zaraz po niej melodia zaczęła swój lot, przez co chłopak podniósł się ze mnie, poprawiając bluzkę.

- Muszę iść do pracy ojca. - powiedział zezłoszczony.

W momencie, którym uniosłem swoje zwłoki i popatrzyłem na jego minę, zrozumiałem, że raczej on i pan Higoshi nie byli ze sobą w dobrych relacjach. To mnie zaskoczyło.


4 komentarze:

  1. ha ha ha Taisho-pedofil wooo ;P
    Ja sama powoli się tak czuję, latam i piszczę jak nastolatka jak pojawi się jakiś młodszy zespół k-popowy, a oni coraz młodsi się robią, a ja odwrotnie -.-
    Ren z NU'EST skarbieee <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww :) Ja właśnie słuchałam bigbang a teraz gee z girls generation xD a do tego gram w osu w it hurts 2NE1 kocham je xD też jarasz się K-popem jak Jinki kurczakami xD ? Dobra Dobra ogar xd co do notki to Oki szkoda że się od siebie oddalają boję się że to się skończy bez wyjaśnienia... -YoOomixkun

    OdpowiedzUsuń
  3. " O matko, jestem pedofilem?! " Rozwaliło mnie to XD

    Suzi

    OdpowiedzUsuń
  4. Taisho pedofil, mrrr <3
    + czo ten Yasu tak biega do tego ojca?!

    OdpowiedzUsuń